Fiasko multikulturalizmu w Niemczech

ta9121
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Podczas zebrania młodzieżówki Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, 16 października, kanclerz Niemiec Angela Merkel ogłosiła całkowitą klęskę multikulturalizmu w Niemczech.

ta9121Horst Seehofer, premier rządu Bawarii i przewodniczący siostrzanej partii Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej deklaruje, że obie partie „sprzeciwiają się dominacji multikulturalizmu (w Niemczech) i popierają przewagę niemieckiej kultury”. Merkel powiedziała również, że wzmożony napływ imigrantów spowalnia niemiecką gospodarkę ponieważ obecnie potrzebni są wysoko wykwalifikowani specjaliści, a nie robotnicy liczący jedynie na korzyści finansowe.
Te deklaracje bezpośrednio mówią o przewadze niemieckiej kultury, a przecież od czasów II wojny światowej jest to delikatny temat. Dlatego też powinno się traktować je poważnie i rozważać pod kątem społecznych i geopolitycznych konsekwencji. Nie można również zapominać o szerszym kontekście nie tylko niemieckiej, ale i  europejskiej odpowiedzi na imigrację.

Początki problemu imigracji w Niemczech.

Powojenne Niemcy borykały się z poważnym brakiem siły roboczej z dwóch powodów. Po pierwsze, w wyniku wojny i pobytu w sowieckich obozach jenieckich zmalała liczba osób zdolnych do pracy. Po drugie, w latach 50-tych przemysł znacznie się ożywił-można tu mówić wręcz o cudzie gospodarczym. Na początku Niemcy radzili sobie ściągając rodaków z komunistycznego RFN-u, jednak byli on w stanie jedynie „nadrobić” straty w ludności poniesione w wyniku wojny. Aby zaspokoić potrzeby szybko rozwijającego się, nastawionego na eksport przemysłu, w szczególności jeśli chodzi o niewykwalifikowanych robotników fabryk czy przemysłu budowlanego Niemcy potrzebowały więcej rąk do pracy.

Rozwiązaniem problemu braku siły roboczej miał być szereg umów z agencjami rekrutacyjnymi między innymi z Włoch (1955). Z czasem jednak Włochy nie mogły wspierać Niemców ze względu na rozkwit rodzimego przemysłu, ci zawarli więc współpracę z Hiszpanią (1960), Grecją (1960), Turcją (1961) i Jugosławią (1968). Doprowadziło to do znaczącego napływu „robotników-gości”, nazywanych w Niemczech „Gastarbeiter,” jednak nikt nawet nie przypuszczał, że mogą oni zmienić kształt niemieckiego społeczeństwa. Nowych przybyszów uważano jedynie za gości, którzy wrócą tam skąd przybyli kiedy nie będą już potrzebni (stało się tak w przypadku wielu Hiszpanów, Portugalczyków i Włochów).

Niemcy nie martwili się jednak tą sprawą, liczyło się dla nich to, że wreszcie nie brakowało rąk do pracy.  Wówczas wydawało się, że taka sytuacja nie potrwa długo. Nie martwiono się integracją imigrantów, a temat ten nie istniał w debacie politycznej. Jednocześnie dzięki robotnikom z zagranicy miliony Niemców mogło w latach 60-tych przejść od prac fizycznych do prac umysłowych.

Przestój gospodarczy z 1966 roku i recesja jaka nastąpiła w wyniku kryzysu paliwowego z 1973 roku odmieniły niemiecki rynek pracy. Niewykwalifikowani pracownicy nie byli już potrzebni i imigranci często zostawali bez pracy. W roku 1973 zjawisko to zostało określone mianem „Anwerbestopp” co dosłownie oznacza „koniec rekrutacji”.

Nie mniej jednak, zatrzymanie migracji nie zmieniło faktu, że robotnicy z obcych krajów nadal mieszkali w Niemczech. Co więcej, chcieli oni sprowadzić swoje rodziny. W latach 70-tych najczęściej podawaną przyczyną migracji była chęć połączenia się z rodziną, a kiedy rząd zlikwidował tę lukę prawną, imigracji chcący zamieszkać w Niemczech zaczęli ubiegać się o azyl. Podczas gdy we Włoszech, Hiszpanii czy Portugalii odnotowano boom gospodarczy, a obywatele tych krajów wrócili do siebie by go wykorzystać, największą grupą imigrantów w Niemczech stali się wyznający islam Turcy. Znacznej części z nich przyznano azyl mimo, iż w rzeczywistości nic im nie groziło w ojczystym kraju. Nie było to trudne, gdyż Niemcy – w poczuciu winy za holocaust, wprowadziły wyjątkowo łagodne przepisy dotyczące azylu, które Turcy masowo wykorzystywali po tureckim zamachu stanu z 1980 roku.

Podczas gdy imigranci z konieczności stali się wielonarodowościową społecznością, okazało się, że Niemcy muszą stawić czoła temu problemowi. Początkowo nie chcieli by imigranci stali się częścią Niemiec, jednak z drugiej strony, jeśli mieli mieszkać w tym kraju, Berlin chciał mieć pewność, że będą mu lojalni. Po fali protestów muzułmanów jaka przeszła przez Europę w latach 80-tych coraz bardziej oczywistym stawało się, że imigrantów trzeba asymilować ze społeczeństwem. Multikulturalizm stał się niemieckim rozwiązaniem problemu imigracji.

Ta liberalna i humanitarna koncepcja oferowała imigrantom dobry interes: możliwość zachowania swojej kultury w zamian za lojalność wobec państwa. W takiej sytuacji nie dochodzi do integracji imigrantów (na przykład z Turcji). Zachowują oni swoją kulturę, w tym język i religię, i ta kultura funkcjonuje obok kultury niemieckiej. W efekcie mamy rzesze imigrantów, którzy nie znają języka i obce im są wartości niemieckie czy europejskie. Mimo, że taka polityka pozwalała zachować różnorodność, oznaczała jednak „kupowanie” lojalności imigrantów. Jeśli poszukamy głębiej, okaże się, że Niemcy nie chcieli, lub też nie wiedzieli jak zintegrować pod kątem kultury, języka i moralności osób wywodzących się z różnych kręgów kulturowych. Idea multikulturowości okazała się raczej sposobem na uniknięcie pytania co to znaczy być Niemcem i co trzeba zrobić by się nim  stać niż wyrazem poszanowania wielokulturowości.

Dwie koncepcje narodu

W Europie pojęcie narodu jest rozumiane zupełnie inaczej niż w Ameryce. Stany Zjednoczone uważane są za naród imigrantów, dla których wspólnym mianownikiem jest wspólna kulturowa podstawa, którą imigranci muszą sobie przyswoić w procesie asymilacji w tym wielokulturowym społeczeństwie. Każdy może zostać Amerykaninem jeśli tylko nauczy się języka i zaakceptuje kulturę tego kraju. Taki system pozostawia wiele przestrzeni na unikatowość, jednak pewne wartości są wspólne. Obywatelstwo stało się koncepcją prawną. Wymaga odpowiedniego postępowania, przyswojenia sobie powszechnie uznanych wartości i złożenia przysięgi. Jak widać można nabyć narodowość, jednak ma to swoją cenę.

Natomiast jeśli chcesz zostać Francuzem, Grekiem lub Polakiem nie wystarczy nauczyć się języka i przyjąć wartości danego  kraju. Jest się Francuzem, Polakiem lub Grekiem ponieważ pochodzi się z francuskich, polskich bądź greckich rodzin, a to oznacza wspólną historię, wspólne triumfy i klęski. Tego wszystkiego nie da się nabyć.

Dla Europejczyków multikulturalizm nie był wyrazem liberalnego i humanitarnego poszanowania innych kultur, jak próbowano go przedstawiać. Multikulturalizm stał się sposobem sprostania rzeczywistości: rzeszom imigrantów ściągniętych do pracy ze swoich ojczyzn. Propozycja multikultualizmu stała się sposobem przekupienia imigrantów: w zamian za ich lojalność zaoferowano im możliwość zachowania swojej kultury, a przed obcymi wpływami chronić ich miała izolacja imigrantów. Niemcy chcieli mieć i siłę roboczą i swoją własną tożsamość narodową jednocześnie. Jak widać, nie wyszło im.

Polityka multikulti doprowadziła do stałej alienacji imigrantów. Skoro mogli zachować swoją tożsamość narodową, nie zależało im na losie Niemiec. Czuli większy związek ze swoim krajem pochodzenia niż z Niemcami. To Turcja była dla nich domem, podczas gdy  Niemcy oznaczały wygodę. To właśnie dlatego imigranci byli lojalni w pierwszej kolejności wobec kraju ojczystego, potem zaś wobec Niemiec. Założenie, że można pogodzić oddanie ojczyźnie i lojalność polityczną Niemcom było dużym uproszczeniem, w praktyce ono nie działo. W efekcie Niemcy skończyły nie tylko z obcymi grupami w swoim centrum, ale również z zagrożeniem terroryzmem tak realnym biorąc pod uwagę stosunki panujące między światem islamu a Zachodem.

Multikulturalizm prowadzi do głębokich podziałów, szczególnie w krajach, gdzie pojęcie narodu jest rozumiane w typowo europejski sposób, tj. przez pojęcie narodowości. Fakt, że kanclerz Niemiec odważyła się na wypowiedź przeciw multikulti, co stawia ją w pozycji najbardziej agresywnego europejskiego przywódcy jest na prawdę fascynujący. Jej polityczne i społeczne motywacje nie są sekretem, nie możemy jednak zapominać, że Niemcy postrzegały kwestię niemieckiej narodowości przez pryzmat holokaustu.

W ciągu ostatnich 65 lat Niemcy z całą ostrożnością unikały tego tematu, podobnie jak przywódcy polityczni unikali mówienia o dominacji niemieckiej kultury. Tak więc musimy ująć klęskę multikulturalizmu w Niemczech w nieco inny sposób, nie zapominając o tym co obecnie się tam wydarza. Mówiąc krótko, Niemcy wróciły do punktu wyjścia. Przez ostatnie 65 lat desperacko usiłowały uniknąć odpowiedzi na pytanie o tożsamość narodową, prawa mniejszości i interes narodowy. Mimo, że kraj ten wkroczył w struktury unijne i natowskie nadal nie ma odpowiedzi na pytania dotyczące fundamentalnej kwestii jaką jest nacjonalizm. Biorąc pod uwagę to co wydarzyło się ostatnio, kiedy wypłynęła ta kwestia, powinno się im pogratulować zachowania milczenia. Teraz jednak czas je przerwać.

Ponowne odkrycie tożsamości narodowej

Dwa czynniki przyczyniły się do ponownego odkrycia tożsamości narodowej w Niemczech. Pierwszy z nich to oczywiście sprawa zbyt dużej liczby pracowników pochodzących z Turcji lub innych islamskich krajów. Drugim czynnikiem jest stan wielonarodowościowych organizacji, do których przynależą Niemcy. NATO, sojusz wojskowy krajów, których siły zbrojne są warte funta kłaków, popada w ruinę podobnie jak Unia Europejska. Po kryzysie w Grecji i innych kryzysach będących jego wynikiem, to co przyjmowaliśmy za pewnik jeśli chodzi o europejską jedność przestało już być tak oczywiste. Obecnie Niemcy skupiają się na kształtowaniu unijnych struktur tak by uniknąć roli ostatecznego gwaranta finansowego, a to zmusza je do zapomnienia na chwilę o swoich związkach z Europą. Niemcy nie są w stanie ponownie zdefiniować swojego stosunku do wielokulturowości nie nadając znaczenia pojęciu niemieckiego narodu. Skoro istnieje idea narodu, również idea interesu narodowego ma rację bytu. A jeśli istnieje interes narodowy, Niemcy istnieją  w kontekście Unii Europejskiej jedynie jako „wybiórcze pokrewieństwo”. To, co było nie do uniknięcia w czasie zimnej wojny, obecnie jest jedną z opcji. Jeśli Europa stanie się dla Niemiec opcją, okaże się, że Niemcy zatoczyły koło nie tylko w swojej historii, ale w historii całej Europy, jako że pełnią rolę mocarstwa.

Nie chodzi też o to by Niemcy realizowały jakąś konkretną politykę zagraniczną w zakresie nowych poglądów na wielokulturowość; istnieje tu wiele możliwości. Jednak zakwestionowanie multikulti jest jednocześnie potwierdzeniem niemieckiej tożsamości narodowej, a bez tożsamości narodowej nie może istnieć wielokulturowość.

Taką podstawą można wiele zdziałać. Pamiętajmy, że Merkel szacuje, że Niemcy potrzebują 400 tysięcy wyspecjalizowanych pracowników. Pamiętajmy, że Niemcy potrzebują reprezentantów wszelkich profesji, którzy – ze względu na problemy demograficzne – nie są muzułmanami. Jeśli Niemcy nie chcą importować pracowników mogą eksportować fabryki, telefoniczne centra obsługi klienta, badań naukowych etc. Niedaleko na wschód jest Rosja, która sama przechodzi kryzys demograficzny, niemniej jednak ze względu na to, że jej gospodarka opiera się w dużym stopniu na eksploatacji bogactw naturalnych, nadal ma dostatecznie dużo siły roboczej. Niemcy nie od dziś muszą polegać na rosyjskiej energii i będą polegać na rosyjskich pracownikach, a Rosja na niemieckim kapitale. Mapa Europy może zmienić swój kształt, a jej rozwój podążyć w zupełnie nowym kierunku.

Opinie Merkel mają wielkie znaczenie na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, są one wyrazem tego, co wielu liderów już wie od dawana: multikulturalizm może doprowadzić do tragedii narodowej. Po drugie, mówiąc wprost, rozpoczyna procesy które mogły wywrzeć poważny wpływ nie tylko na Niemcy czy Europę, ale również na równowagę światowych sił.
Nie jest jasne co nią motywuje: być może jest to chęć odbudowania popularności swojej centro-prawicowej koalicji. Jednak ten proces nie należy do takich, które łatwo wcielić w życie. W całej Europie i innych częściach świata różne kultury zmagają się ze sobą i zacierają się granice między nimi. Jednak przypadek Niemiec jest wyjątkowy ze względu na historię i geografię tego kraju. Gra stanie się warta świeczki kiedy Niemcy wezmą sobie do serca moje słowa.

George Friedman

George Friedman – amerykański politolog żydowskiego pochodzenia, absolwent City College of New York, doktorat uzyskał na Cornell University. Jest założycielem i Dyrektorem Generalnym Stratfor Zajmuje się geopolityką i współczesną doktryną wojenną. Pracował jako doradca w kwestiach bezpieczeństwa dla czołowych amerykańskich dowódców wojskowych. Autor kilku książek, m.in: The Future of War, The Intelligence Edge, America’s Secret War oraz „Następne 100 lat. Prognoza na XXI w.” (The Next Hundred Years: A Forecast for the 21st Century) (2009)

źródło

http://www.stratfor.com/weekly/20101018_germany_and_failure_multiculturalism?utm_source=GWeekly&utm_medium=email&utm_campaign=101019&utm_content=readmore&elq=7f127716122f4c518cf1b6632e61fc26

(mk)

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze