Islam i wojna idei

Yusuf Karadawi prowadzi w TV AlJazeera modlitwę o unicestwienie Żydów
| 6 komentarzy|
image_pdfimage_print

Petra Marquardt-Bigman

Kilka tygodni temu „New Yorker” opublikował bardzo interesujący artykuł George’a Packera, „Islamist Violence and a War of Ideas” (Islamska przemoc i wojna idei). Packer rozpoczął od przedstawienia „tylko częściowego zestawienia globalnej przemocy islamistycznej w miesiącu wrześniu”.

Podkreślając, że „setki ludzi… w większości muzułmanów… jest codziennie mordowanych, wysadzanych w powietrze, palonych żywcem, zastrzelonych, dekapitowanych w imię skrajnego, agresywnego nurtu islamu”, Packer stwierdzał, że:
„przemoc wypływa z idei, straszliwych idei, o znaczeniu islamu, charakterze nie-muzułmanów i obowiązkach muzułmanów. Te idee są szerzone w meczetach, kawiarniach i szkołach, w telewizji satelitarnej i w Internecie, z pomocą teorii spiskowych, półprawd, oszukańczego redagowania informacji i kłamstw”.

Packer ostrzega, że Amerykanie jak i Zachód jako taki, nie powinni patrzeć obojętnie na tę krwawą przemoc, nawet jeśli jej ofiarami są głównie sami muzułmanie. Jego zdaniem Amerykanie zanadto polegają na walce środkami militarnymi z islamskim ekstremizmem, nie poświęcając „wystarczająco dużo uwagi… na zajęcie się sednem tej przemocy, czyli straszliwymi ideami, które pozwalają na masakry w imię religii”.

Jednak, jak pisze Packer, pojawiła się nowa inicjatywa zwalczania tych „straszliwych idei”. Niedawno stworzony wspólny fundusz amerykańsko-turecki do zwalczania ekstremizmu, pod nazwą Global Fund for Community Engagement and Resilience [Globalny Fundusz Społecznego Zaangażowania i Reagowania], ma „identyfikować i finansować oddolne grupy w całym świecie muzułmańskim, które będą wykonywać trudne zadanie przeciwstawiania się ideom ekstremistycznym na własnym gruncie”. Jak pisze Packer „rola Amerykanów będzie raczej w tle”; jak wręcz zauważa „Amerykanie nie mogą — ze względów moralnych i praktycznych — kierować tą działalnością”. Zamiast tego „obywatele, organizacje i rządy kluczowych krajów islamskich, takich jak Arabia Saudyjska i Pakistan, przejmą prowadzenie”.

Podczas gdy zgadzam się, że Ameryka nie może kierować tą „działalnością” z przyczyn praktycznych, wydaje mi się, że przyznawanie Arabii Saudyjskiej i Pakistanowi wiodącej roli w zwalczaniu islamskiego ekstremizmu jest jak postawienie piromana na czele brygady strażackiej.

Niemniej problematyczne jest nie przyznanie w pełni przez Packera, co to znaczy, że przemoc islamistyczna, którą tak szczerze potępia, istotnie płynie — jak sam pisze — „z idei, straszliwych idei o znaczeniu islamu, charakterze nie-muzułmanów i obowiązkach muzułmanów”. Te „straszliwe idee” nie są w żadnym razie propagowane tylko przez garstkę ekstremistów; jak Packer słusznie pisze, są one „szerzone w meczetach, kawiarniach i szkołach, przez telewizję satelitarną i w Internecie”.

Innymi słowy, te „straszliwe idee” są strawą muzułmańską głównego nurtu – co znaczy, że na politycznie poprawnym Zachodzie na ogół oczekuje się od nie-muzułmanów, że powstrzymają się przed wszelką ich krytyką.

Dobrym przykładem wpływowego przywódcy muzułmańskiego, który szerzy prawdziwie straszliwe idee, jest Jusuf Karadawi. Wiele milionów muzułmanów uważa Karadawiego za wielkiego uczonego i, z powodu swojego olbrzymiego wpływu, został nawet nazwany „Globalnym Muftim”. Wśród straszliwych idei propagowanych przez Karadawiego jest jego żarliwa wiara w zarządzoną przez Boga bitwę między „wszystkimi muzułmanami i wszystkimi Żydami”, jego pogląd, że Holocaust był dobrze zasłużoną „karą Bożą” dla Żydów i jego nadzieja, „następny razem będzie to z rąk wiernych”. Niemniej politycznie poprawnym poglądem na Karadawiego (wyrażonym np. przez powszechnie szanowanego eksperta spraw Bliskiego Wschodu we wpływowym magazynie „Foreign Affairs”) jest, że powinniśmy uprzejmie ignorować ludobójczą nienawiść Karadawiego do Żydów i zamiast tego doceniać go jako wiodącego, umiarkowanego muzułmanina:

„Jest on [Karadawi] najlepiej znany z doktryny wasatiyya, czyli ‚centryzmu’, która wytycza drogę pośrednią między sekularyzmem a fundamentalizmem. Odrzuca on doktrynalny ekstremizm salafitów i pełen przemocy ekstremizm Al-Kaidy […] Równocześnie często nie zgadza się z polityką zagraniczną USA i z pewnością jest wrogi wobec Izraela, nie wspomniawszy już o tym, że odnosi wielkie sukcesy jako propagator islamskiego światopoglądu. Ta silnie działająca mieszanka może być niepokojąca, ale w dużej mierze definiuje stanowisko głównego nurtu muzułmańskiego. Rzeczywiście, jednym z kluczy do popularności Karadawiego jest jego zdolność antycypowania poglądów Arabów i muzułmanów; […] Karadawi jest w równej mierze barometrem opinii muzułmańskiej, jak jej przyczyną”.

Yusuf Karadawi prowadzi w TV AlJazeera modlitwę o unicestwienie Żydów
Yusuf Karadawi prowadzi w TV AlJazeera modlitwę o unicestwienie Żydów

Przesłanie tutaj jest wyraźne: jeśli stanowisko głównego nurtu muzułmańskiego” odzwierciedla „niepokojąca” mieszankę, Zachód powinien być po prostu wdzięczny, że nie jest gorzej…

Być może jest to bardzo pragmatyczne podejście, ale w żadnym razie nie dostarcza zdrowej podstawy do prowadzenia „wojny idei”.

W rzeczywistości, kiedy chodzi o islam, Zachód wydaje się niechętny do angażowania się w jakąkolwiek „wojnę idei”, mimo faktu, że — szczególnie w Europie — bardzo niepokojąca jest radykalizacja szybko rosnących mniejszości muzułmańskich. Doskonały esej w listopadowym „Standpoint Magazine” poświęcony jest pytaniu, czy Zachód przegrywa „The War For The Soul Of Islam” [Wojnę o duszę islamu]. Autor Douglas Murray pisze na początku, że historycznie rzecz biorąc, „w bitwie o duszę islamu ekstremiści na ogół zwyciężają” i kończy pesymistycznie:

„zakłada się, że islam jest jak wszystkie inne religie, że podejrzenia wobec islamu są równie niebezpieczne, jak podejrzenia wobec każdej innej religii. Krótko mówiąc, próbują oni [tj. rządy brytyjski i zachodnie] traktować islam jak każdą inną wiarę. A problem polega na tym, że tak nie jest. Nie tylko dlatego, że islam zachowuje się w znacząco inny sposób niż inne wyznania, ale ponieważ właśnie w chwili, kiedy szybko wzrasta w siłę w naszych krajach, jego globalny kierunek jest konsekwentnie wsteczny”.

Kilka z centralnych obserwacji Murraya potwierdził niedawny post na popularnym blogu Harry’s Place, w którym liberalny muzułmanin pisze z przygnębieniem, że dzisiaj przywódcy muzułmańscy na Zachodzie „mogą spokojnie wierzyć, a nawet głosić publicznie, że kara śmierci powinna być stosowana wobec każdego, kto ma seks pozamałżeński, bierze udział w akcie homoseksualnym, obraża Proroka lub porzuca islam, i nie zostaną [skrytykowani] jako ‚ekstremiści'”.

Być może więc, zamiast wydawać pieniądze na finansowanie mało obiecującej kampanii, by zwalczać ekstremizm islamski w krajach, których rządy nadal promują fundamentalistyczny islam, Zachód wyszedłby lepiej, gdyby przestał ugłaskiwać muzułmańskich reakcjonistów i zamiast tego zaczął energicznie popierać muzułmańskich reformatorów w Europie i USA?

Tłumaczenie Małgorzata Koraszewska

Artykuł ukazał się na Racjonalista.pl

Petra Marquardt-Bigman

Petra Marquardt-BigmanMieszka w Izraelu, wychowała się w Niemczech, pochodzi z rodziny niemieckich uchodźców z terenów dzisiejszej Polski, studiowała w USA, gdzie obroniła pracę doktorską o amerykańskim wywiadzie w nazistowskich Niemczech, prowadzi blog The Warped Mirror.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze