Dlaczego należy dyskutować z ekstremistami

Douglas Murrray
| 1 komentarz|
image_pdfimage_print

Douglas Murray

Tlenem wolnych społeczeństw jest wolność wypowiedzi. Wszystko poza podżeganiem powinno być tolerowane, nawet jeśli jest błędne. Nie można znaleźć bardziej skandalicznie błędnych i pokręconych poglądów, niż te wyrażane przez Al-Muhajiroun. Jednak działają oni obecnie w ramach czegoś, co jest krótkotrwałą, mam nadzieję, dziurą prawną.

Douglas Murrray
Douglas Murrray

Kilka miesięcy temu otrzymałem zaproszenie na debatę o prawie szariatu od instytucji zwanej „Global Issues Society” (GIS – Towarzystwo Zagadnień Globalnych). Utrzymywali, że są społecznością studencką. Zaakceptowałem zaproszenie w dobrej wierze i byłem zapewniany wielokrotnie, że platforma i prowadzący są neutralni. Moje biuro było w regularnym kontakcie z GIS, ustalając warunki zapewniające bezpieczeństwo debaty z takim oponentem jak ekstremista Choudary. Byliśmy sceptyczni co do GIS od początku. Podejrzewaliśmy, że jest to rodzaj jakiejś przykrywki. Niestety nie mogliśmy potwierdzić tego faktu. Pomimo naszych obaw i wiedzy, że prawdopodobnie jest to zasadzka, rozważyłem wątpliwości na ich korzyść i zdecydowałem się przybyć na to spotkanie.

Gdy tylko przyszli ludzie, stało się jasne, że to jest zasadzka. GIS zapewniało nas, że zatrudnią ochronę, lecz pojawił się problem – ochroniarzami byli członkowie Al-Muhajiroun. Ich jedynym celem było zapewnienie, żeby mężczyźni i kobiety siedzieli oddzielnie – warunek nigdy nie ustalony z nami przez GIS i rodzaj apartheidu płciowego, którego nigdy nie zaakceptuję na swoich wystąpieniach. Przed moim przybyciem napadnięto na jedną osobę z publiczności i wyniknęła mała rozróba. Poradzono mi, żebym trzymał się z dal od sali zanim policja opanuje sytuację.

Oczywiście nie posiadam „stronników” ani „zwolenników”, którzy uczęszczają na moje przemówienia. Nie mam żadnej „frakcji.” Jestem tylko pojedynczym głosem, z którym ludzie mogą się zgodzić lub nie.

Najłatwiejszym sposobem jest odrzucenie zaproszeń na takie debaty jak ta. Przemawiam kilka razy w tygodniu na różnych forach, włączając to koła studenckie. Nie mogę sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatnim razem występowałem na spotkaniu, gdzie większość ludzi zgodziłaby się ze mną. Jednak istotą wolności wypowiedzi nie jest ciągłe i nudne śpiewanie hymnów pochwalnych. Publiczność, do której przemawiam, jest często wroga i wiem, że moje argumenty mogą nie trafić do 99% obecnych. Wczoraj byłem otoczony na ulicy przez setkę zbirów wrzeszczących „pierdolony kafir!” (kafir – niewierny, przyp. red.) i „tchórz”. Było też kilka całkiem żałosnych obelg homofobicznych. Najłatwiej jest ignorować tych ludzi. Ale nie sądzę, żebyśmy mogli to zrobić.

Znam wiele takich sytuacji, kiedy znajdywałem chociaż jedną lub kilka osób, zwykle młodych, które autentycznie nigdy nie otworzyły swego umysłu na przeciwstawne opinie. Jednakże, nawet gdy nie zgadzają się z nową opinią, mogą chociaż uświadomić sobie, że istotą wolnych społeczeństw jest to, że możemy się nie zgadzać. W czymkolwiek. I z pewnością – z wielu znanych powodów – nigdy nie będziemy jednomyślni. Debata jest istotą.

Na spotkaniach regularnie widuję młodych muzułmanów i niemuzułmanów, którzy po prostu nigdy nie słyszeli argumentów za tym, dlaczego liberalna demokracja, chociaż niedoskonała, jest naszą jedyną osiągalną, zabałaganioną, nadzieją. Myślę, że ważne jest, żeby usłyszeli kogoś występującego w obronie religijnego pluralizmu, praw kobiet, praw gejów i rzeczywistej różnorodności w społeczeństwie. Myślę, że ważne jest także, by usłyszeli jak krytykuje się religię, przedstawia się ją satyrycznie i traktuje w taki sam zdecydowany sposób, w jaki były traktowane nasze inne, choćby najbardziej hołubione, idee.

Doświadczenie z całego kraju pokazało mi, że możliwa jest nawet zmiana nastawienia zradykalizowanych muzułmanów – zasianie nasion wątpliwości. Jeżeli choćby tylko jedna osoba z publiczności jest otwarta na antytotalitarną opcję, to warto to robić. To powód, dla którego biorę udział w dyskusjach.

Niektórzy uważają, że nie powinniśmy zapewniać al-Muhajiroun rozgłosu. Wczorajszy dzień pokazał, dlaczego wciąganie ich w otwartą dyskusję i rzucanie wyzwania ich ideom jest konieczne. Przypomina to rządowi, prasie i obywatelom brytyjskim o prawdziwej naturze tych fundamentalistycznych bandytów, którzy nie zamierzają po prostu zniknąć. Od czasu British Union of Fascists (BUF – Brytyjskiej Unii Faszystów) Oswalda Mosleya , nie widzieliśmy na ulicach Londynu takiego zastraszania. Podobnie jak BUF, muzułmanie z al-Muhajiroun uciekają się do przemocy w chwili, kiedy ich faszystowskie poglądy są podważane. Każda odrobina rozgłosu, którą uzyskują, jest dodatkową amunicją, zachęcającą rząd do likwidacji tego ugrupowania, którego członkowie regularnie łamią nasze prawa o podburzaniu do niepokojów społecznych, a nawet sami angażują się w akty terroru.

Badania Centre for Social Cohesion (CSC – Centrum Spójności Społecznej) pokazują, że jeden na siedmiu skazanych terrorystów islamskich jest powiązany z al-Muhajiroun. Wczoraj na chodniku zapytałem o to Anjema Choudary’ego (przywódca ugrupowania – przyp. red). Powiedział, że jestem kłamcą. Powiedział, że policja to kłamcy, że sądy to kłamcy i cały system państwa to kłamca. A kiedy wypytywałem o jego skazanych za terroryzm przyjaciół, odparł: Muzułmanie są zawsze niewinni. I tu go mamy. Wydawało mi się, że tak właśnie uważa. Nie sądziłem jednak, że to powie. Jednak zrobił to. Tamtego wieczora przypominano mi na różne sposoby, że zawsze dobrze jest wiedzieć dokładnie, z jakim gatunkiem ekstremisty ma się do czynienia.

Relacja naszej korespondentki z opisywanej przez Murraya debaty.

Tłum. Jan Wójcik z International Free Press Society

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze