Czy Rada Praw Człowieka broni praw człowieka?

BERLIN, GERMANY - JUNE 11:  Activists hold banners as they demonstrate outside the Saudi Arabian Embassy against the recent Saudi court ruling that upheld a previous verdict of ten years in prison and 1,000 lashes for Saudi blogger Raif Badawi on June 11, 2015 in Berlin, Germany. The court accuses Badawi of insulting Islam in an Internet forum.  (Photo by Carsten Koall/Getty Images)
Demonstracja w obronie Raifa Badawiego przez ambasadą saudyjską w Berlinie
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Raheel Raza

Prezydent Trump skrytykował w ONZ niektóre z krajów członkowskich Rady Praw Człowieka (Human Rights Watch), które nie zapewniają tych praw własnym obywatelom.

Zgadzam się z nim, gdyż dostrzegłam podczas moich podróży do Rady Praw Człowieka ONZ w przeciągu ostatnich pięciu lat wzrost wpływów Organizacji Współpracy Islamskiej i trudną sytuację w niektórych społecznościach znajdujących się pod władzą autorytarnych reżimów.

Panuje zgodność co do tego, że ONZ jest bezsilna i nie ma żadnego wpływu na wydarzenia na świecie. W pewnym sensie jest to prawda, jednak to jedyna międzynarodowa organizacja jaką mamy i prędzej czy później jej istnienie robi jednak różnicę, bo wszystko jest zgłaszane i odnotowywane. A kraje uczestniczące są zmuszone wysłuchać poruszanych tematów.

Tak było, gdy jechałam do Genewy na 36 sesję RPC. Moja akredytacja pochodzi z Center for Inquiry w Waszyngtonie i towarzyszył mi prezes oraz dyrektor wykonawczy tej organizacji. Chcieliśmy się tam pojawić w środku tygodnia, kiedy na posiedzeniach będzie najwięcej osób.

Poza formalnymi i plenarnymi posiedzeniami, rada jest miejscem, które tętni życiem. Więcej ludzi urządza sobie pogawędki w barze, niż w sali głównej, gdzie wygłasza się oświadczenia. Mieszanina różnych języków, strojów i kultur przyciąga uwagę.
Tym razem głównym punktem mojej wizyty było spotkanie z Ensaf Haider, żoną uwięzionego saudyjskiego bloggera Raifa Badawiego, który został skazany na 1000 batów i 10 lat w saudyjskim więzieniu za namawianie do religijnej wolności.

image003
Raheel Raza z Ensaf Haider w Genewie

Ensaf, która jest poza Arabią Saudyjską od 2012 r., znalazła polityczny azyl w Kanadzie i mieszka w Quebecu z trójką dzieci. Jej jedynym celem jest uwolnienie męża od groźby saudyjskiego więzienia i chłosty. Ensaf zwróciła się do Rady i przemówiła bezpośrednio do saudyjskiego ambasadora mówiąc: „Mój mąż nie popełnił żadnej zbrodni. Pragnął jedynie lepszej przyszłości dla swojego kraju”.

Miałam szczęście spędzić z nią trochę czasu; jest piękną istotą ludzką, na zewnątrz, jak i w środku. Jest odważna i oddana walce o uwolnienie męża z więzienia. Potrzebuje pomocy całego świata.

Powiedziała, że „gdy Raif miał zostać wychłostany, cały świat zjednoczył się, żeby pomóc w jego sprawie, ale obawiam się, że zapomną, więc chcę się upewnić, że świat nigdy nie zapomni. Robię to nie ze względów osobistych, ale dla uniwersalnych praw człowieka i będę kontynuować, aż mój mąż zostanie uwolniony, a moje dzieci zobaczą ojca”.

Ensaf ma specjalną wiadomość dla Premiera Kanady, Justina Trudeau. Powiedziała, że skoro może dać Omarowi Khadrowi* miliony i mówi o zwróceniu obywatelstwa kanadyjskim terrorystom, może powinien też nadać honorowe obywatelstwo Raifowi Badawi (tak jak to zrobił w przypadku Malali Yousafzai).

M.O. na podst. https://clarionproject.org/

* Khadr był skazany za terroryzm i więziony w Guantanamo; dostał od rządu Kanady 8 mln USD odszkodowania (red.)

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze