Islamski terrorysta: „religijny, ale normalny”

Po ataku w Tunezji
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Grzegorz Lindenberg

„Jesteśmy religijni, ale normalni”, powiedziała zszokowana podobno żona francuskiego terrorysty.

Po ataku w Tunezji

Zamachy terrorystyczne w Tunezji, Francji i Kuwejcie w piątek, dzień po uzgodnieniu przez Unię Europejską planu dobrowolnego przyjęcia 60 tysięcy uchodźców/imigrantów z Afryki i Syrii, stanowią ponury komentarz do polityki imigracyjnej Unii.

Zamachy, do których wezwało Państwo Islamskie (ISIS) z okazji Ramadanu (a które uczciło Ramadan czwartkową masakrą 150 syryjskich cywilów, w tym kobiet i dzieci) raczej nie wywołają w społeczeństwach europejskich większej gotowości do przyjmowania imigrantów płynących przez Morze Śródziemne. To samo ISIS zapowiedziało przecież umieszczanie wśród tych imigrantów swoich terrorystów (jednegojuż przemyciło na pewno – tunezyjski terrorysta ze styczniowego zamachu na muzeum został w maju aresztowany w Mediolanie, przypłynął na łodzi). Teraz o tej groźbie obywatele Europy niewątpliwie sobie przypomną – ISIS słów na wiatr nie rzuca. I opór przeciwko przyjmowaniu imigrantów się tylko zwiększy. A może być ich jeszcze więcej.

Kolejne uderzenie w tunezyjską turystykę zada jej pewnie cios śmiertelny, a turystyka to 15% dochodu narodowego Tunezji. Bez turystów Tunezji grozi masowe bezrobocie i bieda, prowadzące do destabilizacji politycznej. O to dokładnie chodzi islamistom – o chaos, w którym załamie się jedyna funkcjonująca jako tako w krajach arabskich demokracja, a po władzę będą mogli sięgnąć fanatycy. Druga Libia u granic Europy to jeszcze dodatkowe setki tysiący imigrantów przybywających na łodziach do oazy spokoju i dobrobytu.

Unijny plan ograniczenia imigracji nie działa

Zapowiadany dwa miesięce temu unijny plan ograniczenia wypraw nielegalnych łodzi z Libii poprzez ataki na przemytników ugrzązł politycznie. Unia chce dla niego zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ, której z powodu sprzeciwu Chin i Rosji nie dostanie, a bez tej zgody żadnych ataków na wodach terytorialnych Libii nie przeprowadzi. Mogłaby, gdyby miała zgodę rządu libijskiego, ale w Libii są dwa konkurencyjne rządy i nawet ten przez Unię uznawany nie zgadza się jej militarne działania – proponując, że sam poradzi sobie z przemytnikami, jeśli dostanie od Unii pieniądze i broń. Więc militarnych działań UE przeciw przemytnikom nie prowadzi i po prostu używa okrętów wojennych do wyławiania imigrantów na Morzu Śródziemnym – de facto pomagając przemytnikom, którzy mogą używać mniejszych i gorszych łodzi.

Proponowane przez Unię dobrowolne rozlokowanie w Europie 40 tysięcy imigrantów i 20 tysięcy Syryjczyków (prawdziwych uchodźców, przebywających w obozach) jest i tak kroplą w morzu. Od stycznia do maja przybyło przez Morze Śródziemne do 150 tysięcy imigrantów, co stanowi dwu i półkrotny wzrost w stosunku do ubiegłego roku. Imigrantów płynie więcej nie dlatego, że nasilają się wojny (większość stanowią Afrykanie z krajów, gdzie konfliktów zbrojnych nie ma) ale ponieważ rozeszły się wieści, że Europa ratuje i przyjmuje. Aktualna decyzja o przyjęciu tych 60 tysięcy zachęci nowych i nowe setki tysięcy postarają się do Europy przypłynąć.

Widać jednak zmiany w podejściu do tych imigrantów wśród polityków i mediów. Początkowy plan rozlokowania 60 tysięcy miał być planem obowiązkowego przyjmowania ich w poszczególnych krajach według rozdzielnika stworzonego przez Komisję Europejską. Teraz, po gwałtownym sprzeciwie m.in. premier Ewy Kopacz, przyjmowanie ma być dobrowolne, a konkretne liczby podane przez rządy do końca lipca. Bardzo bym się zdziwił, gdyby po aktualnych zamachach Polska zgodziła się na przyjęcie więcej niż kilkudziesięciu osób, a nie kilku tysięcy, jakich oczekiwała od nas Unia.

Uchodźcy czy nielegalni imigranci

A media powoli przestają pisać o „uchodźcach”, używając często określeń „imigranci” albo „nielegalni imigranci”. Bo też i większość tych, którzy przypływają do Włoch i Grecji, to nie żadni uchodźcy wojenni czy polityczni szukający azylu, lecz imigranci ekonomiczni, teoretycznie nielegalni.

W ubiegłym roku o azyl ubiegało się we Włoszech 65 tys. osób, mniej więcej jedna trzecia wyłowionych przez włoską marynarkę. Reszta, dwie trzecie, przedostała się do innych krajów europejskich, chociaż mogła ubiegać się o azyl we Włoszech – ale najwyraźniej nie miała do tego podstaw. A spośród tych, którzy się ubiegali, zaakceptowano 60%. Czyli azyl – i status uchodźcy – przyznano ok. 40 tysiącom osób na ponad 190 tysięcy. Nawet jeśli rzeczywiście wszyscy oni zasługiwali na azyl – co jest wątpliwe, ponieważ na ogół nie mają dokumentów i opowiadają dowolne historie – to i tak prawie 80% to nie uchodźcy, lecz imigranci ekonomiczni.

Czy Unia podejmie zdecydowane działania, ograniczające napływ tych imigrantów? Na razie Włosi pewnie pozbędą się problemu dając nielegalnym imigrantom tymczasowe wizy pobytowe, z którymi większość z nich pojedzie do Niemiec, Francji i Szwecji. Przypuszczam, że dopiero jakiś dramatyczny kryzys może Unię zmusić do realnego przeciwdziałania napływowi imigrantów. Obawiam się, że takim kryzysem będą kolejne zamachy, tym razem przeprowadzone przez zapowiedzianych przez ISIS, przemyconych na łodziach terrorystów.  Chyba, że w ramach pomocy gospodarczej dla Tunezji Unia zapłaci jej za stworzenie obozów  dla uchodźców/imigrantów, w których rozpatrywane będą wnioski azylowe, zanim oni wyruszą do Europy. Projekt takich obozów Unia ogłaszała wraz z projektem bombardowań łodzi przemytniczych i również nic w tej sprawie nie zrobiła. Może teraz będzie miała sposobność.

A terroryści nie muszą do nas przypływać na łodziach. Francuski zamachowiec był francuskim muzułmaninem, dobrze zintegrowanym: żona, troje dzieci, etatowa praca kierowcy we francuskiej firmie (jej szefowi odciął głowę). Nie stał się terrorystą z powodu biedy i wykluczenia. I jeśli był rzeczywiście „religijny, ale normalny”, jak powiedziała jego żona, to powinniśmy się tym bardziej czuć zaniepokojeni. Takich jak on może być więcej – a zwiększanie ich liczby o setki tysięcy młodych mężczyzn, którzy u siebie będą czuli się tylko w meczetach, raczej nie poprawi naszego bezpieczeństwa. Chyba, że się okaże, że te arabskie napisy, które zostawił przy ciele zamordownego właściciela firmy to były pretensje o niewypłacone nadgodziny….

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze