Zachodnie uniwersytety w kleszczach islamistycznej kontroli

1
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Denis MacEoin

Zagrożeniem dla cywilizacji Zachodu jest jego współudział w szybkim i jak na razie niepowstrzymanym wzroście islamistycznej kontroli nad całymi wydziałami i ośrodkami w rosnącej liczbie uniwersytetów Europy i Stanów Zjednoczonych.

Artykuł na ten temat, autorstwa Denisa MacEoina z Gatestone Institute, publikujemy ze skrótami.

* * *
(…) Współczesny świat zachodni jest produktem okresu, który stworzył największe osiągnięcia w historii ludzkości, Oświecenia. Od tamtych czasów możemy datować początki najważniejszych zalet naszego współczesnego świata. To właśnie te zalety, pomimo wielu błogosławieństw, które za sobą przyniosły i ich roli jako fundamentu spójnych społeczeństw, są wyśmiewane i często atakowane przez świat islamski, ale również przez siły na Zachodzie.

Bez trudu można je wymienić, są to: liberalna demokracja, prawa człowieka, tolerancja religijna, instrumenty międzynarodowe służące do zarządzania konfliktami, prawa kobiet, prawa mniejszości wszelkiego rodzaju, ustawodawstwo wywodzące się z debaty politycznej, wstręt do tyranii, wolność myśli, przekonań i wypowiedzi, krytycznych dociekań, wolność prasy i innych mediów, sekularyzacja, która pozwala na swobodę praktyk religijnych i zapewnia bezpieczeństwo autorom odmiennych poglądów.

Spośród tych błogosławieństw najważniejsze wydają się te ostatnie: wolność myśli, przekonań i wypowiedzi, i reszta wolności wymienionych powyżej.

Jest jeszcze jedno błogosławieństwo, ściśle z nimi związane: wolność akademicka. W XVIII wieku zapoczątkowano wyzwalanie uniwersytetów od ograniczeń nakładanych na uczonych przez królów i kościół, od cenzury stosowanej w celu utrzymania status quo, od blokowania postępu naukowego poprzez odwołanie się do Pisma, czy od siły duchowieństwa lub po prostu od tradycjonalizmu [1] i wszystkich innych sił obskurantyzmu. (…) Swobodom akademickim zawdzięczamy więcej niż możemy sobie wyobrazić: temu że nauczyciel akademicki czy naukowiec nie może podlegać cenzurze, być odwołany czy finansowo zniszczony za wyrażanie swoich opinii; [2] temu że publikacje, książki, monografie lub całe czasopisma naukowe, mogą zawierać krytyczne, a nawet kontrowersyjne treści, i że sama polemika daleka jest od bycia przeszkodą w poszukiwaniu prawdy, za to jest istotnym mechanizmem poszukiwań.
Proces ten nie zakorzenił się w świecie islamskim, gdzie racjonalność została wcześnie odrzucona z dyskursu publicznego i naukowego na rzecz wiary. [3] Począwszy od wewnętrznego sporu pomiędzy racjonalistami i teologami z inklinacjami fundamentalistycznymi, możliwość dosyć otwartych dociekań została zablokowana, kiedy powstały dogmaty o objawieniu, doskonałości i nieomylności Koranu. Dociekania były zagrożeniem dla wiary; było bezpieczniej unikać ognia piekielnego akceptując wszystkie aspekty świętej księgi, bez tych wszystkich „czemu?” i „dlaczego?”.

Doktryna nieomylności i zagrożeń związanych z rozumem została ogłoszona przez najważniejszego myśliciela w historii islamu, Abu Hamida Al-Ghazaliego (1058-1111). Według tej doktryny, Bóg działa w każdej chwili w każdym atomie, niszcząc i tworząc zgodnie ze swoją wolą, tak, że nie da się przewidzieć, co stanie się w danej chwili – co wyklucza potrzebę lub wartość racjonalnych dociekań. Wniosek ten jest odpowiedzialny za fatalizm, który wyklucza jakąkolwiek odpowiedzialność ludzką za najmniej czyn lub wykonywanie własnej woli. Skrajne współczesne przedstawienie tego anty-racjonalizmu można znaleźć w słowach Mukhtara Mukhtara, przywódcy egipskiej organizacji terrorystycznej Al-Gama’a al-Islamija, skierowanych do reformatorskiego muzułmanina, Tawfika Hamida: „W drodze do (meczetu) Muchtar podkreślił zasadnicze znaczenie pojęcia al-fikr kufr w islamie, idei, że sam akt myślenia (fikr) sprawia, że człowiek staje się niewiernym”.(…)

Rośnie zagrożenie dla zachodniego przywództwa na całym świecie. Zagrożeniem nie jest terroryzm islamski (pomimo tego, że jest to realna i rosnąca groźba, zwłaszcza w Europie, ale w coraz większym stopniu również w USA). Zagrożeniem nie jest rosnąca muzułmańska liczebność w naszej populacji (chociaż zbiera żniwo również w Europie). Zagrożeniem nie jest nawet wzrost wpływów islamu na całym świecie. To oczywiście są prawdziwe problemy; zachodni przywódcy do tej pory nie reagują odpowiednio na zagrożenia, które one prezentują.

Występujące tu niebezpieczeństwo przyćmiewa wszystkie inne: to zagrożenie dla samych wartości oświeceniowych. Jeśli nie zostanie ono ograniczone, może zapoczątkować porzucenie  wolności intelektualnych, na których opierają się wszystkie inne nasze wolności. Zagrożeniem jest nasz współudział w szybkim i jak na razie niemożliwym do zatrzymania wzroście bezpośredniej islamskiej (w rzeczywiście islamistycznej) kontroli nad całymi wydziałami i ośrodkami w rosnącej liczbie zachodnich uniwersytetów Europy i Stanów Zjednoczonych. I jest nim wkraczanie cenzury – i odpowiedzialności karnej – w wolności słowa w Europie i USA. Mieszczą się w tym zarówno taktyki zastraszania na kampusach uniwersyteckich (i, najwyraźniej, poza nimi), uciszanie ludzi o odmiennej opinii, jak i wydanie w dniu 31 maja 2016 roku przez Komisję Europejską „kodeksu postępowania”, teoretycznie po to, by wyeliminować „mowę nienawiści” w internecie, ale w praktyce oznacza to, że uciszani są ci, którzy cytują „mowę nienawiści” lub wskazują na niebezpieczeństwa, żeby ostrzec przed nimi innych.

Czy garstka darowizn od rządów muzułmańskich dla wielu europejskich i amerykańskich uniwersytetów zasługuje na cały artykuł, który rozpoczyna się od stwierdzenia, że zagrożona jest zachodnia cywilizacja? W rzeczywistości skala dotacji daleko wykracza poza „garstkę”, uczelnie, których to dotyczy, są jednymi z najlepszych na świecie, sumy, które wchodzą w rachubę, to setki miliardów dolarów, a cele islamskiego finansowania są, w przeważającej części, bardzo konkretne i stanowią część wyraźnego programu.

Jakieś pieniądze być może są przekazywane dla szkół biznesu lub wydziałów nauk ścisłych, ale większość idzie na wspieranie lub tworzenie dużych wydziałów i ośrodków akademickich badania Bliskiego Wschodu, islamu lub studiów arabskich. Jest w tym pozorna logika – czy niesamowicie bogate kraje muzułmańskie nie mają prawa do promowania badań nad swoimi społeczeństwami, historią i religią, tworząc w ten sposób korpus doświadczonych ludzi z wymaganymi umiejętnościami językowymi i dokładną znajomością przedmiotów, które najpierw badają, a następnie ich nauczają, albo na temat których doradzają rządom, pracują w tych dziedzinach w administracji publicznej, ONZ, lub międzynarodowych organizacjach pozarządowych, jako członkowie think tanków, eksperci, analitycy mediów publicznych, a może i politycy? (…)

Oczywistej krytyce musi tu jednak podlegać ogromna skala operacji, w takim sensie, że fundamentalistyczne muzułmańskie kraje, takie jak Arabia Saudyjska i Katar, mają obecnie  ogromny wpływ na sposób, w jaki studia nad islamem i studia bliskowschodnie prowadzone są na wiodących zachodnich uniwersytetach. Nawet dość bogate uniwersytety, takie jak Harvard i Oxford borykają się z trudnościami finansowymi. (…) Uniwersytety zareagowały na trudności finansowe na wiele sposobów. Jednym z nich było przyjmowanie coraz większej liczby studentów z zagranicy, w tym niezwykle wielu z krajów islamskich. ICEF Monitor donosi:

„Na początku w 2005 roku, było nieco ponad 3 tysiące studentów saudyjskich w Stanach Zjednoczonych, kraju, który był głównym celem dla studentów finansowanych przez KASP (King Abdullah Scholarship Program); można zaobserwować, że zapisy saudyjskich studentów zwiększyły się do prawie 60 tysięcy w roku akademickim 2014/2015 (wzrost o prawie 2000% w ciągu ostatnich dziesięciu lat). W ciągu ostatnich pięciu lat z rzędu Arabia Saudyjska jest czwartym co do wielkości krajem wysyłającym studentów do USA”. Wielu studentów saudyjskich przyjeżdża również do Kanady i Wielkiej Brytanii.

Drugą odpowiedzią niewielkiej liczby uczelni było otwarcie swoich filii w innych krajach, w tym kilku w Zatoce, na przykład: UCL (University College London), Uniwersytet Heriot-Watt (Heriot-Watt University), Uniwersytet Nowojorski (New York University) i irlandzki Royal College of Surgeons uruchomiły programy w Katarze, Dubaju, Abu Zabi i Bahrajnie. Nic dziwnego, że kampusy te są poddawane zewnętrznej kontroli. Według profesora Stephena F. Eisenmana z Uniwersytetu Północno-Zachodniego (Northwestern University), (który ma oddział w Katarze): „Etyka towarzysząca tworzeniu kampusów w autorytarnym kraju jest niejasna, zwłaszcza, gdy hamowana jest tam wolność wypowiedzi i zaliczane są do sojuszników przez opresyjne reżimy lub ugrupowania”.

Bez porównania ważniejszy jest jednak wpływ na badania świata islamskiego na zachodnich uniwersytetach. Zaczynając od Wielkiej Brytanii, Arab News donosi:

„Przez ostatnie dziesięciolecie Arabia Saudyjska była największym źródłem dotacji z krajów islamskich i pochodzących od rodzin królewskich dla brytyjskich uniwersytetów, a wiele z tych środków jest poświęcanych badaniu islamu, Bliskiego Wschodu i literatury arabskiej. Duża część z tych pieniędzy poszła na utworzenie islamskich ośrodków badawczych. W 2008 roku książę Alwaleed bin Talal ofiarował w tym celu po 8 mln funtów uniwersytetom w Cambridge i Edynburgu. Oxford był największym brytyjskim beneficjentem saudyjskiego wsparcia. W 2005 roku książę Sultan, nieżyjący następca tronu, przekazał 2 mln funtów Muzeum Ashmolean. W 2001 roku Fundacja Króla Abdula Aziza dała milion funtów na  Middle East Center. 75 mln funtów wsparcia na oksfordzkie Islamic Studies Center pochodziło z 12 krajów muzułmańskich. Władca Omanu, Sultan Qaboos bin Said, dał 3,1 mln funtów Cambridge, żeby ufundować dwie katedry, w tym katedrę języka arabskiego. Władca Szardży, szejk Sultan bin Mohammed Al-Qassimi, wsparł centrum studiów islamskich w Exeter kwotą ponad 5 mln funtów od 2001 r. Trinity Saint David, część Uniwersytetu Walijskiego, otrzymała datki od władcy Abu Dhabi, szejka Khalifa bin Zayeda Al-Nahyana”.(…)

Historia saudyjskich dotacji dla Stanów Zjednoczonych sięga 1976 roku, kiedy to Rijad przekazał milion dolarów na University of Southern California.(…) Do teraz Rijad wydał sto miliardów dolarów na rozprzestrzenianie wahabizmu, najbardziej antysemickiej i ekstremistycznej wersji islamu.

Na czele listy „beneficjentów” jest Harvard, z około 30 mln dolarów. Ten klejnot w koronie Ivy League (osiem prestiżowych uniwersytetów we wschodniej części USA), otrzymał 20 mln dolarów tylko w 2005 roku. 20 mln dolarów zostało przekazanych na Centrum Studiów Bliskowschodnich na Uniwersytecie w Arkansas; 5 mln na Centrum Studiów Bliskowschodnich w Berkeley; 11 mln na Uniwersytet Cornell w stanie Nowy Jork i pół miliona na Uniwersytet Teksasu (siódmy co do wielkości w USA); 1 milion dolarów na Princeton; 5 milionów dolarów na Uniwersytet Rutgers. (…)

Stypendia i programy studiów są ulubioną bronią islamistycznych reżimów w celu wpływania na szkoły wyższe na Zachodzie oraz ograniczanie ich wolności. Osiem uczelni, w tym Oxford i Cambridge, przyjęły ponad 233,5 mln funtów z Arabii Saudyjskiej i innych muzułmańskich źródeł od 1995 roku. Oznacza to, że jest to największe zewnętrzne źródło finansowania brytyjskich uniwersytetów. Uniwersytety, które przyjęły datki od saudyjskich monarchii i z innych arabskich źródeł to m.in. Oxford, Cambridge, Durham, UCL (University College London), LSE (London School of Economics), Exeter, Dundee i City.

CYTAT

W 2009 roku Robin Simcox, w tamtym czasie pracownik naukowy Centrum Spójności Społecznej, w badaniu nad finansowaniem strategicznie ważnych przedmiotów na brytyjskich uniwersytetach dostarczył szczegółowych tabel i szczegółowych komentarzy dotyczących finansowania studiów nad językiem arabskim i islamem. Raport „Poziom oddziaływania” [4] jest przeglądem sytuacji na jedenastu uczelniach, w tym kilku, na których działają największe centra studiów nad islamem i Bliskim Wschodem, takim jak Oxford (22 wpisy), Cambridge, London School of Oriental Studies and African Studies, Edynburg, Durham i Exeter. Pisząc o bogato obdarowanym Centrum Bliskiego Wschodu (MEC) w Oksfordzie, autor zauważa, że:

„MEC otrzymał znaczne sumy ze źródeł znajdujących się na Bliskim Wschodzie. Sposób, w jaki te pieniądze zostały wykorzystane, oznacza, że istnieje wyraźne ryzyko, że darczyńcy będą dążyć do wywierania wpływu na wyniki pracy i działalność MEC.(…) W wielu przypadkach Oxford świadomie przyjmował pieniądze od niedemokratycznych państw, w których prawa człowieka nie są respektowane. Kilka umów zawartych pomiędzy MEC i darczyńcami wydaje się wskazywać na to, że starali się oni wywierać wpływ na wyniki pracy i działalność centrum”. [5]

O Cambridge Simcox pisze:

„Uniwersytet Cambridge jest przykładem tego, jak finansowanie miało znaczący wpływ na sposób, prowadzenia uczelni. Do ostatnich darowizn zostały dołączone warunki, które mogłyby doprowadzić do uzyskania przez ofiarodawców nadzoru poprzez akademickie komitety zarządzające. Podczas gdy zasadnicze intencje darczyńców wydają się godne, można odnieść wrażenie, że został ustanowiony precedens – bogaci darczyńcy mogą mieć wpływ na funkcjonowanie niezależnej instytucji naukowej”. [6]

Do czego doprowadzi najbardziej szanowane instytucje nauczania ten bezprecedensowy wpływ krajów i jednostek o niskich wymaganiach w stosunku do wolności akademickiej? Istnieją pewne zalety. Pieniądze mogą pozwolić prawdziwym uczonym wykładać lub przeprowadzać cenne badania, uczyć języków takich jak arabski, perski, turecki, kurdyjski lub urdu (choć oczywiście nie hebrajski) oraz organizować otwarte konferencje dla szerokiej gamy współpracowników. Wszystko to jest dobre pod warunkiem, że akademicy będą unikali kontrowersji i tematów, które denerwują darczyńców. W rzeczywistości zagraża to wolności akademickiej.

Wielu nie potrafi lub nie chce zrozumieć, że subwencje – w szczególności z Arabii Saudyjskiej i Kataru – są częścią znacznie szerszego wzorca. Saudyjczycy od dziesięcioleci przekazują setki miliardów dolarów na propagowanie ich purytańskiej formy islamu, wahhabizmu, na całym świecie; budują setki meczetów, szkół, bibliotek i ośrodków islamskich i wysyłają strumień twardogłowych kaznodziejów przeszkolonych w ich seminariach i na islamskich uniwersytetach, żeby głosili swoje przesłanie dla muzułmanów na całym świecie, tworzyli i finansowali misyjne instytucje islamskie, rekrutowali młodych muzułmanów dla skrajnej postaci ich wiary – wszystko to ma na celu ustanowienie państwa saudyjskiego jako kluczowego gracza w świecie islamu i lidera w rozprzestrzenianiu islamu na Zachodzie.

Głębokie kieszenie badań naukowych w Europie i Ameryce Północnej są zszyte mocno z kieszeniami tych, którzy finansują pracę misyjną i narzucają najbardziej fundamentalistyczną formę wiary islamskiej.

Innym sposobem patrzenia na to jest fakt, że na początku tego roku, Wielki Mufti Arabii Saudyjskiej, szejk Abd al-Aziz bin-Abdullah al-Szejk, wydał fatwę zakazującą muzułmanom gry w szachy. I nie jest pierwszym, który to zrobił. Uzasadnił zakaz mówiąc: „Gra w szachy jest stratą czasu i okazją do nadmiernych wydatków. Powoduje wrogość i nienawiść pomiędzy ludźmi”. 3 lutego 2016 roku, młody saudyjski duchowny, szejk al-Sa’ad al-Atiq, pojawił się w programie tłumaczącym fatwy w telewizji al-Ahwaz, i stwierdził, że jeśli ludzie publikują zdjęcia w serwisach społecznościowych, ktoś może je skopiować i zastosować na nich czary, co spowoduje, że osoby na zdjęciach zachorują na raka i inne choroby. Mówił także, że zna wiele takich przypadków. W ciągu ostatnich kilku lat, kilka osób zostało ściętych w Arabii Saudyjskiej pod zarzutem czarów i magii.

W maju 2016 roku inny saudyjski szejk, Salih bin Fawzan Al Fawzan, członek Rady Wyższych Uczonych Arabii Saudyjskiej, powiedział, że „robienie zdjęć jest zabronione, jeśli nie jest niezbędne – ale nie z kotami, nie z psami, nie z wilkami, ani z niczym”. To, oczywiście jest bezpośrednio powiązane ze starożytnym zakazem tworzenia wizerunków istot żywych, który miał tak znaczący wpływ na sztukę islamską. Nietrudno zauważyć, że jeżeli odzwierciedla to poziom nauki w Arabii Saudyjskiej, ich motywy finansowania badań naukowych na zachodnich uniwersytetach nie mogą być tak szlachetne, jak niektórzy chcieliby wierzyć.

Saudyjska niechęć do krytycznego, racjonalnego i świeckiego nauczania jest z pewnością ostrzeżeniem. Więcej niż jeden saudyjski szejk, w tym osławiony Wielki Mufti Bin Baz, deklarowali, że Ziemia jest nieruchoma, a Słońce kręci się wokół niej. Niektórzy z nich nadal to robią. Oczywiście lepiej wykształceni Saudyjczycy uważają to za śmieszne; ale fatwa, która o tym mówi, stała się podstawą intensywnej debaty wśród bardzo wierzących.

Kiedy zachodnia nauka narusza wrażliwość Saudyjczyków, Katarczyków, Kuwejtczyków, Bahrajnczyków, szlaban idzie w dół. Naukowcom odmawia się wiz na udział w konferencjach, krytyka państw Zatoki staje się bardziej stonowana, debata zostaje przesunięta poza monarchie Zatoki; w porównaniu do badań nad innymi arabskimi regionami, surowa analiza krytyczna problemów w Zatoce, takich jak reformy polityczne, prawa człowieka i tłumienie protestów jest w dużej mierze wykluczona.

Według Kristiana Coatesa Ulrichsena z Instytutu Bakera na Uniwersytecie Rice: „Prawie każdy ośrodek studiów bliskowschodnich w Wielkiej Brytanii jest związany w jakiś sposób ze sponsorem z Zatoki. Tworzy to dylematy, zwłaszcza w ciągu ostatnich kilku lat, ponieważ próg tolerancji własnej dla mających odmienne zdanie się obniżył”.

Jednym z tych „dylematów” jest wpływ wykładowców w Stanach Zjednoczonych na podatnych na wypływy studentów, którzy organizują Israel Apartheid Weeks. Studenci przyłączają się do różnorodnych antysemickich demonstrantów, potępiają Izrael za wszystko na świecie i zastraszają żydowskich i syjonistycznych kolegów, ale nigdy nie otrzymują żadnych historycznych, prawnych, czy politycznych faktów od swoich równie stronniczych nauczycieli uniwersyteckich. Campus Watch, organizacja amerykańska, bacznie śledzi tego rodzaju nadużycia poprzez wskazywanie wykładowców i naukowców, którzy wykraczają daleko poza granice zrównoważonego dyskursu akademickiego, żeby wprowadzać w błąd, indoktrynować i uprawomocniać studentów ekstremistów. Ujawnia profesorów, którzy wyolbrzymiają problem islamofobii lub którzy oferują wsparcie dla organizacji terrorystycznych, takich jak Hamas.(…)

Najdobitniejszym dowodem na to, że sponsorom z Zatoki nie można powierzać wsparcia zachodnich studiów nad islamem i Bliskim Wschodem, jest jeden z pierwszych przypadków saudyjskich inwestycji w tej dziedzinie. W 1981 roku Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego Arabii Saudyjskiej zapłaciło za etat wykładowcy na Uniwersytecie w Newcastle w Wielkiej Brytanii, który miał uczyć języka arabskiego i przedmiotu studia nad islamem na Wydziale Religioznawstwa.[7] Wyznaczona osoba, brytyjski wykładowca nie będący muzułmaninem, z solidnym zapleczem badawczym, wprowadził ambitny zakres tematów mający na celu przekazanie studentom szerokiego tła islamskiej historii i doktryny. Pięć lat później fundusze na jego stanowisko nagle się skończyły. Powodem było to, że zawarł w swoich kursach wykłady o sufizmie i szyizmie – temat istotny dla każdego badacza islamu, ale dla wahabitów oba te odłamy islamu są anatemą.

To było wystarczająco złe – nauczyciele akademiccy z Centrum Studiów Bliskowschodnich i Islamu na sąsiednim Uniwersytecie w Durham podnieśli wrzawę, potępiając saudyjskie działania i podane przyczyny – ale Saudyjczycy posunęli się dalej. Mianowali bez konsultacji z zarządem uniwersytetu saudyjskiego wykładowcę bez jakichkolwiek kwalifikacji w dziedzinie Studiów Islamskich. Wydział i uniwersytet, chcąc otrzymywać więcej pieniędzy pozwoliły, żeby ten amator prowadził zajęcia i egzaminował studentów przez kilka kolejnych lat, po których zrezygnowano z tego stanowiska.

Jest to jeden z najbardziej niezwykłych przypadków w najnowszej akademickiej historii –  zwolnienie i powołanie na stanowisko oparte wyłącznie na doktrynie religijnej. Ale miało to swój pożądany skutek. Przypadek ten otworzył oczy innym pracownikom naukowym z tej dziedziny, zarówno otrzymującym jak i mającym nadzieję na otrzymywanie saudyjskiego finansowania: istnieją tematy od których należy trzymać się z daleka, jeśli się chce zachować stanowisko. (…)

Fundamentalistyczny islam, wspierany przez ogromne pieniądze, zafałszowuje nasze najdroższe wartości oświecenia. W maju tego roku, Organizacja Współpracy Islamskiej (OIC), muzułmańska organizacja powiązana z ONZ, zakazała jedenastu organizacjom gejów i transseksualistów udziału w konferencji ONZ w sprawie badań nad zakończeniem epidemii AIDS. Należy założyć, że prawdziwym powodem była tu głęboko zakorzeniona w świecie muzułmańskim homofobia. Potencjalnie ratujący życie postęp medyczny został zablokowany, ponieważ islam zakazuje homoseksualizmu (Koran: 77: 80-84).

Nie możemy tak dalej żyć. Nie możemy pozwolić twardogłowym fanatykom muzułmańskim i krajom muzułmańskim na wypychanie ich braci o reformatorskich poglądach i na deptanie naszych najbardziej podstawowych wolności. Bez przykładu i standardów ustanowionych przez państwa zachodnie sam świat muzułmański doprowadzi się do jeszcze większego upadku, a to spowoduje wszędzie wzrost przemocy.

Jeśli jesteśmy to winni sobie, żeby oprzeć się temu atakowi na nasze wartości, jesteśmy również winni światu muzułmańskiemu ochronę przed jego własnym oporem i strachem przed zmianami.

………………………………………………………………………………………………………………….

[1] Proces opisany szczegółowo przez Thomasa Kuhna w jego arcydziele Struktura rewolucji naukowych (The Structure of Scientific Revolutions), w 50-tą rocznicę wydania, U. of Chicago Press, 2012.

[2] Niepokojącym niedawnym przykładem muzułmańskiego wykładowcy, który stracił swoje stanowisko za rozsądną interpretację islamu, jest sprawa profesora Mouhanada Khorchida, który był profesorem islamskiej pedagogiki na Uniwersytecie w Münster. W 2013 roku opublikował studium liberalnego islamu, którym zajęła się największa niemiecka organizacja muzułmańska i potępiła jako „odrzucenie nauki klasycznego islamu” i „obrazę muzułmańskiej tożsamości”. Za to został odwołany ze swojego stanowiska na uniwersytecie. Zobacz: Susanne Schröter, Opinion: A German Islam must be liberal, self-critical, „Deutsche Welle”, 23 maja 2016; dostępny w internecie: www.dw.com

[3] Wart przeczytania opis można znaleźć w: Robert Reilly, The Closing of the Muslim Mind: How Intellectual Suicide Created the Modern Islamist Crisis, Wilmington, Delaware, 2010.

[4] Robin Simcox, A Degree of Influence: The funding of strategically important subjects in UK universities, Centre for Social Cohesion, Londyn, 2009

[5] A Degree of Influence, s. 35.

[6] Ibid, p. 64

[7] Patrz Daniel Easterman. New Jerusalems, Londyn, 1992, s. 92-93.

 

Źródło: gatestoneinstitute.org
Oryginał angielski: Western Universities: The Best Indoctrination Money Can Buy
Tłumaczenie: Magdalena Donajko
Tytuł zmieniony – red. Euroislam.pl

 

Denis M. MacEoin– Irlandczyk, publicysta Gatestone Institute. Kierował “Middle East Quarterly”, był wykładowcą studiów islamskich i autorem haseł w “Encyclopaedia of Islam” i “Oxford Encyclopaedia of Islam in the Modern World”.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze