Czy bombardować Syrię? Dwugłos ekspertów

image001
Baza lotnicza sił Asada podczas amerykańskiego bombardowania
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Przedstawiamy dwie opinie ekspertów z Middle East Forum o celowości bombardowania przez Amerykanów Syrii jako metody wpływania na losy tamtejszej wojny.

Nie dla bombardowania

Przewodniczący Middle East Forum Daniel Pipes ponownie wyraził swój sprzeciw dla bezpośredniej interwencji w sześcioletniej wojnie domowej w Syrii, gdzie zbieranina sunnickich, zdominowanych przez islamistów, rebeliantów arabskich popieranych przez Turcję, Katar i Arabię Saudyjską, staje przeciwko dużo bardziej zjednoczonej siatce szyickiej, zdominowanej przez Iran oraz alawitów i chrześcijańskie siły wspierające panujący reżim.

Zdaniem Pipesa USA powinno zmierzać do tego, żeby „prezydent Syrii Asad i Teheran walczyli z rebeliantami oraz Ankarą aż do wzajemnego wykończenia”, czekając na pojawienie się „umiarkowanej alternatywy dla dzisiejszego żałosnego wyboru”. Poza zmniejszaniem cierpienia tam, gdzie to możliwe, celem Amerykanów powinno być „pomaganie przegrywającym, ale pośrednio” – wyjaśnił.

W 2013 roku rosnące szanse zwycięstwa rebeliantów, mających „zamienić rząd Asada na triumfujących płomiennych islamistów” doprowadziły Pipesa do wspierania sił prorządowych. Dziś, kiedy reżim odzyskał kontrolę nad Aleppo i innymi kluczowymi miejscami, badacz sugeruje, że USA powinny jednak pomagać rebeliantom, dostarczając im broni oraz informacji wywiadowczych, jako słabszej obecnie stronie konfliktu.

Interwencja USA w Syrii powinna być – podkreśla Pipes – tylko pośrednia. Ograniczone ataki, takie jak te zarządzone przez Trumpa (i rozważane przez Obamę w 2013 roku) nie są wystarczającym środkiem odstraszającym, z powodu szeroko znanej awersji Amerykanów do pełnej interwencji zbrojnej w konfliktach na Bliskim Wschodzie. „To taki papierowy tygrys” – uważa ekspert. Jednorazowe ataki sprawiają również, że Asad (wśród swych zwolenników) zyskuje reputację tego, który stawia czoła armii USA bez płacenia za to wysokiej ceny. „O ile nie zostanie osiągnięte dobre porozumienie, w co wątpię, będzie to widziane jako sytuacja, którą rządowi Asada udało się przetrwać. Symbolizm nie jest dobrym pomysłem podczas wojny” – konkluduje Pipes

Tak dla bombardowania

Dyrektor Middle East Forum Gregg Roman wyraził z kolei silne poparcie dla ataków powietrznych przeciwko Syrii.

Głównym zmartwieniem Romana jest utrata reputacji Amerykanów w świetle nieudolnej reakcji prezydenta Obamy na ataki chemiczne Asada w 2013 roku. Działając szybko, jednostronnie i nieprzewidywalnie (w przeciwieństwie do zwyczaju swojego poprzednika), Trump pomógł „zmyć skazę” fiaska „czerwonej linii” Obamy oraz przywrócić USA wiarygodność i prestiż.

Zaskakująco przychylna reakcja na te ataki na całym świecie – pisze Roman – podreśla, że sposobem na zyskanie przyjaciół jest śmiałe przywództwo amerykańskie i zdecydowane działani, a nie multilateralizm i subtelności dyplomacji”.

Aymen Jawad al-Tamimi, badacz Middle East Forum, wyraził tylko częściowe poparcie dla ataków. „Oprócz zmniejszenia całkowitej liczby samolotów zdolnych do bombardowania syryjskich cywilów (co jest absolutnie dobre samo w sobie), ataki przydają się do przekazania wiadomości, że międzynarodowe nakazy zabraniające stosowania broni chemicznej nie mogą być po prostu gwałcone i potępiane tylko w słowach” – napisał al-Tamimi. Z drugiej strony, ostrzegł przed niebezpieczeństwem eskalacji wojny i wyraził zaniepokojenie, że interwencja militarna „nie może być wykluczona” w świetle „zmienności” rządu Trumpa.

Veronica Franco, na podstawie: http://www.meforum.org/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze