Francja wciąż się zmaga z radykalnym islamem

Chris­­­tophe Castaner, francuski minister spraw wewnętrznych, poinformował, że w ubiegłym roku rząd zamknął dwa radykalne meczety, a kolejne sześćdziesiąt trzy umieścił pod obserwacją.

Zamknięcie meczetów było możliwe dzięki ustawom antyterrostycznym znanym jako SILT (sécurité intérieure et la lutte contre le terrorisme – bezpieczeństwo wewnętrzne i walka z terroryzmem”), wprowadzonym w życie w październiku 2017 r. Ustawy zastąpiły obowiązujący wcześniej w kraju stan wyjątkowy.

Castaner zaznaczył, że „od stycznia 2017 r. we Francji doszło do trzydziestu jeden prób ataków terrorystycznych”. Poinformował, że „w 2019 r., w ramach ustawy SILT, zamknięto dwa miejsca kultu (meczety), a rok wcześniej pięć”. Dodał, że „prowadzone są obecnie działania mające na celu zamknięcie kolejnych trzydziestu miejsc, a w przypadku dodatkowych siedmiu uruchamiane są odpowiednie procedury”.

Wzrosła liczba zastosowań „indywidualnych środków kontroli administracyjnej”, które zastąpiły areszt domowy. W 2019 r. doszło do 134 takich przypadków, o 84% więcej niż rok wcześniej. Większość z nich zanotowano w regionie Île-de-France, do którego zalicza się Paryż i jego „wielokulturowe” przedmieścia, takie jak Seine-Saint-Denis. 54,7% objętych nimi przypadków to osoby opuszczające więzienia lub poddane radykalizacji.

Na liście głównych środków podejmowanych przez francuskie władze w ramach ustaw antyterrorystycznych znajdują się: zamykanie meczetów i miejsc kultu, indywidualna kontrola administracyjna, wizyty domowe urzędników u podejrzanych oraz tworzenie specjalnych stref bezpieczeństwa. Rozwiązania te mają być testowane do końca roku.  Po tym czasie rząd dokona oceny ich skuteczności i zdecyduje, czy mają być kontynuowane, a jeśli tak, to w jakim zakresie.

To już kolejne kroki, jakie francuskie władze podejmują w ostatnim czasie w tej kwestii. Kilka miesięcy temu Laurent Nuñez, sekretarz stanu w ministerstwie spraw wewnętrznych, poinformował o zamknięciu trzydziestu lokali sprzedających alkohol, dwunastu miejsc kultu, trzech szkół i dziewięciu stowarzyszeń powiązanych z radykalnym islamem.

Bohun, na podst. https://www.lci.fr




Brytyjski raport o gwałcicielach dzieci utajniony

Rząd brytyjski odmówił portalowi „Independent” ujawnienia raportu o gangach wykorzystujących seksualnie dziewczynki.

Zapowiadając przygotowanie tego raportu w 2018 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych Sayid Javid powiedział, że nie będzie tematów, którymi raport się nie zajmie i że nie pozwoli, by „wrażliwość kulturowa czy polityczna przeszkadzała w zrozumieniu problemu i znalezieniu środków zaradczych. Wiemy, że w najbardziej znanych przypadkach gwałciciele pochodzili głównie z Pakistanu”.

Na żądanie „Independent” oparte o Freedom of Information Act (Ustawa o wolności informacji) rząd odpowiedział, że raport nie zostanie ujawniony z dwóch powodów. Po pierwsze, służy obecnie do przygotowania rządowej strategii walki z seksualnym wykorzystywaniem dzieci, a do tego ministrowie muszą mieć pełną swobodę dyskutowania, bez nacisku opinii publicznej. Po drugie, „informacje mogłyby wprowadzać w błąd, gdyby były podane bez kontekstu”.

W analizie przeprowadzonej przez walczącą z islamskim ekstremizmem Quilliam Foundation wykazano, że spośród 264 mężczyzn skazanych za seksualne wykorzystywanie nieletnich (grooming) aż 222 pochodziło z Azji (głównie Pakistan), 22 było czarnych a 17 białych.

Pomimo wielokrotnych skandali z gwałcicielami, którzy wykorzystywali dzieci przez wiele lat przy obojętności lub ślepocie miejscowych władz (pisaliśmy o tym wielokrotnie, m.in. o Rotherham, Newcastle, Telford,  Manchesterze i raporcie o policji z Rotherham) zjawisko nie tylko występuje nadal, ale przybiera na sile. Według „Independent” w roku 2019 ponad 19 tysięcy dzieci padło już ofiarą zorganizowanego wykorzystywania seksualnego; pięć lat wcześniej było to 3300. (gl)

Na podstawie The Independent

 




Szariackie małżeństwa nieważne w Wielkiej Brytanii

Brytyjski sąd apelacyjny, rozpatrujący sprawę rozwodową muzułmańskiej pary orzekł, że nie było to małżeństwo, ponieważ zawarto tylko związek w ceremonii religijnej, ale go nie zarejestrowano w brytyjskim urzędzie.

Małżeństwo zostało zawarte w 1998 roku w trakcie publicznej ceremonii w restauracji, z udziałem 150 gości i imama. Małżonkowie doczekali się czworga dzieci, ale pomimo nalegań kobiety mąż nie zgadzał się na rejestrację małżeństwa w urzędzie. W 2016 roku kobieta wniosła pozew o rozwód. Brytyjski sąd w 2018 roku dokonał rozwiązania małżeństwa, uznając, że publicznie para uznawana była za małżeństwo, ich przysięgi były podobne do przysiąg ceremonii cywilnej i w związku z tym związek powinien być uznany za zgodny z przepisami o małżeństwie z roku 1973. Nie zgadzał się z tym pozwany o rozwód mąż, który twierdził, że było to tylko „małżeństwo szariackie”, ale po wyroku sądu małżonkowie zawarli porozumienie finansowe.

Tego samego zdania, co mąż, był brytyjski prokurator generalny, który wniósł odwołanie od wyroku, uznane teraz przez sąd apelacyjny. Orzekł on, że ponieważ nie został dopełniony wymóg cywilnej rejestracji małżeństwa religijnego (takie same wymogi obowiązują także chrześcijan i żydów), małżeństwo było wyłącznie ceremonią szariacką, która nie jest wystarczająca do uznania za ślub przez brytyjskie prawo.

Znacznie tego wyroku dla muzułmanek kobiet w Wielkiej Brytanii jest olbrzymie. Znaczna ich część – nie wiadomo jak duża, bo rządowy raport o sądach szariackich z roku 2018 stwierdza tylko, że „znacząca” – ma zawarte tylko śluby szariackie. Jeśli będą chciały się rozwieść, to jedynym sposobem będzie wystąpienie do sądów szariackich, które systematycznie dyskryminują kobiety (pisaliśmy o tym wielokrotnie, np. tutaj).

Ponieważ z punktu widzenia prawa kobiety te nie są w małżeństwie, więc po odejściu męża nie mogą liczyć na żadne alimenty ani podział majątku, a decyzje takie, jak i decyzje o opiece nad dziećmi podejmować będą sądy szariackie.

Postanowienie sądu apelacyjnego, słuszne z punktu widzenia prawa, pogarsza sytuację muzułmanek w Wielkiej Brytanii, które nie mogą liczyć na brytyjskie prawo rodzinne. Mężowie, którzy nie zgadzają się na cywilną rejestrację muzułmańskiego ślubu, zyskują dzięki temu jeszcze jeden sposób na kontrolowanie żony, mogąc decydować, czy i kiedy chcą się z nią rozwieść przed sądem szariackim.(gl)

Na podstawie BBC oraz Guardian




Wielka Brytania: terroryści posiedzą dłużej

Wielka Brytania zmienia zasady zwalniania terrorystów z więzienia, po tym jak właśnie zwolniony Sudesh Amman zranił w styczniu nożem dwie osoby w Londynie. Dotychczasowe zasady przewidywały automatyczne ich zwalnianie po odsiedzeniu połowy wyroku, bez uwzględnienia opinii strażników i komisji decydującej o warunkowym zwolnieniu.

Amman został zwolniony, chociaż uważany był w więzieniu za niebezpiecznego i wyznającego nadal terrorystyczne poglądy; dlatego znalazł sie pod stałą obserwacją policji po zwolnieniu, dzięki czemu został zastrzelony natychmiast po rozpoczęciu ataku.

Nowe przepisy przewidują odstąpienie od automatycznego zwalniania po odsiedzeniu połowy kary; będzie możliwe dopiero za zgodą komisji decydującej o warunkowym zwolnieniu (Parole Board) i to najwcześniej po upływie dwóch trzecich kary.

Zmiana dotyczy około 50 terrorystów odsiadujących obecnie wyroki i wszystkich w przyszłości. Przegłosowane jednogłośnie w Izbie Gmin nowe prawo będzie jeszcze przed końcem miesiąca głosowane w Izbie Lordów i wejdzie natychmiast w życie.

Działacze praw człowieka zakwestionowali nowe przepisy jako działające wstecz, ale rząd uważa, że nie oznaczają one wydłużenia kary – co byłoby niezgodne z Europejską Konwencją Praw Człowieka – lecz jedynie administracyjne zmiany w trybie odbywania kary. (gl)

Na podstawie: https://www.bbc.com oraz Guardian




„Islam to g….”, napisała. Wciąż się ukrywa

Mila, 16-letnia francuska uczennica, która ostro skrytykowała islam i dostała groźby śmierci, zostanie przeniesiona do innej szkoły, ale nie wiadomo, kiedy będzie mogła bezpiecznie podjąć naukę.

Władze francuskie nie podały, jaką szkołę dla niej znaleziono, żeby nie narażać dziewczyny na niebezpieczeństwo. Informacja o szkole, do której poprzednio chodziła, została podana publicznie przez osoby wzywające do zabicia Mili. Do tej pory ukrywa się pod ochroną policyjną i nie wiadomo, kiedy pójdzie do nowej szkoły.

Uczennica w styczniu skrytykowała islam w swojej relacji na Instagramie, w odpowiedzi na obelgi ze strony muzułmańskiego fana i napisała, że w Koranie jest sama nienawiść a „islam to gówno”. W przeprowadzonym później wywiadzie telewizyjnym powiedziała, że podtrzymuje swoją wypowiedź i że chciała, żeby zabrzmiała ona bluźnierczo.

Bluźnierstwo nie jest we Francji przestępstwem, jest nim jedynie obrażanie wyznawców jakiejś religii lub wzywanie do nienawiści w stosunku do nich.

Bluźnierstwo nie jest przestępstwem

Sprawa Mili wywołała we Francji ożywioną dyskusję o granicach wolności słowa. Abdallah Zekri, jeden z przywódców Francuskiej Rady Wyznania Muzułmańskiego (CFCM), powiedział: „Wiedziała co robi, zbiera to, co zasiała”, odnosząc się do kampanii nienawiści i gróźb śmierci przeciwko dziewczynie. Według Zekriego jej wypowiedź nie mieści się w obszarze wolności słowa, bo jest obraźliwa i napastliwa. Jednak przewodniczący CFCM stwierdził, że groźby śmierci nawet po takiej wypowiedzi są niedopuszczalne.

Z Abdallahem Zakrim najwyraźniej nie zgadza się prezydent Macron, który w wywiadzie prasowym bronił prawa Mili do swobody wypowiedzi, Powiedział w nim, że „bluźnierstwo nie jest przestępstwem”. „Prawo jest jasne – stwierdził Macron. – Mamy prawo do bluźnierstw, do krytyki i karykatur [w odniesieniu do] religii. Zabronione jest tylko podżeganie do nienawiści i atakowanie godności”.

Znalezienie nowej szkoły dla Mili prezydent Francji nazwał „wypełnieniem zobowiązania ze strony państwa” i powiedział, że dzieci muszą być lepiej chronione przed nowymi formami nienawiści i prześladowania w Internecie, które mogą być dla nich destruktywne. (gl)




Austria: terroryści z ISIS stracą obywatelstwo

W 2019 roku władze Austrii rozpoczęły procedurę pozbawiania obywatelstwa siedmiu terrorystów z Państwa Islamskiego. Od tego czasu dwa postępowania zostały zakończone, trzy są w fazie końcowej, zaś dwoma pozostałymi zajmuje się sąd administracyjny w Wiedniu.

Debata o tym, co zrobić z powracającymi terrorystami, rozgorzała gdy prasa w marcu 2019 r. ujawniała przypadek Azada G. Historia ta zaszokowała opinię publiczną.

Pomoc lekarska i pieniądze dla terrorysty

Mężczyzna jest obywatelem Turcji i Austrii. W 2010 roku odbył podstawową służbę wojskową i został żołnierzem rezerwy. Władze wojskowe uznały go oficjalnie za „niebezpiecznego”, w związku z czym nie mógł uczestniczyć w ćwiczeniach wojskowych dla rezerwistów, jednak o swojej decyzji nie poinformowały ministerstwa spraw wewnętrznych.

Azad G. w 2013 roku dołączył do terrorystów ISIS walczących w Syrii, gdzie został postrzelony. Przez Turcję wrócił do Austrii, gdzie korzystał z bezpłatnej opieki medycznej. W czasie rekonwalescencji podbierał zasiłek. Przez 14 miesięcy łącznie otrzymał z państwowej kasy 12 400 euro. W 2015 roku prokuratura rozpoczęła śledztwo przeciwko niemu, zainicjowane przez jego rodziców, którzy złożyli doniesienie. Ostatecznie dochodzenie zostało przerwane, a Azad G. wrócił do Syrii.

W marcu 2019 roku w sieci pojawiło się nagranie, na którym mężczyzna uskarża się na nieludzkie traktowanie przez milicjantów kurdyjskich, mówi, że Państwo Islamskie go oszukało i wyraża chęć powrotu do Austrii. Na oświadczenie to zareagowały władze Wiednia, wzywając rząd federalny do wszczęcia procedury pozbawienia terrorysty obywatelstwa.

Kogo można pozbawić obywatelstwa?

Na podstawie Ustawy o obywatelstwie można go pozbawić kogoś, kto włączył się w walki zbrojne lub konflikt rozgrywający się w innym państwie. Artykuł 33 brzmi: „Obywatel, który dobrowolnie bierze aktywny udział w działaniach wojennych prowadzonych za granicą przez zbrojne ugrupowanie w ramach konfliktu zbrojnego, traci obywatelstwo, o ile nie zostanie w ten sposób bezpaństwowcem”.

Procedurę tę rozpoczyna się na wniosek ministra spraw wewnętrznych. Nie wstrzymuje jej nieobecność zainteresowanego. Kiedy kontakt z osobą zaangażowaną w działania zbrojnych ugrupowań jest niemożliwy, wyznacza się kuratora. Może więc się zdarzyć, że osoba walcząca po stronie ISIS nie będzie wiedziała, że nie jest już obywatelem Austrii. Mimo tych ułatwień cały proces utraty obywatelstwa trwa dość długo.

Postulat zaostrzenia prawa

Przepisy, na mocy których działają władze Austrii, jedynie częściowo mogą rozwiązać problem obywateli walczących po stronie ISIS. Po pierwsze, pozbawiać obywatelstwa można jedynie kogoś, kto ma podwójne obywatelstwo. Terrorystom mającym jedynie paszport austriacki obywatelstwa odebrać się nie da. Po drugie, przepisy mówią o „aktywnym” udziale w walkach, a tego bardzo często udowodnić nie można. Po trzecie, przepis nie ma zastosowania w przypadku tych, którzy Państwo Islamskie wspierali finansowo czy logistycznie.

Niektórzy politycy postulują więc przeprowadzenie zmian w prawie. Domagają się, żeby „bojówkarze Państwa Islamskiego tracili obywatelstwo automatycznie bez postępowania ex lege”. Zwolennikiem tego rozwiązania jest m.in. Hans Peter Doskozil, były minister obrony, obecnie starosta kraju związkowego Burgenlandu, wybrany z listy Socjaldemokratycznej Partii Austrii.

Skala problemu

Według Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BAT) pod koniec 2018 r. udało się ujawnić 320 osób pochodzących z Austrii, które „aktywnie uczestniczyły lub uczestniczyć chciały w dżihadzie w Syrii i Iraku”. W grupie tej znajduje się 30 procent obywateli Austrii, 40 procent ma paszport Federacji Rosyjskiej, reszta zaś rozkłada się na imigrantów przybyłych do Austrii z innych krajów. Według niepotwierdzonych informacji zginęło z nich 58 osób, zaś 93 wróciło do kraju. Pod koniec 2018 roku ponad stu terrorystów z Austrii znajdowało się w strefie działań wojennych. Powracający terroryści sądzeni są na podstawie przepisów kodeksu karnego.

______________________________________

Komentarz:
Austria to jeden z wielu krajów europejskich, które zmagają się z powracającymi obywatelami, biorącymi udział w działaniach Państwa Islamskiego. Na problem tzw. zagranicznych bojowników żadne państwo nie jest w istocie przygotowane. Prawo nie nadąża za zmieniającą się rzeczywistością. Stąd też wielu obywateli Zachodu przebywa w obozach detencyjnych na Bliskim Wschodzie, a władze poszczególnych krajów nie chcą przyjmować ich do siebie. Na przeszkodzie stają względy bezpieczeństwa (powracający bojownicy to „tykające bomby”) oraz brak rozwiązań prawnych. Przeprowadzenie procesu dowodowego przeciwko powracającym dżihadystom jest niezwykle trudne; często brakuje świadków oraz materiału dowodowego. Sądy mają związane ręce, zaś rządzący obawiają się zmienić prawo, na mocy którego możliwe byłoby pozbawianie dżihadystów z ISIS obywatelstwa. Kwestię tę można jedynie rozwiązać na poziomie międzynarodowym. Tak jak po upadku III Rzeszy pojawiły się nowe instytucje prawne, które pozwalały skazywać nazistów, tak też dziś, w obliczu działalności dżihadystów, należałoby podjąć nadzwyczajne środki. Pierwszym krokiem mogłoby być uznanie Państwa Islamskiego za organizację ludobójczą.

Piotr Ślusarczyk

Źródła: https://www.krone.athttps://www.oe24.athttps://www.kleinezeitung.at
https://www.derstandard.at; https://kurier.at




Szwajcaria: Saudyjczycy zrezygnują z kontrolowania meczetów?

Według doniesień portalu Middle East Eye, który dotarł do raportów na stronie Arabi21.com oraz do materiałów szwajcarskiego tygodnika „Le Matin Dimanche”, Arabia Saudyjska przestanie sponsorować meczety za granicą. Oznajmił to były saudyjski minister sprawiedliwości, Mohammed Bin Abdul-Karim Issa.

Saudyjczycy planują stworzyć lokalne rady administracyjne przy każdym z meczetów, który sponsorują za granicą. We współpracy z lokalnymi władzami meczety mają zostać przekazane w „bezpieczne ręce”. Odnosząc się do saudyjskiego meczetu w Genewie, Issa powiedział: „Czas najwyższy, żeby przekazać meczet szwajcarskiej radzie administracyjnej, która reprezentuje muzułmanów w regionie. Należy wybrać duchownego, który poprowadzi meczet”. Podobny los ma spotkać pozostałe miejsca kultu islamskiego.

Niedawno Issa przewodniczył arabskiej delegacji w Oświęcimiu, https://euroislam.pl/swiatowa-liga-muzulmanska-w-auschwitz/ dołączając do przywódców żydowskich upamiętniających 75. rocznicę wyzwolenia nazistowskiego obozu koncentracyjnego i oddając tym samym cześć żydowskim ofiarom Holokaustu.

Zdaniem Issy, decyzję o przekazaniu saudyjskich meczetów lokalnym władzom podjęto „ze względów bezpieczeństwa”. Jak zauważa Meira Svirsky z Clarion Project, trudno jednak obronić ten argument, jeśli przyjrzeć się sprawie z bliska. Arabia Saudyjska od dziesięcioleci zaangażowania jest w eksport ekstremistycznej, wspierającej terroryzm wahhabickiej ideologii. Jednym z głównych kanałów szerzenia tej ideologii jest sponsorowanie meczetów na całym świecie. Kwestie bezpieczeństwa nie są obecnie większym problemem, niż były od początku tej działalności. Nie wydaje się, żeby meczety znajdowały się na celowniku terrorystów i mało prawdopodobne, żeby zmieniło się to w przyszłości.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że Arabia Saudyjska dotrzyma obietnicy promowania „umiarkowanego islamu”. W 2017 r., w trakcie forum Future Investment Initiative, książę Muhammad ibn Salman stwierdził: „[Królestwo] chce powrócić do tego, czym było, czyli do umiarkowanego, otwartego na świat i na wszystkie religie islamu”. Podkreślił, że „nie poświęcą kolejnych trzydziestu lat na zmaganie się z destrukcyjnymi ideami. Zniszczymy je już dziś. Wkrótce położymy kres ekstremizmowi”.

W 2018 r. Arabia Saudyjska wyeliminowała ze swoich programów szkolnych nauki i wpływy organizacji islamistycznych. W ramach podjętych działań zdecydowano m.in. o zwalnianiu nauczycieli sympatyzujących z programem Bractwa Muzułmańskiego nawołującym do politycznej rewolucji. W rzeczywistości jednak, jak pisze Meira Svirsky, „lata sponsorowania przez Arabię Saudyjską zagranicznych meczetów – wraz z ich skrajnymi imamami – stworzyły potwora, którego królestwo może nie być w stanie opanować, nawet ostatnimi posunięciami”.

„Można mieć nadzieję, że ‚lokalne władze’ – złożone z przywódców społeczności muzułmańskich lub władz miejskich – wykorzystają tę okazję, żeby odciągnąć szwajcarskie meczety od ekstremizmu. Jednocześnie wydaje się jednak, że Arabia Saudyjska stara się ograniczyć dalsze straty i usiłuje się oczyścić z odpowiedzialności za to, co przez lata budowała i sponsorowała” – konkluduje Meira Svirsky.

Bohun, na podst. https://clarionproject.orghttps://www.middleeastmonitor.com




Dania: państwo dobrobytu, a nie imigracji

Dania wybrała budowanie państwa dobrobytu i spójność społeczną zamiast masowej imigracji, twierdzi profesor Stefan Hedlund z Uniwersytetu w Uppsali. Główni duńscy politycy, w odróżnieniu od polityków ze Szwecji i Niemiec, zajmują zdecydowanie antyimigracyjne stanowisko.

Dania jest jednym z najbogatszych krajów na świecie, z niezmiernie rozbudowanym systemem świadczeń społecznych, drugim w rankingu krajów pod względem szczęścia (pierwsza jest Finlandia, Polska na 40. miejscu). Jest krajem niesłychanie liberalnym, pierwszym, gdzie dopuszczone zostały małżeństwa gejów; w dzielnicy Christiania w Kopenhadze można swobodnie kupić marihuanę. Przez dziesięciolecia był to kraj, w którym schronienie znajdywali emigranci polityczni, tak jak wyjeżdżający z Polski Żydzi w 1968, czy irańscy uchodźcy, uciekający przed islamistycznym reżimem Chomeiniego po 1979 roku.

Coraz ostrzej wobec imigrantów

Stosunek Duńczyków do imigrantów, głównie do tych muzułmańskich, zmienił się po zamachach z 11 września 2001 roku, a szczególnie po histerii, jaka wybuchła w świecie islamskim po publikacji karykatur Mahometa przez gazetę  „Jyllands-Posten” w 2005 roku. Dania stopniowo zaczęła zaostrzać przepisy dotyczące imigrantów, ale zmiany polityki imigracyjnej gwałtownie przyspieszyły dopiero od momentu kryzysu w 2015 roku.

Mieszkańcy kraju, w którym media nie zostały tak zdominowane przez poprawność polityczną, jak w Niemczech i Szwecji, zorientowali się, że imigracja wiąże się z rosnącymi kosztami, finansowymi i społecznymi, że rację miał słynny ekonomista profesor Milton Friedman, gdy mówił: „Wolność imigracji i państwo dobrobytu nie dają się pogodzić”. Szczodre państwo dobrobytu, oparte na masowym zatrudnieniu (pracuje 80 procent Duńczyków w wieku produkcyjnym) nie jest w stanie finansować napływu osób, które znacznie rzadziej pracują (56 procent niezachodnich imigrantów).

Państwo, w którym nawet kibice na stadionach nazywają siebie „ruligans” od słowa „rule” czyli „zasada, przepis”, nie może istnieć jako bezpieczne dla obywateli, gdy muzułmańscy imigranci popełniają przestępstwa dwa lub trzy razy częściej niż Duńczycy, a dzieci tych imigrantów popełniają jeszcze więcej przestępstw. Ilustruje to poniższy wykres.

Osobne ograniczenia dla muzułmanów

Nastroje antyimigranckie wykorzystywała Duńska Partia Ludowa (Dansk Folkeparti), która w 2015 roku zdobyła 21 procent głosów, stając się drugą partią w kraju, a jej przywódczyni została marszałkiem parlamentu. Chociaż DF nie weszła do mniejszościowego rządu, to wspierała go w parlamencie w zamian za wprowadzanie antyimigracyjnego ustawodawstwa.

W czasie kryzysu imigracyjnego 2015-2016 Dania nie przyjmowała imigrantów z otwartymi ramionami, tak jak Niemcy i Szwecja. Przeciwnie, wprowadziła kontrole na granicach z tymi państwami i pilnowała, żeby zdążający do Szwecji imigranci na pewno tam dotarli, a nie zostawali w Danii. Zróżnicowano wtedy świadczenia socjalne, przyznając imigrantom niższe, niż należące się Duńczykom.

Ostracyzm i potępianie mogą dawać aktywistom proimigranckim miłe poczucie moralnej wyższości, ale biorąc pod uwagę realne problemy związane z migracją, nie są strategią zwycięską.

Wprowadzono też kontrowersyjne przepisy, pozwalające konfiskować imigrantom pieniądze i kosztowności na pokrycie kosztów ich pobytu. Wydłużono czas, po jakim można sprowadzać rodzinę, natomiast skrócono okres, na jaki wydawane są tymczasowe pozwolenia pobytu (rok lub dwa lata), które w dodatku w niektórych sytuacjach mogą być odebrane.

W dodatku Dania wprowadziła wtedy przepisy, wyraźnie dotyczące imigrantów muzułmańskich: zakazano zasłaniania przez kobiety twarzy w miejscach publicznych, a na ceremoniach przyznawania obywatelstwa wprowadzono obowiązek podawania ręki urzędnikowi państwowemu, niezależnie od płci imigranta i urzędnika. Skazanych terrorystów można pozbawiać obywatelstwa i wydalać. Uchwalono stworzenie na małej wyspie specjalnego miejsca odosobnienia dla imigrantów pozbawionych azylu, ale których nie można deportować (po wyborach 2019 plan zarzucono).

Dania przyznała też, że powstały getta imigrantów, z nasiloną przestępczością, zwiększonym bezrobociem i trudnościami w integrowaniu kolejnych pokoleń. Wprowadziła przepisy, dotyczące 25 takich gett. Dzieci, począwszy od tych, które skończyły rok, muszą obowiązkowo spędzać w przedszkolach przynajmniej 25 godzin tygodniowo (nie licząc leżakowania) dla nauki języka duńskiego i duńskich wartości (również o tradycji Bożego Narodzenia). Jeśli rodzice nie posyłają dzieci na te zajęcia, tracą prawo do zasiłków.

Przestępstwa popełniane na terenie gett będą karane w podwójnej wysokości. Rodzice mogą zostać skazani na kary paroletniego więzienia, jeśli wysyłają dzieci na długie pobyty w kraju ojczystym, które mają wymazać to, czego nauczyły się w Danii. Część gett ma zostać zburzona, a osoby otrzymujące zasiłki zachęcane do wynajmowania mieszkań poza gettami.

Politycy prawie jednym głosem

Przejęcie przez główne partie polityczne postulatów Partii Ludowej spowodowało, że w wyborach 2019 roku otrzymała ona tylko niecałe 9% głosów, a jej jeszcze bardziej skrajna nowa konkurencja „Twardy Kurs” (Stram Kurs), poniżej dwóch procent.

Tymczasem na przykład Szwedzcy Demokraci (Sverigedemokraterna) głoszący poglądy podobne do Partii Ludowej, są w Szwecji bojkotowani politycznie, dzięki czemu z wyborów na wybory podwajają swój stan posiadania, w wyborach w 2018 roku stali się trzecią partią po uzyskaniu 18% głosów, a dzisiaj w sondażach mają 23% poparcia i walczą o pierwsze miejsce z rządzącą socjaldemokracją. Podobnie dzieje się w Niemczech, gdzie antyimigrancka „Alternatywa dla Niemiec” (AfD) zdobywa rosnące poparcie w każdych kolejnych wyborach, dziś mając w sondażach 14% i trzecie miejsce ex-aequo z socjaldemokratami.

„Ostracyzm i potępianie, pisze profesor Hedlund, mogą dawać aktywistom miłe poczucie moralnej wyższości, ale biorąc pod uwagę realne problemy związane z migracją, nie są strategią zwycięską. Sprawiają jedynie, że imigracja staje się kwestią zapalną, która polaryzuje społeczeństwo, wzmacnia poparcie dla sił antyimigranckich i uniemożliwia rozwiązywanie problemów, takich jak praca, poziom życia i bezpieczeństwo na ulicach, które są najważniejszymi rzeczami interesującymi wyborców”.

Jaki scenariusz na przyszłość?

Profesor Hedlund widzi dwa scenariusze rozwoju sytuacji w Danii. W pierwszym kraj kontynuuje to, co robi dotychczas, stawiając na integrację dotychczasowych imigrantów, a nie na nową imigrację i deportując tych, którzy się nie integrują. Zwiększa to stabilność polityczną kraju i dobrobyt Duńczyków ale wywołuje moralne oburzenie, że Dania odrzuca tych, którzy mieli nieszczęście urodzić się w biednych krajach.

W drugim scenariuszu, gdy nadejdzie nowa fala imigracji do Europy, Dania znajdzie się pod naciskiem Unii, żeby przyjęła odpowiednią liczbę imigrantów i nie wiadomo, czy utrzyma swoją pozycję, czy pójdzie drogą Szwecji, ale zdaniem profesora Hedlunda przykład Szwecji będzie raczej umacniał Duńczyków w przekonaniu, że muszą się przeciwstawić imigracji.

Przykład Szwecji pokazuje bowiem, pisze Hedlund, że „rosnące koszty utrzymywania imigrantów, którzy nie mogą być zintegrowani ze społeczeństwem, podważają fundament państwa dobrobytu. Powstanie równoległych społeczności, rządzonych wartościami nie dającymi się pogodzić z wartościami miejscowych społeczeństw, podsyca przemoc gangów i wbija ostrze głęboko w tkankę społeczną. Rosnąca liczba osób nielegalnie przebywających w kraju świadczy zaś o tym, że powstaje brutalne społeczeństwo klasowe, gdzie obcy są bezlitośnie eksploatowani, a ich wynagrodzenia w niektórych zawodach zaniżane”.

Grzegorz Lindenberg

Na podstawie: https://www.gisreportsonline.com




W Paryżu na razie nie ma imigranckich obozowisk

Policja przeniosła 427 osób z tymczasowego obozu miejskiego, jak to opisali policjanci, pełnego szczurów, cuchnącego moczem i odchodami. Migranci, w tym cztery kobiety, mieszkali w 266 namiotach w okolicach kanału Saint-Denis.

Operacja rozpoczęła się o 6 rano we wtorek i trwała dwie godziny. Ewakuowani migranci zostali przewiezieni autokarem do innych, tymczasowych ośrodków poza miastem. To kolejny obóz zlikwidowany przez władze. W ubiegłym tygodniu zdemontowano inne, liczące 1600 mieszkańców (w tym 93 dzieci) obozowisko obok stacji metra La Chapelle. „Nie ma już [w Paryżu] więcej obozów. Taka była idea” – oświadczyły władze po wtorkowej operacji dodając, że policja będzie monitorować sytuację, żeby nie dopuścić do ponownych zasiedleń.

Francois Dagnaud, mer paryskiej 19. dzielnicy, w której znajdował się zlikwidowany obóz, powiedział, że usunięcie go stanowi ulgę zarówno dla stłoczonych w nim migrantów, jak i dla okolicznych mieszkańców.

Minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner obiecał, że zlikwiduje wszystkie obozy do końca ubiegłego roku. Rozwiązaniem miało być przygotowanie większej liczby schronisk dla osób ubiegających się o azyl oraz deportowanie tych, których wnioski zostaną odrzucone. Policja ma zadbać o to, żeby migranci nie wracali do zlikwidowanych obozów. „Nie pozwolimy na niekończące się cykle ewakuacji i powrotów” – zadeklarował szef paryskiej policji, Didier Lallement.

Didier Lallement, szef paryskiej policji (Foto: Préfecture de police de Paris)

Krytycy podkreślają jednak, że choć rząd zapewnia migrantom długoterminowe kwatery lub perspektywę legalnego pobytu, wielu z nich będzie wracało na ulice.

W ubiegłym roku prezydent Macron ogłosił, że Francja musi skończyć z „pobłażliwym” podejściem do imigracji.

Sceptycznie do tematu podchodzi Dominique Versini, paryska urzędniczka odpowiedzialna za kwestie związane z imigrantami. Jej zdaniem obozy wciąż będą powstawać. Podobne stanowisko ma mer Dagnaud, który zaznaczył, że „dopóki warunki pierwszego przyjęcia imigrantów we Francji oraz zarządzanie w administracji nie ulegną zmianie, należy spodziewać się, że nowe obozy będą wciąż powstawać”.

Obóz zlikwidowany we wtorek powstał w ciągu zaledwie dwóch tygodni, w okresie, gdy władze zamykały dwa inne obozowiska w sąsiedztwie.

Oprac. Bohun, na podst. www.dailymail.co.uk




Terrorysta zastrzelony w Londynie po zranieniu nożem dwóch osób

20-letni Sudesh Amman został w niedzielę zastrzelony przez śledzących go policjantów, gdy zaatakował nożem przypadkowe osoby w sklepie w Londynie. Dwie osoby zostały przez niego ranione, w tym jedna ciężko, jedna osoba została raniona odłamkami szyby, w którą trafiły kule. Na sobie Amman miał przywiązany kanister, udający bombę.

Sudesh Amman wyszedł z więzienia tydzień wcześniej, po odbyciu połowy kary trzech lat i czterech miesięcy więzienia za posiadanie i rozpowszechnianie materiałów terrorystycznych, w tym podręczników atakowania nożem i robienia bomb. O swoich planach zabijania rozmawiał w 2018 roku z rodziną i narzeczoną, którą zachęcał do obcięcia głowy rodzicom. Po wyjściu z więzienia był śledzony przez policjantów w cywilu, ich interwencja zapobiegła większej liczbie ofiar. Do podobnego ataku doszło w listopadzie, kiedy zwolniony warunkowo terrorysta zabił dwie osoby. (g)

Źródło: BBC i Reuters