Po Berlinie, przed…

Roadblocks
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Katie Hopkins

Ile jeszcze zbrodni potrzeba, żeby nasi liderzy przestali kłamać i przyznali, że dzięki ich polityce imigracyjnej śmierć podczas robienia świątecznych zakupów to po prostu nowa normalność?

„Zrobimy wszystko, co jest konieczne. Użyjemy broni dalekiego i bliskiego zasięgu, pistoletów maszynowych itp, nawet jeśli to zabrzmi jak stan wojenny”. To słowa Klausa Bouillona, członka partii kanclerz Merkel, w reakcji na kolejną masakrę niewinnych ludzi, tym razem na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie.

Oczywiście kanclerz Merkel nie przybyła na miejsce, żeby natychmiast zareagować na tragedię, kiedy ta się jeszcze rozgrywała. Uczestniczyła bowiem w ceremonii wręczania nagród podczas obchodów międzynarodowego dnia migrantów, chociaż było niemal pewne, że to właśnie jeden z ponad miliona wpuszczonych przez nią do kraju imigrantów uczynił kolejną wyrwę w jej narodzie i w życiu Niemiec.

Determinacja, żeby widzieć tylko dobro, żeby ukrywać prawdę o tym, co nas czeka w 2017 roku, jest wszechobecna. BBC, lewicowe portale polityczne i CNN donosiły początkowo tylko o wjechaniu ciężarówki w tłum i dwunastu ofiarach śmiertelnych.
Niektóre media uporczywie podawały informację, że ciężarówka była zarejestrowana w Polsce, a kierowcą był Polak, próżno żywiąc nadzieję, że tym razem będzie można skierować oskarżenie w stronę mieszkańców wschodniej Europy i chrześcijaństwa, a nie żyjącej wśród nas muzułmańskiej społeczności.

Rozmawiałam z wieloma mieszkającymi w całej Europie osobami pochodzącymi z Europy Wschodniej. Wszystkie czują się zepchnięte na margines przez inwazję migrantów z Bliskiego Wschodu. Uważają, że Anglia i Europa kochają muzułmanów i nienawidzą Polaków oraz innych wschodnioeuropejskich nacji. Mają poczucie, że ich ciężka praca i chęć autentycznego integrowania się nie są już mile widziane. To smutne, ale ich przeczucia są całkowicie uzasadnione.

Jak na ironię, to Polak starający się po prostu wykonywać swoją pracę został zamordowany w swojej ciężarówce i stał się pierwszą śmiertelną ofiarą ataku wycelowanego w Zachód w okresie przygotowań do chrześcijańskich, tak rodzinnych świąt. Kiedy my przerażeni patrzyliśmy na leżące na ziemi ciała, przemyślenia islamskich wiernych przerywały tweety z kalifatu, wzywające kolejnych muzułmanów do przeprowadzania następnych ataków.

angela-khTC--621x414@LiveMint
Angela Merkel na miejscu zbrodni

Teraz ustawimy wokół jarmarków bożonarodzeniowych jeszcze więcej betonowych bloków i uzbrojonych policjantów, mając nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Ale wystarczającej liczby słupków betonowych ani policjantów pod bronią nie będzie nigdy. Przy wejściu na jarmark Winter Wonderland w londyńskim Hyde Parku sprawdzanie toreb i plecaków przez służby bezpieczeństwa zmusza setki osób do tłoczenia się w wolno poruszającej się kolejce, tworząc kolejny, idealny cel ataku bombowego.
Zaiste, nie ma żadnej ochrony przed terrorem. Zagrożenie jest wszechobecne i przytłaczające.

I tak oto jesteśmy w punkcie wyjścia. Siedzimy bezczynnie, czekając na następny atak. Jest on bardzo prawdopodobny, a właściwie nieuchronny. Jesteśmy jak kaczki czekające na wystrzelanie. Niektórzy znajdują pociechę w udawaniu, że są dzielni. W akceptowaniu zrządzeń losu znajdują siłę do powtarzania mantry: „Nie pozwolimy im wygrać, nie pozwolimy im wygrać”.
Merkel zaapelowała do swych rodaków, żeby nie dali sparaliżować się strachowi. Ona, mając krew na rękach, stała przed kamerą prawiąc Niemcom kazanie, strzeżona przez ochroniarzy 24 godziny na dobę. Sama nigdy nie będzie musiała robić zakupów w zatłoczonym miejscu, dręczona strachem, że oto może nadszedł dzień kiedy to jej numer wypadnie na loterii terroru.

Inni sięgają po hashtagi i świeczki. Prawdopodobnie nie mając już nadziei czy wiary w człowieczeństwo, po prostu dlatego, że nie wiedzą, co jeszcze mogliby zrobić, a to akurat potrafią. W końcu mieli już mnóstwo okazji, żeby to przećwiczyć.

Jeszcze inni mówią, że wolą jednak zachować wiarę w człowieczeństwo. Ale to ślepa wiara. Zamykanie oczu na horror.

Jak można było przewidzieć, słabi liberałowie pospiesznie ogłosili, że potępiają ten czyn w najbardziej stanowczy sposób. Obama powiedział, że będzie stał ramię w ramię z Merkel. Tylko że jego ramiona są tak wąskie, że nic na nich się nie utrzyma. I skończy się jak zwykle na słowach. Pamiętacie pewnie kampanię prezydencką Obamy i jego hasło “Yes, we can!” (Tak, możemy!). I hasło Merkel w kwestii przyjmowania migrantów „Damy radę” (Wir schaffen das). Otóż nie, moi liberalni przyjaciele! Nie możecie. Nie możemy. A poza tym, dlaczego w ogóle mielibyśmy chcieć?

Nie chcę żyć w świecie, w którym musimy być bezgranicznie tolerancyjni dla ludzi, którzy nie wykazują się żadną tolerancją. W świecie, w którym musimy akceptować i rozumieć, podczas gdy imigranci odmawiają przyswojenia sobie naszego języka i naszego stylu życia. Organizujemy dla pracodawców wykłady na temat równouprawnienia, stając jednocześnie na głowie, żeby dogodzić religii, która upiera się przy segregacji płci i trzymaniu kobiet w domu.

Wczoraj w Berlinie zobaczyliśmy przebłysk przyszłości, tego, co nas czeka w 2017 roku. Do tego dojdzie rok 2018. A potem rok 2019 i 2020. Przyszłość będzie brutalna i haniebna. To będzie niekończący się ciąg zbrodni, popełnionych przez ludzi, dla których pretensje i agresja wobec Zachodu stały się sposobem na życie.

Jesteśmy świadkami postępującej erozji – nie tylko naszej wolności i naszych swobód, ale także drobnych, życiowych przyjemności.

W Ankarze rosyjski ambasador został zastrzelony przez tureckiego policjanta, zabijającego w odwecie za Aleppo i ponieważ jego bóg – Allach – jest największy. Kolejny haniebny czyn dokonany w kraju, który Unia Europejska chciałaby powitać u siebie z otwartymi ramionami. Po co? Żeby przyniósł jeszcze więcej terroru Europie?

My zaś mamy siedzieć i patrzeć na to wszystko z założonymi rękami, ogłupiani przez media zdecydowane na wszystko, żeby tylko zbagatelizować fakt, że na naszych oczach toczy się wojna. Mamy przyglądać się z boku, jak ambasadorów morduje się na filmie z zimną krwią. Otumanieni, mamy godzić się na kastrowanie prawdy, na łagodzony i odkażany przekaz, bo tylko taki jest do przyjęcia dla wielokulturowych Brytyjczyków i liberalnych Amerykanów.

Nic dziwnego, że starszy wojskowy, z którym niedawno rozmawiałam przed budynkiem sądu (gdzie czekaliśmy na ogłoszenie wyroku w sprawie Marine A) – cieszy się, że wkrótce nie będzie musiał tego wszystkiego oglądać. Nie będzie musiał oglądać kraju, za który walczył i który kocha, a który stacza się po równi pochyłej. Teraz drużyna narodowa jest karana grzywną za okazywanie szacunku tym, którzy polegli w wojnie, a żołnierze, którzy ryzykowali życiem by nas bronić, trafiają do więzienia.

W naszych czasach jedynymi kulturami, których pod groźbą kary nie wolno obrazić, są te, które są nam najbardziej wrogie. Chodzimy wokół nich na paluszkach, bojąc się je urazić, zamiast stawać w obronie naszej kultury, kultury, do której oni sami zadecydowali się przyłączyć.

W zeszłym tygodniu tysiące muzułmanów blokowało ulice Londynu krzycząc Allahu Akbar i domagając się utworzenia islamskiego kalifatu. Ich liderzy gratulowali tłumowi, że tak szybko i licznie się zgromadził, mówiąc: „To zgromadzenie się w ciągu kilku godzin setek braci i sióstr, to pozytywny znak odnowy i ożywienia, znak zwycięstwa dla Allaha!”.

Prawie żadne media nie relacjonowały tego zgromadzenia. A była to przecież forpoczta armii, która bez przeszkód może działać wśród nas, ponieważ nasi przywódcy po prostu nie chcą jej widzieć.

Rol, na podst.: http://www.dailymail.co.uk/news/article-4052498/KATIE-HOPKINS-atrocities-leaders-stop-lying-admit-thanks-immigration-policies-mowed-doing-Christmas-shopping-simply-new-normal.html

Katie Olivia Hopkins – brytyjska komentatorka telewizyjna i prasowa; felietonistka „Daily Mail”.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze