Im więcej islamu, tym mniej wolności

kentekeroth_14640373
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Prezentujemy obszerne fragmenty wystąpienia Kenta Ekerotha z partii Szwedzkich Demokratów (Sverigedemokraterna), wygłoszonego podczas zjazdu tej partii (Landsdagarna) w październiku. Ekeroth jest sekretarzem Sverigedemokraterna d/s zagranicznych. Partia Szwedzkich Demokratów określa się jako nacjonalistyczna, jej hasłem jest Niech Szwecja będzie szwedzka. Jednocześnie podkreśla, że za ważny element swej ideologii uważa Powszechną Deklarację Praw Człowieka, że jest przeciwna rasizmowi i ksenofobii. W ostatnich latach Szwedzcy Demokraci usunęli ze swych szeregów kilku członków o ekstremistycznych poglądach. Według sondaży, w roku 2010 partia uzyska ok. 7 % głosów i po raz pierwszy wejdzie do szwedzkiego parlamentu; obecnie ma przedstawicieli w 145 lokalnych samorządach.

Czy partia ta jest rzeczywiście skrajnie prawicową jak chciałaby widzieć ją szwedzka prasa, czy też w dobie poprawności politycznej wszystko co nie mieści się w ustalonych ramach otrzymuje rasistowską łatkę pozostawiamy ocenie czytelników.

kentekeroth_14640373Islam i islamizacja jest to dzisiaj najważniejsza kwestia. To nie tylko jeden z najszybciej rozwijających się problemów Szwecji i Zachodniej Europy, ale również jedno z najtrudniejszych zjawisk z jakimi musimy sobie poradzić. Europa spotkała islam na polu walki. Muzułmańskie najazdy stworzyły imperium, od Hiszpanii na zachodzie po Indie na wschodzie. W XV wieku został zajęty Konstantynopol, a w XVII w. oblężenie Wiednia zostało przerwane przez polskiego króla Jana III Sobieskiego, którego kawaleria wyzwoliła miasto 11 września 1683 r. Data ta po dziś dzień znaczy bardzo wiele w świadomości muzułmanów, czego mieliśmy dowód 11 września 2001 roku w Nowym Jorku. Ten podbój w imię islamu nie jest czymś zaskakującym: Sam Mahomet rozprzestrzeniał islam za pomocą miecza i według muzułmańskich uczonych, muzułmanie mają obowiązek prowadzić agresywne wojny z niemuzułmanami, aż do chwili kiedy cały świat będzie podlegał szariatowi.

Dzisiaj nie doświadczamy militarnych działań w Europie. Nie stoimy w obliczu zagłady w regularnej wojnie; Szwecja stoi w obliczu cichej zagłady. Weszliśmy w nową fazę starożytnej wojny. Nie rozpoczęliśmy jej. Ani USA ani Izrael nie są winne jej początkowi, jak się często twierdzi. Ma ona 1400 lat i nie zmieniła się znacząco przez ten czas. Obserwujemy proces, w którym muzułmańska imigracja tworzy swoje enklawy i wymaga, by dotyczyło ich osobne prawodawstwo. A motyw jest ten sam co w czasie arabskich i tureckich najazdów – islam powinien dominować zamiast być zdominowany, jak wyraził to Mahomet.

Libijski dyktator Kadafi w 2006 r. wypowiedział się dla arabskiego programu informacyjnego Al.-Jazeera na temat tego, w jaki sposób islam podbije Europę; Bez mieczy, bez broni, bez wojska. Kadafi mówił do milionów widzów o statystykach urodzeń i imigracji, o tym kiedy Turcja wejdzie do Europy; stwierdził, że to tylko kwestia czasu kiedy islam będzie dominował w Europie. Inni polityczni czy religijni przywódcy arabskiego świata mówią to samo.

Imam Abu Base, jeden z najważniejszych stronników Al-Kaidy, powiedział, że dżihad i imigracja idą w parze, bez imigracji nie może być dżihadu. Efekty tego typu myślenia widzieliśmy w 2005 roku, w akcie terroru popełnionego w Anglii przez muzułmanów, którzy urodzili się i dorastali wśród brytyjskiej klasy średniej. Można by pomyśleć, że byli to ludzie Zachodu – ale nie byli nimi. Przede wszystkim byli muzułmanami. Terrorysta Jaser Arafat powiedział, że łona kobiet są najważniejszą bronią Arabów. Prawo powrotu, jakiego domagali się w Izraelu, jest kolejnym przykładem tego w jaki sposób używają demografii, by zwycięzyć. Co ciekawe szwedzka koalicja rządząca wydaje się być świadoma dokładnie tego o czym mówię. Minister ds. migracji Billström powiedział: Powinniśmy być dla nich życzliwi, wtedy oni będą życzliwi dla nas, kiedy znajdą się w większości. To mówi wiele o błędnej i wrogiej Szwecji polityce rządu.
Idea dżihadu jako prowadzenia działań wojennych, w szerokim tego słowa znaczeniu, sięga aż do Mahometa. Ekspansja demograficzna i podstępna islamizacja, gdy są słabi i w mniejszości, a otwarta wojna i zamach stanu kiedy stają się silni. To, czego doświadczamy teraz w Europie nie jest niczym nowym, wydarzało się już wcześniej. Liban i Kosowo to dwa niedawne przykłady takiego obrotu rzeczy. My po prostu jesteśmy we wcześniejszej fazie niż oni. Muszę zwrócić uwagę, że nie wszyscy muzułmanie biorą udział w jakimś wielkim spisku mającym na celu przejęcie Europy. Niektórzy to robią, na przykład Bractwo Muzułmańskie, które współpracuje z Broderskapsrörelsen [chrześcijańska frakcja w szwedzkiej partii socjaldemokratycznej – red.], a socjaldemokraci są reprezentowani w parlamencie.

Islamizacja to proces, w którym społeczeństwo dostosowuje się do praw islamu i wydarza się jako rezultat pragnienia zwykłych muzułmanów, żeby żyć zgodnie z islamskim prawem, wartościami i normami. Staje się to naturalną konsekwencją, ponieważ muzułmanie chcą żyć jak muzułmanie, ze wszystkim co się z tym wiąże. W rezultacie islam jako całość, a w szczególności prawo szariatu, rozprzestrzeniają się w społeczeństwie, a w demokratycznej społeczności takiej jak nasza oznacza to, że staje się ona coraz bardziej islamska.

Mniej więcej rok temu ujawniono, że w Anglii istnieje już sześć sądów szariackich; działają one w państwie Zachodu, co samo w sobie jest już absurdem. Jak się okazało, nie było ich wcale sześć, ale prawie setka. Niedawno szariat stał się nawet częścią oficjalnego prawa angielskiego, jest już stosowany w prawie rodzinnym. Dzieje się to w zachodnim państwie, nie tak daleko od nas. Nikt nie prosi o to, poza muzułmanami, politykami zaprzyjaźnionymi z islamem i sympatykami wielokulturowości, o których można powiedzieć tylko tyle, że są bandą użytecznych idiotów. Szwecja wraz z Wielką Brytanią i Francją są pośród krajów najbardziej zainfekowanych. Dzisiaj w Szwecji mieszka około pół miliona muzułmanów i zważywszy na nasz brak pewności co do własnej kultury i totalitarne ograniczanie wolności słowa tym, którzy nie podzielają ideologii wielokulturowości, zdajemy sobie sprawę, że Szwecja jest już w bardzo zaawansowanym stadium. Jesteśmy również jednym z nielicznych europejskich państw nie posiadających w parlamencie partii krytycznej wobec islamu czy imigracji. Szwecja jest szczególna w tym względzie – jedynie my stanowimy tu wyjątek. Sytuacja jest ekstremalna –  olbrzymia masa imigrantów i kultura, wykluczająca wszystkich tych, którzy nie podzielają wiary w wielokulturowość.

Ideologia wielokulturowości przypomina nowe szaty cesarza – instytucje polityczne zaprzeczają rzeczywistości, której doświadczają zwykli Szwedzi. Projekt wielokulturowości to nic więcej jak inżynieria społeczna, która na dodatek nie działa. Problemem jest to, że ludzie są zmuszeni do akceptacji tego fikcyjnego obrazu rzeczywistości, w przeciwnym razie są represjonowani, przedstawiani w mediach w fałszywy sposób, wyrzucani z pracy, a nawet narażeni na fizyczną przemoc. Jednak nawet wtedy prawda pozostaje prawdą. Prawda pozostaje prawdą niezależnie od tego, co zwolennicy wielokulturowości sobie wmawiają. To samo dotyczy islamu, który nie jest religią pokoju, niezależnie od tego co na ten temat twierdzą apologeci muzułmaństwa.

My, szwedzcy demokraci, jesteśmy narażeni na publiczne szkalowanie, ponieważ jesteśmy na tyle uczciwi, by przeciwstawić się totalitaryzmowi, uciskowi kobiet i przemocy, którą jest islam. To nie oznacza, że się mylimy. Nie zawsze jest łatwo działać właściwie. Przykładem jest jeden moich politycznych wzorów, Winston Churchill. Kiedy w 1930 roku ostrzegał ludzi przed kolejną totalitarną ideologią, nazizmem, stał się obiektem masowej krytyki i nazywany był, wśród innych wyzwisk, podżegaczem wojennym. A jednak miał rację. Nie ugiął się, nie dał się zdominować przez tłum, który ukląkłby przed wrogiem w nadziei, że to zaspokoi jego brutalny apetyt.

Relatywizm zwolenników wielokulturowości skaził ich etykę i moralność do tego stopnia, że nie są już zdolni do rozróżniania tego co dobre i złe, słuszne czy błędne, bezsensowne czy rozsądne. Wszystko kończy się w jakiejś szarej strefie, gdzie każda kultura jest tak samo dobra, nawet te totalitarne siły, które nas uciskają. Siły które uciskają swoje kobiety, zwalczają naukę i są wrogami pokoju. Wydaje się, że jedyną obowiązującą zasadą jest ta, że wszystko co szwedzkie jest złe, a wszystko czego nie aprobują nienasycone automaty roszczeniowe, nie jest aprobowane również przez szwedzkie elity. Z powodów demograficznych mamy muzułmańskie enklawy, takie jak Rosengård w Malmöoe, czy miasta takie jak Rotterdam, gdzie z powodu wysokiej liczby muzułmanów burmistrz jest również muzułmaninem. W wielu zachodnich miastach Mahomet jest najpopularniejszym imieniem, a 40% studentów w Antwerpii to muzułmanie. nie pozostaje w tyle. W miarę jak liczba muzułmanów rośnie, politycy zaczynają ich wspierać. Niedawno widzieliśmy groteskowy tego przykład w Malmö, kiedy burmistrz Ingmar Reepalu naciskał, żeby mecz tenisowy został rozegrany bez widowni, ponieważ było to spotkanie Izrael – Szwecja. Wyraźnie powiedział, że musiał wziąć pod uwagę głos muzułmańskich wyborców. Tak właśnie następuje polityczne przejęcie. Miliony muzułmanów żyją dziś w Dar a.-Harb, Domu Wojny, jak nazywają oni terytoria niemuzułmańskie. To może być koniec otwartego i wolnego społeczeństwa, które tak cenimy.

Widzieliśmy zamieszki pełne przemocy we Francji, gdzie rządowa lista stref z zakazem wstępu zawiera około 700 miejsc. Widzieliśmy pożogę wśród okrzyków wojennych Allahu akbar w Rosengardzie, widzieliśmy społeczeństwo uginające się przed islamem. Byliśmy świadkami ataków muzułmańskich imigrantów na Szwedów, kobiety, żydów i homoseksualistów. Widzimy jak policja, pogotowie, autobusy, straż pożarna, samochody, szkoły i robotnicy są atakowani przez importowane gangi w odpowiedzi na to, że dajemy im schronienie. Jeśli to jest ich podziękowanie, mam tylko jedno do powiedzenia: Dziękujemy i żegnamy. Wracajcie do domu!

Islam może i powinien być krytykowany, tak jak inne ideologie. Religia to tylko zbiór poglądów. W tym przypadku, ich poglądy regulują wszystko, począwszy od tego jak iść do toalety, a skończywszy na współpracy między państwami. Islam jest całkowicie przeciwny zachodnim wartościom, na których oparte są nasze społeczeństwa. Jest ideologią, która ma aspiracje do globalnej dominacji i tak było od początku jego istnienia. Często słyszymy argument, że oprócz islamizmu istnieje umiarkowany islam. Należałoby więc zadać sobie pytanie: Czy Mahomet był radykalnym, czy umiarkowanym muzułmaninem? Według muzułmanów był on człowiekiem doskonałym, za którego przykładem muzułmanie powinni podążać. A tym przykładem jest człowiek, który zabijał jeńców wojennych, brał niewolników, uprawiał seks z dziewięcioletnimi dziewczynkami, kazał zabijać swoich politycznych przeciwników i wszczynał niesprowokowane wojny. Tak to wygląda w oparciu o świętą księgę islamu. Czy to jest umiarkowanie? Islam nie jest lepszy od Mahometa i Koranu. Koran zachęca do przemocy wobec niemuzułmanów. Nie ma w nim przesłania miłości wobec niemuzułmanów. Daje on im trzy możliwości: przymusowe przejście na islam, zaakceptowanie życia niewiernego jako obywatela drugiej kategorii albo śmierć w razie odmowy. O tym właśnie mówią uczeni muzułmańscy i to realizują muzułmanie od 1400 lat. Skutkiem tego są nienawiść i pogarda wobec niemuzułmanów, które stały się codziennością. W Darfurze, w Afryce, w Indiach, nawet tu w Szwecji. Do dzisiejszego dnia w Egipcie są torturowani i mordowani koptowie, w Turcji chrześcijanie, w Kaszmirze sikkowie, w Tajlandii buddyści. Ale jeśli to wytkniesz, jesteś islamofobem. Można by zapytać czy ci, którzy zginęli 11 września w Nowym Jorku byli islamofobami, czy islam przepełniał ich nieuzasadnionym strachem?

Im więcej islamu, tym mniej wolności. Im bardziej zislamizowane społeczeństwo, tym mniej rozwoju i generalnie dobrobytu. Powinniśmy walczyć z tą  imperialistyczną ideologią i zmianami społecznymi jakie się z nią niechybnie wiążą. Miliony Europejczyków i Amerykanów oddało życie sześćdziesiąt lat temu w obronie wolności w Europie. Wymagało to, cytując Churchilla, krwi, potu i łez. A dzisiaj jesteśmy na dobrej drodze, żeby zaprzepaścić to wszystko, za co wielu złożyło najwyższą ofiarę. Jesteśmy na drodze do cichej zagłady. To bezgraniczna hańba.

W dzisiejszych czasach niełatwo jest być optymistą. Sa ludzie, którzy działają pod płaszczykiem wolności religijnej, podkopując naszą wolność, ograniczając wolność słowa i domagając się wymyślonego przez siebie prawa do nieobrażania ich. Elity polityczne i intelektualne są przychylne masie imigrantów i islamizacji. Najbardziej przygnębiające jest to, że nasi przywódcy, którzy powinni stać po stronie naszych społeczeństw, po stronie wartości  judeochrześcijańskich, nie robią tego. Stwarzają natomiast pozory, że wszystko będzie dobrze, jeśli będziemy życzliwi wobec sił przeciwnych demokracji, które chcą nas uciskać. Z własnej woli biorą udział w czymś, co Ronald Reagan nazwał zdradą naszej przeszłości, destrukcją naszej wolności. Ale jest nadzieja i płynie ona od nas. Płynie ona od społeczeństwa, nie od elit, które temu wszystkiemu zaprzeczają.

Oprac. PZ, na podst. www.europenews.dk

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze