Dwa wyznania powodów niewiary

Ibn Warraq przemawia na spotkaniu organizacji
| 5 komentarzy|
image_pdfimage_print

Andrzej Koraszewski

W marcu 1927 roku Bertrand Russell wygłosił wygład pod tytułem „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem”. Ten wykład wszedł z czasem do kanonu lektur obowiązkowych humanistów na całym świecie. Brytyjski filozof stwierdza, że podręczniki geografii hurtem zaliczają do chrześcijan mieszkańców pewnych obszarów naszej planety, ale nie warto tego traktować poważnie.

„Sądzę jednak -mówi — że istnieją dwa artykuły wiary niezbędne dla każdego, kto mieni się chrześcijaninem. Pierwszy jest natury dogmatycznej, a mianowicie: powinno się wierzyć w Boga i nieśmiertelność. Jeśli ktoś nie posiada tej wiary, to nie sądzę, aby nazwa chrześcijanina była dla niego właściwa. Dalej, jak na to sam termin wskazuje, należy mieć pewne wierzenia dotyczące Chrystusa.”

Bertrand Russell przedstawia powody, dla których ma wątpliwości czy można wierzyć w Boga i nieśmiertelność oraz dlaczego nie przekonują go opowieści o mądrości Chrystusa.

Teologowie przekonują nas do idei Boga, odwołując się do takich argumentów jak pierwsza przyczyna, prawa natury czy celowość.

O argumencie pierwszej przyczyny brytyjski filozof mówił między innymi:

Nie ma powodu, dla którego świat nie mógłby zacząć istnieć bez przyczyny; ani też, z drugiej strony — nie ma żadnej racji, dlaczego by nie miał istnieć zawsze. Nie ma powodu do przypuszczenia, że świat w ogóle miał początek. Myśl, że rzeczy muszą mieć początek, zawdzięczamy w rzeczywistości ubóstwu naszej wyobraźni. Dlatego wydaje mi się, że nie potrzebuję tracić więcej czasu na zbijanie argumentu pierwszej przyczyny.

Russell wzmacnia ten argument starym stwierdzeniem, że jeśli wszystko musi mieć początek, to i Bóg musi mieć początek i cała zabawa zaczyna się od początku.

Jeśli idzie o prawa natury, to jego zdaniem mamy tu klasyczny błąd, który wynika z wyobrażenia sobie, że jeśli są jakieś prawa natury, to musi istnieć jakiś prawodawca, jest to jednak klarowne pomieszanie praw natury z prawami ludzkimi.

Argument o celowości jest zgoła paradoksalny i wydaje się być efektem ludzkiej pychy. „Jestem tak wspaniały, że wszechświat musiał mieć jakiś cel.” Jest to bardzo marny argument — powiada filozof i przechodzi do szczególnie często powtarzanego argumentu teologów, że gdyby Bóg nie istniał, nie byłoby pojęcia dobra i zła. Z logicznego punktu widzenia mamy tu pewien kłopot:

Jeżeli jesteście zupełnie pewni, że istnieje różnica między dobrem a złem, to nasuwa się pytanie: czy ta różnica powstała z rozkazu Boga? — Jeżeli zawdzięczamy ją Bogu, to dla samego Boga nie ma różnicy między dobrem a złem i twierdzenie, że Bóg jest dobry, traci wszelki sens.
Jeśli powiecie za przykładem teologów, że Bóg jest dobry, trzeba będzie uznać, że dobro i zło mają znaczenie niezależnie od woli Boga, gdyż postanowienia Boga są dobre, a nie złe, bez względu na sam fakt, że zostały przez niego wydane. Jeśli zaś to przyjmiecie, będziecie musieli wtedy powiedzieć, że dobro i zło nie istnieją li tylko dzięki Bogu, ale że z natury rzeczy logicznie poprzedzają Boga.

Russell stwierdza, że historyczność Chrystusa jest niepewna, ale z braku dowodów nie mamy szans na zasadne dyskutowanie na ten temat i zatrzymuje się przy opisie i analizie tej postaci w zapisach biblijnych. Uznaje, że pewne wypowiedzi głównego bohatera Nowego Testamentu wzbudzają jego sympatię, a inne budzą zdziwienie lub odrazę. Zdziwienie budzi na przykład zapowiedź drugiego przyjścia, które, sądząc z cytatów, miało nastąpić bardzo szybko: „Nie obejdziecie miast izraelskich aż przyjdzie Syn człowieczy” [Mat.10:23], lub „Są niektórzy, z tych, którzy tu stoją, którzy nie zakosztują śmierci, aż Syn człowieczy przyjdzie do królestwa swojego” [Mat. 16:28].

Nawet syn boży nie był nieomylny i mylił się, jak wszyscy przewidujący rychły koniec świata prorocy. Jednak brytyjski filozof bardziej ma mu za złe postawę moralną wynikającą z jego wiary w piekło. Ów Chrystus przedstawiony w Ewangeliach skazuje na wieczne męki piekielne ludzi, którzy go nie chcą słuchać. Ta mściwość nie daje się pogodzić z najwyższą doskonałością, różni go zasadniczo od Sokratesa czy Buddy i — jak mówi Russell — sprzeczna jest z postawą człowieka prawdziwie dobrego.

Ibn Warraq przemawia na spotkaniu organizacji „One law for all”, zwalczającej szariat w UK
Ibn Warraq przemawia na spotkaniu organizacji „One law for all”, zwalczającej szariat w UK

Cytując następujący fragment Ewangelii św. Marka: „A jeśliby cię gorszyła ręka twoja, odetnij ją; bo lepiej jest tobie ułomnym wnijść do żywota, niżeli dwie ręce mając iść do piekła w ogień nieugaszony, gdzie robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie…”[Mk 9:43], Russell stwierdza, że okrucieństwo tej doktryny prowadziło do okrutnych zachowań ludzi.

Ludzie — mówi Russell — stają się religijni z pobudek uczuciowych. Nie jest prawdą jakoby religia była źródłem cnoty.

Myśl przewodnia jest więc taka: bylibyśmy wszyscy występni, gdybyśmy nie trzymali się wiary chrześcijańskiej. Wydaje mi się jednak, że jej wyznawcy byli w większości bardzo złymi ludźmi. Można skonstatować ciekawy fakt, że im intensywniejsza była religijność danego okresu, im głębsza wiara w dogmat, tym większe było okrucieństwo i tym gorszy ogólny stan rzeczy.

Brytyjski filozof zwraca uwagę na fakt, że to raczej osłabienie intensywności wierzeń religijnych sprzyja postępowi moralnemu, a nie odwrotnie.

Rozglądając się po świecie, wprędce spostrzegamy, że każdy, choćby najmniejszy wzrost uczuć humanitarnych, każda reforma kodeksu karnego, każdy krok w kierunku zmniejszenia niebezpieczeństwa wojny, każda próba poprawy położenia ras kolorowych lub złagodzenia niewolnictwa, każdy postęp moralny, który się udało osiągnąć, był stale zwalczany przez zorganizowane Kościoły całego świata.
Oświadczam po dojrzałym namyśle, że religia chrześcijańska w postaci, jaką jej nadały Kościoły, była i jest jeszcze głównym nieprzyjacielem moralnego postępu świata.

Oczywiście nie tylko moralnego, Kościoły z reguły przeciwne są również postępowi technicznemu, dobrobytowi mas, wszelkiemu szczęściu.

Gdy się mówi o konieczności zrobienia tej lub owej rzeczy, która przyczyniłaby się do szczęścia ludzkości, Kościół odpowiada, że ten cel jest mu obcy. „Cóż wspólnego może mieć szczęście ludzi z moralnością? Zadaniem moralności nie jest uszczęśliwianie ludzi, lecz przygotowanie ich do życia wiecznego”. To pewne, że ludzie przygotowani w ten sposób nie wydają się zdolni do życia ziemskiego.

Kończąc swój wykład Bertrand Russell przypominał, że religia oparta jest na strachu, że pojęcie Boga oparte jest na starożytnym wschodnim despotyzmie i jest to pojęcie niegodne wolnych ludzi.

Dobrze urządzony świat potrzebuje wiedzy, dobroci i odwagi. Nie potrzeba mu żalu i westchnień za przeszłością ani zakuwania w kajdany swobodnej inteligencji za pomocą słów wyrzeczonych niegdyś przez ignorantów. Potrzebuje on śmiałych poglądów i swobodnej inteligencji. Potrzebna mu jest nadzieja na przyszłość, a nie oglądanie się wstecz.” [ 1 ]

Prawie 90 lat później ukazał się polski przekład książki Dlaczego nie jestem muzułmaninem amerykańskiego autora pochodzenia pakistańskiego, piszącego pod pseudonimem Ibn Warraq. [ 2 ] Ibn Warraq czuje się znakomicie w kulturze europejskiej, amerykańskiej i oczywiście pakistańskiej, czy też szerzej, w kulturze świata muzułmańskiego. Książka została wydana w Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy w 1995 roku i od tamtej pory zainteresowanie nią nie słabnie. Na kilka lat przez zamachami 11 Września Warraq przedstawił najlepszą analizę islamu oraz już wówczas dobrze widocznych narastających tendencji fundamentalistycznych.

We wstępie Ibn Warraq pisze, że urodził się w rodzinie muzułmańskiej, a wszyscy członkowie jego rodziny uważają się za mniej lub bardziej ortodoksyjnych muzułmanów. Zanim nauczył się pisać w ojczystym języku, uczono go czytać Koran po arabsku.

Kiedy tylko zacząłem myśleć samodzielnie, odrzuciłem narzucone mi wcześniej dogmaty religijne. Obecnie uważam się za humanistę, dla którego wszystkie religie są urojeniami chorych ludzi, w sposób oczywisty chorymi i nieprawdziwymi.

Do napisania tej książki Ibn Warraqa skłoniła sprawa Rushdiego i odradzanie się fundamentalistycznego islamu. Pisze on, że jak wielu przedstawicieli powojennego pokolenia zastanawiał się nad pytaniem, jak zachowałby się w burzliwej atmosferze lat trzydziestych dwudziestego wieku? Czy opowiedziałby się za nazizmem, lub komunizmem, czy za wolnością i demokracją? Sprawa Rushdiego była dla Warraqa właśnie taką próbą, w której ujawnia się prawdziwy charakter człowieka.

Ci, którzy żałują, że nie żyli w latach trzydziestych — pisze Warraq — i nie mogli się wtedy opowiedzieć po słusznej stronie, mają teraz okazję zająć stanowisko w sprawie Rushdiego, a także w walce rozgrywającej się w Algierii, Sudanie, Iranie, Arabii Saudyjskiej czy Pakistanie. walce, której ofiarami padają najczęściej muzułmanie: kobiety, intelektualiści, pisarze i zwykli uczciwi ludzie. Ta książka jest moim wkładem w tę walkę.

Na przestrzeni osiemnastu lat, które upłynęły od pierwszego wydania tej książki, atmosfera lat trzydziestych ubiegłego wieku powróciła z całą mocą i ci, którzy szukają możliwości uczciwego wyboru, znajdą na jej stronach wiele cennych wskazówek.

Islam, podobnie jak judaizm, a potem chrześcijaństwo, to zlepek zapożyczeń z innych religii. Sam Mahomet nie ukrywał tych związków, a jednak dla muzułmanów jest to wiara, która przyszła z niebios, jako objawienie przekazane przez anioła Gabriela. Wskazywanie na niezliczone zapożyczenia jest oczywiście bluźnierstwem. Warraq, idąc śladem badaczy islamu, wskazuje na silną obecność arabskich rytuałów pogańskich, wśród których szczególne znaczenie ma pielgrzymka. O tych obyczajach arabski poeta przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia. Al-Ma’arri z Aleppo pisał:

Ludzie przybywają z odległych zakątków kraju
żeby ciskać kamieniami (w Szatana) i całować (czarny kamień)
Jakże dziwne rzeczy mówią! Czy cała ludzkość zaczyna ślepnąć na prawdę?!!!

Obyczaj odbywania pielgrzymki do Mekki stanowi jeden z filarów wiary muzułmańskiej. Mamy tu i rytuał oczyszczenia, i ofiarę z kozy lub jagnięcia, i owo sławetne rzucanie kamieniami w szatana. Nie można wykluczyć, że pielgrzymki do Mekki, dawnego sanktuarium pogańskiego, miały na celu zbudowanie pomostu między przeszłością a nową religią. Islam — pisze Warrq — charakteryzuje się olbrzymią ilością przesądów. Anioły, demony, dżiny i inne duchy są pozostałością po czasach pogańskich, a wiele z nich ma swoje źródło w starożytnych wierzeniach Persów. Sam islam, podobnie jak chrześcijaństwo, ma stosunkowo najwięcej zapożyczeń z judaizmu.

Z autentycznością Mahometa są podobne problemy jak z Jezusem, czyli najwcześniejsze spisane materiały powstały w 120 lat po śmierci Mahometa, a autentyczność nawet tych zapisów jest wielce problematyczna, bo oryginałów brak i mamy tylko relacje z relacji.

Warraq, który jest nieprawdopodobnym wręcz znawcą zarówno zachodnich, jak i wschodnich prac na temat islamu, podobnie jak Russell w odniesieniu do Chrystusa, analizuje przekazany w islamie obraz Mahometa, który, jak pisze, jest „doprawdy mało pochlebny”. O ile w okresie mekkeńskim był prostym kaznodzieją, w Medynie zmienia się wszystko i wyłania się postać manipulatora i oszusta, korzystającego przy każdej okazji ze swoich nadzwyczajnych kontaktów z Allahem. W odróżnieniu od opisanej w Ewangeliach postaci Chrystusa, z hadisów wyłania się postać mordercy i politycznego manipulatora wykorzystującego religię dla usprawiedliwiania krwawych zbrodni.

Sam Koran, podobnie jak Ewangelie, nosi ślady niezliczonych poprawek i sprzeczności. Dla przeciętnego muzułmanina pozostaje jednak nieomylnym, bezpośrednim słowem Boga. Islam, pisze Warraq, jest bezkompromisowy w swoim monoteizmie, ale historia uczy, że monoteizm odznaczał się zajadłą nietolerancją, która jest logicznym następstwem monoteistycznej ideologii. Równocześnie, kiedy politeizm zmienia się w monoteizm, gromada bóstw zostaje zmieniona w demony, zdegradowana do rangi aniołów, duchów lub świętych.

W odróżnieniu od ewangelicznego chrześcijaństwa, islam jest religią militarnych podbojów. Zdaniem Warraqa monoteizm dawał większą skuteczność militarnego współdziałania niż bogowie plemienni.

Nawiązując bezpośrednio do wykładu Bertranda Russella, Warrraq pokazuje, że cały system etyczny w Koranie oparty jest na strachu „Mahomet używa gniewu bożego jako broni, którą zastrasza swoich przeciwników i zmusza wyznawców do pobożnych czynów i całkowitego posłuszeństwa wobec siebie.” Autor pisze, że koncepcja wiecznej kary jest nie do pogodzenia z istnieniem dobrotliwego, miłosiernego Boga, ale staje się jeszcze bardziej niezrozumiała, kiedy zestawiamy ją z koraniczną doktryną predestynacji.

…strach degeneruje wszelką prawdziwą etykę — pod jego wpływem ludzie działają motywowani jedynie interesem własnym, żeby uniknąć mąk piekielnych, które dla wiernych są równie prawdziwe, jak rozkosze kosmicznego domu publicznego noszącego nazwę raju.

Ponownie nawiązując do Russella, Warraq pisze, że argument, iż chociaż religia może być nieprawdziwa, musimy ją utrzymać jako źródło moralnego przewodnictwa, jest moralnie naganny. Inny argument jest nieco trudniejszy — religia jako pociecha dla ludzi skrzywdzonych przez los — wiemy jednak, że możliwość rzeczywistej poprawy ludzkiej doli ujawnia się raczej przez edukację oraz działania polityczne i społeczne, a nie przez dawanie złudnej nadziei na wynagrodzenie w życiu pozagrobowym.

W rozdziale szóstym Warraq analizuje totalitarny charakter islamu. Prawo islamskie ma na celu pełną kontrolę życia religijnego, społecznego i politycznego, nie ma tu miejsca na rozdział meczetu i państwa, reguluje wszystko, począwszy od ślubów, umów rolniczych, zakwaterowania niewolników, po sposoby używania wykałaczek i załatwiania potrzeb fizjologicznych. Mahomet był jednocześnie głową państwa i Prorokiem.

Książka dlaczego nie jestem muzułamniniemIslam — pisze Ibn Warraq- jest całkowicie sprzeczny z demokracją i prawami człowieka. Odrzuca równość ludzi wobec prawa, przyznając kobiecie rolę podrzędną wobec mężczyzny, dając status obywateli drugiej kategorii nie-muzułmanom, odmawiając prawa do życia ateistom, akceptując formalnie niewolnictwo, tortury i okaleczania.

Totalitarny charakter islamu — czytamy w rozdziale o podbojach Arabów — jest najbardziej widoczny w koncepcji dżihadu, świętej wojny, której ostatecznym celem jest podbój całego świata i podporządkowanie go jedynej prawdziwej wierze, prawu Allaha. Tylko islamowi została objawiona prawda, nie ma możliwości zbawienia poza nim.

W całej historii islamu obserwujemy silne sentymenty antyżydowskie. Te nastroje antyżydowskie narastają pod koniec XVIII wieku i trwają przez cały wiek XIX, towarzyszy im przemoc, grabieże i masakry. W wieku XX napastliwa, antyżydowska literatura to często tłumaczenia nienawistnych dzieł z języków europejskich, książek takich jak Mein Kampf czy Protokoły mędrców Syjonu. Warraq zwraca uwagę na fakt, że ten zachodni antysemityzm łączy się tu w naturalny sposób z ideami pochodzącymi z własnej tradycji kulturowej.

Ta barbarzyńska religia miała jednak swój moment wzlotu. Współcześnie dla wielu muzułmanów sama idea „filozofii muzułmańskiej” wydaje się być czymś wewnętrznie sprzecznym. Filozofia prowadzi do herezji i zwątpienia. Islamski renesans przypada na wieki IX-XI i był przede wszystkim oparty na przyswajaniu filozofii greckiej. Ten duch dociekań prowadził do zakwestionowania fundamentalnych dogmatów islamu. Twierdzi się czasem, że islamski renesans zatrzymał Al-Ghazali (1059-1111) nazywany czasem największym z muzułmanów po Mahomecie. Zanik myśli filozoficznej widoczny był już wcześniej, ale — pisze Warraq — „potępienie dociekań filozoficznych przez Al-Ghazaliego było punktem zwrotnym w intelektualnej historii islamu. […] Od tej pory przyszłość należała już tylko do objawienia.”

Al-Ghazali nie wahał się żądać kary śmierci dla każdego, kto wyznawał poglądy zaczerpnięte od Sokratesa, Hipokratesa, Platona, Arystotelesa.

Opowieść Ibn Warraqa o wolnomyślicielach muzułmańskiego świat odkrywa nieznane obszary wspaniałej literatury, wyprzedzającej o wiele stuleci europejski bunt przeciw dyktatowi religii i religijnego zabobonu.

Kończąc swoją książkę Ibn Warraq pisze:

Koniec końców zwycięstwo wojującego islamu w Środkowej Azji może powiedzieć nam tyle samo o Zachodzie, co o Arabach oraz o porażce tych systemów. Islamiści w głównej mierze dochodzą do władzy tam, gdzie nikt nie ma ochoty im się przeciwstawić, zarówno lokalnie, jak i na arenie międzynarodowej. […] Potrzebujemy raczej czegoś, co jest niemal sprzeczne znaczeniowo: potrzebujemy bojowników wolności, czy też wojującego liberalizmu, który byłby nieaplogetyczny i nie dał się zbić tropu. […] Rasizm i faszyzm na Zachodzie są dowodem na to, że nie każdy mieszkaniec zachodniej części świata jest oczarowany demokratycznymi ideami. Dlatego ostateczna bitwa może rozegrać się nie pomiędzy islamem a Zachodem, lecz między tymi, którzy cenią sobie wolność, i tymi, którzy jej nie cenią.

Czytałem tę książkę po raz pierwszy wiele lat temu. Odczytując ją teraz ponownie w polskim tłumaczeniu miałem wrażenie, że stała się dziś jeszcze bardziej aktualna i jeszcze ważniejsza dla zrozumienia świata, w którym żyjemy.

Artykuł ukazał się na portalu Racjonalista.pl http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9013

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze