Europa nie chroni muzułmanów przed islamistami

| 2 komentarzy|
image_pdfimage_print

Barry Rubin

W liczącej 6000 mieszkańców miejscowości Barr we Francji, w Alzacji, przy głównej ulicy jest niewielki parking. Gdy się już na niego zjedzie, zauważyć można znak „Parking de Synagogue”.

Przez chwilę można pomyśleć, że jest to parking należący do synagogi. Jednak wtedy dostrzega się mały znak informujący, że w tym miejscu w 1882 roku została zbudowana synagoga, którą następnie w 1985 zburzono, a na jej miejscu powstał parking. Nie jest to więc parking należący do synagogi, ale „Parking Synagoga” – jedyny w mieście.

Dalej droga prowadzi do jeszcze mniejszego, liczącego 1500 mieszkańców Bergheim, które jest jeszcze bardziej urocze i należy do najlepiej zachowanych średniowiecznych miejscowości, jakie widziałem. Tam także zachowały się ślady po stojącej w miasteczku synagodze. W obydwu miejscowościach odwiedziłem biura informacji turystycznej, jednak ich pracownicy nie znaleźli żadnego zdjęcia synagogi i nic nie wiedzieli o historii Żydów zamieszkujących niegdyś te miejscowości.

W wielkim mieście Nancy, w Lotaryngii, mieści się słynne Musee de l’Ecole de Nancy, z doskonale zaprojektowanymi i wykonanymi pod koniec XIX wieku meblami i porcelaną. Gdy zwrócić uwagę na nazwiska osób, które zakupiły te przedmioty lub zleciły ich wykonanie, okaże się, że wielu z nich również było Żydami. Jednym z eksponatów jest niezwykle piękna waza, którą ponad sto lat temu Klub Ogrodniczy podarował swojemu honorowemu prezesowi, również Żydowi.

Z kolei w twierdzy Verdun, której żołnierze armii francuskiej bronili z niemal samobójczym heroizmem przed trwającym niemal cały 1916 rok atakiem Niemców, mieści się zrujnowana synagoga, a na pomniku poświęconym dzieciom zabitym w czasie walk widnieją żydowskie nazwiska.

Te społeczności zniknęły, a ta sama historia rozgrywa się na naszych oczach, z powodu braku fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa gwarantowanego pozostałej jeszcze społeczności żydowskiej, która obecnie koncentruje się w dużych miastach Francji.

Na ulicach większych miast we wschodniej Francji w punktach sprzedaży gazet umieszczono małe tabliczki, na których pod zdjęciem małej dziewczynki, jednej z dzieci zamordowanych przez islamskiego terrorystę w Tuluzie, widniało hasło „Dziewczynka, przez którą płakała cała Francja.”

Jednak francuskie i międzynarodowe media w dużej mierze przedstawiły historię zabójstw w Tuluzie jako opowieść o przeżywającym trudności młodym mężczyźnie, który być może sam był ofiarą, pomimo aresztowania przez francuską policję 20 innych islamistów. Zabójca został wyszkolony w obozie w Afganistanie, jego ojciec był członkiem islamskiej komórki terrorystycznej w Tuluzie, jego brat był znanym i prawdopodobnie brutalnym ekstremistą, a morderca, chociaż bezrobotny, miał dostęp do funduszu w wysokości 20 000 euro.

Zatem zabójstwa doprowadziły Francję do łez, ale czy zmusiły Francję do myślenia? Należy pamiętać, że oprócz żydów zabitych zostało również trzech francuskich muzułmanów, ponieważ ośmielili się oni służyć w armii francuskiej.

Jaki sygnał otrzymali zatem francuscy muzułmanie? Jeśli jesteś lojalny wobec kraju, możesz zginąć i nikt niczego w związku z tym nie zrobi. Podobnie, jeśli jesteś muzułmanką i przyswoisz sobie francuski styl życia, także możesz zginąć i to z rąk własnej rodziny, a państwo nie może lub nie będzie mogło cię chronić.

Oprócz bitwy prowadzonej przez radykalnych islamistów, mającej na celu wymordowanie żydów, trwa walka o przejęcie i utrzymanie kontroli nad społecznością muzułmańską. Na tym drugim froncie nie toczy się żadna skuteczna walka przeciw ekstremistom, szczególnie, że rządy i ich urzędnicy tak naprawdę nie widzą zagrożenia. Przejęcie przez ekstremistów przywództwa wszystkich muzułmanów wcale nie jest nieuniknione, ale staje się takim przez politykę rządu francuskiego i innych rządów europejskich. Jest to złe dla muzułmanów, zmuszanych do posłuszeństwa przez zastraszanie, dla żydów oraz oczywiście dla samych tych państw.

W obliczu obecnych wyborów prezydenckich we Francji staje się jasne, że bez względu na ich wynik nic w tej kwestii nie zostanie zrobione, podobnie jak w sprawie innych problemów, z jakimi kraj ten się boryka. Na dowód powyższego, należy zapoznać się z doskonałą analizą wyborów opracowaną przez Michela Gurfinkiela. Oto kluczowy fragment, dotyczący prezydenta Sarkozy’ego i jego rządu: „Francuski reaganista po wybraniu na prezydenta stał się klasycznym francuskim statystą, dbającym o opiekę społeczną po kryzysie finansowym z 2008 roku. Pomimo ostrej krytyki wygłaszanej pod adresem nielegalnej imigracji, nie wdrożył żadnej konkretnej polityki, która ograniczałaby to zjawisko.”

W 2011 roku Jean-Pierre Obin, inspektor generalny francuskiego systemu edukacji, przeprowadził badanie sytuacji w szkołach francuskich: „Oznaki i przejawy przynależności religijnej w placówkach edukacyjnych”. Fakt, że raport ten zachowano w tajemnicy, jest nie tyle zaskakujący, co katastrofalny w skutkach. Ponieważ zachowano go w tajemnicy, nic w tej sprawie nie zrobiono.

Raport pokazuje, że muzułmańscy studenci we Francji są ofiarami przemocy i zastraszania ze strony ich własnej wspólnoty, i przemoc ta następnie dotyka również niemuzułmanów. Bojownicy narzucają reguły dotyczące stroju, zakazują zajęć koedukacyjnych i zabraniają dziewczynkom dostępu do oglądania filmów, pływania i zajęć wychowania fizycznego. Uczniom, którzy nie przestrzegają określonych zasad, grozi pobicie. Zakazuje się również rysowania, śpiewu, tańca, studiowania innych religii, a w niektórych przypadkach nawet nauki angielskiego. Muzułmańscy uczniowie w niektórych szkołach mają własne stoliki w kantynach, toalety i oczywiście jedzenie. Będąc ofiarami nacisku, sami wywierają presję na nauczycieli, sprzeciwiając się studiowaniu Holokaustu, a nawet prac świeckich filozofów, którzy stworzyli kulturę francuską.

Innymi słowy, są oni izolowani od kolegów z klasy nie będących muzułmanami, żyją w oderwaniu od głównych przekonań panujących we Francji i są wychowywani w taki sposób, jak gdyby znajdowali się na Bliskim Wschodzie. Można z łatwością przewidzieć, jakie będą tego rezultaty, kiedy dorosną. A jeśli ktoś uważa, że problem ten dotyka tylko największych miast, niechaj zwróci uwagę na fakt, że w maleńkim Barr połowę sprzedających w dzień targowy stanowią muzułmańscy imigranci, i że każda kobieta pośród nich pomimo upału ma chustę na głowie i ubrana jest w ciężki płaszcz. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby wynikało to z dobrowolnej decyzji i gdyby dane im było dowiedzieć się o panującej wokół wolności wyboru i poznać żyjące wokół społeczności.

Przewidując radykalne zmiany oraz w dalszej perspektywie islamizację krajów europejskich, pesymistyczni obserwatorzy zagraniczni nie doceniają atrakcyjności asymilacji oraz zachodniego stylu życia dla muzułmańskich imigrantów i ich dzieci. W sytuacji, gdy osoby takie mogą uciec z getta, taka integracja jest bardziej możliwa, chociaż nawet w takich przypadkach, jak można często zaobserwować w przypadku aresztowanych terrorystów, kryzys tożsamości może skutkować nawet bardziej powszechnymi przejawami radykalizmu.

Jednak pesymiści nie muszą być w błędzie, ponieważ naturalne procesy integracji nie mogą mieć miejsca, jeżeli rządy nie bronią wolności swoich muzułmańskich obywateli, a nawet z powrotem spychają ich pod jarzmo islamistów, stosując politykę „wielokulturowości”. Ona zaś traktuje ludzi nie jako jednostki, ale jako członków społeczności, w których przywódcy ustalają reguły tożsamości.

Nierzadko uważa się, że ponieważ wielu z najbardziej brutalnych bojowników to członkowie gangów, którzy piją, zażywają narkotyki, popełniają przestępstwa pozbawione charakteru politycznego i nie chodzą do meczetu, to zagrożenie radykalnym islamizmem zwyczajnie nie istnieje lub jest przeceniane. Jednak tak naprawdę oznacza to, że tożsamość „etniczna” (arabska, kurdyjska, turecka) lub „narodowa” (kraj pochodzenia) została włączona do orientacji o islamskim charakterze. Składa się na nią nienawiść do kraju zamieszkania, ukierunkowanie na tradycjonalistyczny styl życia, ucisk kobiet, antysemityzm, ataki na innowierców i idealizacja radykalnych islamistów za granicą. Inną nazwą tej mieszanki jest: społeczna nitrogliceryna.

Poza kilkoma wyjątkami nie widać najmniejszych oznak, aby rządy europejskie choćby próbowały sprostać tym wyzwaniom. Jedyna więc nadzieja w tym, że europejscy muzułmanie odrzucą radykalnych islamistów – nie tyle dlatego, że w sposób świadomy reprezentują umiarkowane poglądy, ale po prostu dlatego, że chcą żyć własnym życiem, pozostawieni w spokoju przez ekstremistów.

Jako metaforę pozwolę sobie zasugerować, że być może pewnego dnia będzie można zostawić samochód na „Parkingu Synagoga” w Paryżu, Marsylii czy Tuluzie. Katedry są zbyt ogromne i użyteczne, żeby je burzyć – może zostaną po prostu przystosowane do potrzeb innej religii. Taki scenariusz jest być może nazbyt sensacyjny. Jednakże to, czy taka będzie przyszłość, zależy od decyzji rządów europejskich, a patrząc na dokonywane przez nie wybory można się spodziewać, że efekt będzie zbliżony do tego, przed jakim ostrzegają pesymiści.

Tłumaczenie ACH

http://pjmedia.com/barryrubin/2012/04/24/whoever-is-president-there-france-fries-while-its-leaders-avert-eyes/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze