„Biuro prasowe” Hamasu: cenzura i zastraszanie

Rozruchy na granicy Gazy z Izraelem
Rozruchy na granicy Gazy z Izraelem
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Bassam Tawil

Trzy tygodnie po rozpoczęciu masowych demonstracji wzdłuż granicy między Strefą Gazy a Izraelem, prowadzonych jako część tak zwanego “Marszu powrotu”, Hamas próbuje zastraszyć dziennikarzy, by relacjonowali wydarzenia w sposób wypaczający prawdę i rzeczywistość.

Hamas, jedna z kilku grup palestyńskich odpowiedzialnych za antyizraelskie demonstracje, nie chce, by świat zobaczył zdjęcia Palestyńczyków rzucających kamienie, bomby zapalające i urządzenia wybuchowe na żołnierzy izraelskich.

Hamas nie chce, by dziennikarze używali słów “starcia” i “konfrontacje”, kiedy informują o demonstracjach. Hamas nie chce, by dziennikarze informowali o fakcie, że znaczna część demonstrantów zabitych podczas “Marszu powrotu” była w rzeczywistości członkami jego zbrojnej grupy,  Izaddin Al-Qassam.

Innymi słowy, Hamas chce, by dziennikarze relacjonowali tak, jakby pracowali dla jego machiny propagandowej. Każdy dziennikarz, który ośmiela się kwestionować narrację Hamasu, jest potępiany jako „zdrajca” i karany.  

Dla zapewnienia, że palestyńscy dziennikarze zastosują się do życzeń Hamasu, “Biuro prasowe” Hamasu wydało na początku tygodnia dyrektywy dla reporterów, jak powinni relacjonować „Marsz powrotu”.

Pierwszym rozkazem, którego spełnienia wymaga Hamas od dziennikarzy, jest powstrzymanie się od pokazywania działań poszczególnych uczestników demonstracji.

Znaczy to, że fotograf, który widzi Palestyńczyka dokonującego aktu przemocy, jak ciskanie kamieniami, bombami zapalającymi lub strzelanie do żołnierzy, powinien odwrócić głowę. Dlaczego? Ponieważ, według Hamasu, takie zdjęcia obalają twierdzenie, że “Marsz powrotu” jest “pokojowym powstaniem nieuzbrojonych cywilów, nieużywających przemocy”.  

“Biuro prasowe” Hamasu poinstruowało także palestyńskich dziennikarzy, że mają przestać używać słów “starcia” i “konfrontacje” w swoich relacjach z demonstracji. Te słowa, twierdzi Hamas, tworzą wrażenie, że palestyńscy demonstranci angażują się w przemoc. Zdjęcia i wideo z scen demonstracji to właśnie pokazują.

Podoba ci się ten artykuł?

Mamy też nadzieję, że podoba ci się nasz portal.
Poza tworzeniem go, publikujemy teksty naukowe, bierzemy udział w konferencjach, a także wpływamy na inne media i polityków.

Nie jesteśmy jednak w stanie tego robić bez Waszego wsparcia.

Wspieraj euroislam.pl

Kilka wideo pokazuje zamaskowanych Palestyńczyków, którzy próbują zniszczyć płot i drut kolczasty wzdłuż granicy Strefy Gazy z Izraelem. To jest część planu organizatorów „Marszu powrotu”, by przejść przez granicę i zalać Izrael setkami tysięcy Palestyńczyków.  

Palestyńscy dziennikarze, zdaniem “Biura prasowego” Hamasu, mają pokazywać wydarzenia na granicy z Izraelem jako “napaść okupacyjnej armii i jej snajperów na pokojowe, powstanie cywilów, bez przemocy”. Hamas chce, by dziennikarze pokazywali tylko jedną stronę zdarzeń przez skupianie się wyłącznie na reakcjach Izraela na przemoc demonstrujących. Przemoc, która wywołała te reakcje, jest dla Hamasu  niedopuszczalnym dowodem.

Zgodnie z fikcyjną narracją Hamasu o swoim krwiożerczym zachowaniu, chce on, by relacje z “Marszu powrotu” były według: “to wszystko zaczęło się, kiedy Izrael strzelił z powrotem”. Nie ma tu nic nowego: to jest właśnie taktyka Hamasu, jakiej używał w poprzednich wojnach z Izraelem. Hamas nigdy nie pozwalał dziennikarzom na pokazywanie swoich członków w trakcie odpalania rakiet na Izrael. Jedyne, o czym dziennikarzom wolno było informować, to ofiary palestyńskie w wyniku militarnych uderzeń Izraela przeciwko ludziom, którzy prowadzą ataki rakietowe ze szkół i okolic mieszkalnych Strefy Gazy.

“Biuro prasowe” Hamasu dodatkowo ostrzegło palestyńskich dziennikarzy przed cytowaniem lub poleganiem na izraelskich mediach w relacjonowaniu wydarzeń w Strefie Gazy. To znaczy, że dziennikarzom nie wolno informować palestyńskiej publiczności o tym, co Izrael mówi o „Marszu powrotu”, szczególnie w sprawie ataków na żołnierzy izraelskich.

Pod tym względem Palestyńska Agencja Dziennikarska (PJS), organ zdominowany przez rywali Hamasu z Fatahu, wydaje się w pełni zgadzać z Hamasem. W oświadczeniu opublikowanym w Ramallah, PJS oskarżyła izraelskich dziennikarzy o to, że są częścią machiny propagandowej armii izraelskiej.  

Takie podżeganie przeciwko izraelskim dziennikarzom powinno być traktowane z najwyższą powagą. Zagraża życiu reporterów, którzy informują o sprawach palestyńskich i często jeżdżą do palestyńskich miast i wsi.  
Podżeganie Hamasu przeciwko izraelskim dziennikarzom daje się przewidzieć. Kiedy jednak podżeganie przychodzi ze związanych z Fatahem instytucji na Zachodnim Brzegu, które kontrolują ludzie lojalni wobec prezydenta Mahmouda Abbasa, skłania to do zastanowienia się.

Czy Fatah nie jest podobno „umiarkowaną” frakcją palestyńską, która rzekomo wierzy w rozwiązanie w postaci dwóch państw i w pokój z Izraelem? Czy Mahmoud Abbas nie jest podobno “umiarkowanym” i “pragmatycznym” przywódcą palestyńskim, z którym Izrael ma zawrzeć pokój? Czy Fatah i Abbas nie otrzymują wsparcia finansowego od USA i UE z powodu ich rzekomego poparcia dla procesu pokojowego z Izraelem?  Dlaczego Amerykanie i Europejczycy mieliby popierać palestyńską frakcję, której dziennikarze otwarcie podżegają przeciwko swoim izraelskim kolegom?

Podżeganie przez Fatah i Hamas jest próbą zastraszenia nie tylko palestyńskich dziennikarzy, ale także ich izraelskich kolegów. Jest to próba zmuszenia izraelskich dziennikarzy, by podporządkowali się i zatwierdzili narrację Hamasu i Fatahu nie tylko w sprawie “Marszu powrotu”, ale także całej sprawy palestyńskiej.  Najwyraźniej zgadzając się z Hamasem i Fatahem międzynarodowe organizacje praw człowieka i orędownicy wolnych mediów na całym świecie nie robią wrażenia zaniepokojonych tych zagrażającymi życiu atakami na izraelskich dziennikarzy.   

Ponadto “Biuro prasowe” Hamasu poinstruowało palestyńskich dziennikarzy, że mają koncentrować się na “humanizowaniu” wiadomości o Palestyńczykach zabitych lub rannych podczas demonstracji. Dziennikarze mają podkreślać „różne osobiste i społeczne aspekty” palestyńskich ofiar. Przekład: jeśli „ofiara” jest terrorystą z Hamasu, dziennikarze mają o tym nie wspominać, a zamiast tego informować, że był ukochanym mężem, ojcem i członkiem społeczności.   

Jest to część starań Hamasu, by kłamać światu i przedstawiać zabitych i rannych podczas zamieszek Palestyńczyków jako nieuzbrojonych, niewinnych cywilów. Prawdą jest, że Hamas wysłał setki swoich uzbrojonych członków, by brali udział w demonstracjach przebrani za cywilów.

Ponieważ jest nieprawdopodobne, by palestyńscy dziennikarze relacjonujący z “Marszu powrotu” ignorowali nowe instrukcje Hamasu, wpływa to na relacje w mediach międzynarodowych. Większość międzynarodowych mediów i korespondentów zatrudnia palestyńskich producentów, tłumaczy i „pomocników”, by pomagali przy relacjonowaniu o sprawach palestyńskich.  

Palestyński dziennikarz, który boi się przeciwstawić instrukcjom Hamasu, nie powie swojemu pracodawcy o wszystkim, co widzi i słyszy. Niektórzy palestyńscy dziennikarze będą robić to dobrowolnie, a niekoniecznie ze strachu przed Hamasem lub jakąś inną grupą palestyńską. Ci dziennikarze widzą siebie jako żołnierzy „rewolucji” i są przekonani, że ich lojalność należy przede wszystkim do własnego ludu i sprawy. A prawda? No cóż, prawda kończy ostatnia.

“Marsz powrotu” ma trwać do 15 maja, daty Dnia Niepodległości Izraela. W nadchodzących tygodniach planuje się więcej protestów na granicy między Strefą Gazy a Izraelem. Palestyńczycy mówią, że prawdziwym celem protestu jest osiągnięcie „prawa powrotu”, dzięki któremu powrócą do „całej Palestyny, od Morza Śródziemnego do rzeki Jordan”.

Planowane demonstracje będą podobne do tych, które miały miejsce przez ostatnie trzy tygodnie. W kolejnych rozruchach Palestyńczycy znów będą rzucali kamieniami, bombami zapalającymi i urządzeniami wybuchowymi w izraelskich żołnierzy. Także na tych demonstracjach Palestyńczycy będą skandować hasła wzywające do unicestwienia Izraela i będą w nich uczestniczyć przebrani za cywilów terroryści z Hamasu.

Biorąc pod uwagę groźby Hamasu i Fatahu, pytanie brzmi: czy zobaczymy te rzeczy, czy tuszowanie faktów będzie trwało nadal? I czy międzynarodowe media będą służyć jako platforma szerzenia kłamstw Hamasu? „Biuro prasowe” Hamasu ze swej strony, pracuje w nadgodzinach, by zasłonić wilka skórą owcy.

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Bassam Tawil – muzułmański badacz i publicysta. Mieszka na Bliskim Wschodzie

Źródło tekstu polskiego: http://www.listyznaszegosadu.pl

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze