Wiadomość

Burkina Faso: przybywa dzieci – dżihadystów

Ulica w Dori, Burkina Faso. Z regionu uciekło przed atakami ponad tysiąc osób. (wikimedia)

Przebudzona strzałami w środku nocy, Fatima Amadou była zszokowana widokiem dzieci wśród napastników. Otoczyli oni jej dom w Burkina Faso, podchodząc z przewieszonymi na ramionach karabinami i śpiewając „Allahu Akbar”.

Niektóre z nich były tak małe, że nie potrafiły wypowiedzieć po arabsku słów „Bóg jest wielki”, opowiadała 43-letnia kobieta. „Kiedy zobaczyłam te dzieci, pomyślałam, że dorośli musieli je wyszkolić na zabójców, którzy teraz przyszli zabić moje dzieci”, mówiła w rozmowie z Associated Press. Amadou powiedziała, że w trakcie ataku w departamencie Solhan, w północnej części kraju, widziała siedmioro dzieci. Nie była świadkiem, żeby kogokolwiek zamordowały, ale pomagały podpalać domy.

Kobieta wraz z rodziną znalazła się w gronie szczęśliwców, którzy przeżyli czerwcowy atak, w którym zginęło sto sześćdziesiąt osób. Był to najbardziej krwawy zamach w niegdyś pokojowym regionie Afryki Zachodniej od czasu, gdy pięć lat temu władzę przejęli tam dżihadyści powiązani z Al-Kaidą i Państwem Islamskim.

W tym roku liczba dzieci zrekrutowanych w Burkina Faso przez ugrupowania zbrojne wzrosła przynajmniej pięciokrotnie.

W roku ubiegłym, zdaniem dziennikarzy AP, którzy uzyskali dostęp do niepublikowanego raportu międzynarodowych ekspertów ds. pomocy humanitarnej i konfliktów, zanotowano cztery takie przypadki. W stolicy kraju, Wagadugu, zgodnie z relacją Idrissy Sako, asystent prokuratora generalnego, w areszcie przebywa co najmniej czternastu chłopców oskarżonych o powiązania z ugrupowaniami zbrojnymi, niektórzy od 2018 r.

„Jesteśmy zaniepokojeni obecnością dzieci wśród ugrupowań zbrojnych”, wyznała Sandra Lattouf, przedstawicielka UNICEF-u w Burkina Faso. Wpływ panującego w tym kraju konfliktu na dzieci jest na tyle znaczący, że Burkina Faso po raz pierwszy znalazło się w raporcie ONZ dotyczącym sytuacji dzieci w konfliktach zbrojnych.

Grupy pomocowe zauważają coraz więcej dzieci walczących w szeregach dżihadystów w regionie Sahelu, którego zachodnie obszary stały się w ostatnich latach epicentrum dżihadystycznej przemocy.

Dziennikarze AP w trakcie wyprawy do Dori, miejscowości położonej w regionie, z którego po ostatnich atakach uciekło ponad tysiąc dwieście mieszkańców, rozmawiali z pięcioma osobami, które słyszały o dzieciach dokonujących aktów przemocy. Hama Amadou, mieszkaniec, któremu udało się schować przed atakiem w sklepie, słyszał dzieci mówiące, że „przyszły zmienić Solhan na lepsze” oraz kobiety zwracające się do nich słowami: „Zabijcie go, zabijcie go”.

Słabo wyposażona i niewyszkolona armia Burkina Faso nie jest w stanie powstrzymać przemocy, która od początku ataków dżihadystów pochłonęła tysiące ofiar i zmusiła do migracji milion trzysta tysięcy mieszkańców.

〉 O sytuacji w regionie pisał Jan Wójcik: Sahel: dżihadyści przejmują teren

Eksperci zajmujący się tematyką rekrutowania dzieci informują, że trafiają one do zbrojnych ugrupowań z powodu biedy. Sako, asystent prokuratora, wyjaśnił, że niektóre z nich dołączają do bojówek wiedzione obietnicą otrzymania osiemnastu dolarów za zabicie człowieka. Innym obiecuje się prezenty, na przykład motocykle.

Organizacje społeczeństwa obywatelskiego uważają jednak, że wina leży również po stronie wojska, które dopuszcza się nadużyć w stosunku do cywilów podejrzewanych o udział w dżihadzie. Maimouna Ba, prowadząca organizację działającą na rzecz godności kobiet w Sahelu zaznacza, że dochodzi do coraz większe liczby nadużyć. „Dzieci wstają o poranku i dowiadują się, że ich ojciec został zabity”, wyjaśnia kobieta. Gdy dorastają, stają się gniewne i zaczynają pytać, dlaczego państwo im nie pomaga.

Przedstawiciele wojska odrzucili zarzuty i oskarżenia o zbyt późną reakcję na atak w Solhan, ale nie podali więcej szczegółów.

Coraz gorsza sytuacja związana z bezpieczeństwem w Burkina Faso prowadzi do zamieszek. Protestujący w całym kraju domagają się, żeby rząd podjął bardziej zdecydowane działania. W odpowiedzi na sytuację prezydent Roch Marc Christian Kabore zdymisjonował ministrów bezpieczeństwa i obrony i sam objął funkcję ministra obrony.

Żaden z chłopców przetrzymywanych w Wagadugu nie doczekał się jeszcze procesu. Rząd nie podpisał jeszcze z ONZ porozumienia, które pozwoliłoby traktować takie dzieci jak ofiary, a nie jak sprawców, co pozwoliłoby przenieść je z więzienia do ośrodków, w których mogłyby otrzymać pomoc psychologów.

Zapobieganie dalszej rekrutacji dzieci oznacza konieczność walki z trudną sytuacją gospodarczą w kraju a także konieczność pomocy tym, które porzuciły edukację, w nadgonieniu programu zajęć. „Brak natychmiastowego działania doprowadzi do jeszcze większego kryzysu i coraz większej destabilizacji w najbliższych miesiącach i latach, dając tym samym przewagę grupom zbrojnym”, powiedziała dr Samantha Nutt, założycielka i przewodnicząca organizacji War Child Canada oraz War Child USA.

„Naprawdę obawiam się o to, że moje dziecko zostanie zrekrutowane przez dżihadystów”, wyznał mieszkający z Dori ojciec czteroletniego chłopca, Isma Heella. „Boimy się o nasze dzieci i o nas samych, ponieważ nie jesteśmy od nich silniejsi”, dodał.

Oprac. Bohun, na podst. voanews.com

Udostępnij na
Video signVideo signVideo signVideo sign