Na szali jest przetrwanie Europy

Turecki obóz dla uchodźców z Syrii
| 31 komentarzy|
image_pdfimage_print

Zvi Mazel

Dla większości mediów fale uchodźców zalewające wybrzeża Europy są wyłącznie problemem humanitarnym; kraje odmawiające powitania przybyszów i budujące mury są zawsze surowo potępiane.

Turecki obóz dla uchodźców z Syrii
Turecki obóz dla uchodźców z Syrii

Chociaż prawdą jest, że do losu setek tysięcy cierpiących ludzi należy podchodzić z empatią i musi im zostać udzielona pomoc, ani media, ani europejscy przywódcy nie wydają się gotowi, aby rozwiązać ten problem. Jednakże sytuacja ta nie może być zaskoczeniem.

Powody, dla których uchodźcy przez całe lata próbowali dostać się na stary kontynent są oczywiste. Niemniej jednak Europa nie zrobiła nic, w błędnym przekonaniu, że wyjdzie z tego bez szwanku i że pojawi się jakieś rozwiązanie; ONZ pomoże, a uchodźcy w jakiś sposób zleją się z lokalną populacją.

Nie próbowano rozwiązać problemu, gdy jeszcze mógł być rozwiązany, a teraz coraz większe ilości tzw ubiegających się o azyl zagrażają pokojowi Europy i jej tradycyjnemu sposobowi życia. Trzeba znaleźć odważną i daleko idącą odpowiedź polityczną, aby poradzić sobie z tym, co zostało doprowadzone do stanu awaryjnego, nawet ryzykując zaniedbanie aspektu humanitarnego.

Uchodźcy przybywają z Afryki oraz Bliskiego Wschodu, dwóch części świata, gdzie waśnie, klęski żywiołowe i głód są powszechne ze względu na brak rozwoju gospodarczego, skrajne ubóstwo, choroby i bezrobocie.

Bogata i gustowna Europa, czując się trochę winna z powodu swej kolonialnej przeszłości, zdecydowała nie widzieć tego, co się dzieje, i wpuściła w ciągu ostatnich 50 lat miliony „azylantów”, którzy byli w przeważającej części osobami poszukującymi pracy i lepszego życia, a wielu z nich wjechało nielegalnie.

Prawdą jest, że kraje europejskie mają niski wskaźnik urodzeń – 1,6 na kobietę – podczas gdy co najmniej 2,11 jest potrzebne dla utrzymania poziomu zaludnienia. Rozpaczliwie potrzebowały rąk do pracy, aby rozwijać swoje gospodarki. Obecnie w Europie mieszka szacunkowo 30 mln „uchodźców”, którzy w większości są muzułmanami i nie chcą się integrować w krajach, które ich goszczą.

Chcą zachować swoją tożsamość kulturową i religijną; chcą narzucić swój islamski sposób życia. Nieuchronnie wielu nie znajduje pracy i zwraca się do narkotyków i drobnej przestępczości. W niektórych miejscach, z powodu rosnącego zagrożenia, zmusili do wyprowadzki pierwotnych mieszkańców.

Często media nie chcą publikować nazwisk osób biorących udział w podpaleniach, gwałtownych demonstracjach i co gorsza, nazywają ich „młodzież”.

W rezultacie, skrajnie prawicowe partie polityczne, zdecydowani przeciwnicy rosnącej liczby imigrantów, są coraz silniejsze; byliśmy świadkami ich sukcesów podczas ostatnich wyborów parlamentarnych we Francji i Szwecji, nie mówiąc już o Grecji i Węgrzech. Będą one rosnąć w siłę tak długo, jak długo tradycyjne partie, czy to z lewej, czy z prawej strony nie będą próbowały rozwiązać problemu.

W niektórych krajach, takich jak Dania, zostały wprowadzone prawa, które mają ograniczyć liczbę przybywających uchodźców. Stanowią one jednak wyjątek.

Tymczasem wojna i katastrofa wypychają z Afryki i Bliskiego Wschodu w kierunku bezpieczeństwa Europy rzesze osób pewnych, że żaden kraj nie odważy się ich wysłać z powrotem. Obozy dla uchodźców w Jordanii, Turcji i Libanie są przepełnione; lokalne populacje narzekają a więcej uchodźców oznacza zagrożenie dla reżimów.

Przywódcy europejscy zdają sobie sprawę z zagrożeń stwarzanych przez napływ uchodźców do swoich krajów, nawet jeśli wahają się mówić o tym otwarcie. Zaczynają rozumieć, że obalenie Muammara Kadafiego w Libii, po tym jak zgodził się na demontaż programu nuklearnego i popieranie Zachodu, było błędem. Jego rządy dawały pewność, że afrykańscy uchodźcy nie mogli jechać do Europy.

Przez prawie wiek mocarstwa kolonialne rządziły Afryką, a więzi kulturowe i językowe są nadal silne, choć dawne mocarstwa nie wykazują większego zainteresowania poza symboliczną pomocą finansową i techniczną. Szerzy się korupcja; ma miejsce eskalacja plemiennych waśni i wojen napędzana przez wzrost radykalnego islamu wywołującego problemy w Kenii, Sudanie, Nigerii, na Wybrzeżu Kości Słoniowej i w Mali. Na Bliskim Wschodzie tzw Islamskie Państwo jest zajęte rozmontowywaniem narodowych państw Iraku i Syrii, stworzonych przez Europę po pierwszej wojnie światowej i zniszczeniu Imperium Osmańskiego. Jednocześnie nasilają się tradycyjne antagonizmy pomiędzy szyitami i sunnitami, a Iran realizuje swój cel dominacji w regionie przeciwko sztywnej opozycji krajów sunnickich, którym przywodzą Egipt i Arabia Saudyjska.

To powinno być oczywiste dla wszystkich, a na pewno dla europejskich przywódców, że tak wybuchowa mieszanka i tak rozległa nędza nie mogły być wiecznie izolowane, i że znajdą się na linii frontu. Jednak nic nie zostało zrobione. Europa rozpoczęła wycofywanie się z Bliskiego Wschodu po kampanii sueskiej z 1956 roku, pozwalając USA na zajęcie po niej miejsca. Teraz Ameryka, pod przywództwem Barack’a Obamy, porzuca region dla Iranu – zdradza swoich wieloletnich sojuszników Egipt, Arabię Saudyjską i kraje Zatoki Perskiej – nie został nikt kto mógłby wywierać jakikolwiek wpływ. Europa płaci cenę w postaci milionów zdesperowanych ludzi, którzy próbują uciec.

Jak znaleźć rozwiązanie problemu, którego istnienia nie chce się przyjąć do wiadomości? Kanclerz Angela Merkel wykazała empatię i zgodziła się przyjąć 800.000 uchodźców, w tym samym czasie w Europie południowej stawiane są ogrodzenia i mury. Ani mury, ani empatia nie rozwiążą problemu, a pozwalanie na przyjazd coraz większej ilości ludzi przyspieszy tylko exodus z Bliskiego Wschodu i Afryki. Potrzeba odważnego podejścia, aby rozwiązać ten problem i można się zastanawiać, czy Europa jest na to gotowa.

Problem musi zostać rozwiązany na Bliskim Wschodzie. Europa wraz z USA, które wcześniej muszą zmienić swoją politykę, powinna wysłać do Syrii żołnierzy.

W Syrii, z pomocą Turcji, muszą zostać utworzone bezpieczne obszary, tak aby ludzie mogli rozpocząć odbudowę swojego życia.

W tym samym czasie, Europa musi wykazać inicjatywę w Afryce, dać ludziom pracę i nadzieję poprzez bliższą współpracę, zachęty i programy rozwojowe na dużą skalę.

Niemożliwe, można by pomyśleć.

Jednakże na szali znalazło się przetrwanie Europy.

Xsara na podstawie: m.jpost.com

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze