Ideolodzy i bojówkarze dżihadyzmu – Abu Musab Al-Zarkawi

1
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Sławosz Grześkowiak

Nazywano go szejkiem rzeźników. Stworzył organizację o nazwie „Al-Kaida w Iraku”, przekształconej po jego śmierci w „Islamskie Państwo Iraku”, zalążek przyszłego kalifatu.

Kiedy 1 maja 2003 roku prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush obwieścił światu zakończenie trwających 6 tygodni „poważnych walk” w Iraku, wydawało się, że we wrześniu da się ograniczyć tamtejszy amerykański kontyngent do 30 tys. osób. Co więcej, sądzono, że zasadniczy cios w islamski terroryzm został dokonany i odtąd kraina dawnej Mezopotamii stanie się promieniującym na muzułmański świat zalążkiem demokratycznej cywilizacji. Zakładano mylnie, że podobnie jak w Europie Wschodniej po upadku komunizmu, również tu dokona się szybka przemiana zniewolonych mieszkańców w społeczeństwo obywatelskie. Nie sprawdziła się także ścieżka demokratyzacji Niemiec czy Japonii po 1945 roku. Amerykanie ze zdumieniem spostrzegli, że stanęli przed spiralą przemocy ze strony tych, których dopiero co wyzwolili spod tyranii Saddama Husajna, w tym także szyitów.

A tego właśnie dyktatora wskazywano jako marionetkę nieuchwytnego Osamy bin Ladena. Pomiędzy jego Al-Kaidą oraz dyktaturą w Iraku istnieć miał ścisły związek i zniszczenie irackiego reżimu miało doprowadzić do popularyzacji demokracji oraz zduszenia terroryzmu.

Tak się nie stało. Irak to kraj muzułmański, z sunnicką mniejszością. Ameryka święciła już trumfy po pojmaniu dyktatora, pomagała tworzyć rząd i nową administrację, a wśród ludzi krążyły tymczasem listy bin Ladena, w którym deklarował, że każdy, kto zacznie współpracować z „okupantem” lub zamierzałby wprowadzać demokrację – inaczej „religię bezbożności i dżahilijji” – to apostata zasługujący na śmierć. Kraj więc spływał krwią i wtedy pojawił się on, Ahmad al-Chalajli, inaczej Abu Musab Al-Zarkawi.

Urodził się w 1966 roku, w jordańskim mieście Zarka. Wychowany w wielodzietnej rodzinie, bez ojca, nie zdołał formalnie wspiąć się ponad elementarny poziom wykształcenia. Sukces za to szybko przyniosły mu ulice. Jako nastolatek trząsł nimi prowadząc rozbójniczy tryb życia. Trudnił się przemytem alkoholu, stręczycielstwem i rozbojami, a w wieku 15 lat wziął udział w napadzie na dom, gdzie życie stracił jeden z jego krewnych.

Właściwą islamistyczną karierę rozpoczął w 1989 r. wraz z wyjazdem do Afganistanu. Początkowo jednak nie brał się za walkę. Podjął się pracy jako reporter niewielkiego dżihadystycznego magazynu „Al-Bonian al Marsous”. Później dopiero chwycił za broń. Znano go z brawury i odwagi. Działał bez zbędnych słów, w sposób opanowany. Wydawał się być zawsze w środku najbardziej dramatycznych wydarzeń. Walczył w imię islamu, jednak prawdziwa przemiana dokonała się u niego, kiedy napotkał na swojej drodze duchowego mentora, salafitę, również Jordańczyka, Abu Muhammada al-Makdisiego.

Kiedy w 1993 r. razem wrócili do swego kraju, zastali go odmienionym. Jednak nie tak, jak tego pragnęli. Jordania i Izrael rozpoczęły negocjacje, które wkrótce doprowadziły do zawarcia traktatu pokojowego. Palestyńczycy podpisali porozumienie w Oslo, a Bractwo Muzułmańskie porozumiało się z rządem w Ammanie. Zarkawi postanowił działać. Założył organizację o nazwie „Al-Dżama’at At-Tawhid wa Al-Dżihad” (Grupa Jedności Boga i Dżhadu), której podstawowym celem było obalenie monarchii i ustanowienie muzułmańskich rządów.

Jednak początkowo jego działalność daleka była od profesjonalizmu. Pierwszy zamach miał zostać dokonany w jednym z kin w Zarce, gdzie wyświetlano filmy pornograficzne. Niestety, niedoszły dżihadysta wysłany przez organizację tak bardzo zapatrzył się w akcję na ekranie, że zupełnie zapomniał o swojej bombie i ta eksplodowała niekontrolowanie, rozrywając mu obie nogi.

Zarkawi i Makdisi trafili szybko do więzienia pod zarzutem posiadania broni oraz przynależności do nielegalnej organizacji. I tu rozpoczął się kolejny duchowy etap w jego życiu. Mówiono, że pierwszy był mięśniakiem, a drugi myślicielem i obaj podjęli się szerzenia wśród skazańców dżihadystycznej misji.

Na mocy amnestii zwolniono ich w 1999 roku i Zarkawi prawie natychmiast udał się do Pakistanu, a stamtąd dalej do Afganistanu. W Kandaharze po raz pierwszy spotkał się z bin Ladenem, u którego nie zyskał jednak zbytniego zaufania. Twórca Al-Kaidy podejrzewał, że grupa Zarkawiego mogła zostać zinfiltrowana przez jordańskie służby, a w samej jego osobie drażniła go buta oraz tatuaż na lewej ręce. Potencjalnych podziałów pomiędzy nimi spodziewał się także za sprawą nienawiści Zarkawiego wobec szyitów. Ostatecznie starania jordańskiego gościa zostały uhonorowane dotacją na założenie i prowadzenie własnego obozu szkoleniowego. Na jego miejsce wybrano miasto Herat, tuż przy granicy z Iranem, a więc na wszelki wypadek tak daleko od bin Ladena, jak było to możliwe.

Zdolności organizacyjne Zarkawiego jednak szybko zaskoczyły przywódców Al-Kaidy. Liczba uczestników obozu wzrosła z kilkudziesięciu do kilkuset. Przybywali oni przede wszystkim z Syrii i po przeszkoleniu gotowi byli walczyć gdziekolwiek by ich nie wysłano. Przybrali nazwę „Jund al-Sham”, inaczej – Żołnierze Lewantu.

Zanim Amerykanie w październiku 2001 rozpoczęli bombardowania Afganistanu, bin Laden przynajmniej pięć razy wzywał do siebie Zarkawiego, żeby mu złożył przysięgę wierności. Bezskutecznie. Mimo to po atakach USA Zarkawi natychmiast przyłączył się do walk po stronie Al-Kaidy oraz Talibów. Dwa miesiące później wraz z 300 bojówkarzami swojej organizacji przeszedł na stronę irańską, a następnie udał się do bezpiecznego Kurdystanu w północnym Iraku.

Wojskowi prezentują wizerunek zabitego Zarkawiego, Bagdad 2006
Wojskowi prezentują wizerunek zabitego Zarkawiego, Bagdad 2006

Amerykanie już wiedzieli o jego istnieniu. I znając przebieg wcześniejszych układów Zarkawiego z bin Ladenem, możemy sobie wyobrazić jego zdumienie, gdy doszły go słuchy, że sekretarz stanu USA Colin Powell uznał tego pierwszego za decydujące ogniwo łączące Al-Kaidę z reżimem Saddama Husajna. Ta błędna ocena okazała się samonapędzającą przepowiednią jego przyszłego przywództwa w islamskim terrorze.

Chociaż zamachy w Iraku po inwazji amerykańskiej w 2003 roku przetaczały się przez cały kraj, to tylko niewielki ich procent odbywał się za sprawą samego Zarkawiego. Mimo to jego osoba stała się symbolem tamtejszego terroru. Mówiono o nim „szejk rzeźników”, m.in. ze względu na sposób, w jaki mordował swoje ofiary – przez ceremonialne obcinanie głów.

Zanim Amerykanie pojawili się w 2003 r. w Iraku, organizacja Zarkawiego „At-Tawhid wa Al-Dżihad” skupiała się na aktach terrorystycznych przeciwko instytucjom jordańskim oraz izraelskimm. I to stanowiło zasadniczą różnicę między nią a Al-Kaidą, która weszła na drogę wojny z USA. Co więcej, Zarkawi uważał wtedy, że dzielą ich doktrynalne różnice w postrzeganiu religii.

Przełom nastąpił na początku 2004 r. Wówczas wywiad amerykański przejął list skierowany przez Zarkawiego do bin Ladena. Informował w nim o sytuacji w Iraku oraz proponował strategię dżihadu opartą nie tylko na walce z USA, ale także z Kurdami oraz reprezentantami nowych władz irackich. Jednak największy nacisk położył na rozpętanie wojny domowej pomiędzy sunnitami a szyitami. Tych ostatnich uznawał za przyczynę wielu niepowodzeń islamu, w tym na przykład w roku 1683, kiedy to wykorzystując zaangażowanie Turków pod Wiedniem szyici podstępnie zajęli Bagdad. Miało to spowodować utratę szansy zislamizowania całej Europy. Zarkawi twierdził, że skrywali oni wobec sunnitów urazę i jeśli sprowokować ich do wojny, to rychło ci ostatni, przebudzeni, ruszyliby do ataku.

Dżihad trwał więc w najlepsze. Więźniów ubierano w pomarańczowe kombinezony i ucinano im głowy. Tak postąpiono z amerykańskim technikiem, Nickiem Bergiem. W kwietniu 2004 r. w Ammanie udaremniono zamach z użyciem broni chemicznej. W listopadzie 2005 r. grupa przeprowadziła w tym mieście serię ataków w trzech luksusowych hotelach zabijając zachodnich turystów i biznesmenów. To tylko przykłady. Innym był samobójczy zamach w Iraku, gdzie roli męczennika podjął się jeden z teściów Zarkawiego.

O Zarkawim mówiono, że był wszędzie i nigdzie. Nieuchwytny, ale zarazem obecny w każdej akcji. Niewątpliwie musiało to wynikać z dyscypliny i posłuchu, jakie miał wśród podwładnych. Wydawało się, że samym tylko ruchem oczu wydaje rozkazy.

Pod koniec 2004 r. Zarkawi ostatecznie złożył przysięgę bin Ladenowi i tym samym zmienił nazwę swojej organizacji na „Al-Kaidę w Iraku”. Rozpoczęła się wspólna praca nad stworzeniem w dorzeczu Tygrysa i Eufratu protokalifatu. Docelowo miało powstać państwo islamskie opierające się na prawie szariatu, które służyłoby rozwiązywaniu wszystkich problemów społeczności muzułmańskiej.

Prace postępowały i 15 styczniu 2006 r. Zarkawi ustanowił tzw. Radę Szury Mudżahedinów, która jednoczyła „Al-Kaidę w Iraku” z pięcioma innymi dżihadystycznymi organizacjami. Miała ona stanowić punkt wyjścia do ustanowienia kalifatu. Z pomocą Allaha w ciągu trzech miesięcy miał zostać ogłoszony islamski emirat.

Powstał nieco później, w październiku, ale Abu Musab Al-Zarkawi już się go nie doczekał. Zginął 7 czerwca 2006 w wyniku ataku rakietowego przeprowadzonego przez Amerykanów. Jego organizacja kwitła dalej i przyjęła potem kolejną nazwę – Państwo Islamskie Iraku (Islamic State of Iraq – ISI), by później przeistoczyć się w znane nam „Państwo Islamskie Iraku i Lewantu”.

 

Sławosz Grześkowiak – historyk, filolog angielski oraz absolwent Studium Literacko-Artystycznego UJ. Interesuje się islamem oraz terroryzmem islamskim.

Bibliografia:

• Bunzel Cole, From Paper State to Caliphate: The Ideology of the Islamic State
• Izak Krzysztof, Leksykon organizacji i ruchów islamistycznych
• Kepel Gilles, Jihad. Fitna – Wojna w sercu islamu.
• Springer R. Devin, Regens L. James, Edger N. David, Islamic Radicalism and Global Jihad
www.theatlantic.com

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze