Islamski ekstremizm to nie problem – problemem są krucjaty

Zdobycie Jerozolimy w 1299, obraz Claudiusa Jacquanda (XIXw.); źródło: Wikipedia http://en.wikipedia.org/wiki/History_of_Jerusalem_during_the_Middle_Ages
| 10 komentarzy|
image_pdfimage_print

Douglas Murray

Krucjaty, niezależnie od ich okropieństw, nie były wczesnym przejawem „islamofobii”. Wynikły one z wysiłków narodów chrześcijańskich Europy, żeby obronić chrześcijan na Bliskim Wschodzie, zabijanych przez plemiona muzułmańskie. 

Zdobycie Jerozolimy w 1299, obraz Claudiusa Jacquanda (XIXw.); źródło: Wikipedia http://en.wikipedia.org/wiki/History_of_Jerusalem_during_the_Middle_Ages
Zdobycie Jerozolimy w 1299, obraz Claudiusa Jacquanda (XIXw.); źródło: Wikipedia

Co więcej, ich głównym celem było odbicie Jerozolimy z rąk armii muzułmańskich, które ją najechały.

Barack Obama jest prezydentem Stanów Zjednoczonych. Sądząc jednak po jego przemówieniu podczas National Prayer Breakfast, można odnieść wrażenie, że ma on o sobie dużo większe mniemanie.
On sam i autorzy jego przemówień zdali sobie chyba sprawę z jednej rzeczy. Wiadomości w Ameryce, jak i w reszcie świata są zdominowane prze pełne okrucieństwa opowieści ze społeczności muzułmańskich na Bliskim Wschodzie, więc prezydent powinien chyba odnieść się jakoś do przemocy islamskiej.

Prezydent Obama opisał ISIS jako „brutalny, zawzięty kult śmierci, który w imię religii przeprowadza akty niewypowiedzianego barbarzyństwa”. Ta „religia” zamiast „islamu” była w tej przemowie zauważalną subtelnością. Później, kiedy przeszedł do szczegółów, zajął się rozszerzaniem winy na wszystko dookoła. Powiedział tak: „Jesteśmy świadkami wojny sekciarskiej w Syrii, mordowania muzułmanów i chrześcijan w Nigerii, wojny religijnej w Republice Środkowej Afryki, rosnącej fali antysemityzmu i zbrodni nienawiści w Europie, popełnianych często w imię religii”.

Przykład Nigerii jest udany, ponieważ sugeruje, że tamtejszy konflikt religijny to taki sam problem, jak wszystkie inne i nie polega na zabijaniu chrześcijan przez muzułmanów. A kto może przypisać komuś winę, jeśli zbrodni dopuszczają się obie strony?

Jednak argument o fali antysemityzmu w Europie jest co najmniej unikiem albo połączeniem uniku z obwinaniem. Chociaż może to być dla nas szokiem, Europa nie przechodzi przez „rosnącą falę antysemityzmu i zbrodni nienawiści”, ponieważ staliśmy się wszyscy trochę za bardzo chrześcijańscy, żydowscy czy świeccy. Dzieje się tak, ponieważ powojenna imigracja sprowadziła do Europy bardzo duże społeczności muzułmańskie. Wśród nich antysemityzm jest – według słów muzułmańskiego dziennikarza brytyjskiego, Mehdiego Hasana – „rutynowy i powszechny… to nasz mały sekret”. To z tych społeczności wziął się przypływ antysemickich zbrodni nienawiści, które sięgnęły w Wielkiej Brytanii szczytu w zeszłym roku.

Prezydent Obama postanowił zrobić coś, z czego słyną wielcy historycy. Pouczył nas na temat historii religii – tak gładko i nieprawdziwie jak to tylko możliwe. Obama – tak jak wielu innych domorosłych historyków – wybrał za przykład krucjaty. Do tej pory nie uznał ekstremizmu islamskiego za konkretny problem – nawet go jasno nie nazwał – ale postanowił oznajmić, że wszyscy pozostali mogą być tak samo winni, jak religia, której nazwy nie wolno wymieniać: „Żeby nie zadzierać nosa i myśleć, że to dotyczy tylko jakiegoś innego miejsca, pamiętajmy, że podczas krucjat i czasów inkwizycji ludzie popełnili straszne czyny w imię Chrystusa. W naszym własnym kraju niewolnictwo i prawa Jima Crowa (pogłebiające separację białych i czarnych – red.) były zbyt często usprawiedliwiane w imię Chrystusa.”

Skoro to sam prezydent Obama podjął ten temat, można by się spodziewać, że miał dodatkowe informacje. Szczególnie, że krucjaty, niezależnie od ich okropieństw, nie były wczesnym przejawem „islamofobii”. Wynikły one z wysiłków narodów chrześcijańskich Europy, by bronić chrześcijan na Bliskim Wschodzie, zabijanych przez plemiona muzułmańskie. Co więcej, były konkretnie skierowane na odbicie Jerozolimy armiom muzułmańskim, które ją najechały. Kwestia tego, do kogo powinna należeć Jerozolima, jest długa i interesująca. Jeśli nie uważamy, że armie muzułmańskie powinny były podbić Jerozolimę i wyrżnąć chrześcijan z Bliskiego Wschodu tysiąc lat temu, trudno nam także uznać, że krucjaty mamy postrzegać jako szczególny grzech chrześcijan. Amerykańskich chrześcijan może szczególnie dziwić, jaki to rodzaj winy powinni odczuwać z powodu wojny religijnej toczonej całe stulecia przed wyłonieniem się Ameryki jako kraju.

Czy argument o niewolnictwie trzeba w ogóle tłumaczyć? Chociaż to prawda, że można znaleźć ludzi religijnych, którzy angażowali się w niewolnictwo – w Biblii i nie tylko – trudno byłoby historykom zaprzeczyć, że ruch abolicjonizmu również stworzyli chrześcijanie.

Niewolnictwo jest wciąż praktykowane przez muzułmanów w Mauretanii i – jak pokazano ostatnio – przez Boko Haram. Bardzo dziwną interpretacją jest obwinianie chrześcijan o niewolnictwo (praktykowane na całym świecie przez większość historii) i ignorowanie Williama Wilberforce’a, Abrahama Lincolna i innych chrześcijan, którzy poprowadzili świat do obalenia tego procederu.

Obama uważa chyba urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych za niewystarczający i widzi dla siebie jeszcze jedną rolę. Jest to rola głównego organizatora. Niektórych z nas szokuje, że próbuje on nie tylko przewodzić Amerykanom, ale również mówić im, jak i co powinni myśleć.

Nieważne, że w swojej przemowie podczas National Prayer Breakfast nie był w stanie nazwać tego, co analizował. Nieważne, że jego odniesienia historyczne oparte były na błędnym opisie historii. Najbardziej szokuje to, co słuchacze mieli wynieść – zgodnie z intencją prezydenta – z tego przemówienia. Lekcję tę można posumować tak: „Kimże my jesteśmy, żeby kogoś oceniać?”.

Odpowiedź, taką mam nadzieję, jest dla czytelnika oczywista, nawet jeżeli nie jest oczywista dla prezydenta Obamy. Możemy oceniać ISIS, ponieważ ponieważ Stany Zjednoczone i ISIS różnią się całkowicie. Jeśli spojrzymy na pole światowych rozgrywek, mamy prawo osądzać ISIS, ponieważ nie jesteśmy tacy jak oni.

Prezydent Obama nie zaserwował nam jedynie nieprawdziwej analizy przeszłości i teraźniejszości. Starał się uzasadnić, że Ameryka nie ma prawa uczynić czegoś znaczącego wobec wielkiego zła naszych czasów, ponieważ „wszyscy byliśmy źli”. Chyba nie będzie ahistorycznym stwierdzić, że wielkim ludziom, którzy pełnili funkcję prezydenta Ameryki w przeszłości, byłoby – i to wszystkim – wstyd za niego.

Tłumaczenie Veronica Franco
Źródło: http://www.gatestoneinstitute.org/5200/obama-crusades

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze