Awantury i wybryki gdańskiego imama

Hraish i prezydent Gdańska Adamowicz; foto: http://gdansk.naszemiasto.pl
| 12 komentarzy|
image_pdfimage_print

Były imam gdańskiego meczetu Hani Hraish stosuje przemoc, włamuje się do świątyni i grozi siekierą. Konflikt w gdańskiej gminie wyznaniowej opisuje portal „Na temat”.

Hraish i prezydent Gdańska Adamowicz; foto: http://gdansk.naszemiasto.pl
Hraish i prezydent Gdańska Adamowicz; foto: http://gdansk.naszemiasto.pl

My zaś jako „Euroislam” o kontrowersyjnych zachowaniach Haniego Hraisha informowaliśmy w marcu 2010 roku. To wtedy „Gazeta Wyborcza” przypisała mi tożsamość Wszechpolaka.

W Internecie można obejrzeć film, na którym widać, jak były już imam gdańskiego meczetu Hani Hraish pobił sekretarza gdańskiej gminy muzułmańskiej Marcina Mucharskiego (MZR). Agresywne zachowanie jest przejawem toczącej się od dłuższego czasu walki o władzę i wpływy wewnątrz Muzułmańskiego Związku Religijnego.

W marcu tego roku kongres MZR odwołał Hraisha z funkcji gdańskiego imama, ten jednak decyzji nie uznaje. Nie zamierza także oddać dobrowolnie kluczy do świątyni, do której razem z grupą swoich zwolenników się włamał. Rzecznik prasowy MZR Musa Czachorowski nazywa eksimama „chuliganem i kłamcą”.

Szariat i antysemityzm

Sytuacja ta zupełnie mnie nie dziwi. O problemach gdańskiego imama informowaliśmy już cztery lata temu. 16 marca 2010 roku na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego studenci politologii zorganizowali debatę – „Islam a wielokulturowość”. Wśród zaproszonych gości obok polskich naukowców (dr Małgorzata Peck, ks. dr hab. Janusz Balicki) był także imam z gdańskiego meczetu Hani Hraish. Mówił on wówczas o warunkach, w jakich można kamienować kobiety, zalecał obcinanie rąk złodziejom, a także oskarżał Izrael o „zło panujące w świecie”. Byłem zbulwersowany tym, że uniwersytecka debata wykorzystana została do szerzenia radykalnego islamu i antysemityzmu. O sprawie po mojej interwencji pisał „Polska the Times”.

Imam kłamie, dziennikarz „Wyborczej” przepisuje

Kiedy wokół Hraisha rozgorzała dyskusja, w obronę wzięła go redakcja „Gazety Wyborczej”, publikując 7 kwietnia 2010 roku tekst „Tylko trzeba zdjąć buty”. Oto jego fragment:

„Do ataku na gdańską gminę doszło, gdy wybuchł spór o meczet w stolicy. 19 marca „Polska the Times” opublikowała relację z debaty o islamie na warszawskim Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. (…) Na debatę zaprosił mnie znajomy ksiądz Janusz Balicki – mówi Hani Hraish – W pewnym momencie młody człowiek, [przedstawiłem się jako doktorant z Uniwersytetu Warszawskiego – P. Ś.], wstał i zapytał, czy to prawda, że Koran nakazuje obcinanie rąk złodziejom i kamienowanie kobiet. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że w Koranie są takie wersety. Miałem kłamać? O Izraelu nie mówiłem nic. Doktorant Ślusarczyk to prezes Młodzieży Wszechpolskiej, był posłem z listy LPR, za rządów PiS wicepremierem budownictwa. Rocznik 1979”.

We fragmencie tym kłamał i imam, i dziennikarz „Gazety Wyborczej” Marek Wąs. Po pierwsze Hraish wbrew faktom wyparł się, że głosił antysemickie hasła, po drugie dowodził wyższości szariatu nad prawem polskim i europejskim, a nie obiektywnie informował o zawartości Koranu, po trzecie zaś, jak sądzę, naprowadził dziennikarza na mylny trop co do mojej tożsamości. Markowi Wąsowi zaś zabrało wówczas elementarnej rzetelności dziennikarskiej. Bezrefleksyjnie przyjął wersję wydarzeń lansowaną przez duchownego, nie zdał sobie także trudu, żeby wysłuchać „drugiej strony”. Co ciekawe, w czasie, kiedy miałem rzekomo zasiadać i w parlamencie, i w rządzie PiS, współpracowałem akurat z… wydawcą „Gazety Wyborczej” Agorą.

Kim jest Hraish?

Mieszka w Polsce od 33 lat. Nad Wisłę przyjechał jako stypendysta Komunistycznej Partii Palestyny, ożenił się z Tatarką. W wywiadach, których udziela, stawia się zwykle w pozycji ofiary. Mówi o swoim trudnym dzieciństwie w Palestynie, ciężkiej pracy w Polsce oraz licznych przypadkach rzekomego rasizmu, z którym się spotyka. Ostatnio, w październiku 2013 roku, na łamach „Gazety Wyborczej” pytał: „Dlaczego podpaliliście mój meczet? I mój sklep?”. Wtedy sprawa podpalenia meczetu trafiła na pierwsze strony dzienników, prezydent Gdańska zapowiedział powszechną zbiórkę na jego renowację, publicyści prześcigali się w piętnowaniu aktu rasizmu i islamofobii. Tymczasem sprawców nie wykryto. Dziś można jednak podejrzewać, że podpalenie drzwi gdańskiego meczetu oraz warzywniaka Harisha ma związek z wojną wewnętrzną toczoną w Muzułmańskim Związku Religijnym.

Dr Piotr Sebastian Ślusarczyk

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze