Europejscy terroryści mogą liczyć na muzułmańską solidarność

image001
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Po zamachach w Paryżu służby bezpieczeństwa prowadziły zaawansowane poszukiwania głównego podejrzanego, Salaha Abdeslama, który po powrocie do Brukseli nagle zniknął.

Wszyscy byli przekonani, że Państwo Islamskie mogło niepostrzeżenie wywieźć go do Turcji, Syrii lub Maroka. Wygląda jednak na to, że najbardziej poszukiwany człowiek w Europie nigdy nie opuścił stolicy Belgii, a w ukrywaniu się przez cztery miesiące pomagali mu rodzina, przyjaciele i drobni przestępcy. W ubiegły piątek został aresztowany w okolicy, w której dorastał, w pobliżu domu swoich rodziców.

Podczas gdy służby bezpieczeństwa w celu zapobieżenie kolejnym atakom starają się zrozumieć, w jaki sposób Państwo Islamskie działa na terenie Europy, przypadek Abdeslama ujawnia trudności związane z poszukiwaniem podejrzanych, mogących liczyć na ochronę ze strony środowisk wewnątrzwspólnotowych, spośród których wiele nie współpracuje bynajmniej z religijnymi radykałami i nie znajduje się pod obserwacją policji.

„Abdeslam mógł polegać na rozbudowanej, istniejącej już siatce przyjaciół i krewnych zaangażowanych w handel narkotykami i drobną przestępczość, pomagających mu pozostać w ukryciu” – powiedział prokurator federalny Frederic Van Leeuw, komentując sytuację jedynego z pozostałych przy życiu podejrzanych o przeprowadzenie ataków z 13 listopada 2015 r. w Paryżu, w których śmierć poniosło 130 osób.

„Zdecydowała solidarność sąsiadów i rodziny”, stwierdził Van Leuuw w rozmowie z belgijską stacją RTBF, komentując tym samym sytuację, w której pomimo 24 tysięcy telefonów na policję z zapytaniem o informacje dotyczące podejrzanych zamachowców, Abdeslam tak długo pozostawał na wolności. Według belgijskiego dziennika „La Libre Belgique”, podejrzany ukrywał się w piwnicy mieszkania matki jednego spośród niezwiązanych z dżihadystami przyjaciół.

To właśnie tego rodzaju przyjaźnie, a nie pomoc Państwa Islamskiego, były kluczowe dla Abdeslama, który wraz z bratem prowadził bar w dzielnicy Molenbeek, będący główną osią życia społecznego młodych Arabów niezainteresowanych chodzeniem do meczetu. Bar, uznany za ośrodek handlu narkotykami, został zamknięty na krótko przed zamachami. Abdeslam miał dwóch zaufanych przyjaciół, którzy przewieźli go do Brukseli, inni znajomi ukrywali go w bezpiecznych miejscach. Brat podejrzanego, Brahim, wysadził się w paryskiej kawiarni.

Domniemany zamachowca został ostatecznie złapany w zniszczonym, zamieszkałym przez imigrantów z Afryki Północnej kwartale Molenbeek. Wpadł, gdy zadzwonił do jednego ze znajomych z prośbą o znalezienie nowej kryjówki. Policja postawiła zarzuty osobom, które pomagały mu się ukrywać.

Niewielu mieszkańców okolicy zdecydowało się rozmawiać z dziennikarzami temat 26-letniego Abdeslama, obywatela francuskiego wychowywanego przez urodzonych w Maroku rodziców w jednej z najbiedniejszych dzielnic Brukseli. Większość rozmówców wyjaśniała, że był dobrze znany i lubiany w okolicy. Nigdy nie walczył w Syrii, nie zachowywał się też w sposób agresywny.

Belgia jest krajem europejskim, z którego do Syrii udało się najwięcej dżihadystów w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Wedle szacunków brukselskiej grupy eksperckiej Egmont, ponad 300 Belgów wyjechało walczyć w dżihadzie. Jednym z nich był Abdelhamid Abaaoud, również wywodzący się z Molenbeek, domniemany organizator zamachów w Paryżu, zastrzelony przez francuską policję.

Choć cała trójka zaangażowana w paryskie ataki dorastała właśnie w Brukseli, nie wszyscy belgijscy dżihadyści decydują się na wyjazd do Syrii. Zdaniem ministra spraw zagranicznych Belgii, Didiera Reyndersa, wielu bojówkarzy jest częścią siatki, która nie przykuwa uwagi policji. Niektórzy współpracują z Państwem Islamskim jedynie „na pół etatu”, sprzedając narkotyki i broń w okolicy, prowadząc rekrutację do walki w Syrii lub pomagając w planowaniu zamachów. Oznacza to, że praca policji nie może ograniczyć się do zwykłego nadzoru meczetów, portali społecznościowych i przechwytywania informacji o bojówkarzach w Syrii i Iraku.

„Nie sądzę, żeby Daesh wydawało rozkazy 24 godziny na dobę. To zbytnio ułatwiłoby nam pracę. Ludzie po prostu współpracują z nimi jako wolni strzelcy”, powiedział prokurator Van Leeuw, używając arabskiego akronimu ISIS”.

Złożoność sytuacji sprawiła, że europejscy szefowie policji ponaglili rządy do skoncentrowania uwagi na szukaniu zależności pomiędzy działaczami politycznymi a zorganizowaną przestępczością. Zauważyli oni, że grupy dżihadystyczne są często finansowane z handlu narkotykami i działalności przestępczej, a grupy przestępcze dostarczają zamachowcom kałasznikowy – najczęściej używaną broń w ostatnich zamachach organizowanych przez ISIS.

Według Rika Coolsaeta, eksperta ds. walki z terroryzmem, rozpoznanie rekrutów Państwa Islamskiego w Europie staje się coraz trudniejsze, ponieważ coraz częściej nie są to gorliwi fundamentaliści, lecz młodzi buntownicy, nie znajdujący swego miejsca w społeczeństwie i pozbawieni złudzeń z powodu rzekomego braku perspektyw. Zdaniem eksperta, w związku z największym w ciągu ostatniego pokolenia kryzysem gospodarczym oraz mniejszą liczbą miejsc pracy dla mniej wykwalifikowanych, w takich sektorach takich jak produkcja samochodów czy górnictwo, gdzie zatrudnienie znajdowali kiedyś rodzice młodych buntowników, w Belgii panuje „atmosfera braku przyszłości”.

„Przyłączenie się do Państwa Islamskiego otwiera ekscytującą, wykraczającą poza sprawy doczesne drogę życiową. W większości przypadków wiąże się to z zaangażowaniem w gangi uliczne, przemyt narkotyków i młodocianą przestępczość”, wyjaśnił Coolsaet.

Bohun, na podst. http://in.reuters.com/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze