Europa musi nauczyć się żyć z muzułmanami

brussels
| 18 komentarzy|
image_pdfimage_print

W artykule pod tytułem Muzułmanie przybywają opublikowanym na łamach saudyjskiego dziennika Arab News, jego autor Aijaz Zaka Syed, dziennikarz i komentator z Dubaju pisze, że niezależnie od tego co Europejczycy sądzą o muzułmanach i innych przybyszach z ostatnich lat, Europa bardzo potrzebuje świeżej krwi i pomysłów. Dodaje także, że przeszłość Europy próbuje nadążyć za teraźniejszością i przyszłością. Poniżej cały tekst, napisany specyficzną angielszczyzną, opublikowany przez www.memri.org.

brusselsBruksela coraz bardziej przypomina Bejrut, Istambuł czy inne bliskowschodnie miasto.
Opuszczając dworzec Brussels South, czujesz jakbyś cofał się w czasie do świata, który być może wygląda egzotycznie, jednak pasuje do otoczenia. Jest to główny dworzec łączący – dzięki sieci Eurorail –  stolicę Belgii z Paryżem, Londynem i resztą Europy.

Podczas wizyty w siedzibie głównej Unii Europejskiej kilka lat temu, patrzyliśmy mile zaskoczeni na restauracje oferujące jedzenie zgodne z zasadami halal, starszych arabskich czy tureckich gentlemanów raczących się filiżanką mocnej kawy, czy nawet sporadycznie pochłaniających sziszę w przydrożnej kafejce.

Bruksela jest sercem Europy, siedzibą Parlamentu Europejskiego i być może stolicą nadchodzących Stanów Zjednoczonych Europy. Przy obecnej liczbie Arabów i Muzułmanów mieszkających i pracujących w tym typowo europejskim mieście, Bruksela coraz bardziej przypomina Bejrut, Istambuł, czy inne bliskowschodnie miasta.

Wraz z wielokulturowym społeczeństwem i wzrastającą liczbą ludności arabskiej i muzułmańskiej, z której większość przybyła tam w latach 50’ i 60’ do pracy w kopalniach, Bruksela stanowi przykład wielokulturowości europejskiej i tolerancji dla różnorodności.

Nie chodzi tu tylko o Brukselę, tego typu widok jest coraz bardziej popularny w całej Europie – od Londynu do Paryża, od Berlina po Kopenhagę i Amsterdam.

W ostatnim czasie sytuacja się zmienia i to w szybkim tempie. Belgijscy prawodawcy zakazali noszenia chust, mimo iż koledzy po fachu w sąsiedniej Francji czy Włoszech próbują wypracować własne rozwiązania kwestii islamu. Francja za rządów Sarkozy’ego wprowadziła zakaz noszenia chust w szkołach, a teraz grozi zatrzymaniem i ukaraniem tych, którzy zmuszają kobiety do noszenia hijabu. Kilka miesięcy temu Szwajcaria, alpejski raj, w którym Hemingway umieścił swoją przepiękną historię miłosną Pożegnanie z bronią, zaskoczyła świat wprowadzeniem zakazu budowy minaretów, które posądzono o podobieństwo do rakiet balistycznych. Co się dzieje? Co się dzieje z kontynentem, który święcie wierzy w prawa człowieka, wolność religijną oraz prawo każdego do życia, jak mu się podoba?

Trzy lata temu, gdy te tanie karykatury pojawiły się w Danii, wmawialiśmy sobie, że to tylko jakiś szalony rysownik przesadził nieco z inwencją twórczą. Powtarzaliśmy sobie, że nie odzwierciedla to sposobu myślenia i zachowania liberalnej i wielokulturowej Europy. Jednak pojawia się coraz więcej znaków świadczących o tym, że to nie tylko grupka oszołomów ma obsesję na punkcie rzekomego zagrożenia nadchodzącej Eurabii.

Hipokryzja tej debaty w sprawie chust jest doprawdy oszałamiająca. Gdy przeintelektualizowani spece od establishmentu i mediów lekceważą problem nagości na ulicach czy seksu na plaży w imię sztuki i wolności jednostki, kobieta zakrywająca twarz jest postrzegana jako niebezpieczeństwo dla społeczeństwa.

Kilka lat temu, australijska kobieca drużyna futbolowa –Matildas, wydała kalendarz, w którym sportsmenki wystąpiły w strojach nie pozostawiających wiele pracy dla wyobraźni. Drużyna sprzedawała je jak ciepłe bułeczki po 20 $ sztuka, co zostało oczywiście odebrane jako przejaw prawdziwego ducha sportu przez wspaniałomyślnych Australijczyków i resztę świata. Od czasu do czasu, któryś z europejskich słynnych fotografów czy malarzy podejmuje się przedstawienia tłumów kobiet lub mężczyzn w stroju adamowym w imię tej czy innej sprawy społecznej. Na całym kontynencie sex można kupić lub sprzedać jak cukierki, bez wywoływania najmniejszej konsternacji.

Z tej właśnie przyczyny wzrastające restrykcje ze strony Europejczyków wobec kobiet muzułmańskich są trudne do strawienia i zalatują obłudą. To zjawisko jest czymś więcej niż imperializmem kulturalnym, jest ono związane z rosnącą na Zachodzie islamofobią i bigoterią osób siejących mroczną wizję Eurabii, o których pisze Pankaj Mishra, w swym ostrym eseju z Guardiana, z ubiegłego roku. Ostatnio w europejskich mediach wrze od rozmów o nadchodzących muzułmanach i o bombie demograficznej, która ma przekształcić Europę w Arabię lub Eurabię.

W ostatnich latach rynek został zalany książkami traktującymi o nadchodzącym widmie islamu,  które według nich zmieni Europę w islamski kalifat. Niektórzy z nim sugerują nawet rozwiązanie – zakaz wstępu muzułmanów do Europy – za wszelką cenę!

Mrożącą krew w żyłach sugestię wysuwa kanadyjski autor Mark Steyn w swej książce America Alone: The End of the World as We Know It: W epoce demokracji nie można oprzeć się systemowi inaczej niż poprzez wojnę domową. Serbowie już doszli do tego wniosku i to samo zrobi reszta Europy – jeśli nie możesz wyeliminować przeciwnika poprzez selekcję – odstrzel go.

Konserwatysta amerykański Christpher Caldwell w swojej książce Reflections on the Revolution in Europe: Can Europe be the Same with Different People In It?, przyrównuje obecną sytuację w Europie do sytuacji w Rosji w przededniu rewolucji bolszewickiej w roku 1917. Caldwell pisze, że w Rosji było mniej bolszewików w 1917 niż jest dziś islamistów w Europie – ostrzega tym samym Europę przed porażką w konfrontacji z muzułmanami, którą nazywa zderzeniem cywilizacji.

Naprawdę niepokoi fakt, że jad ten sączy się nie tylko z ust neokonserwatystów i białych suprematystów, ale też staje się poglądem dominującym po obu stronach Atlantyku.

To podejście postrzega każdego Araba i muzułmanina jako terrorystę lub potencjalnego terrorystę. Wojny w Iraku i Afganistanie oraz prześladowania Palestyńczyków podgrzewają jedynie atmosferę wrogości wobec muzułmanów.
Niezależnie od tego, co pracusie tacy jak: Mark Steyn, Christopher Caldwell czy Bruce Bawer – którego nowa książka Surrender: Appeasing Islam, Sacrificing Freedom, polecana przez New York Timesa jako obowiązkowy dzwonek alarmowy dla Zachodu – chcieliby zrobić z 53 milionami muzułmanów w Europie czy też tymi w Stanach Zjednoczonych, szybko się ich nie pozbędą. W nadchodzących latach liczba muzułmanów będzie wzrastać, gdyż przybywają oni całymi wręcz stadami ze zubożałych części Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu.

Europa musi nauczyć się żyć z muzułmanami, niezależnie czy ich lubi, czy nie. To samo dotyczy muzułmanów, którzy muszą ukazać światu prawdziwą, ludzką twarz swojej religii.

Czegokolwiek życzyliby sobie przywódcy europejscy, nie mogą życzyć sobie pozbycia się imigrantów i innych nowych przybyszów. Szczególnie, że starzejąca się Europa z kurczącą się populacją, desperacko potrzebuje świeżej krwi, nowych pomysłów i umiejętności.

W rzeczywistości Europa zewsząd przyciąga młodych ludzi ze świeżymi umysłami, aby się odmłodzić. W przeciwnym razie kontynent, który dominował nad światem przez ostatnich pięć lub sześć stuleci, czeka ponura i niepewna przyszłość. Poza tym, jest w tym wszystkim jakiś rodzaj poetyckiej sprawiedliwości, czy wspaniałej ironii historii.

Większość z tych, którzy opanowują obecnie Europę, zmieniając na stałe jej wizerunek, pochodzi z krajów kolonizowanych, plądrowanych i znieprawionych przez potęgi kolonialne aż do ubiegłego stulecia. Najwyraźniej imperialiści muszą wypić piwo, którego sobie nawarzyli. Przeszłość Europy musi nadrobić zaległości i nadążyć za teraźniejszością i przyszłością.

Tłum. DM

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze