Europejska unia dżihadu w Syrii

Szacunkowa liczba europejskich dżihadystów w Syrii. Źródła: Telegraph, BBC, der Spiegel, Washington Post, Belfast Telegraph, ctc.usma.edu, esisc.org
Szacunkowa liczba europejskich dżihadystów w Syrii. Źródła: Telegraph, BBC, der Spiegel, Washington Post, Belfast Telegraph, ctc.usma.edu, esisc.org
| 7 komentarzy|
image_pdfimage_print

Michał Hola

W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy podwoiła się liczba europejskich bojowników, którzy zdecydowali się wyjechać do Syrii by walczyć w szeregach islamistów przeciwko reżimowi Baszara al-Assada – przyciągają ich tam propagandowe opowieści o przygodzie, bohaterach i męczeństwie. Wobec narastającego zagrożenia dla bezpieczeństwa skończmy z udawaniem, że nie ma pośród nich Polaków.

Europejscy bojownicy walczący w Syrii pochodzą w większości z dwunastu krajów Europy, głównie z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Belgii. Szacuje się, że pomiędzy 1200 a 1700 Europejczyków walczy obecnie u boku islamistów. Jednak jeszcze pod koniec wiosny mogło być ich o połowę mniej. Wzrost liczby bojowników z Europy nie wynika z postępującej masowo radykalizacji Europejczyków, lecz jest spowodowany poprawą skuteczności działania europejskich sieci rekrutacyjnych.

Szacunkowa liczba europejskich dżihadystów w Syrii. Źródła: Telegraph, BBC, der Spiegel, Washington Post, Belfast Telegraph, ctc.usma.edu, esisc.org
Szacunkowa liczba europejskich dżihadystów w Syrii. Źródła: Telegraph, BBC, der Spiegel, Washington Post, Belfast Telegraph, ctc.usma.edu, esisc.org

Kolejny czynnik stanowią bezpośrednie rekomendacje osób, które walczyły w Syrii w ramach pierwszej i drugiej fali europejskich ochotników. Właśnie te powracające osoby najskuteczniej przemawiają za ewentualnym wyjazdem, lecz również mogą stanowić bezpośrednie źródło zagrożeń dla bezpieczeństwa Europy. Propaganda mówi, że oczywiście, nie wszyscy walczący w Syrii ulegają radykalizacji, tak samo jak nie wszyscy radykalni muzułmanie z Europy są zainteresowani wyjazdem i walką w Syrii. Jednak w rzeczywistości każdy kontakt z tymi środowiskami powinien powodować przynajmniej zapalenie się czerwonej lampki.

Kto wyjeżdża?

Podczas trwania całego konfliktu w Syrii w walkach mogli wciąż udział Sunnici z ponad sześćdziesięciu krajów. Według różnych szacunków przez front walk mogło przejść od 5 do 10 tys. osób. Ich znaczna część pochodzi ze świata arabskiego, głównie z Arabii Saudyjskiej, Libii, Tunezji i Iraku.

Drugą co do wielkości grupą są mieszkańcy zachodniej Europy. Mniejszość pośród europejskich bojowników w Syrii stanowią konwertyci. Wielu z wyjeżdżających to drugie pokolenie z umiarkowanych religijnie i zintegrowanych rodzin, które przybyły do Europy głównie z Turcji, Algierii i Pakistanu, na mocy złagodzenia polityk imigracyjnych w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

Są pośród nich Polacy?

Jest również trzecia grupa, pochodząca z Bałkanów, Kaukazu i Europu Wschodniej. W środowisku analitycznym są znane opowieści o Polakach, osobach polskiego pochodzenia lub przebywających na terenie naszego kraju, które niewątpliwie były zainteresowane wspomaganiem dżihadu w Syrii, zarówno finansowo jak i zbrojnie. W ostatnich dwóch latach trafiłem przynajmniej na trzy takie przypadki, które można próbować nazywać potwierdzonymi.

Drugi, lepszy Afganistan

„Syryjczycy” różnią się od osób przeszkolonych w obozach w Pakistanie, Afganistanie, Jemenie czy na terenie Afryki Północnej. Chociaż pozornie wszystkie te miejsca zapewniają efektywne środowisko radykalizacji, to wyjazdy do Syrii są znacznie liczniejsze, a ze względu na łatwość i bezpieczeństwo dotarcia przyciągają osoby, które mogłyby nie zdecydować się na walkę i naukę na innych frontach i w ośrodkach.

Liczba europejskich bojowników, którzy wzięli udział w walkach od początku trwania niespełna trzyletniego syryjskiego konfliktu przekroczyła łączną liczbę bojowników, którzy brali udział w podobnych konfliktach miedzy 1990 a 2010 r. Syria jest nowym frontem walki w ramach globalnego dżihadu – tak jak Bałkany, Czeczenia, Afganistan i Irak. Im prędzej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas.

Dwa lata temu, gdy pierwsza fala Europejczyków wyruszała do Syrii, wszystko przypominało kompletną partyzantkę. Najpierw przelot samolotem do Turcji, później nadzieja na znalezienie autobusu i szukanie odpowiedniego człowieka… czasem kilka dni poszukiwań osoby, który powie co zrobić dalej, gdzie przekroczyć granicę, jak dostać się na front. Później już tylko wystarczyło przeżyć.

Jednak obecnie jest zupełnie inaczej. Aktualnie wyjeżdżające grupy europejskich bojowników motywacją trochę przypominają tych udających się do Afganistanu pod koniec lat osiemdziesiątych. Dla jednych ten wyjazd ma formę turystycznego wyjazdu, kolejni szukają doświadczeń wojennych, które podniosą ich pozycję w lokalnej grupie, a jeszcze inni śmiertelnie poważnie wierzą w walkę o budowę globalnego Kalifatu.

Większość dróg prowadzi do Turcji

Aktualnie większość europejskich bojowników do Syrii udaje się za pośrednictwem Austrii lub bezpośrednio z Turcji, gdzie w bezpiecznych domach bojownicy są wyposażani z syryjskie dowody tożsamości. Znacznie mniej popularna jest trasa rozpoczynająca się w południowej Francji lub przy granicy z Irakiem. Według islamskiej propagandy po przekroczeniu granicy Syrii podobno zaczyna się inny świat. To znacząca zmiana względem tego co było w Afganistanie, gdzie walczący pod przewodnictwem Wahhabitów bywali odcięci od zewnętrznego świata nieraz przez całe tygodnie, a w Syrii…

… Internet zmienia oblicze dżihadu

Liczny udział europejskich bojowników w walkach w Syrii przyniósł fenomen upowszechnienia Internetu na froncie. Europejscy bojownicy w swoich kwaterach używają mediów społecznościowych do rekrutacji nowych członków, doradzania przyszłym rekrutom i wychwalania męczenników. Dostęp do internetu pozwala im spędzać wieczory na grach online, rozmowach z bliskimi i oglądaniu najnowszych nagrań al-Kaidy.

Pięciogwiazdkowy dżihad*

Do Syrii można dostać się łatwo, czasem nawet nie trzeba płacić za podróż. Z relacji w mediach społecznościowych można się dowiedzieć, że na froncie w Syrii trzy najważniejsze elementy wyposażenia to nie kałasznikow, koran oraz laptop, ale papier toaletowy, zestaw pierwszej pomocy i iPad. Bojownicy na swoich kontach internetowych cieszą się, że walcząc w Mali nie mogli tygodniami zmieniać ubrań i korzystać z prysznica. Niedostatki pożywienia w Afganistanie zastąpił dostęp do słodyczy i napojów energetycznych, oczywiście pokazywanych na Instagramie. Chociaż zabroniony, to problemem nie jest również seks, a w niepamięć odchodzą znane z Afganistanu „czwartki dla kolegów”. Bardziej religijni w Syrii mogą zawrzeć najpierw małżeństwo. Szukający wyłącznie zmniejszenia napięcia znajdą je dzięki „siostrom uprawiającym seks dżihad”. Syria to dla nich „pięciogwiazdkowy raj na ziemi”.

*Tak właśnie wygląda sukces zmiany metod rekrutacji i propagandy prowadzonej przez islamistów. Na miejscu nikt nie ma czasu zajmować się tym, że często była ona pełna kłamstw a ludzie, którzy namawiają do podróży często nie widzieli frontu na oczy. Nikt nie mówi o tym, że w Syrii zginiesz lub jeśli masz mniej szczęścia, to zostaniesz złapany po powrocie do kraju przez służby specjalne – bo Unia rozumiejąc możliwe zagrożenie ze strony powracających osób, niewątpliwie się wreszcie ocknie i zabierze do działania.

Źródło: The Telegraph, The New York Times, The Washington Post, CTC WP, Własne. Fot. Ukryte.

Artykuł oryginalnie ukazał się w MadMagazine

Michał Hola – Doradca ds. bezpieczeństwa, specjalista działań “tracking and targeting”, były dziennikarz DziennikZbrojny.pl, obecnie MadMagazine.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze