PAP ma Alę, Ala ma Hamas

PAP
| 6 komentarzy|
image_pdfimage_print

Andrzej Koraszewski

PAP

PAP kocha Alę, Ala kocha Hamas. Gdzie jest Ala? Ala jest w Gazie i Hamas jest w Gazie. Ala donosi z Gazy. Ala nie donosi na Hamas. Na kogo donosi Ala? Tu jest Ala facebook.com/ala.qa.3, a tu jest Hamas Ali: Gaza – więzienie pod gołym niebem.

Jak i o czym pisze Ala Qandil korespondentka zagraniczna Polskiej Agencji Prasowej?

Polska Agencja Prasowa otrzymała kilkakrotnie pytania dotyczące Ali Qandil. Porównanie jej doniesień z prasą Hamasu może wskazywać na systematyczne przekazywanie przez tę korespondentkę propagandy tej terrorystycznej organizacji. Dbająca o swoją reputację organizacja zapewne zleciłaby albo wewnętrzną, albo niezależną kontrolę i zbadałaby zasadność tego rodzaju zarzutów.

Polska Agencja Prasowa  nie znalazła powodów do przeprowadzania takiej kontroli. Jak pisał w styczniu 2012 roku zastępca redaktora naczelnego Polskiej Agencji Prasowej, Mirosław Harasim, Ala Qandil zaakceptowała zasady  i standardy dziennikarskie obowiązujące w PAP i odbyła miesięczną praktykę.  „Dopóki pisane przez nią teksty są kompetentne, rzetelne i obiektywne, dopóty nie ma podstaw do stawiania jej zarzutów o stronniczość.”

Odpowiedź napisana po pierwszym roku donosów Ali Qandil, a więc już wówczas firma dbająca o swoją reputacje mogła przeprowadzić dość prosty w naszych czasach test, polegający na zebraniu donosów korespondentki w jednym pliku i sprawdzenie ich pod kątem tego, co tam jest, jak i tego, czego tam nie ma.

Wbijając różne hasła moglibyśmy w ciągu kilku minut dowiedzieć się, że Ala Qandil nie donosi o ostrzeliwaniu rakietami ludności cywilnej Izraela, nie donosi o rakietach Hamasu spadających przedwcześnie na cywilną ludność Gazy, nie donosi o wykorzystywaniu szkół i szpitali dla celów militarnych, nie donosi o wystąpieniach przywódców Hamasu zawierających groźby, antysemickie wypowiedzi, deklaracje wojny z Izraelem do ostatniego Żyda, nie donosi o paradach militarnych Hamasu, o obozach wojskowych dla dzieci i młodzieży, o treści podręczników szkolnych, nie donosi o korupcji w Gazie, praktycznie rzecz biorąc nie donosi o konfliktach między Hamasem i Fatahem, nie donosi o torturach stosowanych wobec przeciwników politycznych Hamasu i o politycznych mordach, nie donosi o sytuacji kobiet w Gazie, o wydawaniu za mąż małych dziewczynek lub statystykach tzw. zabójstw honorowych.

Lista tego, czego w donosach Ali Qandil nie ma, jest znacznie dłuższa i może prowadzić do pytania, co kierownictwo PAP rozumie przez stwierdzenie, że „Dopóki pisane przez nią teksty są kompetentne, rzetelne i obiektywne, dopóty nie ma podstaw do stawiania jej zarzutów o stronniczość”?

Oczywiście, zakładając bezwzględną uczciwość kierownictwa Polskiej Agencji Prasowej i troskę o wysokie standardy dziennikarskie, domyślamy się, że albo kierownictwo tej agencji nie  ma świadomości, iż w Gazie mogą być wydarzenia, o których korespondentka z Gazy powinna donosić, a nie donosi, albo (podobnie jak na przykład kierownictwo Associated Press), w trosce o bezpieczeństwo korespondentki stacjonującej w miejscu, gdzie barbarzyństwo sprawującej tam władzę organizacji terrorystycznej powoduje zagrożenie życia dziennikarzy zagranicznych, informacje o „drażliwych” wydarzeniach przekazuje na podstawie innych źródeł.

Na kolejnym etapie możemy poddać analizie to, o czym korespondentka Polskiej Agencji Prasowej donosi. Te doniesienia na ogół nie są sygnowane i Polska Agencja Prasowa przejmuje pełną odpowiedzialność za ich wiarogodność. Mając świadectwo niewinności z instytucji o takiej renomie jak Polska Agencja Prasowa, Ala Qandil jest osobą pożądaną przez media drukowane i elektroniczne. Styl jej artykułów i wywiadów jest tak charakterystyczny, iż bez trudu możemy rozpoznać, które depesze PAP wyszły spod jej pióra. Artykuły podpisane imieniem i nazwiskiem Ala Qandil pisze dla wszystkich, którzy jej pragną, ale wiele wskazuje na to, że w Wirtualnej Polsce pragną jej bardziej, bo jej wirtualny obraz Bliskiego Wschodu widać Wirtualnej Polsce odpowiada jeszcze bardziej niż innym.

Spróbujmy spojrzeć na jeden płód Ali Qandil, pisany dla Wirtualnej Polski. Tekst opublikowany 27 marca w dziale „wiadomości”. (Portal reklamuje się  jako „Przewodnik Polaków w wirtualnym świecie.”) Artykuł Ali Qandil nosi tytuł: Palestyńscy obywatele Izraela podnoszą głowę. Ale wciąż traktowani są jak tykająca bomba, jest to opowieść o izraelskich wyborach widzianych z Gazy.

Z artykułu dowiadujemy się, że wypowiedź Netanjahu o Arabach tłumnie walących do urn zawierała „sporą dawką rasizmu”, że „rasizm jest wbudowany w izraelski system polityczny”, ale teraz Arabowie„dzięki silnej pozycji w Knesecie będą mogli blokować rasistowskie i dyskryminacyjne przepisy”.

(Jeśli ktoś nie wie co dokładnie powiedział Netanjahu to tu jest wideo, na którym izraelski premier mówi: „ Arabscy wyborcy przybywają tłumnie do urn. Organizacje lewicowe przywożą ich autobusami. My nie mamy V15 [organizacja finansowana z zagranicy – głównie przez USA i Europę w celu wpłynięcia na wynik wyborów i usunięcia Netanjahu –A.K.], my mamy tylko Rozkaz 8 [kod powołania do służby rezerwistów armii izraelskiej w wypadku nagłego zagrożenia – A.K.]. Mamy tylko was.”)

W tej kampanii wyborczej – jak pisze Ala Qandil, było więcej „antyarabskiego podżegania”, zaś Liberman podobno wzywał do „odrąbywania siekierą głów” nielojalnym obywatelom. (Żeby było ciekawiej, ten pełniący wówczas funkcję ministra spraw zagranicznych izraelski polityk rzeczywiście powiedział na wiecu przedwyborczym: „ci Arabowie, którzy nas popierają powinni dostać wszystkie [prawa], ci, którzy są przeciwko nam, nie ma innego wyjścia, musimy podnieść siekierę i obciąć im głowę…” Nie trudno zgadnąć, że posypały się na niego gromy z lewej i z prawej strony izraelskiej sceny politycznej i nic mu nie pomogły wyjaśnienia, że mówił o urwaniu łba hydrze, a nie o naśladowaniu praktyk islamistów. Zdecydowana większość izraelskiego społeczeństwa nie toleruje takich metafor.)

Do ciekawostek należy zaliczyć stwierdzenie Ali Qandil, że to „Nazaret jest nieoficjalną stolicą Palestyńczyków w Izraelu” (Jeśli Jezus może być Palestyńczykiem, to dlaczego Nazaret nie może być stolicą Palestyńczyków?). Korespondentka Polskiej Agencji Prasowej opowiada o historii wojny 1948 roku. Dwukrotnie pisze o „żydowskich bojówkach”. Nie, nie wspomina, że Izrael w pierwszym dniu niepodległości został napadnięty przez pięć armii arabskich, pisze o „żydowskich bojówkach, które podbijały kolejne ziemie mandatowej Palestyny”.

Ta mandatowa Palestyna Ali Qandil jest cokolwiek dziwna. Kompetentna korespondentka Polskiej Agencji Prasowej wydaje się nie wiedzieć, że brytyjski Mandat Palestyński obejmował dzisiejszą Jordanię, dzisiejszy Izrael i tzw. Zachodni Brzeg, że (jak przypominał niedawno palestyński dysydent, Mudar Zahran) 80 procent Mandatu Brytyjczycy przeznaczyli na państwo arabskie, zaś z przyznanej przez Ligę Narodów Żydom części mandatu armia jordańska zajęła Judeę i Samarię w 1948 roku i okupowała ją do 1967 roku.

(Obecnie Izrael nie zgłasza roszczeń do Judei i Samarii, żąda jednak korekty granic pozwalającej na zwiększenia bezpieczeństwa kraju i zdemilitaryzowanego państwa Palestyńczyków, a nie kolejnej bazy terrorystycznej. Z prawdziwym stanowiskiem premiera Netanjahu na temat palestyńskiego państwa można zapoznać się tutaj.)

Ala Qandil nawet nie udaje bezstronnej dziennikarki. Pisze wprost:

„W palestyńskiej historii wydarzenia, które Izraelczycy nazywają wojną o niepodległość, zapisały się jako Nakba, z arabskiego ‘katastrofa’.Izraelskie siły zajęły wtedy prawie 80 proc. mandatowej Palestyny,a z około miliona arabskich mieszkańców tych ziem zostało – według różnych szacunków – od 100 do 156 tysięcy”.

Ala Qandil nie informuje, że tą „katastrofą” było niepowodzenie ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, które zapowiadali politycy arabscy i dowódcy arabskich armii. Fascynuje jednak pytanie jak z tych, podobno wywłaszczonych, pozostałych w Izraelu Arabów, jak z tych mizernych 100 tysięcy, mamy dziś ponad półtora miliona, w tym sędziów, dyplomatów, lekarzy, wynalazców, oficerów armii, nauczycieli akademickich, których dorobek naukowy przekracza osiągnięcia kilku państw arabskich łącznie.

Jak dowiadujemy się tej od kompetentnej korespondentki Polskiej Agencji Prasowej:

„W 1967 roku Izrael podbił resztę mandatowej Palestyny – Zachodni Brzeg wraz z Jerozolimą Wschodnią i Strefą Gazy, po czym rozpoczął trwającą do dziś okupację. Cztery i pół miliona żyjących tam Palestyńczyków ma zupełnie inny status prawny niż ich pobratymcy w Izraelu. Są ludnością okupowaną i nie mają prawa głosować w izraelskich wyborach. Palestyńskie władze zarządzają tylko częścią tego terytorium, a najważniejsze kwestie pozostają w gestii izraelskich dowódców wojskowych.”

Nie było Nassera, nie było armii arabskich na granicy Izraela, ani zapowiedzi zagłady – „Izrael podbił resztę mandatowej Palestyny”. Płacząc, że mieszkańcy Autonomii Palestyńskiej, mający własnego „prezydenta” (wybranego w głosowaniu przez Palestyńczyków 11 lat temu na 5-letnią kadencję, ale potem jakoś nie było kolejnych wyborów), parlament, własną prasę, sądy, więzienia i siły bezpieczeństwa, nie mają prawa głosować w wyborach izraelskich, Ala Qandil wydaje się wierzyć w bezmiar naiwności nadwiślańskich czytelników.

Autonomia i okupacja są tu starannie pomieszane. W istocie Hamas twierdzi, że zakończył okupację Gazy i od „okupanta” żąda się jedynie dostaw wody, elektryczności, żywności i cementu na tunele, mające służyć inwazji. Na Zachodnim Brzegu częściowo respektujący porozumienia z Oslo Fatah, grozi właśnie zerwaniem porozumienia z Izraelem  w sprawie bezpieczeństwa, co w ustach „prezydenta” Abbasa jest niemal z pewnością bluffem, gdyż wszystkie badania i analizy pokazują, że  jego „prezydentura” zakończyłaby się w ciągu kilku dni, a najdalej kilku tygodni.

Hamas jest lepiej uzbrojony i bardziej bezwzględny, więc konkurencją dla niego nie jest Fatah tylko ISIS. Oczywiście pisząc o „innym statusie” kompetentna korespondentka nie informuje, że i w Gazie, i na Zachodnim Brzegu dziesiątki tysięcy ludzi mieszka w obozach dla uchodźców i to nie Izrael ich tam trzyma, a władze Autonomii, a w Gazie Hamas.

W ostatnim akapicie swojego artykułu dla Wirtualnej Polski  Ala Qandil przytacza wypowiedź zadowolonego z wyników wyborów palestyńskiego aktywisty:

„W opinii dla ‚New York Timesa’ palestyński działacz Jusef Munajjer pisał, że jemu też ulżyło, bo gdyby lewica doszła do władzy, znowu zaczęłyby się prowadzące donikąd rozmowy pokojowe…”

Autorka nie dodaje jednak, że jest to oficjalny pogląd kierownictwa Hamasu, które po wyborach oświadczyło, że: „Wyniki [wyborów] powinny przekonać Autonomię Palestyńską, by zapomniała o kontynuacji absurdalnych rozmów pokojowych”.

Czy Ala Qandil jest głosem Hamasu w polskiej prasie? Analiza jej depesz dla PAP, jej sygnowanych nazwiskiem artykułów, jej postów na Facebooku, nie pozostawia wielu wątpliwości. Korespondentka PAP skrupulatnie przestrzega instrukcji opublikowanej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Hamasu dla aktywistów mediów społecznościowych. W tej instrukcji dostępnej zarówno na stronie Hamasu, jak i na wideo czytamy między innymi:

„Każdy zabity lub męczennik ma być nazywany cywilem z Gazy lub Palestyny, zanim będziecie mówić o jego pozycji w dżihadzie lub jego randze wojskowej. Nie zapomnijcie, by w opisie zabitych przez ataki izraelskie na Gazę zawsze dodać ‘niewinny cywil’ lub ‘niewinny obywatel’.

Zaczynajcie [waszą relację] o działaniach [ruchu] oporu zwrotem ‘W odpowiedzi na okrutny atak izraelski’, i kończcie zwrotem: ‘Tak wielu ludzi zostało męczennikami od kiedy Izrael rozpoczął agresję przeciwko Gazie’. Zawsze utrwalajcie zasadę, że ‘rolą okupacji jest atak, a my w Palestynie wypełniamy [rolę] oporu’.

Strzeżcie się szerzenia pogłosek od rzeczników izraelskiej, szczególnie tych, które szkodzą sytuacji na tyłach. Bądźcie ostrożni w akceptowaniu wersji okupanta. Musicie zawsze podawać [tę wersję] w wątpliwość, obalać ją i traktować jako fałszywą.

Unikaj publikowania zdjęć rakiet wystrzeliwanych na Izrael z centrów miast [Gazy]. To dostarcza pretekstu do atakowania dzielnic mieszkalnych Strefy Gazy, Nie publikuj i nie dziel się zdjęciami lub klipami wideo pokazującymi miejsca wyrzutni rakiet lub ruchy [sił] oporu w Gazie.

Do administratorów stron wiadomości Facebooka: nie publikujcie zdjęć zamaskowanych mężczyzn z ciężką bronią, żeby wasza strona nie została zamknięta [przez Facebook] pod zarzutem, że podżegacie do przemocy. Podając wiadomości, mówcie koniecznie: ‘Lokalnie wytwarzane pociski, którymi strzela [ruch] oporu są naturalną reakcją na okupanta izraelskiego, który umyślnie strzela rakietami w cywilów na Zachodnim Brzegu i w Gazie’…”

Dodatkowo ministerstwo spraw wewnętrznych przygotowało serię sugestii specjalnie dla aktywistów palestyńskich, którzy rozmawiają z ludźmi z Zachodu przez portale społecznościowe. Ministerstwo podkreśla, że rozmowy z nimi powinny być prowadzone inaczej niż rozmowy z innymi Arabami. Poleca:

„Kiedy rozmawiasz z Zachodem, musisz używać dyskursu politycznego, racjonalnego i przekonującego i unikać dyskursu emocjonalnego, zmierzającego do wywołania współczucia. Istnieją na świecie odłamy ludzi z sumieniem; musisz utrzymywać z nimi kontakt i uaktywniać ich na rzecz Palestyny. Ich rolą jest zawstydzanie okupanta i ujawnianie jego nadużyć.
Unikaj wdawania się w spory polityczne z ludźmi Zachodu, mającymi na celu przekonanie ich, że Holocaust jest kłamstwem i oszustwem; zamiast tego zrównuj go ze zbrodniami Izraela przeciwko cywilom palestyńskim.
Narracja życia kontra narracja krwi. [Mówiąc] do arabskiego przyjaciela zaczynaj od liczby męczenników. [Ale] mówiąc do przyjaciela z Zachodu, zaczynaj od liczby rannych i zabitych. Koniecznie humanizuj cierpienie Palestyńczyków. Próbuj malować obraz cierpień cywilów w Gazie i na Zachodnim Brzegu podczas działań okupanta i jego bombardowań miast i wsi.
Nie publikuj zdjęć dowódców wojskowych. Nie wspominaj publicznie ich nazwisk i nie wychwalaj ich osiągnięć w rozmowach z zagranicznymi przyjaciółmi”! (Źródło: MEMRI, specjalny Komunikat nr 5799 z 17 lipca 2014).

Z Facebooka Ali Qandil.

Elementarz Mariana Falskiego służył kilku pokoleniom, a zwrot „Ala ma kota” wszedł na stałe do języka polskiego. Tendencyjne, zakłamane dziennikarstwo służące politycznej propagandzie nie jest żadną nowością. Wraz z upadkiem komunizmu żyliśmy nadzieją na to, że wolność słowa zmieni prasę w źródło rzetelnej informacji.

Polska Agencja Prasowa, zapewne w dobrej wierze, przekonuje nas, że jej korespondentka jest kompetentna i bezstronna. Na wszelki wypadek nie sprawdza, czy przypadkiem nie wprowadza nas w błąd.

Źródło: www.listyznaszegosadu.pl

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze