Ameryka, obserwator ludobójstwa

1
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Przedstawiamy wywiad z dr Quantą Ahmed, urodzoną w Wielkiej Brytanii pakistańską intelektualistką, lekarką, ekspertem w dziedzinie islamskiego radykalizmu i praktykującą muzułmanką.

1

 

Rozmowa miała miejsce w Jerozolimie, przy okazji wręczenia badaczce nagrody przez Instytut Technologii Technion, w uznaniu za „bezkompromisowy sprzeciw wobec radykalnego islamu i antysemityzmu” oraz w ramach „wdzięczności za przyjaźń w stosunku do Izraela i Technionu”.

***

– Określasz siebie jako osobę religijną. Masz pozytywne nastawienie do religii i duchowości. W społeczeństwie żydowskim istnieje szeroki zakres postaw w stosunku do religii. Niemniej jednak, przyglądając się dzisiejszemu światu muzułmańskiemu, widzimy swego rodzaju odwrócony Renesans, powrót do VII w., do początków islamu.

– Całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, że odżywają skrajne praktyki, i to w skali niespotykanej w dotychczas udokumentowanej historii. Dochodzi do skrajnych manifestacji, które oznaczać mają odbudowę islamu. Zjawisko to rozpoczęło się wraz z Rewolucją islamską w Iranie (w 1979 r.) i uruchomiło szereg zdarzeń w Iranie, Arabii Saudyjskiej i wielu innych miejscach – m.in. w Pakistanie, który uległ islamizacji – obejmując zasięgiem skrajne odłamy radykalnego islamizmu w Al-Kaidzie i dzisiejszym Państwie Islamskim. Jego zwolennicy chętnie utrzymują, że dochodzi do odrodzenia oryginalnego i autentycznego islamu, choć w rzeczywistości mamy do czynienia z fikcyjnym tworem.

Nawet biorąc pod uwagę własne doświadczenie życia w Arabii Saudyjskiej, która stosuje prawo szariatu bez wprowadzania zmian i innowacji, muszę przyznać, że barbarzyństwa, którego dopuszczają się niektóre z islamskich grup, wykluczają nawet najsurowsze przejawy szariatu. Prawdą jest więc, że mamy do czynienia z odwróconym odrodzeniem religijnym.

– Jaka jest więc różnica pomiędzy odrodzeniem islamu a islamem, który wyznajesz?

– Oto przykład. Dziś nierzadkim zjawiskiem jest kamienowanie kobiet na śmierć w Iranie czy innych odległych rejonach, co pokazują nagrania rekrutacyjne, mające skłonić pakistańskie i afgańskie dzieci do wstąpienia na ścieżkę radykalnego islamu. Tymczasem w ciągu pięciuset lat historii Imperium Osmańskiego zanotowano tylko jeden przypadek ukamienowania. Nawet jeśli w Koranie istnieją fragmenty sugerujące, że można podejmować tego typu działania penitencjarne, chociażby w przypadku cudzołóstwa, wcześniej nie dochodziło do nich z takim okrucieństwem i częstotliwością jak dziś.

Odrodzenie to zostało zapoczątkowane przez ajatollahów w Iranie. Wykorzystują oni dyrektywę zwaną tazir, która zgodnie z prawem islamskim pozostawia sędziom swobodę manipulowania prawem i nie obliguje ich do wydawania wyroków, które opierałyby się na precedensie. Podczas gdy w przeszłości swobodę taką gwarantowano tylko w sytuacjach wyjątkowej niestabilności, dziś wykorzystuje się to na niekorzyść niewinnych ludzi, karząc ich w dowolny sposób.

Dobrym przykładem jest skandaliczna kara dla Raifa Badariego, saudyjskiego blogera, który otrzymał tysiąc batów za publikacje w Internecie. Nie mogło to mieć żadnego precedensu. Skąd więc liczba tysiąca batów? Jest to szczególnie problematyczne w sytuacji, gdy fundamentalną wartością islamu jest założenie, że nie można być prawdziwym wyznawcą, jeśli nie ma się wolności do wybrania braku wiary. Kto ma prawo decydować o przymusie w wierze? Ktoś taki byłby złym rządzącym. Tazir jako zjawisko rozwija się od lat 1970., w formie, która stała się wypaczeniem szariatu.

Dokonywanie uogólnień dotyczących „świata muzułmańskiego” uważam za problematyczne. Muzułmanie żyją na każdym z zamieszkałych kontynentów. Liczą 1,62 miliarda wyznawców. W samych Stanach Zjednoczonych reprezentują 69 narodowości. Każdego roku w Mekce w hidżrze biorą udział przedstawiciele 183 różnych narodowości. Mówić o „świecie muzułmańskim” to jak mówić o jednej piątej światowej populacji.

– Jak odróżnić islam o islamizacji?

– Islamizacja również jest właściwym słowem, które zostało w sposób oportunistyczny wykorzystane przez muzułmańskie demokracje jako środek do okazania siły i osiągnięcia politycznych korzyści. Wielkim patronem islamizmu jest Arabia Saudyjska, starająca się zawłaszczyć przestrzeń publiczną poprzez fikcyjne narzucenie islamu dla własnych korzyści. Islamiści postępowali w ten sposób w saudyjskiej teokracji, w irańskiej rewolucji demokratycznej (jak jest ona nazywana) i w pakistańskiej republice.

Gdybym nie była muzułmanką, spojrzałabym na kraje z muzułmańską większością i zadała sobie pytanie: „Czym jest islam?” Jeśli podróżuje się do tych muzułmańskich krajów, podstawowe fundamenty islamu są zupełnie inne. Po pierwsze, istnieje wolność nie wierzenia. Po drugie, uznaje się inne religie, te, o których wspomina się w Koranie.

Moja rodzina korzystała z wolności nie wierzenia przez ponad sto lat. Nie jesteśmy odosobnieni. Podobnie jak miliony innych ludzi, mamy brytyjsko-hiduskie korzenie.

– W odniesieniu do islamu mówisz o kulturowym odwrocie, o odrzuceniu uniwersalnych wartości zdobytych w kilku ostatnich stuleciach.

– Pochodzę z Pakistanu, kraju założonego przez islamskiego świeckiego demokratę, Muhammada Aliego Jinnaha, który studiował prawo na prestiżowym instytucie w Londynie. W dniu poprzedzającym ustanowienie Pakistanu, w trakcie przemówienia w Constitution Club w Karachi, Jinnah powiedział: „W nowym państwie wasza wiara nie będzie interesem państwa. Wszyscy będą mogli uczęszczać do swoich świątyń, kościołów i meczetów”.

Niestety Jinnah zmarł niedługo potem, w ciągu zaledwie kilku lat od powstania kraju. Zaraz po jego śmierci rozpoczęła się polityka ustępstw w stosunku do skrajnych muzułmańskich duchownych, którzy najpierw agitowali przeciw Hindusom, aby później zwrócić się przeciw mniejszościom. Ideał świeckiej demokracji miał zapewniać miejsce zarówno dla islamu, jak i wszystkich innych religii. Pakistan założono, aby zapewnić przestrzeń dla islamu, ponieważ obawiano się, że jego wyznawcy będę w Indiach prześladowaną mniejszością. W rzeczywistości Pakistan tworzono z myślą o muzułmańskim „Syjonie” pozbawionym religijnej historii, mającym zachować istnienie danej mniejszości w ogromnych Indiach. Doszło jednak do całkowitego wypaczenia tych ideałów.

Kiedy powstał Pakistan, na rok przed utworzeniem Izraela, 24 % społeczeństwa stanowili niemuzułmanie. Dziś to zaledwie 3 %. Pakistan zasiada w Radzie Praw Człowieka ONZ, nadzorując przestrzeganie praw człowieka w krajach takich jak Izrael, jednocześnie dopuszczając się jako państwo prześladowań mniejszości poprzez odbieranie im przedstawicielstwa w wyborach. Nie spotyka się to z oporem Zachodu, a Pakistan wciąż określa się mianem demokracji islamskiej.

Współczesny świat islamski osiągnął coś niebywałego. Obejmuje kraje posiadające konstytucje, zasiadające w organizacjach takich jak ONZ, a zarazem nie stworzył ani jednej instytucji, którą można by wskazać jako prawdziwie demokratyczną. Islamiści – w przeciwieństwie do islamu, który znam – nie stronią od wyzysku. Islamiści uwielbiają wybory. Prezydent Turcji Recep Erdogan sam powiedział, że demokracja jest jak pociąg jadący w jednym kierunku.

To, co dzieje się w przestrzeni publicznej w Arabii Saudyjskiej, Pakistanie i innych krajach bardzo często nie odzwierciedla nastrojów i pragnień zwykłych ludzi. I choć zdecydowanie potępiam oba te kraje, ludzie w zupełności zgadzają się z moimi argumentami, ponieważ jeśli zna się islam, nie można usprawiedliwiać tego, do czego dochodzi w imię islamu.

Nie trzeba oglądać się na skrajny przykład ISIS, nowej organizacji, która istnieje od roku czy dwóch. Wystarczy spojrzeć na Pakistan, Jordanię, niektóre regiony Egiptu, aby przekonać się, że przemoc w stosunku do kobiet jest tam dopuszczalna. Dlaczego kobiety nie mają prawa wnieść pozwu o rozwód? Zgodnie z islamem mężczyzna nie może pozostać na siłę żonaty albo odmawiać żonie uczciwego rozwodu lub środków wsparcia.

***

– Mieszkałaś w Arabii Saudyjskiej i opublikowałaś nawet książkę na ten temat – „In the Land of Invisible Women” (W kraju niewidzialnych kobiet). Co możesz powiedzieć o tym doświadczeniu?

– Mieszkałam tam przez dwa lata, a następnie podróżowałam tam i z powrotem przez kolejne 10 lat. (…) Cóż, było bardzo ciężko. Przede wszystkim miało to miejsce 15 lat temu. Byłam młodsza, mniej dyplomatyczna, świeżo po szkole, z dużą pewnością siebie i niewielką cierpliwością w stosunku do innych ludzi. Jako lekarz walczyłam o ludzkie życie, robiłam dializy, przygotowywałam rodziny na najgorsze wieści dotyczące ich ukochanych. Gdy opuszczałam tę przestrzeń, nie mogłam nawet przywieźć do Arabii Saudyjskiej swego samochodu, ponieważ kobietom nie wolno tam prowadzić. Gdy tylko wjechałam do kraju, musiałam zostawić swój paszport pracodawcy. Cóż za uprzedmiotowienie! Pomimo że od lat prowadziłam zespoły medyczne, ze względu na swoją płeć byłam niewidoczna.

– Czy twoja „niewidzialność” chroniła cię przynajmniej przed napaścią seksualną?

– Nigdy o tym nie myślałam. Ale nie, możesz być jednocześnie niewidzialna i uprzedmiotowiana. W pewnym sensie więc, choć w swej dziedzinie byłam ekspertem o tych samych lub wyższych kwalifikacjach niż mężczyźni, na każdym kroku musiałam agresywnie walczyć o swoje. Po pracy z kolei musiałam nosić na głowie chustę i uważać, żeby policja religijna nie zaczepiła mnie z powodu jej niewłaściwego ułożenia.

* * *

Miesiąc temu, gdy Watykan uznał Palestynę za państwo, napisałam do papieża list otwarty, w którym zaznaczyłam, że odbieram tę decyzję jako kolejną próbę ukrzyżowania żydów, którzy piętnowani są już od dwóch tysięcy lat. Istnieje fałszywe założenie, że jeśli żydzi poświęcą Państwo Izrael, wreszcie nastanie pokój. Jest to fałszywe założenie; wystarczy spojrzeć, co dzieje się dookoła. Dzisiejsi chrześcijanie przypominają żydów z dawnych lat.

Jedyną wspólnotą chrześcijańską, która przetrwała na Bliskim Wschodzie jest Izrael, i jest to ironia historii: żydzi chronią teraz chrześcijan.

– Z twoich pism dowiedziałem się, że jako muzułmanka oceniasz stosunek zachodniej cywilizacji do stojącego przed nią zagrożenia jako przejaw naiwności.

– Zgadzam się. Nie wiem jednak, czy jest to naiwność. Ostatnie lata w Stanach Zjednoczonych były bardzo niepokojące. Wypiera się temat ISIS. Trudno znaleźć amerykańskich polityków mówiących o islamizmie. Wielu odmawia dyskusji na temat radykalnego islamu oraz twierdzi, że dżihadyści nie mają z islamem nic wspólnego.

Islamizm jest bardzo wyszukaną ideologią XXI w. Przypomina marksizm, choć jest jeszcze bardziej szkodliwy, gdyż ma charakter religijny. Dlatego też islamistyczny antysemityzm jest groźniejszy od nazistowskiego antysemityzmu, nawet jeśli trudno wyobrazić sobie równie piekielne zjawisko jak Holocaust czy, broń boże, coś równie strasznego.

Myślę, że naziści w swoich antysemickich poczynaniach nie mieli podobnej religijnej legitymizacji, co islamiści. Co islamiści mówią niepiśmiennym muzułmanom lub żydom czy chrześcijanom? Mówią, że ich religia nakazuje postrzegać żydów jako wrógów; że to religijny dżihad nakazuje dokonywanie męczeńskich operacji. To jest motywowana religijnie fikcja.

Mamy problem, ponieważ Stany Zjednoczone twierdzą, że ci ludzie nie mają nic wspólnego z islamem. To jednak nieprawda. Islamizm zapożycza i kradnie obrazy, metafory i język islamu do realizacji swych własnych, totalitarnych ambicji. Nie wzięło się to znikąd. Islamizm wymyślono w egipskich więzieniach i rozwijano pod wpływem marksistowskich tekstów. Następnie stworzono prowadzony przez ludzi ruch, który przypominał religię.

– Być może jest to współczesna wersja radykalnej „mody”, przypominająca fascynację młodych ludzi osobą Che Guevary, który został ikoną [popkultury] pomimo torturowania i zabijania niewinnych politycznych rywali. To samo można powiedzieć o używaniu pojęcia „prawa człowieka”. Każdy człowiek ma prawa, poza żydami, którzy nie mają prawa posiadać własnego państwa.

– Z moich obserwacji wynika, że prawa człowieka mają znaczenie tylko wtedy, gdy Izrael złamie je w trakcie walki. Operacje toczące się obecnie w Arabii Saudyjskiej i Jemenie są dużo bardziej krwawe niż te, które miały miejsce w Strefie Gazy, a międzynarodowa społeczność nawet o nich nie wspomina. Nikogo to nie interesuje. W tym samym czasie, gdy w Gazie prowadzono operację Protective Edge, przy północno-zachodniej granicy Pakistanu doszło do jednej z największych operacji w historii tego kraju. Tamtejsze władze przesiedliły 400 tysięcy ludzi, by następnie zbombardować opuszczone tereny. Nikt się tym nie interesuje. Gdzie jest dochodzenia w tej sprawie?

– Trudno uwierzyć, że intelektualiści w Stanach Zjednoczonych, które zwyciężyły w zimnej wojnie, nie są w stanie rozpoznać totalitarnej ideologii.

– Często cytuję profesora Bassama Tibiego, uchodźcę z Syrii publikującego w Niemczech, który pisze, że islamizm zaczął się szybko rozwijać zaraz po upadku Imperium Osmańskiego. A największym motorem napędowym islamizmu była wojna sześciodniowa, która pokazała bezsilność idei panarabskiego nacjonalizmu.

– Upadły teorie świeckiego państwa.

– A to skłoniło muzułmanów do wybrania islamistycznej opcji. Na żadnym z poważnych forów w Stanach Zjednoczonych nie dokonano jednak analizy tego zjawiska. Nie wierzę, że administracja Obamy posiada tak małą wiedzę na temat islamizmu – w końcu, pomijając media, tak wiele się publikuje, nawet w akademickich czasopismach poświęconych polityce. Administracja zdecydowała po prostu, że opowie się po stronie Iranu, i że będzie postrzegać go jako kraj oblężony i jako potrzebującą pomocy ofiarę.

– Jakie twoim zdaniem będą konsekwencje takiej polityki?

– Myślę, że to katastrofalne zjawisko, ponieważ udzieli Iranowi legitymizacji, której nie posiada obecnie nikt w regionie, nawet Arabia Saudyjska. Kolejny problem polega na tym, że Iran – w którego rządzie zasiadają ludzie otwarcie zaprzeczający istnieniu Holocaustu – uzyska status prawomocnego supermocarstwa, utrzymującego bezpośrednie relacje ze Stanami Zjednoczonymi.

Największą ofiarą Arabskiej Wiosny są Stany Zjednoczone. Dysponujemy największą siłą militarną i ogromnymi zasobami gospodarczymi, ale Arabska Wiosna pokazała niewiarygodne niezdecydowanie USA. Nie potrafiliśmy opowiedzieć się po żadnej ze stron w momencie upadku prezydenta Egiptu, Hosniego Mubaraka, z kolei teraz nowy prezydent al-Sissi zawdzięcza poparcie administracji tylko swej silnej osobowości.

Stany Zjednoczone są bezsilne także w kwestii ludobójstwa w Syrii. Zastanawiające w tak kluczowym momencie są relacje USA z Izraelem – wydawałoby się, że aby zapewnić poczucie bezpieczeństwa Jordanii i Libanowi, Stanom potrzebna jest silna współpraca z tym krajem. Kiedy usłyszałam przemówienie Obamy w Kairze, w 2009 r., pomyślałam, że to wstyd, iż podobne zapewnienia o potrzebie współpracy z USA nie padły tam z ust islamskiego przywódcy. Znaczenie, jakie Obama przypisuje kwestii palestyńskiej, irytuje wielu muzułmanów w regionie, m.in. w Bangladeszu. Ponad miliard muzułmanów nie mieszka na Bliskim Wschodzie i sprawa Palestyny nie znajduje się liście ich priorytetów. Mimo tego nie życzę Palestynie źle. Jestem w równym stopniu propalestyńska, co prosyjonistyczna.

– Kwestię palestyńską określam mianem skatomy, ślepej plamki, przez którą ludzie nie są w stanie nic zobaczyć.

– Stany Zjednoczone nie angażują się w ten proces, podobnie jak nie angażują się w pozostałej części Bliskiego Wschodu i w regionie Afryki Północnej. Stany Zjednoczone podjęły świadomą decyzję, by nie angażować się w konflikt w Syrii, i by udzielać jej pomocy w dokumentowaniu ludobójstwa, z którym można by walczyć. USA są tak naprawdę jedynym krajem mogącym umieścić swoje wojska w terenie.

Dlaczego Stany Zjednoczone nie przewodniczą koalicji państw arabskich w walce z ISIS? Dlaczego jesteśmy obserwatorem ludobójstwa, podobnie jak w przypadku Bośni, Rwandy i innych miejsc? Czym się stajemy, my, Amerykanie, nie podejmując żadnego działania? Podejmowanie działania niekoniecznie oznacza rozpoczęcie batalii powietrznej. W medycynie zawsze stosuje się jedno z dwóch rozwiązań: natychmiastowe działanie lub skorzystanie z czasu jako narzędzia diagnozy. Cóż, Stany Zjednoczone miały cztery lata na postawienie diagnozy. Cztery lata – to prawie tyle, co II wojna światowa, a my wciąż nie zaproponowaliśmy rozwiązania. Gdybym była wrogiem Stanów Zjednoczonych, postrzegałabym je jako bezsilne.

Nie mamy żadnego przywódcy, nikogo takiego jak Churchill. On wiedział, jak rozpoznać wroga i rozumiał, że słowa mogą być ważniejsze niż broń. Nie można wygrać wojny bez użycia słów, bez narodowej woli politycznej. Działania w terenie gwarantują Stanom Zjednocznonym wiarygodność. Kiedy jednak teren kontrolują islamscy ekstremiści, radykalizujący coraz więcej dzieci na całym Bliskim Wschodzie, Stany Zjednoczone postrzega się jako bezsilne.

– Można dojść do wniosku, że stanowi to konsekwencję mechanizmu politycznej poprawności, która zawładnęła zachodnim dyskursem po II wojnie światowej. Nie można powiedzieć, że terroryści to muzułmanie, mówi się, że to „radykałowie”.

– W 2012 r. zeznawałam jako ekspert przed Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego w sprawie islamskiej radykalizacji w Stanach Zjednoczonych. Jako muzułmanka wyraziłam opinię, że należy zbadać to zjawisko. Demokraci zasiadający w komisji określili moje zeznanie jako „niebezpieczne”.

Administracja Obamy ma fałszywe pojęcie o prawa obywatelskich, nawet jeśli chodzi tylko o sytuację muzułmanów w Ameryce. Nie jest to kwestia praw obywatelskich; nie można też nazwać islamofobią stwierdzenia, że podejrzaną grupę, która stanowi zagrożenie, należy zbadać. Problem polega na tym, że obecna administracja uważa, że jest to kwestia praw obywatelskich i wycofuje się z rozmowy. Nazywam to wojującą ideologią. Istnieją ludzie, którzy nie rozumieją różnicy pomiędzy amerykańskimi Żydami pracującymi dla izraelskiej armii a amerykańskimi muzułmanami, którzy dołączają do ISIS.

– Skoro mowa o podwójnych standardach, międzynarodowa komisja śledcza do zbadania przypadków naruszania praw człowieka przy ONZ opublikowała raport poświęcony ubiegłorocznej operacji Protective Edge w Gazie. Co sądzisz o tym raporcie?

– Niestety ONZ nie może być postrzegana jako bezstronny sędzia w kwestiach związanych z Izraelem, co pokazuje brak proporcji w rezolucjach dotyczących Izraela w porównaniu ze ślepotą ONZ w kwestii przestrzegania praw człowieka przez inne państwa członkowskie, w tym państwa w większości muzułmańskie, szczególnie na Bliskim Wschodzie. W związku z tym żaden raport nie może być uznany za wolny od uprzedzeń i dlatego też jego ocena i interpretacja są problematyczne.

Co więcej, czytałam ostatnio raport, w którym sekretarz ONZ Ban Ki-Moon ustąpił pod presją nie umieszczania Sił Obronnych Izraela (IDF) na liście jednostek obierających w swych działaniach za cel dzieci. ONZ zdecydowało również, że nie umieści na tej liście Hamasu. To szokujące, że Hamas zestawia się z IDF. Moim zdaniem IDF jako jednostka wojskowa równa jest armii brytyjskiej lub amerykańskiej. Fakt, że ONZ zastanawia się, czy nie przypisać IDF takiego samego statusu jak Boko Haram, The Lords Ressistance Army, ISIS czy Hamasowi, świadczy o braku perspektywy wynikającym z subiektywizmu. Dlatego też oceny zaangażowania Izraela w operację Protective Edge nie można dokonać w oparciu o agencje ONZ.

Nie ulega wątpliwości, że zbyt wiele palestyńskich dzieci i kobiet straciło życie pod izraelskim ostrzałem w Gazie w trakcie operacji Protective Edge. Izrael wyraził z tego powodu żal, kontynuując konflikt z wstrzemięźliwością i przestrzegając międzynarodowych praw wojennych. Tymczasem nie zbadano kwestii zaangażowania w konflikt Hamasu, wykorzystywania przez niego dzieci jako żołnierzy i jawnej odpowiedzialności za łamanie międzynarodowych praw poprzez działania partyzanckie, takie jak składowanie broni w szpitalach czy wykorzystywanie szkół jako zbrojowni – przez co wszystkie straty cywilne były nieuniknione.

– Przyjechałaś do Izraela, aby odebrać nagrodę od instytutu Technion. W ostatnich latach nad Izraelem wisiał zarówno akademicki, jak i gospodarczy miecz. Jak postrzegasz to zjawisko?

– Cieszę się, że o to pytasz. Przerażają mnie bojkoty. Jeśli chodzi o administrację Stanów Zjednoczonych, możemy mówić o naiwności, jeśli mowa natomiast o uczelniach, uważam, że nie chodzi tu o naiwność, lecz o świadomy wybór. O świadomą zmowę z islamizmem.

Gdy w 2012 r. zajmowałam się w Wielkiej Brytanii kwestią zamachów samobójczych, w mediach podniesiono temat incydentu u wybrzeży Strefy Gazy z 2010 r. Izrael przedstawiano jako jedynego agresora, a wszystkich innych jako strony pokojowe. W mediach nie miała miejsca praktycznie żadna dyskusja na ten temat, więc zainteresowałam się tematem bojkotów. Zdecydowałam się po raz pierwszy pojechać do Izraela i odwiedzić tamtejsze uczelnie, aby sprawdzić, dlaczego tak wiele ludzi i instytucji chciało je bojkotować. Na kilka dni przed wyjazdem przeczytałam artykuł o profesorze Danie Shechtmanie, laureacie Nagrody Nobla, i w ten sposób nawiązałam kontakt z Technionem. W trakcie wizyty dowiedziałam się, że Technion przygotował specjalny programy nauczania dla studentów reprezentujacych różne mniejszości, dzięki którym mogli oni rozwijać talenty niezależnie od kraju pochodzenia i środowiska, z którego się wywodzili. Napisałam następnie artykuł pt. „The Poverty of Boycotts” (Ubóstwo bojkotów), zaznaczając, że bojkotowanie uczelni może zaszkodzić również mniejszościom. Podkreśliłam, że jeśli aspirujemy do współistnienia różnych stron, przykład musi wyjść od inteligencji.

Rok później, w trakcie operacji Protective Edge, w najwięszym światowym czasopiśmie medycznym „The Lancet” ukazał się propagandowy, antysemicki i antysyjonistyczny artykuł zatytułowany „An Open Letter to the People of Gaza” (List otwarty do ludności Strefy Gazy). Artykuł stwierdzał, że każdy izraelski pracownik akademicki i naukowiec, który nie zażąda od izraelskiego rządu sprzeciwienia się izraelskiej operacji wojskowej, będzie miał na rękach krew i poniesie odpowiedzialność za „masakrę ludności Strefy Gazy”.

Byłam zaskoczona tym listem oraz faktem, że nie opublikowano wraz z nim żadnej polemiki oraz żadnego komentarza redaktorskiego, który zaznaczałby, że list ten nie reprezentuje poglądów „The Lancet”. Wraz z czołowymi izraelskimi naukowcami, w tym czterema laureatami Nagrody Nobla i trzema przewodniczącymi izraelskich uniwersytetów napisałam list sprzeciwu, w którym krok po kroku obalałam przedstawione argumenty. Za pierwszym razem artykuł odrzucono (bez wyjaśnienia), następnie jednak pod dużą presją opublikowano go. Odpowiedź przekroczyła nasze najśmielsze wyobrażenia.

– Jak tłumaczysz obronę izraelskiego środowiska akademickiego swoim współpracownikom na całym świecie.

– Powody, dla których staję w obronie izraelskiego środowiska akademickiego są następujące. Po pierwsze, znam je bardzo dobrze. Po drugie, nie jest ono jednolite. Po trzecie, jestem przekonana, że jeśli damy przyzwolenie na to, co uczyniono izraelskim uczelniom, to samo będzie można zrobić innej kwestionowanej grupie lekarzy – na przykład gejom. Po czwarte, uważam, że środowiska akademickie są ostatnią apolityczną przestrzenią, którą wszyscy możemy dzielić. Szczególnie lekarze mają traktować wszystkich bez barier, bez rozróżniania. Lekarze zajmują w społeczeństwie szczególne miejsce. Kiedy społeczeństwo utraci również moralność wśród lekarzy, upadnie moralność całego społeczeństwa. Wystarczy spojrzeć, jak dzięki zaangażowaniu lekarzy wzrosło poparcie dla nazistów w Niemczech.

Jeśli największe światowe czasopismo medyczne publikuje polityczne inwektywy i chce cię odczłowieczyć, w dobie mediów może to mieć wpływ na miliony lekarzy. Jeśli środowisko akademickie w Izraelu można obarczyć winą za masakrę, nie różnimy się zbytnio od lekarzy, którzy uprawomocnili nazistowską ideologię do przeprowadzenia jej śmiertelnej misji.

Bohun, na podst. www.aish.com

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze