Duńscy imamowie nie chcieli demonstrować przeciwko IS

1
| 6 komentarzy|
image_pdfimage_print

13 września odbyły się w Kopenhadze i Aarhus demonstracje przeciwko Państwu Islamskiemu. Frekwencja była marna.

1

Wiele osób zrezygnowało z udziału bojąc się represji, uważają Już przed demonstracjami krążyły pogłoski, że wiele osób zrezygnuje z udziału w demonstracjach ze strachu przed napaścią albo nienawistnymi mailami ze strony zwolenników IS w Danii. Organizatorzy też dostawali groźby śmierci.

13 września wieczorem w dawnej dzielnicy robotniczej Nørrebro w Kopenhadze zebrało się zaledwie 400 osób, a w Aarhus około 200 osób. W obydwu demonstracjach wzięli udział zarówno rdzenni Duńczycy, jak i osoby o innym pochodzeniu etnicznym. Zebrali się pod hasłami: „Kto zabija człowieka, czyni tak jakby zabił wszystkich ludzi” oraz „Mówimy NIE Państwu (Nie)Islamskiemu”. Organizatorzy zabronili używania flag i wznoszenia okrzyków, więc demonstracje przebiegały w milczeniu, a uczestnikom towarzyszyli liczni policjanci i dziennikarze.

W Aarhus organizatorzy mieli nadzieję zgromadzić około 500 uczestników, ale przyszło tylko 200. Duńska muzułmanka Julie Kayed, która miała przemawiać jako pierwsza, w ostatniej chwili zrezygnowała z udziału. Mieszka w dzielnicy Gellerupparken i nie miała odwagi wystąpić, ze strachu przed prześladowaniami we własnym miejscu zamieszkania.

„Żaden z imamów, z którymi rozmawiałem, nie był zainteresowany przyjściem na demonstrację czy wsparciem jej, to naprawdę irytujące”, mówi Mohammad Sabah Ahmad, organizator demonstracji. Podkreśla, że imamowie mają duży autorytet religijny i mogą wpłynąć na niektórych sympatyków IS.

Rzecznik meczetu Grimhøj w Aarhus, Fadi Abdallah, tak się wypowiedział o braku wsparcia meczetu dla demonstracji: „Poparcie dla IS stało się kwestią polityczną, a ponieważ imamowie nie uważają siebie samych za podmioty polityczne, nie chcą brać udziału w politycznych demonstracjach przeciwko IS”.

Lene Kühle, badaczka radykalnego islamu z Uniwersytetu w Aarhus, mówi: „Trudno ocenić, jak realna jest groźba, że muzułmanie występujący przeciwko IS narażają się na ataki ze strony zwolenników IS w Danii. Ale to nie znaczy, że powinniśmy lekceważyć ich obawy. Chociaż konflikt w Syrii wydaje się odległy, jest on odczuwany jako bardzo bliski przez wielu muzułmanów mieszkających tutaj. Odczucie strachu jest realne. IS to budząca grozę organizacja terrorystyczna, której z powodu dość łatwej możliwości podróżowania do Syrii i z Syrii udaje się stworzyć wrażenie, że jest obecna wszędzie. Bardziej zaskakuje to, że są ludzie, którzy mają odwagę mobilizować pokojowy sprzeciw wobec nich, niż to, że inni ludzie się ich boją”.

Uczestniczące w demonstracji w Kopenhadze dwie młode kobiety, studentka Maryan Ali i sprzedawczyni Maryan El Hassan, twierdzą, że IS nie ma nic wspólnego z islamem. „To nie muzułmanie, to barbarzyńcy”, mówi jedna, a druga dodaje: „W Koranie nie jest napisane, że można zabijać innych. Oni robią, co chcą”.

Kurd Bear Rizgar, który przyniósł flagę kurdyjską na demonstrację w stolicy, ale grzecznie spakował ją do torby, powiedział dziennikarzom: „Jestem tu, żeby pokazać pogardę dla IS i z powodu sytuacji w Iraku. Fajnie, że jest tu tylu Arabów, ale dobrze by było zobaczyć więcej osób ze środowisk islamistycznych”. Dodał też: „Nie obawiam się represji z powodu udziału. Jeśli idzie o wolność, nie boję się pogróżek”.

Rol na podst.: www.politiken.dk
www.information.dk

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze