Afganistan: bardzo złe skutki „dobrej wojny” Obamy

image001
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

W dyskusji na temat tego, co pozostawił po sobie prezydent Barack Obama, nie można pominąć jego polityki związanej z Afganistanem.

Za jego kadencji systematycznie pogarszały się warunki bezpieczeństwa, gdzie straty wśród Afgańczyków osiągnęły rekordowe pułapy, a liczba ofiar wśród amerykańskich żołnierzy dramatycznie wzrosła.

Wojna Obamy w Afganistanie pozostawała w cieniu działalności Państwa Islamskiego, które zdobywało coraz większe terytoria w Iraku i w Syrii, nawet po utworzeniu osobnej jednostki ISIS w Afganistanie.

Nie można też ocenić dziedzictwa Obamy w Afganistanie bez uwzględnienia tego, w jakim stanie kraj ten pozostawił George W. Bush. Prezydent Bush był doskonale świadomy tego, że pozostawił Afganistan w sytuacji pełnej wyzwań. W swoich wspomnieniach pt. „Decision Points” (Decydujące punkty), były prezydent przyznał, że Afganistan pozostał dla niego „niedokończonym biznesem”, dodając, że wysiłek mający na celu przekształcenie tego kraju w stabilną demokrację „okazał się bardziej beznadziejny, niż przypuszczał”. Niemniej jednak wojna znalazła następcę, który zechciał zaangażować w ten wysiłek jeszcze więcej czasu i zasobów, w tym kapitał ludzki.

„Walka z Al-Kaidą i talibami będzie dla mnie, jako prezydenta, najwyższym priorytetem. Musimy wygrać tę wojnę” – zadeklarował Obama w kampanii prezydenckiej w 2008 r. Ówczesny kandydat na prezydenta przyrzekł również odwrócić losy „dobrej wojny” i wycofać z niej wszystkich amerykańskich żołnierzy.

Osiem lat później, zgodnie z danymi Pentagonu, liczba ofiar śmiertelnych wśród Amerykanów wzrosła czterokrotnie, z 558 za Busha, do 2247 do końca kadencji Obamy. W czasie rządów tego ostatniego zginęło więc 1689 amerykańskich żołnierzy, co stanowi 75 procent wszystkich ofiar wśród Amerykanów od początku wojny w październiku 2001 r. Liczba rannych Amerykanów wzrosła siedmiokrotnie, z 2702 za Busha, do 20 237 do chwili obecnej. Oznacza to, że liczba rannych za kadencji Obamy (17 535) wynosi 90 procent w skali całej, trwającej już 15 lat wojny w Afganistanie.

image003
Obama przemawia do żołnierzy w bazie Bagram

Kiedy tylko Obama wprowadził swoją strategię, skala przemocy w 2009 r. znacząco wzrosła, osiągając szczyt w roku 2010, najbardziej krwawym dla wojsk amerykańskich w Afganistanie (497 ofiar). (…)

W trakcie rządów Obamy szczyt osiągnęła również liczba żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Afganistanie. W 2010 r. kontyngent USA liczył 100 000 osób.

Wojskowi i analitycy poddają krytyce również przyjęty w tym czasie sposób działania. Główny dowódca wojsk Stanów Zjednoczonych i NATO wskazywał, że po zakończeniu misji bojowej, 31 grudnia 2014 r, siły amerykańskie walczące z talibańskimi dżihadystami żeby móc zaatakować musiały najpierw dać się ostrzelać. Wojska amerykańskie nie mogły otwierać ognia tylko z tego powodu, że przeciwnik należał do talibów, i to w sytuacji, gdy rozszerzali oni kontrolowany przez siebie obszar kraju.

Talibowie kontrolują obecnie największą część Afganistanu od czasu amerykańskiej interwencji wojskowej w 2001 r., gdy zostali odsunięci od władzy. Według Departamentu Stanu, w 2015 roku, kiedy to Obama ogłosił koniec amerykańskiej misji wojskowej, talibowie dokonali największej liczby ataków terrorystycznych (1093) na świecie, wyprzedzając rywali, dżihadystów z ISIS.

Po deklaracji Obamy o zakończeniu misji bojowej, amerykańskie i afgańskie wojska wciąż były wciągane do walki przez nieustępliwych talibów. Choć wiele można powiedzieć o brakach w umiejętnościach Narodowych Sił Obrony i Bezpieczeństwa (ANDSF), złożonych z jednostek policyjnych i wojskowych, nie można zarzucić Afgańczykom braku chęci do obrony własnego kraju. W kolejnych latach ginęło więcej afgańskich żołnierzy niż wszystkich Amerykanów w trakcie całej wojny.

Poza kapitałem ludzkim, strategia Obamy zaangażowała w wojnę ogromne środki finansowe przeznaczone na odbudowę objętego wojną kraju. Wyłożono na ten cel ponad 115 miliardów dolarów. Wyznaczony przez Kongres Specjalny Inspektor Generalny ds. Odbudowy Afganistanu (SIGAR) odkrył, że za kadencji Busha i Obamy część tych pieniędzy płynęła do talibów. Zdaniem inspektora, polityka rządu USA związana z funduszami odbudowy doprowadziła do szerzenia się w Afganistanie korupcji i wspomagała ugrupowania terrorystyczne biorące na cel amerykańskich żołnierzy.

Za kadencji Obamy upadła walka z nielegalną uprawą i produkcją narkotyków na bazie opium, lukratywnego źródła finansowania talibów. Zdaniem DEA (agencji rządowej do walki z narkotykami), Afganistan wciąż pozostaje głównym światowym producentem opium i jego pochodnych, takich jak heroina, z których przynajmniej niewielka część przyczynia się do rosnącej opiatowej epidemii w Stanach Zjednoczonych.

Po objęciu stanowiska Obama zwiększył amerykańską obecność wojskową w tym kraju oraz liczbę prowadzonych tam operacji. Jednakże podczas różnych wystąpień i konferencji prasowych z udziałem prezydenta niewiele mówił on na temat tej wojny.

W mowie pożegnalnej do sił zbrojnych Obama chwalił się zmniejszeniem liczby żołnierzy w Afganistanie. Kilka dni później w mediach pojawiły się jednak doniesienia, że ustępujący prezydent zdecydował się wysłać 300 dodatkowych marines do nieprzewidywalnego i bogatego w opium regionu Helmand, historycznej twierdzy talibów i Al-Kaidy.

Pomimo deklaracji wycofania wszystkich amerykańskich sił z Afganistanu przed upływem swojej kadencji, Obama w ubiegłym roku zdecydował się zmienić kurs i utrzymać liczbę 8400 żołnierzy przez 2017 rok.

Edwin Mora

Oprac. Bohun, na podst. http://www.breitbart.com/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze