7/7 czy 24/7/365?

image001
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

image001Madryt, 3.11.2004

Jan Wójcik

Wczoraj minęła dekada od zamachów w Londynie. 7/7 to kolejna data na liście zamachów terrorystycznych, które zostaną w pamięci, tak jak 9/11 w Nowym Jorku czy 3/11 w Madrycie.

Niestety nie są one już takie wyjątkowe. Dochodzą kolejne daty. Przede wszystkim na Bliskim Wschodzie i w Afryce, ale także i w Europie. Praktycznie, jeżeli chcielibyśmy o tych wszystkich zamachach pamiętać, to zapełniłyby cały kalendarz.

Działania terrorystów islamskich nie mają więc charakteru incydentalnego. Trwa wojna w różnych rejonach świata, wypowiedziana przez islamskich fundamentalistów w celu narzucenia islamskich rządów, islamskiego prawa i religii. Jedni walczą na froncie, inni prześladują mniejszości i dokonują czystek, inni przygotowują zamachy na dokładnie określone cele, jak miało to miejsce w Paryżu i Kopenhadze w tym roku; jeszcze inni na oślep strzelają do turystów. Terroryści podróżują z Europy w rejony konfliktu, a także i do Europy – ukrywając się wśród uchodźców, jak informują europejskie służby.

To są działania zbrojne, ale na całym kontynencie trwa też aktywność organizacji związanych z islamem politycznym, których cel końcowy nie jest zasadniczo różny od wyżej wymienionych celów dżihadystów. Podobnie jak tamci, islamiści zgadzają się z drastycznymi przepisami szariackiego kodeksu karnego i podobnie jak oni widzą prawa zesłane przez Boga jako ważniejsze od tych stanowionych przez ludzi.

I jeśli do zwalczania terroryzmu mamy jakieś narzędzia, to wobec tej drugiej sytuacji Europa pozostaje bezradna. Pod płaszczykiem wolności religijnej islamiści starają się uzyskać jak największą przestrzeń dla islamu, a oponentów zepchnąć do narożnika „rasizmu” czy „islamofobii”. Jednocześnie wydają i promują dokładnie tych samych ideologów, którzy dali podwaliny współczesnemu dżihadyzmowi. Czy sytuacja jest więc beznadziejna?

Doświadczenie pokazuje, że od wielkich i głośnych akcji ważniejsza jest konsekwencja. Nawet na naszym polskim gruncie, dalekim od głównego nurtu wydarzeń, coraz więcej się udaje. Nawet jeżeli premier Kopacz zdecyduje się przyjąć część imigrantów z krajów muzułmańskich, to Komisji Europejskiej nie udało się narzucić nam stałego przydziału. Wahhabicki meczet na Ochocie, przeciwko któremu protestowaliśmy, został otwarty po cichu, bez udziału przedstawicieli władz państwowych czy lokalnych. Ludzie mają też coraz większą świadomość tego, co się naprawdę wydarza i próby wciskania im przysłowiowego kitu przez dziennikarzy od razu spotykają się z burzą komentarzy pod artykułami.

Czy Polska będzie miała swoją datę w kalendarzu islamskiego terroru? Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że w końcu kiedyś tak może się stać, nawet jeżeli nasze służby starają się jak najlepiej wypełniać swoją misję. Na razie jednak brytyjskie Foreign Office uważa nas za jeden z najbezpieczniejszych krajów w Europie. I oby tak pozostało.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze