Wiadomość

Katar w Afganistanie: podpalacz strażakiem.

Spotkanie Katarczyków z Amerykanami w ramach tzw. Strategic Dialogue (09.2021)

Ta wiadomość została niemal powszechnie okrzyczana jako pozytywna, jako dyplomatyczne osiągnięcie. Departament Stanu USA ogłosił, że Katar zgodził się reprezentować amerykańskie interesy w rządzonym przez Taliban Afganistanie poprzez swoją ambasadę w afgańskiej stolicy.

Jest to dziwna umowa. Tradycją jest, że neutralne, zachodnie państwo odgrywa rolę mediatora dla USA. Na Kubie za Castro, lata temu, i w dzisiejszej Islamskiej Republice Iranu Szwajcaria odgrywa tę rolę dla USA, nadzorując dyplomatyczne interesy. W Syrii Assada tę rolę odgrywa Republika Czeska.

Katar nie jest neutralnym graczem, ale w rzeczywistości jest entuzjastycznym i jawnym zwolennikiem Talibanu, co całkowicie zgadza się z otwartym poparciem Kataru dla innych ruchów islamistycznych na całym świecie. Analogią byłoby, gdyby USA wybrały stary Związek Radziecki do nadzorowania swoich interesów na Kubie Castro. Jeśli USA zamierzają prowadzić antagonistyczne stosunki z Talibanem, wybór Kataru nie ma sensu.

Jednak we wrześniu 2021 r. sekretarz stanu USA, Blinken, chwalił Katar, mówiąc, że “żaden kraj nie zrobił więcej niż Katar”, by pomóc USA w ewakuacji ludzi podczas i po nagłym wycofaniu się Amerykanów z Afganistanu. „Dyplomatyczna zdobycz” dostała się w ręce Kataru, kiedy USA i bogaty emirat odbywały czwarty „strategiczny dialog” w Waszyngtonie w zeszłym tygodniu (17.11). W tym samym czasie, kiedy USA i Katar prowadziły ten strategiczny dialog, wysoki rangą przedstawiciel USA spotykał się (12.11) z “ministrem spraw zagranicznych” talibów w Islamabadzie wraz z dyplomatami z Rosji, Chin i Pakistanu – krajami orędującymi za lepszymi stosunkami z nowym, dżihadystycznym reżimem w Kabulu.

Warto przypomnieć, że pierwszy z tych dorocznych “strategicznych dialogów” USA z Katarem odbył się za czasów administracji Trumpa w 2018 r. z sekretarzem stanu Rexem Tillersonem i w obecności sekretarza obrony Jamesa Mattisa. Ciekawy jest fakt, że to dyplomatyczne spotkanie opisano jako po części powodowane potrzebą przeciwstawienia się Iranowi. Czwarty, właśnie zakończony dialog, skupiał się na szeregu spraw: „regionalnej stabilności, współpracy obronnej, zwalczaniu handlu ludźmi, prawach człowieka, zmianie klimatu, wydajności energetycznej, niezależności energetycznej, pomocy humanitarnej, współpracy ekonomicznej i wymianie kulturalnej i edukacyjnej.”

Te sprawy umieszczono na liście do dyskusji w czasie, kiedy zaczęły pojawiać się doniesienia o szczelinach po stronie USA w sprawie sprzedaży broni do Kataru, który w ostatnich latach jest głównym klientem kupującym  amerykańskie systemy broni. Podobno Pentagon jest za sprzedażą Katarowi wartych 500 milionów dolarów nowoczesnych dronów MQ-9 Reaper, podczas gdy oficjele z Departamentu Stanu wahają się, wyrażając niepokój o reakcje rywali Kataru w Arabii Saudyjskiej i ZEA (ten ostatni kraj stał się pierwszym krajem arabskim, którego zakup tej klasy amerykańskich dronów autoryzował Kongres w listopadzie 2020 r.).

Katar już kupił drony bojowe Bayraktar TB2 od swojego bliskiego sojusznika, Turcji, w 2018 r. (dostarczone w 2019 r.) oraz większą ich liczbę, 24, na początku bieżącego roku, które mają zostać dostarczone w 2022 r. Próbując zamknąć lukę militarną między sobą a swoimi dwoma głównymi rywalami w Radzie Kooperacji Zatoki, Katar prowadzi szaleństwo zakupowe, nie żałując dolarów na zakup broni we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii. Włoszech, Turcji i Chinach.

Mimo wydatków na obronę największa siła Kataru nadal jest ekonomiczna i polityczna, przy użyciu pieniędzy, mediów i dyplomacji, by popychać szeroką islamistyczną agendę od Afryki Północnej po Kabul. Reżim w Doha, który wzywa do demokracji w Tunezji, podczas gdy radośnie przyjmuje obalenie jej w Kabulu i dławienie jej w Ankarze, jest w tym ideologicznie konsekwentny, promując islamistyczną agendę niezależnie od różniących się okoliczności.

Doha konsekwentnie podąża za tą ideologiczną gwiazdą polarną z zaskakującym uporem i agresywnością. Na przykład, Katar skłonił USA do przekazania w jego ręce wsparcie dla Talibanu i dla Hamasu w Gazie na rzecz iluzorycznego większego dobra, co miało zapewnić bezpieczne wyjście Amerykanów z Afganistanu i promować arabsko-izraelski pokój. Obie te przesłanki w najlepszym razie wydają się wątpliwe – podczas gdy Katar, niewiarygodnie, otrzymuje pochwały od USA jako partner w walce z terroryzmem, a równocześnie entuzjastycznie propaguje ideologię, która podpiera ten właśnie terroryzm na Bliskim Wschodzie.

To intensywne skupienie Kataru jest ostrym przeciwieństwem samych USA i ich działań, widzianych coraz bardziej w regionie – zarówno przez sojuszników, jak przeciwników – jako schyłkowe, zdezorientowane i coraz bardziej oderwane. To nasiliło konkurencję wewnątrz regionu (włącznie z wyścigiem zbrojeń) i zawieranie układów; spójrzmy na serię starań dyplomatycznych między przeciwnikami Iranu w Zatoce a reżimem w Teheranie. Amerykańscy sojusznicy, Arabia Saudyjska i ZEA, mają coraz mniej zaufania do polityki i obietnic USA, i będą musieli sami ustalić sprawy z Iranem (lub z Chinami). Niedawne, doprawdy dziwaczne, otwarte demonizowanie Arabii Saudyjskiej z powodu inflacji i wzrostu cen ropy naftowej przez samego prezydenta Bidena, służy tylko pogłębieniu niepokoju o amerykańskie zamiary i możliwości. Izrael wydaje się wyciągać te same wnioski o USA, przynajmniej w sprawie Iranu.

Debata w kręgach politycznych w regionie toczy się wokół tego, czy USA są przytłoczone wieloma wyzwaniami i zmniejszają straty, czy też cynicznie wyrzucają za burtę stosunki i zobowiązania, by skupić się na zmianie klimatu i sprawach ekonomicznych, które coraz bardziej dominują dyskurs w Waszyngtonie.

Polaryzujący wybór Kataru, kluczowego architekta zwycięstwa talibów w Afganistanie, jako adwokata Ameryki w Afganistanie, w połączeniu z łagodnymi słowami Ameryki o Iranie i surowym dyskursie o Arabii Saudyjskiej, tylko pogłębi wrażenie, że Ameryka jest na drodze do wyjścia. Na drodze do wyjścia, która nie wiadomo dokąd prowadzi.

Autorzy: Yigal Carmon (prezes MEMRI); Alberto M. Fernandez (wiceprezes MEMRI).

Źródło: www2.memri.org

Udostępnij na
Video signVideo signVideo signVideo sign