Islamizacja Europy czy europeizacja islamu?

tibi
| 11 komentarzy|
image_pdfimage_print

Na stronie signandsight.com, która jest angielską mutacją największego niemieckiego magazynu kulturalnego online, Perlentaucher, odbyła się przed trzema laty ważna i aktualna do dziś debata na temat krytyki islamu. Francuski filozof Pascal Bruckner, broniąc poglądów Ayaan Hirsi Ali oskarżył Iana Burumę i Timothy’ego Garton Asha o propagowanie formy multikulturalizmu, która równa się prawnemu apartheidowi.

tibi2Płomienna polemika rozpętała międzynarodową dyskusję, w której zabrali głos Garton Ash, Necla Kelek, Paul Cliteur, Lars Gustafsson, Stuart Sim, Ulrike Ackermann, Adam Krzemiński [były red.naczelny Polityki – red.] i Halleh Ghorashi. Poniżej przedstawiamy wypowiedź Bassama Tibi – autor jest muzułmaninem i doradcą rządu niemieckiego w sprawach islamu, znanym z krytycznych wypowiedzi na temat islamizmu.

***

Gdy zapytano mnie o opinię odnośnie rzeczonej debaty, właśnie wracałem z USA. Mają tam zwrot, który jest niezłym wyzwaniem dla ludzi gadatliwych, ale mających mało do powiedzenia: O czym my właściwie mówimy?. Temat Europa i islam jest ważniejszy niż profilowanie Tariqa Ramadana i Ayaan Hirsi Ali, którzy często są zestawiani razem w nic nie znaczących porównaniach; ważniejszy niż debata pomiędzy tak prominentnymi autorami jak Timothy Garton Ash czy Ian Buruma, cieszącymi się statusem gwiazd, ale też skłonnością do niekompetentnego wypowiadania się o islamie. W mojej opinii owa debata, która ma ogromne znaczenie dla przyszłości, powinna być uczyniona mniej osobistą a bardziej obiektywną. To kwestia zasadnicza zarówno dla Europy jak i dla muzułmanów takich jak ja, którzy znaleźli swój dom na tym kontynencie.

Pomimo powyższego wezwania do depersonalizacji, pozwolę sobie na dwa komentarze o Ayaan Hirsi Ali i Tariqu Ramadanie, wokół których toczy się debata. Wypowiedzi Hirsi Ali o islamie są afrontem dla muzułmanów i każdego, kto ma jakieś pojęcie o islamie. Na przykład twierdzenie, że prorok i święta księga Koran są fikcją, obraża wszystkich muzułmanów i wywołuje pobłażliwy uśmiech na twarzach historyków zajmujących się islamem. Oczywiście Hirsi Ali ma wszelkie prawo do odwrócenia się plecami do islamu w imię wolności religijnej i dokładnie to właśnie zrobiła. Nie powinna jednak nadużywać religii do zyskania łatwych punktów dla swojej popularności.

Kiedy Tariq Ramadan określa Europę mianem Dar al-Shahada (Dom Świadectwa), nie robi on nic innego poza zastosowaniem terminu Dar al-islam, Dom Islamu, wobec Europy jako terytorium islamskiego

Nie przypisywałbym Tariqowi Ramadanowi, oponentowi Ayaan w powyższej debacie, który określa się mianem profesora Oksfordu (na Oksfordzie przebywa w ramach grantu, a nie profesury, ale w jego wypadku takie traktowanie faktów nie jest niczym niezwykłym), przyczynienia się do reformy islamu, jak to wielu twierdzi. Cóż takiego zreformował on w islamie? Kiedy gloryfikuje swojego dziadka Hassana al-Bannę jako główne źródło Renouveau Musulman (muzułmańskiej odnowy) w swojej książce, nawet w tytule – czy to jest reforma? W moich badaniach dochodzę do wniosku, że al-Banna jest duchowym i politycznym źródłem dżihadystycznego islamizmu, w obecnym wydaniu reprezentującego totalitaryzm (…) Czy można uważać za reformę islamu tekst Ramadana z konferencji w Szwecji zatytułowany Misja islamu w Europie, albo wypowiedź do muzułmanów w Dżakarcie jaki to islam jest lepszy? (…)

Przejdźmy jednak do rzeczy. Zacznę od odniesienia do tezy Henri Pirenne’a: Nie byłoby Karola Wielkiego bez Mahometa (1937). Znaczy to mniej więcej tyle, że bez wyzwania ze strony islamu chrześcijański zachód Karola Wielkiego nigdy by nie zaistniał. Pirenne pokazuje, że obie potęgi – Europa jako Zachód i islam jako cywilizacja – mają od początku swego istnienia wspólną historię i stanowią dla siebie wyzwanie. Ostatnią postacią tej zależności jest masowa migracja muzułmanów do Europy (w latach pięćdziesiątych w Europie Zachodniej było tylko 800 tysięcy muzułmanów, obecnie jest ich 20 milionów). Ten proces jest częścią wzajemnego wyzwania i współczesną ekspresją klasycznej konfrontacji pomiędzy islamem i Europą, opisanej przez Henri Pirenne. W mojej książce Kreuzzug und Djihad (Krucjata i dżihad) rekonstruuję tę historię w ośmiu epokach i rzucam nowe spojrzenie na tezę Pirenne’a, sugerując interpretację relacji islam-Europa jako długiego, wzajemnego zagrożenia i fascynacji. Jedna potęga zagrażała drugiej, czy to przez dżihadystyczne podboje, czy przez krucjaty lub kolonizację; z drugiej strony podczas tego procesu miało miejsce wzajemne wzbogacanie i wpływy na polu kultury i cywilizacji, np. przejęcie przez islam osiągnięć epoki hellenizmu czy wpływ islamskiego racjonalizmu na europejski Renesans. 20 milionów muzułmanów żyjących dziś w Europie można wpisać w kontekst historycznego zagrożenia i fascynacji. Amerykański badacz islamu John Kelsay mówi o islamskich enklawach w Europie. Czy nie jest możliwym zbudowanie lączącego mostu, tak jak to miało miejsce wcześniej, pomiędzy islamem a Europą? Jako most proponuję Reformę Muzułmańską, w formie w jakiej została zaprezentowana w moim pomyśle euroislamu w Paryżu w 1992 roku.

Czy jest to coś, o czym można dyskutować bez ograniczeń? Z moich doświadczeń muzułmanina imigranta żyjącego w Europie a prowadzącego badania w USA wynika, że w rzeczonym temacie mam większą swobodę wypowiedzi w Ameryce. To w Berkeley i Cornell (pomiędzy 1998 i 2006 r.) mogłem rozwinąć koncept euroislamu w sensie europeizacji islamu jako mostu międzycywilizacyjnego. W Niemczech mój koncept został poddany ostracyzmowi, na przykład przez orientalistę z Süddeutsche Zeitung, który nazwał euroislam sektą jednego człowieka, profesora Tibi. O co tu chodzi? Zanim przejdziemy dalej chciałbym wspomnieć, że Tariq Ramadam mówi o euroislamie bez podawania swoich źródeł i moim zdaniem zniekształca ten koncept.
Podczas pobytu w Berkeley, w celu opisania islamskiej imigracji zadałem pytanie: islamska  Europa czy euroislam?. Euroislam w mojej definicji wymaga przezwyciężenia napięć poprzez wzajemne kulturowe użyźnianie. Wyjaśnię teraz dokładnie, co to oznacza oraz jak i dlaczego koncept euroislamu został powołany do życia, a następnie wypaczony przez Ramadana i Oliviera Roy.

W listopadzie 1992 r. eksperci z Institut du Monde spotkali się w Paryżu, żeby wymyślić nowe sposoby skutecznej integracji i asymilacji imigrantów. Wcześniejsze pomysły asymilacji jako warunku wstępnego citoyennite [fr: obywatelstwo] uległy zmianie z powodu napływu nowych imigrantów ze świata islamskiego. Upierali się oni przy swojej własnej kulturowej tożsamości i wymagali, żeby zostało to uznane w Europie. Z tego powodu eksperci zasugerowali, żeby porzucić ideę asymilacji i zastąpić ją nową koncepcją – integracji. Integracja nie wymaga rezygnacji z kulturowej tożsamości poprzez całkowite dostosowanie się, wystarczy partycypować w wartościach, którymi kieruje się społeczeństwo obywatelskie.
W przeciwieństwie do asymilacji, integracja ogranicza się do przyjęcia tożsamości obywatela w społeczeństwie obywatelskim, koncentruje się na prawach i obowiązkach citoyen [fr: obywatel].

To właśnie w Paryżu po raz pierwszy zaprezentowałem koncept euroislamu i dlatego powinien on być rozpatrywany w kontekście francuskiej debaty. Użyłem go w artykule Les Conditions d’une euroislam [fr: Warunki euro-islamu], włączonym do książki: Islams d’Europe: Integration ou Insertion Communautaire [islam w Europie: integracja czy wprowadzenie wspólnoty]. 7 grudnia 1992 r. FAZ [Frankfurter Allgemeine Zeitung] opublikował sprawozdanie z konferencji w artykule zatytułowanym Euroislam czy getto-islam? Muzułmańscy imigranci a kwestia integracji w krajach EU. Magazyn Time również uznał początki euroislamu w roku 2000.

Koncept euroislamu pochodzi z obserwacji, które poczyniłem w latach osiemdziesiątych w Afryce Zachodniej. W Senegalu mogłem zidentyfikować afrykanizację islamu. Widziałem jak został on zaadaptowany w Afryce pomimo swych arabskich korzeni, jak stał się częścią autochtońskiej kultury i zapytałem sam siebie czy nie byłby możliwy podobny proces w Europie: spróbować uczynić islam miejscowym na podobnej zasadzie. W Europie islamscy imigranci pozostają dziś wyobcowani, bo islam nie jest europejski.

Po pierwsze, powinienem jasno określić, że euroislam jest niemożliwy bez zmiany kulturowej obejmującej reformy religijne. Nie jest to coś, co robi Tariq Ramadan. W tej chwili mamy do czynienia z masą nonsensów wygłaszanych pod sztandarem euroislamu,  pojęcie to staje się słowem coraz bardziej pozbawionym znaczenia, ale modnym. Ramadan nie jest jedyną osobą, która używa terminu euroislam w sposób niedbały. Oliver Roy, bez wskazywania oryginalnego źródła, nadał mu nowe znaczenie. Ramadan, prawdopodobnie w celu zmylenia opinii publicznej, pod pojęciem euroislamu prezentuje islam ortodoksyjny. Ja jednak twierdzę, że europeizacja islamu jest niemożliwa bez porzucenia salafistycznych koncepcji takich jak szariat i dżihad oraz wizji islamizacji poprzez Daawę i Hidżrę. Tylko islam, który jest w zgodzie z podstawami współczesnej kultury (demokracją, prawami człowieka, społeczeństwem obywatelskim) oraz kultywuje pluralizm, zasługuje na miano euroislamu. Co więcej, koncept euroislamu odnosi się tylko do Europy. Innymi słowy: wcześniejsza wizja westernizacji świata – włączając w to islam – była uniwersalna, euroislam nie jest.

Argument europeizacji jest słuszny tylko w stosunku do muzułmanów, którzy żyją w Europie i krajów chcących stać się europejskimi (np. Turcja). Mówimy tutaj o wizji euroislamu, która ma dopiero stać się rzeczywistością. Powinniśmy także rozważyć kraje islamskie otaczające Europę, które EU określa mianem europejskiego sąsiedztwa. Integracja muzułmanów w Europie mogłaby pozytywnie wpłynąć na demokratyzację tego europejskiego sąsiedztwa.

Od muzułmańskich imigrantów oczekuje się, że będą uznawać cywilizacyjną tożsamość Europy i prawo do ochrony tej tożsamości. Stwierdzenie to nie jest skierowane przeciwko muzułmanom, dlatego że idea Europy jest integrująca, a nie wykluczająca: tożsamość imigrantów jest respektowana, oczekuje się od nich integracji, ale bez wymagania rezygnacji z własnego ja. W tym sensie islam i Europa zlewają się w euroislam. Głupim jest ze strony Gartona Asha, mylenie wymogu reformy islamu w Europie z wymogiem rezygnacji przez muzułmanów z ich wiary. Nikt nie postawiłby takiego wymogu. Wszystko, co robi Garton Ash, to bicie pokłonów Ramadanowi. Europa nie potrzebuje Europejczyków, którzy nie są w stanie utrzymać tożsamości europejskiej kwestionowanej przez islamski prozelityzm.

Europejska tożsamość, gdy rozumiana w demokratyczny i światły sposób, powinna być postrzegana jako tożsamość integrująca, która zakłada europeizację islamu w Europie, także w ramach rozszerzonej UE. Jako muzułmanin, nauczyłem się od mojego żydowskiego nauczyciela Maxa Horkheimera doceniać ideę Europy jako wyspy wolności w oceanie despotyzmu. Horkheimer ocalał z Holokaustu i znał aż za dobrze drugie oblicze Europy. My mamy tu do czynienia wyłącznie z Europą wolności i oświecenia, nie z Europą totalitaryzmów.

Europeizacja islamu ma na celu syntezę kultury. Debata nad euroislamem znacznie się rozszerzyła wraz z zamordowaniem reżysera Theo van Gogha, atakami terrorystycznymi w Madrycie i Londynie, islamską intifadą w Paryżu i wreszcie z konfliktem rozpalonym przez duńskie karykatury Mahometa. Jednak nie powinna zostać rozmyta poprzez personifikacje czy polemiki. Islamiści wielokrotnie deklarowali wojnę z Europą a prasa przemilczała fakt, że słowa Europo, jesteś następna znalazły się w liście dołączonym do ciała Theo van Gogha.

W wyniku amsterdamskiego morderstwa instytut Nexus z Holandii, przy wsparciu duńskiego rządu, zainicjował główny europejski i transatlantycki projekt zajmujący się ideą Europy. Panele dyskusyjne miały miejsce w kilku europejskich miastach, poczynając od Rotterdamu, poprzez Berlin i na Warszawie skończywszy. Wśród innych tematów, projekt, który nosił zachęcającą nazwę Europa, piękna idea? zajmował się też ideą euroislamu. Pomimo brzydkiej kolonialnej przeszłości, dwóch wojen światowych i zbrodni nazistowskich, Europa ma też inną twarz: wolność, prawa człowieka, demokracja, pluralizm i społeczeństwo obywatelskie. To piękna idea, którą można się dzielić z nie-europejczykami a także z muzułmanami. Euroislam jest próbą uczynienia tożsamości europejskiej bardziej strawną dla muzułmanów, poprzez syntezę z islamem. Podczas mojej prezentacji w Rotterdamie zapytałem, czy poza cywilnoprawnym obywatelstwem muzułmanie mają szansę stać się obywatelami w sercu, poprzez przyjęcie wartości europejskich w kontekście euroislamu kształtującego ich emigrancką tożsamość.

Musimy bardzo uważać w tej dyskusji na rozróżnienie pomiędzy islamem i islamizmem. Islam oznacza wiarę religijną i system kulturowy, podczas gdy islamizm jest totalitarną ideologią. Wraz z Oświeceniem Europa powołała do życia odczarowany świat, zawierający uniwersalne wartości nie będące etnicznymi ani religijnymi, świat konsekwentnie integrujący i niewykluczający. Ta integracyjność składa się z otwarcia na innych. Nie będąc bynajmniej jedynie akademickim żargonem, jest to model rzeczywistości, który ja jako muzułmanin i Arab znam z mojego własnego życia w Europie. Europa stoi dziś przed wyzwaniem osiągnięcia takiej integracji w kontekście imigracji. To, co imigranci ze swojej strony powinni uczynić, to wysiłek dostosowania swej tożsamości do życia w harmonii z Europą i jej systemem kulturowym. Euroislam jest wizją skierowaną na osiągnięcie tego celu. Pomimo przeciwnych twierdzeń, idea europejskości nie jest chrześcijańska: jest laicka, a jej źródła mają korzenie w hellenizmie. Gdy cywilizacja islamska była u szczytu swojego rozwoju, ten sam hellenizm znajdował się wśród źródeł średniowiecznego islamskiego racjonalizmu. Jest więc most pomiędzy oboma ideami.

Muzułmanin może być Europejczykiem bez potrzeby bycia chrześcijaninem i bez posiadania korzeni w Europie. Jedyny warunek wstępny to zaadoptowanie europejskich wartości obywatelskich będących rezultatem Renesansu, Reformacji, Oświecenia i Rewolucji Francuskiej. Jeśli to uczynisz, możesz pozostać muzułmaninem. Jak jednak muzułmanie mogą całym sercem stać się obywatelami europejskimi i zwolennikami Europy, pięknej idei bez reformowania i przemyślenia idei islamu? Islamiści zagnieżdżeni w islamskiej diasporze nie podzielają idei pięknej Europy i są wrogami reform. W ich oczach integracja w Europie to zakamuflowany chrześcijański prozelityzm, który odrzucają już na wstępie. Islamiści nie są zwolennikami integracji, oni chcą zislamizować Europę za pomocą dżihadu. Europejczycy mogą odeprzeć tą próbę tylko razem z euro-muzułmanami. Kluczową kwestią w tym konflikcie jest szczegółowe ustalenie istoty euroislamu. Wielu europejskich polityków przemawia na korzyść idei Europy, ale czy traktują ją i swoje własne wypowiedzi poważnie? Wielu muzułmańskich obywateli Europy patrzy na wizję euroislamu sceptycznie, ponieważ co prawda europeizacja islamskiego wyzwania jest prezentowana jako integracyjna, jednak za słowami nie podążają czyny. Jak stwierdzono powyżej, europejska integracja jest ciągle modelem do osiągniecia, a nie realnością. Podobnie rzecz ma się z euroislamem. Innymi słowy: żeby połączyć islam i Europę na gruncie europejskim, zarówno przed muzułmanami jak i Europejczykami stoi wyzwanie: odrobienie pracy domowej w postaci osiągnięcia wewnętrznego pokoju w Europie.

Odwracanie się dzisiejszych Europejczyków od eurocentryzmu powinno być postrzegane jako pozytywne zjawisko. Niestety, ma ono również negatywne aspekty: dla wielu osób oznaczało rezygnację z wartości europejskich. Debata, z którą mamy do czynienia tutaj, w której idea Oświecenia została przekazana jako pewnego rodzaju fundamentalizm, pokazuje nie tylko błąd, ale także brak intelektualnej orientacji. Postmodernistyczna wartość – relatywizm – nie jest otwarciem, jakiego Europa potrzebuje. Wizja oferowana przez euroislam stoi w sprzeczności do relatywizmu wartości wyznawanego przez dzisiejszych Europejczyków, przede wszystkim w odniesieniu do UE jako wspólnoty wartości. Zakłada się tutaj zobowiązanie do wartości europejskich, które nie są możliwe do przyjęcia przez islam. Umiarkowany islamista Hasan Hanafi trafnie zauważył, że Europa jest pogrążona w kryzysie i cierpi z powodu braku orientacji. Jego rozwiązanie? Islam! Czy islamizacja jest rozwiązaniem, które połączy europejczyków i muzułmanów? Obawiam się, że nie!

Wraz z napływem muzułmanów z Azji i Afryki, ale przede wszystkim z południa i wschodu basenu morza Sródziemnego, gdzie tożsamość jest kwestią zbiorowej świadomości, niektórzy z muzułmańskich duchownych żądają żeby Dar al-islam [Dom Islamu] został rozszerzony na teren Europy. Ortodoksyjna doktryna islamu przewiduje, że hidżra/migracja powinna służyć miedzynarodowemu upowszechnianiu tej religii. Powstawanie równoległych społeczeństw jest pierwszym krokiem w tym kierunku i bez względu na zasady politycznej poprawności dyskusja o tym musi być możliwa.

Musimy jednak postępować tutaj bardzo ostrożnie. Gdy Tariq Ramadan, którego gazeta Die Zeit nazywa podwójnym agentem, określa Europę mianem Dar al-Shahada (Dom Świadectwa), nie robi on nic innego poza zastosowaniem terminu Dar al-islam, Dom Islamu, wobec Europy jako terytorium islamskiego. Implikacje są jasne: Europa staje się częścią Domu Islamu w praktycznie każdym sensie po prostu dlatego, że otworzyła się na islam. Rezydujący w Londynie imam Zaki Badawi, udekorowany przez królową, argumentował w podobnym stylu na szczycie w Davos, gdy powiedział, że każde terytorium zamieszkane przez muzułmanów należy do Domu Islamu. Wbrew naiwnym Europejczykom, salafitom i islamistom, euroislam stara się uczynić islam częścią Europy i dzielić jego tożsamość, a nie na odwrót.

Premier Turcji i szef Tureckiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, Tayyip Erdogan, także mówi o społeczności wspólnych wartości. Co to znaczy? Czym są europejskie wartości i co decyduje o tożsamości Europy? Czy zachodni uniwersalizm musi iść w parze z relatywizmem wartości europejskich? W europejskim dyskursie nie ma odpowiedzi na te pytania, mało tego, stanowią one tabu. Jako muzułmanin i Europejczyk z wyboru, domagam się należnego mi prawa do wolności wypowiedzi, żeby burzyć tematy tabu dotyczące Europy.

Pomimo wybryków Busha, Stany Zjednoczone Ameryki pozostają ziemią wolności. Jako muzułmanin miałem w USA o wiele więcej swobody w przedyskutowaniu powyższych pytań, niż w Europie. Koncepcja europeizacji islamu sugeruje odpowiedzi na te pytania. Znów odnoszę się tu do projektu Islam i zmieniająca się tożsamość Europy, zainicjowanego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, w Centrum Studiów nad Bliskim Wschodem. W opublikowanej książce potwierdzono, że islam przenika Europę i zmienia jej tożsamość. Obaj autorzy są Amerykanami z euroislamskim pochodzeniem: Egipcjanin Nezar AlSayyad, jako uczony zajmujący się Bliskim Wschodem oraz Hiszpan Manuel Castells jako ekspert studiów europejskich. Tych dwóch naukowców, podczas poszukiwania rozwiązania konfliktu, które byłoby wolne od europocentrycznej arogancji, zaprosiło mnie do integracji euroislamu jako mostu międzycywilizacyjnego w ich projekcie. Rezultatem była książka Muzułmańska Europa czy euroislam?.
Tytuł jasno sugeruje dostępne opcje: albo Europa zeuropeizuje islam, albo islam zislamizuje Europę. Zderzenie dwóch uniwersalizmów. Europejczycy nie mogą odpowiedzieć na tę rywalizację milczeniem ani cenzurą w postaci politycznej poprawności. Rzeczywistość zmierza w tym kierunku czy nam się to podoba, czy nie, i będzie się tak działo nadal, niezależnie od tego, czy zmiana zostanie przemilczana z tych bądź innych powodów.

Ta dyskusja dotyczy obiektywnego procesu i ma niewiele wspólnego z konfrontacją czy wrogością wobec islamu. (…) W przeciwieństwie do tego, co twierdzą islamiści bądź ortodoksyjni muzułmanie, Europa nie należy do Domu Islamu i posiada swoją własną, nieislamską tożsamość, którą muzułmańscy imigranci powinni uszanować.

Zostaliśmy postawieni wobec następującego imperatywu: ci, którzy chcą żyć w Europie, muszą starać się być częścią społeczności europejskiej, przyjmując demokratyczny konsensus zawarty w jej systemie wartości. Muszą chcieć stać się Europejczykami i partycypować w europejskiej tożsamości, a nie szukać drogi do jej zmiany. Krótko: europeizacja, nie islamizacja. Jeśli ta idea stanie się polityczną agendą Unii Europejskiej, razem z wolą polityczną ku jej realizacji, islamistyczne enklawy równoległych społeczeństw w dzielnicach, gdzie wywiesza się tureckie lub inne nieeuropejskie flagi, nie będą tolerowane. Alternatywą kulturalnej segregacji jest integracyjna europeizacja, a nie wykluczenie. Stwierdzenie to odnosi się również do Turcji, mającej aspiracje przyłączenia się do Unii Europejskiej.

Na zakończenie chciałbym nawiązać do pomysłu ostatniego wielkiego islamskiego filozofa Ibn Khalduna, który zmarł 600 lat temu. Wymyślił on pojęcie asabiyya (zbiorowa tożsamość cywilizacyjna lub też z francuskiego – esprit de corps, solidarność) w celu określenia siły i słabości cywilizacji. Jak silna jest europejska asabiyya? Będzie można mówić o silnej europejskiej asabiyyi tylko wtedy, gdy europeizacja, rozumiana jako demokratyczna odpowiedź na islamskie wyzwanie, zakończy się sukcesem. Kluczową rzeczą jest integracja Europy jako podmiotu cywilizacyjnego w pluralistycznym świecie. Ten podmiot musi mieć swoją własną asabiyyę i jasne wyobrażenie o własnej naturze, równocześnie pozostając otwartym na innych i przyjmując ich poprzez europeizację. Europa jest czymś więcej niż tylko ekonomiczną i biznesową wspólnotą i warto ją zachować jako piękną ideę. Można to osiągnąć z udziałem islamu, pod warunkiem, że wizja euroislamu stanie się politycznym konceptem zaaprobowanym przez europejską diasporę islamską. Zadanie ochrony Europy przy islamskim udziale można postrzegać jako projekt pokojowy XXI wieku.

Przekład Nina M
źródło: www.signandsight.com
***
Bassam Tibi urodził się w 1944 r. w Damaszku. Jest muzułmaninem, lecz także zagorzałym krytykiem islamizmu, propagującym reformę islamu. Studiował w Niemczech nauki społeczne, filozofię i historię. Jest profesorem nauk politycznych na Uniwersytecie w Getyndze (od 1988 r.) oraz, jako specjalista od islamu, doradcą rządu niemieckiego. Wykładał gościnnie m.in. na uniwersytetach w Berkeley i w Ankarze oraz uczestniczył w pracach badawczych Uniwersytetu Harvarda. Głównym przedmiotem jego zainteresowań są ruchy fundamentalistyczne w świecie muzułmańskim, a przede wszystkim arabskim. Jest autorem licznych książek, m.in.: Die Krise des modernen islams (1991), Die fundamentalistische Herausforderung. Der islam und die Weltpolitik (1992), Die Verschwörung. Das Trauma arabischer Politik (1993), Krieg der Zivilisationen. Politik und Religion zwischen Vernunft und Fundamentalismus (1995)

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze