Cameron broni listu rządu do meczetów

zdj
| 2 komentarzy|
image_pdfimage_print

zdj

Premier Cameron odrzucił krytykę muzułmanów na temat listu, w którym rząd wezwał meczety do większego wysiłku w wykorzenianiu ekstremizmu i ochrony młodych ludzi przed radykalizmem.

The Muslim Council of Britain (MCB, Muzułmańska Rada Wielkiej Brytanii) zażądała, żeby Eric Pickles, sekretarz do spraw społeczności, wyjaśnił swoją zawartą w liście prośbę; Rada zapytała też, czy przypadkiem nie sugeruje on, że podobnie jak w przypadku „członków skrajnej prawicy”, islam w swej istocie nie należy do społeczeństwa Wielkiej Brytanii.

W liście wysłanym do ponad 1000 liderów społeczności islamskiej, Pickles i Lord Ahmed (minister d.s. spoleczności), podkreślili, że są dumni z tego, jak muzułmanie w Wielkiej Brytanii odpowiedzieli na ataki terrorystyczne w Paryżu, ale dodali też, że „czeka ich jeszcze więcej pracy”.
Cameron podjął się obrony listu i podczas jednego ze spotkań powiedział: „Myślę, że napisanie tego listu, żeby powiedzieć, że wszyscy ponosimy odpowiedzialność za zwalczanie terroryzmu, jest w pełni uzasadnione. Każdy, kto przeczyta ten list – a ja go czytałem – zobaczy, że napisano w nim, iż muzułmanie brytyjscy bardzo wiele wnoszą do naszego kraju i że to co dzieje się w kontekście radykalnego terroryzmu nie ma nic wspólnego z prawdziwą religią islamu. Została ona wypaczona przez zradykalizowaną mniejszość. Jednak każdy z nas musi pomóc w radzeniu sobie z problemem radykalizacji. Szczerze mówiąc, myślę, że każdy, kto czytając ten list ma z nim problem, tak naprawdę ma problem z samym sobą. Wydaje mi się, że jest to najbardziej rozsądny, wyważony i przystępny list, jaki Eric mógł napisać. Mówiąc otwarcie, na nas wszystkich spoczywa odpowiedzialność za konfrontację z radykalizmem i powstrzymanie młodych ludzi przed przyjęciem tego fanatycznego kultu śmierci, który stworzyła bardzo mała grupa ludzi”.

Pickles podkreślał w liście, że rząd nie może zwalczać ideologii dżihadu sam i że imamowie muszą tłumaczyć młodym ludziom, co to znaczy być Brytyjczykiem. Fragmenty listu: „Wy, jako liderzy wiary, posiadacie wyjątkową pozycję w naszym społeczeństwie. Macie szczególną możliwość, a zarazem ważną odpowiedzialność: tłumaczenia i demonstrowania, jak wiara w islam może być częścią tożsamości brytyjskiej. (…) Mamy nadzieję, że dzisiaj wspólnie mamy możliwość zaprezentowania prawdziwej natury islamu w Wielkiej Brytanii. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek istnieje potrzeba jasnego zakomunikowania, co to znaczy być brytyjskim muzułmanem: być dumnym ze swojej wiary i ze swojego kraju. (…) Wiemy, że akty ekstremizmu nie reprezentują islamu, ale w takim razie musimy pokazać, co tak naprawdę go reprezentuje.”
Mimo tych zapewnień list od razu spotkał się z krytyką ze strony niektórych liderów muzułmańskich.
Harun Khna, zastępca sekretarza generalnego Muslim Council of Britain, powiedział: „Napiszemy do Erica Picklesa prosząc o wyjaśnienie skierowanej przez niego do muzułmanów prośby o „wytłumaczenie i zaprezentowanie, w jaki sposób wiara w islam może być częścią brytyjskiej tożsamości. Czy Pickles rzeczywiście sugeruję, że muzułmanie i islam, podobnie jak przedstawiciele skrajnej prawicy, są w swojej istocie poza społeczeństwem brytyjskim?”.

Lord Ahmad, który również podpisał list, także odrzucił krytykę: „Ze strony rządu jest to pozytywna inicjatywa, nie staramy się skoncentrować na żadnej konkretnej społeczności. Dociera ono szeroko, na cały kraj, komunikując, że chcemy poradzić sobie z problemem ekstremizmu”.
Sekretarz spraw zagranicznych Philip Hammond powiedział w Brukseli, po spotkaniu UE na temat walki z terroryzmam: „Kraje muzułmańskie są tymi, które najwięcej wycierpiały na skutek terroryzmu i walcząc z nim dalej, wciąż będą na pierwszej linii frontu. Musimy ze sobą blisko współpracować, aby móc chronić zarówno te kraje, jak i kraje Unii Europejskiej”.

JK na podst. uk.news.yahoo.com

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze