Na dżihad z warszawskiego meczetu?

lwy dżihadu
| 24 komentarzy|
image_pdfimage_print

Czy wezwanie do dżihadu może paść w Polsce? Wielu taki pomysł wydaje się absurdem. Jednak dochodzą nas informacje o kolejnych Europejczykach dołączających do radykalnych ugrupowań w Syrii i Iraku.

Profesor Chazbijewicz uważa, że kilkunastu polskich muzułmanów już tam jest. Specjaliści zastanawiają się, co ich do tego popycha. Część, poza kwestiami biedy, wykluczenia, poczucia upokorzenia wskazuje na radykalizację dokonującą się w meczetach.
Kazanie wygłoszone w listopadzie 2013 roku przez oburzonego imama Ligi Muzułmańskiej w RP, Nedala Abu Tabaqa, choć nie jest wezwaniem wprost, zawiera niepokojące dwuznaczności.

W opublikowanym na radioislam.pl nagraniu przyszły imam meczetu na Ochocie mówi: „I na Allaha, jak bym był tam w Egipcie. Coś, co mogę teraz odpowiadać za to, nawet teraz przed rządem tutaj. Allach widziałby ode mnie coś, co by go uradowało, ale niestety nie jestem tam. To przynajmniej językiem. To jest przynajmniej.” (19:55)

Co go tak rozgniewało, że deklaruje łamanie prawa? Skazanie kilkunastoletnich dziewczynek na wieloletnie kary więzienia w Egipcie za udział w proteście i noszenie baloników z symbolem Bractwa Muzułmańskiego. To prawda, obecne rządy w Egipcie łamią nagminnie prawa człowieka, sami też odnosiliśmy się krytycznie do tego faktu.  Tydzień później jednak wyrok został uchylony przez sąd wyższej instancji, a kara jedenastu lat więzienia zamieniona na rok w zawieszeniu.

Groźba to był element kulminacyjny kazania, które zaczęło się od zarzutu, że mężczyźni nieprzeciwstawiający się niesprawiedliwości są niemęscy, „mężczyznopodobni” czy też pozbawieni męstwa. Są nawet „psami Gehenny”, sługami piekieł, ponieważ tą niesprawiedliwość wspierają przez akceptację. Abu Tabaq cytuje na poparcie swych poglądów Ahmada Ibn Hanbala, założyciela najbardziej rygorystycznej szkoły prawa muzułmańskiego, zachowanej dziś głównie dzięki wahabizmowi Arabii Saudyjskiej.

lwy dżihaduAspekt męstwa, męskości, odgrywa znaczącą rolę wśród europejskiej młodzieży udającej się na dżihad do Syrii i Iraku. Brody porównywane są z lwią grzywą, mięśnie z mięśniami drapieżnych kotów i obowiązkowe jest zdjęcie z bronią.

Wojna z demokracją czy wojna przeciw islamowi?

Dalej w kazaniu słyszymy wiele żalu na demokrację i hipokryzję Zachodu: „Gdzie jest Cathreen Ashton? Gdzie jest Unia Europejska? (…) Demokracja może być wszędzie, tylko nie dla muzułmanów. A my chcemy tej demokracji. Jak my już bawimy się w tą demokrację, to już wam się nie podoba?” To odniesienia do rządów Morsiego w Egipcie po obaleniu go przez generała Sisiego.

Zdaniem imama to, co dzieje się w Egipcie, to „jest zabijanie demokracji”. Przynajmniej w polskiej wypowiedzi. W arabskiej jest już inaczej.

„Czy pozostał mężczyzna myślący, prawy, który ma trochę rozumu w głowie, który by nie wiedział, że to jest wojna przeciw Posłańcowi [Mahometowi], przeciw islamowi?” – pyta Abu Tabaq. Ostrzega, że zakaz kultu na ulicach wprowadzony przez reżim w Egipcie odnosi się także do czytania Koranu w autobusie. „Nasze społeczeństwo jest heretyckie. Nie wolno sprawować tego kultu! To jest wojna przeciw Allahowi i Jego Posłańcowi!” – podkreśla, żeby nie było wątpliwości.

W polskiej wersji brakuje także nawiązania na początku kazania do Mahometa, który jako „sługa Allaha i jego wysłannik przekazał misję, wypełnił [depozyt] zaufania, doradzał ummie [czyli islamskiej wspólnocie] i Allah badał przez niego ummę, i prowadził dżihad [walczył, trudził się] na drodze Boga doskonale [w nawiązaniu do sury 22:78]”.

Nie znajdziemy też w polskiej wersji kazania odniesień do prowadzenia walki z Baszarem Assadem: „Szlachetni muzułmanie są uciskani w każdym miejscu, z tą różnicą jedynie, że ci w Syrii są gwałceni i zabijani, ale wszyscy jesteśmy przeciw Baszarowi. (…) Na Allaha, wszyscy będziemy pytani w Dzień Sądu (…)”

W kazaniu nigdzie nie pada jednoznaczna deklaracja i takiej pewno nie usłyszymy, skoro już polskie kazanie jest wygładzoną arabską wersją.

W kontekście przywoływanych wydarzeń w Egipcie, Syrii i Iraku, Nedal Abu Tabaq buduje obraz wojny z islamem (w polskiej wersji z demokracją) prowadzonej przez dyktatorów, którym wierny muzułmanin musi się przeciwstawić, nawet jeżeli złamie prawo – inaczej będzie psem Gehenny i (nie wiedzieć co gorsze), mężczyzną pozbawionym męskości.

Mufti Ligi Muzułmańskiej tworzy też narrację konfliktu muzułmanów z Zachodem, operuje obrazem muzułmanina ofiary, któremu to Zachód nie pozwala mieć demokratycznego państwa dobrobytu.

Nic z tego nie jest bezpośrednim wezwaniem do dżihadu, ale czy chcąc uchodzić za męskiego, wiernego muzułmanina, nie zastanawialibyście się po usłyszeniu takich słów, jakie są wasze obowiązki i jak daleko możecie w tej kwestii złamać prawo?

Jan Wójcik, obserwuj autroa na twitter @jasziek

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze