Incydent z Flotyllą Wolności [dla Gazy]: konsekwencje dla polityki bliskowschodniej oraz polityki Stanów Zjednoczonych

Ambicje tureckich islamistów
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

18 czerwca 2010 roku Michael Eisenstadt, Soner Cagaptay, David Makovsky i Robert Satloff wystąpili podczas specjalnego lunchu Forum Polityki w Waszyngtońskim Instytucie ds. Polityki Bliskowschodniej. Ambicje tureckich islamistów

Pan Eisenstadt kieruje w Instytucie badaniami nad wojskowością i bezpieczeństwem, dr Cagaptay jest dyrektorem programu badań tureckich, pan Makovsky jest stypendystą Zieglera w Instytucie oraz kierownikiem projektu Bliskowschodni Proces Pokojowy.

Podczas forum prelegenci dyskutowali o regionalnych reperkusjach incydentu z Flotyllą Wolności oraz jego konsekwencjach dla wielu ważkich aspektów polityki bliskowschodniej Stanów Zjednoczonych. Poniżej streszczenie ich wystąpień. Uwagi dr. Sattloffa zostały też opublikowane oddzielnie jako Policy Watches 1670 i 1671.

Michael Eisenstadt

Michael Eisenstadt
Michael Eisenstadt

Chociaż zdanie pełnej relacji z incydentu będzie możliwe dopiero po zakończeniu toczącego się właśnie izraelskiego dochodzenia, już teraz można naszkicować przebieg wydarzeń na tureckim promie Mavi Marmara. Sześć statków wchodzących w skład Flotylli Wolności wypłynęło z Turcji 28 maja. Statki marynarki izraelskiej zaczęły je śledzić 30 maja, mniej więcej od godziny 23.00. Izrael poprosił statki o skierowanie się do Ashdod i zezwolenie na inspekcję ładunku. Chciano się upewnić, że nie ma w nim przemycanych towarów; statki nie zastosowały się do tego polecenia.

Kilka godzin później, około godziny 4.00 nad ranem 31 maja, izraelscy komandosi weszli bez większych trudności na pokład pięciu statków. W międzyczasie komandosi, którzy podpłynęli  kilkoma łodziami, strzelający z paint guns?(broni do paintballa, nie ma info o rodzaju amunicji – przyp. JK) i rzucający granaty ogłuszające spotkali się z agresywną reakcją aktywistów z pokładu Mavi Marmara. Krótko potem komandosi z helikopterów dostali się na górny pokład Mavi Marmara i zostali zaatakowani przez aktywistów zaimprowizowaną bronią, m.in. żelaznymi prętami i nożami. W wynikłej walce kilku komandosów zostało ciężko rannych, a dziewięciu tureckich aktywistow zostało zabitych. Następnie sprowadzono helikopterami i łodziami dodatkowe oddziały komandosów, wzmocnione przez specjalistów od opanowywania tłumów ze Straży Granicznej. Obezwładniły one aktywistów, przejęły kontrolę nad statkiem i skierowały go do Ashdod.

Decyzja o dokonaniu abordażu na wodach międzynarodowych była prawdopodobnie spowodowana chęcią działania pod osłoną ciemności, by zwiększyć efekt zaskoczenia i zminimalizować liczbę pasażerów obecnych na pokładzie zewnętrznym. Jak się okazało, wielu pasażerów już nie spało gdyż wstali na poranne modlitwy. Komandosi weszli na pokład około pół godziny przed świtem zakładając prawdopodobnie, że da im to wystarczająco dużo czasu na przejęcie kontroli nad statkiem w ciemnościach i zabezpieczenie go już za dnia.

Decyzja opierała się również na takiej interpretacji prawa międzynarodowego, która zezwala na abordaż okrętów przedzierających się przez blokadę. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy rutynowo przeprowadzają tego rodzaju morskie operacje na wodach międzynarodowych. Gdyby Izrael zezwolił flotylli na wpłynięcie na wody przybrzeżne Gazy przed abordażem, operacja miałaby miejsce w biały dzień, powodując jeszcze większą ilość ofiar. Większe byłoby też potencjalne ryzyko ingerencji ze strony sympatyków Hamasu.

Inne rozwiązania również pociągały za sobą ryzyko. Unieruchomienie statku mogło spowodować kryzys humanitarny na morzu i ściągnąć na Izrael międzynarodową krytykę. Odholowanie zatrzymanego statku do lądu wymagałoby od izraelskich marynarzy mocowania lin holowniczych przy agresywnym oporze aktywistów.  Kiedy statek znalazłby się już w Ashdod, z całą pewnością wywiązałaby się z nimi walka.

Chociaż nie było żadnych dobrych rozwiązań na poradzenie sobie z agresją aktywistów zdecydowanych ryzykować własnym życiem dla nagłośnienia sprawy i zdyskredytowania Izraela, armia izraelska mogła, i powinna być lepiej przygotowana na tego rodzaju ewentualność.

Soner Cagaptay

Soner Cagaptay
Soner Cagaptay

Incydent na pokładzie Mavi Marmara jest prawdziwą tragedią i pociąga za sobą poważne następstwa dla relacji między Stanami Zjednoczonymi a Turcją, a także dla tureckiej polityki zagranicznej i wewnętrznej. Niektórzy postrzegają zarówno incydent z Flotyllą, jak i podjętą zaraz potem decyzję Turcji o głosowaniu przeciwko rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie sankcji nałożonych na Iran jako chwilowe tarcia. Jednak obydwa wydarzenia wydają się wpisywać w pewien szerszy trend. Polityka zagraniczna USA i Turcji coraz bardziej się różnią, zaś Ankara wykazuje coraz mniej zaangażowania we wspólnotę transatlantycką.

Od roku 1946 do początku wojny irackiej w 2003 roku, Turcja i Stany Zjednoczone zgadzały się w większości spraw dotyczących polityki zagranicznej. Pomimo lepszych i gorszych okresów, stosunki obustronne generalnie cechowała solidarność. Oficjalne niezgodności między Ankarą a Waszyngtonem wzmogły się po dojściu do władzy Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w 2003 roku, jednak obydwie administracje nadal nieoficjalnie utrzymywały solidne relacje w wielu pragmatycznych kwestiach.

Jednak wraz z incydentem z flotyllą i głosowaniem w sprawie Iranu relacje te wkroczyły w nową fazę. Turcja i USA nie zgadzają się ani na niwie oficjalnej, ani nieoficjalnej, a pragmatyczna współpraca wyraźnie została wstrzymana. Coraz słabsze zaangażowanie Turcji w NATO i chłodne relacje z Unią Europejską zwiększyły jeszcze bardziej napięcie na linii USA – Turcja.

Kilkudziesięcioletnie stosunki Turcji z Izraelem też ulegają pogorszeniu. Na froncie dyplomatycznym, AKP wycofała swego ambasadora z Izraela i odmawia ponownego wysłania go tam, mimo wysiłków Izraela mających na celu ocalenie dobrych stosunków. W przewidywalnej przyszłości relacje między dwoma krajami pozostaną w najlepszym przypadku bardzo chłodne.

Incydent z flotyllą ma też konsekwencje dla polityki wewnętrznej Turcji. Przed atakiem badania opinii publicznej wskazywały, że popularność opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) rosła, i że miała ona szanse w nadchodzących wyborach parlamentarnych w 2011 roku. W następstwie incydentu wzrosła jednak popularność AKP. Niektórzy sugerują zatem, że Flotylla Wolności była fortelem tej partii, mającym na celu zwiększenie poparcia dla swej polityki. Tak więc AKP może z powodzeniem angażować się w najbliższej przyszłości w kolejne populistyczne manewry w polityce zagranicznej z tych samych powodów.

Chociaż w Turcji stało się prawie niemożliwe kwestionowanie polityki zagranicznej AKP oraz interesów bezpieczeństwa narodowego, ultrakonserwatywny ruch Fethullah Gulen był w stanie wyłamać się z retoryki partii dominującej po incydencie z flotyllą. Twierdził on, że statki nie powinny wypłynąć z tureckich portów bez uzyskania zgody Izraela. Jest to godne pochwały stanowisko w kwestii wolności wypowiedzi w Turcji i powinno spotkać się z oficjalnymi wyrazami uznania ze strony Stanów Zjednoczonych i społeczności międzynarodowej.

Ogólnie rzecz biorąc Turcja oddala się od wspólnoty transatlantyckiej i będzie współpracować ze Stanami Zjednoczonymi tylko wtedy, kiedy będzie to w jej własnym interesie. Wskazuje na to odmowa podjęcia jakichkolwiek działań zapobiegających wypłynięciu flotylli mimo próśb Izraela i USA,  a także odmowa wspierania USA w głosowaniu nad sankcjami wobec Iranu. AKP najwyraźniej nie uważa Turcji za część wspólnoty transatlantyckiej mimo przyjaznych gestów ze strony USA. Przeciwnie, partia wydaje się wdrażać nową politykę zagraniczną, która stale osłabia więzy łączące Turcję ze Stanami Zjednoczonymi i państwami zachodnimi.

David Makovsky

David Makovsky
David Makovsky

W przypadku incydentu z flotyllą Biały Dom postąpił inaczej niż w przypadku wcześniejszych kryzysów. Poprzednie incydenty prowadziły do oficjalnie nagłaśnianych napięć między rządami USA i Izraela, ale w tym przypadku kluczowe rozmowy na temat międzynarodowego dochodzenia w sprawie incydentu oraz złagodzenia blokady strefy Gazy odbywały się za zamkniętymi drzwiami. Waszyngton próbował uzgodnić swoje stanowisko z Izraelem poza zasięgiem opinii publicznej, starając się utrzymać uwagę społeczności międzynarodowej na spotkaniach na szczycie Unii Europejskiej dotyczących Iranu.

Na forum ONZ Stany Zjednoczone sprzeciwiały się jednoznacznemu potępieniu Izraela i próbowały zapobiec powtórzeniu się bardzo kontrowersyjnego raportu Goldstone’a. Co więcej, Biały Dom już poddał prześwietleniu każdy element zapowiedzianego dochodzenia Izraela. Tak więc USA mogą oficjalnie zaakceptować dochodzenie jako wiarygodny, bezstronny i przejrzysty proces. Dochodzenie, prowadzone przez emerytowanego sędziego izraelskiego sądu najwyższego z udziałem dwóch prominentnych obserwatorów międzynarodowych, skupi się na zbadaniu czy działania Izraela były zgodne z prawem międzynarodowym. Nie wiadomo jednak czy Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon nie zarządzi własnego dochodzenia, mimo wielokrotnych nieoficjalnych nacisków ze strony USA, żeby tego nie robił. Równocześnie Stany Zjednoczone nie wypowiedziały się oficjalnie, czy będą się sprzeciwiać takiemu posunięciu.

Innym obszarem zakulisowej bliskiej współpracy między USA i Izraelem jest zmiana zasad blokady wokół strefy Gazy. Embargo skupi się teraz na swej pierwotnej misji zapobiegania wwozowi broni i materiałów militarnych, gdyż to Izrael był celem dla około 3300 rakiet wystrzelonych w okresie między sierpniem 2005 (kiedy Izrael wycofał się z Gazy) i poważnymi działaniami wojennymi na tym terytorium w grudniu 2008 roku. Złagodzona blokada nie będzie już pełniła cichej funkcji obalenia Hamasu, gdyż to podejście poniosło klęskę w ciągu ostatnich trzech lat. Taki rezultat jest w dużej mierze związany z brakiem nacisków na Hamas by rozpisał wybory i poddał sprawdzianowi swój względny brak popularności. Klęskę blokady można również powiązać z nieszczelną granicą z Egiptem i rolą, jaką odgrywały tunele.

Z uwagi na te problemy i narastającą presję międzynarodową, Izrael postanowił zmienić politykę z “białej listy” na “czarną listę’ . Przed incydentem z flotyllą można było wwozić do Gazy  tylko to, co było dozwolone, teraz – wszystko to, co nie jest zabronione.

Mimo zobowiązania się do złagodzenia blokady, Izrael pozostaje skrajnie zaniepokojony kwestiami bezpieczeństwa. Tak więc nowe zrewidowane zasady blokady skupią się na porozumieniach dotyczących bezpośrednich użytkowników przywożonych towarów. Zostaną one przypuszczalnie zawarte przy udziale ONZ. Program ONZ ds. Rozwoju lub równorzędne agendy będą czuwać, żeby towary takie jak cement i stal były używane w legalnych celach jak budowanie szkół i szpitali, a nie były wykorzystywane przez Hamas na budowę bunkrów czy w innych celach militarnych. Izrael chce najpierw upewnić się, że nowa wersja blokady przyniesie pożytek bezpośrednio potrzebującym, a nie będzie wykorzystywana przez Hamas. Tony Blair, który także był zaangażowany w negocjacje z Izraelem dotyczące modyfikacji blokady, opowiadał się za złagodzeniem jej. Według niego, nowe zasady spowodowałyby porażkę taktyki flotylli.

Pozostaje niejasne czy inni członkowie wspólnoty międzynarodowej wesprą złagodzoną zrewidowaną wersję blokady. Taki gest świadczyłby o uznaniu faktu, że obawy Izraela o bezpieczeństwo są uzasadnione, gdyż Hamas podejmował próby importu pocisków rakietowych z Iranu. Brak wsparcia dla nowych zasad blokady byłby wodą na młyn dla tych, którzy twierdzą, że Izrael nigdy nie zdobędzie międzynarodowego poparcia, niezależnie od swoich działań.

Wreszcie, chociaż wiele osób założyło, że incydent z flotyllą będzie miał poważne konsekwencje dla procesu pokojowego, trwające izraelsko-palestyńsko rozmowy na temat zbliżenia obu stron wydają się być odizolowane od tego sporu. Chociaż rozmowy bezpośrednie bez wątpienia uległyby teraz zawieszeniu, proces zbliżania trwa.

Zapis wystąpień sporządziła Allison LeBlanc.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze