Francja nie wie jak monitorować 20 000 podejrzanych o radykalizację

| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Po kolejnym ataku terrorystycznym we Francji pojawiają się pytania, jak kraj ten radzi sobie z monitorowaniem potencjalnych islamskich ekstremistów, zwłaszcza, że zamachowiec nie był nieznany służbom.

Radouane Lakdim, który strzelał do mieszkańców Carcassone i Trebes, był umieszczony na liście „Kartoteki S” oraz Kartoteki do Zapobiegania Terrorystycznej Radykalizacji (FSPRT). Pierwsza z nich zawiera potencjalnych radykałów, druga ludzi uważanych za zagrożenie terrorystyczne.

FSPRT zawierała pod koniec lutego listę 19 745 osób. Jednak ta liczba to mieszanka ludzi posiadających kontakty z Państwem Islamskim, wyjeżdżających do Syrii, jak i takich, którzy zostali zaraportowani przez szefa, że nie podają ręki kobietom, czy nastolatkowie, którzy niedawno przeszli na islam.

Większość osób umieszczonych na liście podejrzanych stanowią młodzi mężczyźni z przedmieść wokół francuskich miast, zamieszkanych przez imigrantów o niskich dochodach, w większości z krajów muzułmańskich.

Służby uważają, pomimo rozbudowanej kartoteki, że jest ona niewystarczająca. „Od 2014 roku 60% ataków we Francji zostało przeprowadzonych przez osoby, które nie były w kartotece” – informuje dyrektor Centrum Analiz Terrorystycznych Jean-Charles Brisard.

Nawet to, że ktoś trafia na listę, nie oznacza, że zostanie poddany wieloletniemu nadzorowi. Po pierwsze następuje ocena zagrożenia terrorystycznego ze strony danej osoby i w zależności od niej podejrzany zostaje poddany bardziej lub mniej ścisłej kontroli. Po drugie w przypadku braku kolejnych informacji o podejrzeniach, w ciągu pięciu lat osoba zostaje wykreślona z listy.

Mimo kategoryzacji zagrożenia, przedstawiciele służb alarmują, że nie mają tyle personelu, by podołać potrzebie monitoringu osób podejrzanych znajdujących się na czele listy. Twierdzą, że poddanie pełnej kontroli jednego podejrzanego wymaga około 20 funkcjonariuszy.

Francja szuka odpowiedzi, jak zaradzić problemowi. Skrajna prawica domaga się deportacji. Republikanie mówią o internowaniach. Niektórzy z nich nawet o stworzeniu „francuskiego Guantanamo” dla powracających z Syrii na jednej z francuskich wysepek. Z kolei centryści po prostu mówią o konieczności pogodzenia się z faktem, że nie da się wszystkich monitorować. (j)

Źródło: The Local

Chętnie nas czytasz?

Wspieraj euroislam.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze