Kiedy goście stają się gospodarzami

Podpułkownik James Zumwalt
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

James Zumwalt

Kilka lat temu w piwnicy pewnego domu, w małej pozbawionej okien sypialni policja znalazła ciało jego właściciela. Pomieszczenie było niemal ogołocone z mebli. Wyglądało na to, że skulony pod kocem mężczyzna zmarł śmiercią naturalną. Ponieważ nie miał bliższej rodziny, jego zniknięcie przez wiele miesięcy pozostawało niezauważone.

Jednak okoliczności towarzyszące śmierci mężczyzny były dość osobliwe. Właściciel okazałego, położonego na uboczu domu, mimo posiadania położonej na piętrze królewskiej sypialni z roztaczającym się z okien wspaniałym widokiem, ostatnie miesiące życia spędził w małym, przypominającym celę więzienną pokoiku w piwnicy. Przeprowadzone przez policję śledztwo ujawniło, że mężczyzna ten przeszedł zadziwiającą metamorfozę.

Podpułkownik James Zumwalt
Podpułkownik James Zumwalt

Pragnąc wycofać się już z życia zawodowego sprzedał dobrze prosperującą firmę i kupił dom, w którym zamierzał spędzić resztę swych dni. Do pomocy przy utrzymaniu posiadłości zatrudnił dozorcę. Ten okazał się być religijnym kaznodzieją. Kiedy ich kontakty stały się bardziej zażyłe, właściciel zaproponował dozorcy i jego żonie, by zamieszkali w jego domu.

Para zaczęła wpajać swoje skrajne przekonania religijne właścicielowi, zmuszając go do przyjęcia ich nauk. Stając się jego religijnymi przewodnikami, nie tylko przejęli kontrolę nad gospodarstwem domowym, ale zaczęli też kierować jego życiem. Wkrótce to oni wprowadzili się do sypialni właściciela, ten zaś musiał zadowolić się ascetyczną kwaterą w piwnicy.

Zachęcany do żalu za grzechy i pokuty polegającej na ograniczeniu ilości spożywanego jedzenia, prawdopodobnie w końcu zmarł z niedożywienia. Jeszcze przez jakiś czas para „duchowych przewodników” zamieszkiwała w domu, po czym ulotniła się z oszczędnościami zmarłego właściciela. Cierpiąc na nieuleczalną poprawność polityczną i otwierając drzwi swego domu ludziom, których prawdziwych motywów nie był w stanie przejrzeć, człowiek ten pozwolił, by goście narzucili mu swoją ideologię. Skutek: gospodarz i goście zamienili się rolami.

Można oczywiście z niedowierzaniem pokręcić głową, dziwiąc się łatwowierności właściciela. To nie do pomyślenia, żeby otworzyć drzwi swego domu gościom, którzy tak całkowicie podporządkują sobie właściciela. Jednak zanim zlekceważymy sprawę mówiąc „coś takiego nigdy nie mogłoby się nam przydarzyć” – pomyślmy: Właśnie taka sytuacja przydarza się teraz nam! Los, który przypadł w udziale właścicielowi domu spotyka teraz, w o wiele większym wymiarze, zachodnie demokracje. Najnowszy dowód to reakcja niektórych amerykańskich kongresmenów na spalenie Koranu przez pastora Terry’ego Jonesa w zeszłym miesiącu.

Jak uczy historia, zachodnie demokracje rozwijały się pomyślnie otwierając swe granice i  przyjmując imigrantów. Strategia tygla kulturowego, w którym tubylcy mieszali się z przybyszami przyczyniała się do rozwoju tych społeczeństw. Przyciągani do krajów gospodarzy przez dobrobyt i pomyślność, imigranci stapiali z zachodnią kulturą, która nie tylko akceptowała ich jak równych sobie, lecz także stwarzała im odpowiednie warunki, do tego by sami mogli osiągnąć sukces. Wiedzieli, że mają prawo do zachowania własnej kultury i wartości, o ile nie kolidowały one z prawami kraju gospodarza. Ten proces zwykle powodował, że imigranci dobrowolnie rezygnowali z opresyjnych wartości wpojonych im przez własną kulturę na rzecz bardziej liberalnych wartości kraju, do którego przybyli.

Sukces tygla kulturowego opiera się na dwóch podstawach: kraj pełniący rolę gospodarza musi traktować imigrantów jak równych sobie, a imigranci muszą rozumieć, że niezbędna tu jest zasada wzajemności. To umożliwia integrację. Jeśli zabraknie jednej z tych podstaw, tygiel wywróci się. Brak pierwszego czynnika źle wróży imigrantom; brak drugiego równie źle wróży gospodarzom. Napływ muzułmańskich imigrantów na Zachód i ich brak poszanowania zasady wzajemności powoduje, że dobrze dotychczas funkcjonująca recepta na sukces kulturowego tygla zawodzi.

Większość muzułmanów przyjeżdżających do krajów zachodnich ma zupełnie inne nastawienie. Ich brak akceptacji dla idei wzajemnego poszanowania równości to skutek oficjalnego poglądu islamu na prawa człowieka i na kwestię asymilowania się w kraju pełniącym rolę gospodarza.

W 1948 roku wszystkie państwa członkowskie ONZ, również kraje muzułmańskie, głosowały za przyjęciem Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, głoszącej równość wszystkich ludzi. Jednak 42 lata później 57 państw będących członkami Organizacji Konferencji Islamskiej wycofało swe głosy i przyjęło inną deklarację, uwzględniającą tylko te prawa człowieka, które nie kolidują z prawem islamskim. Prawo szariatu gwarantuje równość jedynie mężczyznom-muzułmanom: muzułmańskie kobiety są im podporządkowane; nie-muzułmanom pozostawia się wybór: albo nawrócą się na islam albo muszą ponieść konsekwencje odmowy nawrócenia się na tą religię. Tak więc kraje nieislamskie uznają, że zasada równości wszystkich ludzi dotyczy stu procent populacji świata, zaś kraje muzułmańskie ograniczają tę równość tylko do „swoich” , tzn. jedynie 8% całej ludzkości.

Asymilacja polega na tym, że grupy imigrantów przejmują cechy kulturowe i inne narodu gospodarzy „aby stać cię częścią większej całości”. Jednak liderzy islamscy, zarówno ci umiarkowani jak i ekstremiści, mówią imigrantom muzułmańskim, żeby się nie asymilowali.

W 2008 roku, w czasie wizyty w Kolonii w Niemczech, „umiarkowany” premier Turcji Recep Tayyip Erdogan oświadczył 20 tysiącom Turków mieszkającym w Europie: „Doskonale rozumiem, dlaczego jesteście przeciwnikami asymilacji. Nie można od was oczekiwać, żebyście się asymilowali. Asymilacja to zbrodnia przeciwko ludzkości”. Skoro islam postrzega asymilację z nie-muzułmanami jako zbrodnię przeciwko ludzkości, możemy sobie wyobrazić, jaki los czeka niewiernych w ich własnym kraju, kiedy już staną się w nim mniejszością. Chrześcijanie mieszkający w krajach muzułmańskich mogą zaświadczyć, co się tam dzieje – oczywiście ci chrześcijanie, którzy jeszcze pozostali przy życiu.

Nie asymilując się, muzułmańscy imigranci naruszają swobody, którymi wcześniej cieszyły się populacje krajów gospodarzy. W kilku krajach europejskich istnieją „strefy zamknięte”, gdzie nawet policjanci nie mają odwagi wejść. Mieszkający tam liczni muzułmańscy imigranci zastraszają albo wręcz atakują przechodzących nie-muzułmanów. „Pełzająca” islamizacja zachodnich społeczeństw zachodzi również dzięki strategii zastraszania stosowanej przez muzułmanów poza własnymi środowiskami.

Udaje się to znakomicie w Wielkiej Brytanii, gdzie populacja muzułmanów rośnie dziesięciokrotnie szybciej niż reszta populacji. Obecnie snuje się tam rozważania, czy nie należałoby dokonać zmian w brytyjskiej fladze, bo widnieje na niej obrażający muzułmanów krzyż św. Jerzego. W niektórych szkołach brytyjskich nie naucza się już o holokauście, gdyż to również obraża muzułmanów. Chociaż wszelkie formy aktywności w przestrzeni publicznej wymagają specjalnego pozwolenia, nie dotyczy to wielkich grup muzułmanów odprawiających zbiorowe modły na ulicach. Ponieważ blokują oni przy okazji wjazd i wyjazd uczestnikom ruchu drogowego, kierowcy muszą łamać przepisy, by dotrzeć samochodem do miejsca przeznaczenia.

Środowiska muzułmańskie w Wielkiej Brytanii stały się tak wpływowe, a rząd brytyjski tak pilnie przestrzega zasad poprawności politycznej, że w niektórych sprawach cywilnych z udziałem muzułmanów jest już dozwolone stosowanie prawa islamskiego. Zostało to oficjalnie zaakceptowane, chociaż taki pluralizm prawny sprzyja wymuszaniu stosowania prawa szariatu w jeszcze większym zakresie niż obecnie.

Wszystko to, a nawet więcej, udało się muzułmanom osiągnąć w kraju, w którym stanowią jedynie 3% całej populacji!

Społeczność imigrantów muzułmańskich w Europie rośnie w tempie, które pozostawi w tyle większość rodzimych populacji krajów gospodarzy jeszcze przed końcem XXI wieku. Niewolnicze, zabójcze dla własnej kultury trzymanie się zasad poprawności politycznej, jakie obserwujemy np. w Wielkiej Brytanii, stwarza wrażenie, że imigranci już teraz stanowią większość. Państwa demokratyczne zawsze próbowały nie dopuścić do zdławienia przez większość swobód mniejszości. Jednak poprawność polityczna, nad którą utracono kontrolę, sprawiła, że chyba zapomnieliśmy o zasadzie wzajemności, zgodnie z którą również mniejszości nie można pozwolić na dławienie swobód większości. To, że tego nie dostrzegamy prowadzi do odwróconej asymilacji: sytuacji, w której kultura muzułmańska próbuje wyplenić kulturę demokratycznych krajów zachodnich.

Proces odwróconej asymilacji zachodzi także w Stanach Zjednoczonych. Dowodzi tego zeszłoroczna decyzja sędziego z New Jersey zezwalająca na zastosowanie prawa szariatu w sprawie pewnego muzułmanina oskarżonego o zgwałcenie swej żony, również muzułmanki. Ponieważ islamskie prawo nakazuje żonie podporządkowanie się życzeniom męża, sędzia zawyrokował, że w tym przypadku nie było podstaw, by oskarżyć męża o gwałt.

Bardzo ważne jest budowanie społeczeństw i promowanie zasad gwarantujących równość wszystkich ludzi. Nam się to nie udaje. W Guantanamo strażnicy przynoszący Koran muzułmańskim więźniom muszą najpierw założyć rękawiczki. Wierni nie uważają niewiernych za równych sobie, dlatego dotykanie Koranu przez nie-muzułmanina uważane jest za profanację. Wymagając od naszych strażników wkładania rękawiczek zanim dotkną „świętej księgi” wspieramy ten pogląd.

Kobiety odbywające służbę wojskową w Afganistanie są niemal zmuszane (chociaż nie można im tego rozkazać, zgodnie z uchwaloną w USA ustawą z 2002 roku) do zakładania chust, kiedy patrolują okolicę albo mają kontakt z lokalną ludnością cywilną. Taka presja oznacza właściwie, że amerykańskie kobiety powinny zaakceptować obowiązujący w islamie pogląd o swojej podrzędnej pozycji w stosunku do mężczyzn.

Pastor Terry Jones, zagroziwszy najpierw spaleniem Koranu, a potem rezygnując pod wpływem namów z tego zamiaru, najwyraźniej nie wzbudził zainteresowania mediów paląc jednak jeden egzemplarz księgi na swoim grillu w zeszłym tygodniu. To dobrze świadczy o mediach, że poświęciły niewiele uwagi temu wydarzeniu, przynajmniej do momentu, kiedy afgańscy oficjele rozdmuchali całą historię i doprowadzili do wybuchu zamieszek. W ataku na biuro ONZ w Afganistanie zamordowanych zostało siedmiu pracowników. Amerykańscy kongresmeni byli rozwścieczeni czynem Jonesa, jeden z nich zasugerował nawet ograniczenie swobody wypowiedzi, by chronić jednostki lądowe Stanów Zjednoczonych.

Niezależnie od tego, jak okropny i nieodpowiedzialny był czyn Jonesa, nie możemy pozwolić by muzułmanie zastraszali nas swymi odruchowymi, pełnymi przemocy reakcjami na korzystanie przez nas z konstytucyjnie zagwarantowanych swobód. Nasza uległość będzie tylko zachęcać i ośmielać muzułmanów – jak pokazuje ten przypadek, nie tylko muzułmanów mieszkających w USA – do wspierania odwróconej asymilacji.

Islam na dobre już okrzepł w Europie, a teraz rozprzestrzenia się w USA. To, co przydarzyło się wspomnianemu właścicielowi domu, powinno skłonić nas do refleksji: „nieuleczalna” poprawność polityczna może dać początek odwróconej asymilacji i w końcu doprowadzić do podporządkowania naszego własnego stylu życia, a może nawet poświęcenia samego życia gościom zaproszonym do naszego domu.

Podpułkownik James G. Zumwalt (Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych) jest emerytowanym oficerem piechoty morskiej. Brał udział w wojnie w Wietnamie, inwazji amerykańskiej w Panamie oraz pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Jest autorem książki „Bare Feet, Iron Will – Stories from the Other Side of Vietnam’s Battlefields”, w swych licznych publikacjach zajmuje się polityką zagraniczną oraz zagadnieniami obronności. (pś)

Tłumaczenie: rol na podst. The Famili Security Matters

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze