Dyktatura poprawności politycznej

Tommy Robinson, Maajid Nawaz na konferencji ogłaszają odejście Tommy'ego od EDL.
Tommy Robinson, Maajid Nawaz na konferencji ogłaszają odejście Tommy'ego od EDL.
| 29 komentarzy|
image_pdfimage_print

Co łączy Tommy’ego Robinsona, założyciela English Defence League, profesor Agatę Bielik-Robson, Tatjanę Festerling z niemieckich protestów PEGIDA i doktorantkę z Kolumbii na jednym z brytyjskich uniwersytetów? To, że oni już wiedzą, jaką można zapłacić cenę za krytykowanie islamu.

Jadąc do Londynu na wystawę Passion for Freedom, promującą artystów poruszających temat wolności, nie spodziewałem się, że poniedziałkowe przedpołudnie spędzę w jednym z brytyjskich sądów. Co tam robiłem? Czekałem na rozprawę Stephena Yaxleya-Lennona, bardziej znanego jako Tommy Robinson, założyciela antyislamistycznej English Defense League. Nie było tu jednak tłumów, jakie gromadził na pochodach EDL w Luton czy w Bradford. Robinson rok temu opuścił EDL i przyłączył się do The Quillliam Foundation, założonej przez byłego członka panislamistycznej Hizb ut-Tahrir, Maajida Nawaza. Quilliam to organizacja, której celem jest deradykalizacja młodych muzułmanów i promocja demokracji w środowiskach islamskich. To zostało w środowisku antyislamskim odebrane jako zdrada ruchu.

Tommy Robinson, Maajid Nawaz na konferencji ogłaszają odejście Tommy'ego od EDL.
Tommy Robinson, Maajid Nawaz na konferencji ogłaszają odejście Tommy’ego od EDL.

Robinson z pewnością nie jest nieskazitelnym poddanym Jej Królewskiej Mości. To chłopak z robotniczej rodziny z Luton. Jeszcze za czasów EDL został skazany jest z powodu składania fałszywych oświadczeń w celu otrzymania pożyczki. Problem w tym, że w przeciwieństwie do pozostałych oskarżonych w tej sprawie, którzy dostali pięciomiesięczny dozór elektroniczny, Robinson został skazany na 18 miesięcy więzienia. Po sześciu miesiącach go zwolniono, ale warunkiem zwolnienia w sprawie dotyczącej wyłudzenia był brak angażowania się w działalność polityczną. Tommy postanowił jednak, że przyjmie zaproszenie Oxford Union, stowarzyszenia organizującego debaty na Uniwersytecie Oxfordzkim. W międzyczasie jednak przez Twittera powiadomił, że jego rodzina otrzymuje groźby. Z tego powodu zabrano go ponownie do więzienia. Zdaniem przedstawicieli prawa stanowiło to naruszenie warunków zwolnienia, które zakazywały m.in. „angażowania się w jakiekolwiek działania powiązane z EDL”.

Mieli go przewieźć rano do sądu, w którym czekałem, żeby odpowiadał w sprawie zorganizowania nielegalnej demonstracji. Tymczasem otrzymałem informację, że postarał się o to, żeby karetka więzienna nie przewiozła go na sprawę. Gdyby pojawił się na sali sądowej, prawdopodobnie na noc musiałby zostać w więzieniu Wandsworth.

Dwa lata temu, w tym właśnie więzieniu, Robinson został pobity przez współwięźniów muzułmanów i spędził w izolatce 18 tygodni. Mimo że prawo przewiduje maksymalnie 30 dni izolowania, to rozwiązano ten problem przenosząc go z więzienia do więzienia. Na początku tego roku, w lutym, w innym więzieniu, strażnicy pozostawili go bez nadzoru kamer w towarzystwie trzech muzułmańskich współwięźniów. I kolejne pobicie, bez świadków – w kraju, gdzie kamery CCTV towarzyszą każdemu mieszkańcowi.

To nie jedyny znak zapytania w sprawie Tommy’ego Robinsona. W trakcie swojej działalności jako lider EDL, był już 50 razy aresztowany pod różnymi zarzutami naruszania porządku publicznego. Robinson twierdzi, że przed planowanym, przesuniętym na koniec listopada, wystąpieniem na Oxford Union, odwiedzili go przedstawiciele Probation Service, instytucji odpowiedzialnej za nadzór nad skazanymi. Mieli mu oświadczyć, że jeżeli poruszy w Oxfordzie temat islamu, Koranu czy Mahometa, ponownie wróci do więzienia.

Problem z tym tematem ma nie tylko Robinson, kontrowersyjny, zdaniem wielu, lider EDL, organizacji demonstrującej swoją niechęć do islamu na ulicach. Podczas krótkiej wizyty w Londynie poznałem doktorantkę z Kolumbii, studiującą prawo szariatu na jednym z brytyjskich uniwersytetów. Ma dylemat. Zostać naukowcem, prowadzić badania i mieć większy wpływ na uczelniach, ale zacząć uważać na słowa i poglądy, czy być aktywistką o niższym statusie, bez kariery, ale za to z wolnością wypowiedzi? Dziewczyna przygotowuje się do organizacji pierwszej debaty na ten trudny temat na uczelni i ma obawy, bo wie, że organizacje skrajnie lewicowe, takie jak United Against Fascism, bez zahamowań przykleją jej łatkę islamofobki, a to oznacza koniec kariery.

Obawy te potwierdza wypowiedź prof. Agaty Bielik-Robson, która w wywiadzie dla „Zwierciadła” przyznaje, że swoich krytycznych wobec islamu poglądów nie ujawnia podczas wystąpień na Wyspach Brytyjskich: „Dla mnie islam oznacza zniewolenie, co jest obce naszej mentalności. Ale gdybym w Anglii powiedziała coś takiego na zajęciach, następnego dnia zawezwałby mnie rektor”.

Problem ten nie jest specyfiką jedynie brytyjską. Cenę za wolność wypowiedzi musiała także zapłacić Tatjana Festerling, specjalistka do spraw komunikacji w partii Alternatywa dla Niemiec (AfD).

Co tydzień w Niemczech odbywają się liczne protesty PEGIDA, obywateli organizujących się przeciwko „islamizacji”, wzywające do ograniczenia imigracji. Bezpośredni impuls do tych wstapień to przemoc na niemieckich ulicach, które stały się miejscem porachunków pomiędzy imigrantami kurdyjskimi a salafitami. To konflikt przeniesiony z Iraku i Syrii.

Pierwszymi, którzy temu się przeciwstawiają, są środowiska kibicowskie, demonstrujące jako HOOGESA (Chuligani przeciwko salafitom). Jedną z pierwszych, która pozytywnie napisała o tej demonstracji, jest Tatjana Festerling. Obserwowała demonstrację w Kolonii i zauważyła brak rasistowskich transparentów, a także wyłączone kamery miejskie, przez które obywatele sami mogliby sprawdzić, że demonstracja była pokojowa.

Prowokacje, jej zdaniem, miały miejsce ze strony niemieckiej Antify, tej samej, która wyposażona w pałki i łańcuchy chciała atakować polski Marsz Niepodległości w ubiegłym roku. Jeżeli Festerling mówi o chuliganach „nasi synowie i córki”, to przewrotnie parafrazuje powiedzenie niemieckiego ministra spraw wewnętrznych Thomasa De Maizière, który tak właśnie wyraził się o niemieckich dżihadystach.

Tatjana Festerling
Tatjana Festerling

W szwajcarskim „Weltwoche” Festerling idzie dalej. Ostrzega, żeby nie potępiać w czambuł środowisk kibicowskich. Przypomina, że kibice FC Lomotive z Lipska w roku 1989 organizowali demonstrację przeciwko Stasi. Zarzuca hipokryzję medialnym i politycznym elitom kraju, które zezwalają na demonstracje, na których tysiące muzułmanów w Berlinie krzyczą „Hamas, Hamas, Żydzi do gazu”, a demonstracje kibiców są przez nich piętnowane jako skrajnie prawicowe. Jedyne zagrożenie, jej zdaniem, jakie Niemcom wolno dostrzegać, ze względu na historyczne uwarunkowania, to skrajna prawica. I to nawet wtedy, gdy na ostatniej demonstracji PEGIDA przemówił pochodzący z Turcji niemiecki pisarz, Akif Pirinçci.

Za swoje dwa artykuły Festerling zapłaciła utratą pracy szefowej departamentu w jednej ze spółek transportu publicznego.

W „Ucieczce od wolności” Erich Fromm napisał, że nie radząc sobie z wolnością społeczeństwa uciekają albo w stronę dyktatur, albo w stronę konsumpcjonizmu. Czy mamy teraz do czynienia z pewną formą dyktatu poprawności politycznej, która jako bata wobec „niepoprawnie myślących” używa groźby odcięcia od konsumpcji i wygodnego stylu życia?

Może zbyt wcześnie, żeby wydawać taki osąd, ale losy opisanych w artykule osób przypominają mi losy ludzi walczących o wolność słowa za czasów PRL. I patrzę, oczami otwartymi coraz szerzej ze zdumienia, jak 25 lat po naszym wolnościowym przewrocie kraje uchodzące za symbol tej wolności prześladują ludzi za głoszone poglądy.

Jan Wójcik obserwuj autora na @jasziek

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze