Arabska muzułmanka, która wspiera Izrael

Zdjęcie ze strony Anett Haskii na FB
| 2 komentarzy|
image_pdfimage_print

Niespełna tydzień temu* zostały ogłoszone przyspieszone wybory, a już wszystkie partie gorączkowo pracują nad przygotowaniami do nadchodzącej politycznej przepychanki.

Zdjęcie ze strony Anett Haskii na FB
Zdjęcie ze strony Anett Haskii na FB

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To czas budowania i rozbijania sojuszy, dopracowywania haseł wyborczych, a w niektórych przypadkach nawet próba zmiany orientacji i marki – a dla tych, którzy je już mają, przygotowania do prawyborów partyjnych.

W rzeczywiści tylko kilka partii organizuje prawybory, jedną z nich jest Żydowski Dom – Ha-Bajit Ha-Jehudi. Prawybory w Żydowskim Domu znajdowały się na czołówkach gazet częściej niż inne, po ostatniej, nieco kontrowersyjnej, zmianie konstytucji partii. Szef partii, Naftali Bennett, ma nadzieję rozszerzyć jej zasięg poza tradycyjną religijno-syjonistyczną bazę wsparcia, poprzez szerszy wybór kandydatów, ale starając się jednocześnie utrzymać religijno-ideologiczny charakter organizacji.

Wśród wielu nowych kandydatów do Knesetu, którzy chcą ubiegać się o miejsca z list tej nacjonalistycznej partii, znajduje się nieco zaskakująca postać: Anett Haskia, określana jako dumna syjonistka, opowiadająca się za “osiedlami” i arabska muzułmanka.

Co spowodowało, że muzułmańska Arabka, matka trojga dzieci z Galilei dołączyła właśnie do Żydowskiego Domu? W wywiadzie na wyłączność dla “Arutz Sheva”, Anett wyjaśnia, dlaczego myśli, że izraelska prawica jest lepsza dla izraelskich Arabów niż lewica, i co chciałaby zmienić, jeśli kiedykolwiek zostanie członkinią Knesetu.

“Modlitwa o cud”

Haskia ma świadomość, że w tych wyborach jej szanse na wejście do Knesetu z listy Żydowskiego Domu są stosunkowo niewielkie. Politycy, którzy chcą stanąć do walki w prawyborach, muszą być członkami partii od co najmniej dwóch i pół roku, a Haskia dopiero teraz jest w trakcie procedury wstępowania. “Ale nadal mam nadzieję, na cud chanukowy”, żartuje. Istnieje niewielka szansa, że Bennett – który w ramach nowych zasad partyjnych może wybrać według uznania, co piąte miejsce na liście – zobaczy w niej dokładnie ten rodzaj kandydata, który sięgnie po nowych wyborców, pozostając jednocześnie wiernym ideologii Żydowskiego Domu. “Jest wielu kandydatów, którzy, moim zdaniem, bardziej na to zasługują”, mówi z pokorą Haskia, ale upiera się, że może wnieść do partii coś wyjątkowego.

Ta energiczna działaczka, która urodziła się i wychowała w mieszanym, arabsko-żydowskim mieście Akka, obecnie jeździ od Galilei po południe kraju, od Tel Awiwu po Samarię, żeby Izraelczycy mogli ją poznać, zrozumieć jej motywacje i przekonania. Przyznaje, że jest to ciężka walka. “To jest coś nowego. Do tej pory nie było muzułmanina, który dołączyłby do prawicowej partii. Nie wiem, dlaczego upierają się, żeby określać ją jako ‚prawicową’. Jest tylko jedną z wielu, a jeśli chcą jej rozszerzenia, to jestem również uprawniona do kandydowania. Jestem obywatelem, Izraelką pod każdym względem, i nie ma powodu, abym nie miała kandydować”.

Rzeczywiście, Haskia jest zdeklarowaną syjonistką, której dzieci, zachęcone przez nią, zaciągnęły się ochotniczo do IDF (poza Druzami, izraelskich Arabów nie obejmuje obowiązkowa służba wojskowa). Od dawna prowadzi kampanię przeciwko ekstremizmowi izraelskiej społeczności arabskiej, opowiadając się jednocześnie za arabską integracją i za większym udziałem Arabów w społeczeństwie izraelskim. Mówi, że jest coraz więcej izraelskich Arabów, którzy podzielają jej podejście – to zjawisko, które gości okresowo na czołówkach gazet ostatnimi laty, szczególnie, choć nie wyłącznie, w odniesieniu do arabskich chrześcijan. Wielu jest również muzułmańskich Arabów, którzy wspierają państwo i służą w armii (wśród nich wielu Beduinów).

Dla Annett najważniejsze jest to, że nie czują się oni reprezentowani przez żadnego z obecnych arabskich parlamentarzystów. To ta część „arabskich głosów”, o które walczy. I dodaje, że ludzie naprawdę nie powinni być tak zaskoczeni wybraną przez nią partią. „Są Arabowie, którzy głosują na Shas (ultraortodoksyjna religijna partia polityczna – red.), więc cóż to za zaskoczenie, że popieram Bennetta?”.

„Arabscy członkowie Knesetu nas nie reprezentują”

Dlaczego jednak dołączać właśnie do Żydowskiego Domu, a nie do którejś z partii lewicowych, czy arabskich? To czuły punkt Annett Haskii, która nie podziela poglądu, że o interes społeczności arabsko-izraelskiej może dobrze dbać tylko lewica lub istniejące partie arabskie.

Zamiast tego opisuje arabską społeczność, uwięzioną pomiędzy dwoma obozami, z których każdy twierdzi, że jej najlepszy interes leży mu na sercu, a w rzeczywistości oba zainteresowane są tylko użyciem wyborców do służenia konkretnym programom.

„Przez 65 lat partie arabskie szkodziły Arabom”, uważa Haskia i podkreśla, że choć istnieje dyskryminacja – problem, który jest wysoko na jej liście priorytetów – to same partie arabskie w dużej mierze ponoszą za to winę. „Stygmatyzują nas przyjmując radykalnie antysyjonistyczną postawę, a nawet popierają terroryzm, twierdząc, że występują w imieniu całej społeczności arabskiej. Tracą większość energii i zasobów na angażowanie się w polityczny populizm, a nie zajmują się podstawowymi kwestiami, ważnymi dla wyborców, których oni jakoby reprezentują.”

W szczególności oskarża arabskich parlamentarzystów o przymknięcie oczu na to, jak Ministerstwo Edukacji skutecznie zrezygnowało z arabskiego systemu i pozostawiło program szkolny otwartym na ekstremistyczną indoktrynację młodych Arabów, aby postrzegali państwo jako wroga. „Ministerstwo Edukacji nie troszczy się o społeczność arabską. W szkołach dzieci nie wiedzą nic na temat obywatelskich praw i obowiązków. Uczą się o Nakbie, zamiast o Dniu Niepodległości!”.

Wielu jej przyjaciół myśli podobnie i choć wielu z nich niekoniecznie popiera Żydowski Dom, wspierali ją w realizowaniu ambicji politycznych. „I w końcu jest [żydowska] lewica: Partia Pracy, Meretz, itd, które przez wiele lat „rządziły” tematem społeczności arabskiej. To oni ‚najbardziej kochali’ społeczność arabską i byli tymi ‚dobrymi Żydami’”, stwierdza sarkastycznie.

Oskarża też lewicę o przewodniczenie systemowi, który bezpośrednio przyczynił się do powiększenia przepaści pomiędzy żydowskimi i arabskimi Izraelczykami. Kompromisy z terrorystami oraz cierpliwe i spokojne podejście do ekstremistów w ramach własnej społeczności, zaowocowały tym, że elementy ekstremistyczne stały się bardziej śmiałe i doszły do głosu, wprawiając w niepokój wielu żydowskich Izraelczyków i zagłuszając umiarkowane arabskie głosy, takie jak jej własny.

Zamiast tego Haskia nawołuje do zaostrzenia działań antyterrorystycznych, do uderzenia w „czarne owce”, przy jednoczesnym zajęciu się krzywdami zwykłych Arabów izraelskich. „Nie może być tak, żeby terroryści byli zamykani w więzieniach przypominających pięciogwiazdkowe hotele!”, wykrzykuje. „Albo, że ktoś wyjeżdża, aby przyłączyć się do ISIS – organizacji jeszcze bardziej morderczej niż Hamas – a następnie, po powrocie, dostaje zaledwie 22 miesiące więzienia! To oznacza, że państwo pozwala mu na to, legitymizuje jego wyjazd. Dlaczego pozwala się takim na powrót, skoro można odebrać im obywatelstwo?”

„Terroryście, który dopuści się ataku, należy zniszczyć dom?”, kontynuuje wyraźnie zirytowana i wylicza ograniczenia nałożone na wojsko pod presją ugrupowań lewicowych. „Skoro taki terrorysta idzie do więzienia i ma tam jak w pięciogwiazdkowym hotelu, siedzi na tyłku cały dzień i może finansować swoją rodzinę – studiuje, zdobywa tytuł magistra, dostaje wynagrodzenie od Autonomii Palestyńskiej, to gdzie tu jest coś złego? Może więcej ludzi powinno tak robić?”. Jej zdaniem Żydzi muszą otworzyć oczy jest coś takiego, jak prawo i porządek. „Zaostrzyć przepisy i wszystko się szybko zmieni”.

Gwałtowna reakcja lewicy

Jak na ironię, Haskia mówi, że jedyne poważne negatywne reakcje na jej zamiar przystąpienia do Żydowskiego Domu pochodzą od lewicowych partii żydowskich, a nie od jej arabskich współobywateli. Przywołuje tę gwałtowną reakcję jako dowód, że lewicowcy są zainteresowani dawaniem wolności wypowiedzi Arabom tylko wtedy, gdy odpowiada to ich własnemu ideologicznemu programowi.

„Jeden z nich powiedział mi: ‘Jeżeli Bennett dojdzie do władzy, pierwsza znajdziesz się w komorze gazowej!’ Czy jest coś bardziej obrzydliwego? I ten, który mi to powiedział, był Żydem – taka jest lewica. Dlaczego nie mogę wybrać? Nigdy nie uścisnęłam dłoni Abbasowi, więc mnie atakują. Więc odpowiedziałam mu tak: Wy na lewicy nie troszczycie się o Arabów – troszczycie się tylko o siebie! Boicie się, że będzie inna alternatywa, bardziej religijne państwo albo cokolwiek innego… Ale proszę, przestańcie nas wykorzystywać!’”. Jej zdaniem, gdyby nie było lewicy, nie byłoby tego dyskursu, i wszyscy mogliby nie tylko współistnieć, ale nawet żyć w pokoju. „Pamiętam, że kiedy dorastałam, mówili nam, że Likud jest rasistowski, że chce zabijania Arabów. I co się wtedy stało? Likud zaczął przyjmować Arabów i ma arabskich parlamentarzystów, i to piętno odeszło w niepamięć. Nie ma powodu, dla którego nie miałabym przystąpić do partii Benetta. To nie jest partia, która namawia do pozbycia się wszystkich Arabów. Chcę zmienić ten sposób myślenia”.

Kolejne wyobrażenie, które chce zmienić, jest dość powszechne nie tylko w Izraelu, ale i na całym świecie – to sposób postrzegania żydowskich mieszkańców Judei i Samarii. „Jeśli chodzi o tak zwanych osadników – są to ludzie z całego kraju, którzy mieszkają w Judei i Samarii i tworzą ludzką linię obrony. Ryzykują swoje życie, żeby bronić granic państwa, chronić nasze tyły, bo bez nich terroryści stanęliby pod naszymi drzwiami. Nie chcę kolejnego wycofywania z osiedli, więc popieram osadnictwo. I jestem z tego dumna”.

Czy kiedykolwiek myślała o założeniu alternatywnej arabskiej partii? „To moje marzenie”, odpowiada ze smutkiem. „Dajcie mi pieniądze, a zrobię to jeszcze dzisiaj – mówię poważnie. Dużo osób do mnie pisze. Czy wiesz, ilu Arabów chce, żebym założyła partię? Niekoniecznie chcą głosować na Bennetta, a jednocześnie nie znoszą arabskich parlamentarzystów. I nie podoba im się, że nie mogę ich reprezentować”

Ale Anett Haskia nie jest łatwo zniechęcić, bo wierzy, że przez przyłączenie się do wiernej syjonistycznym ideałom partii, która ma być jedną z największych w Knesecie, może wprowadzić w życie prawdziwe zmiany, zarówno dla Żydów jak i dla Arabów. „Możemy żyć razem, z godnością – to łatwiejsze niż się wydaje” – mówi.

Tłumaczenie Xsara
Źródło: www.jerusalemchannel.tv
FB: www.facebook.com

*Artykuł ukazał się w grudniu 2014r.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze