Wiadomość

Afgańskie złudzenia Zachodu

Konferencja prasowa rzecznika talibów. 18 sierpnia 2021 r. Źródło: youtube.

Po 20 latach wojska amerykańskie i współpracujące z nimi armie opuszczają Afganistan. Ostateczny triumf nad terroryzmem nie nadszedł. Marzenia o demokracji w Afganistanie posiwiały w jedną noc, bo tyle wystarczyło, by talibowie przejęli znów władzę.

Ten stan rzeczy był możliwy dlatego, że podejmowano decyzje na podstawie fałszywych założeń. Nie jest jednak tak, że dziennikarzom czy politykom łuski spadły teraz z oczu. Przeciwnie – jedne złudzenia zostały zastąpione przez inne.

Demokracja to nie pudełko czekoladek

Demokracji nie da się nikomu dać w prezencie. System polityczny, żeby trwał i nie przerodził się w tyranię czy karykaturę samego siebie, potrzebuje odpowiednich warunków kulturowych i identyfikacji społeczeństwa z określonym systemem aksjologicznym.

W Europie demokracja i swobody obywatelskie wykluwały się przez setki lat – złożyły się na nie chrześcijańska koncepcja godności ludzkiej, duch greckiej filozofii, uniwersalizm rzymskiego prawa czy oświeceniowe idee praw człowieka i obywatela. Historia jasno pokazuje, że wolność nigdy nie zakwitnie tam, gdzie nie jest ceniona. Demokracja nie ma także zbyt dużych szans w miejscu, w którym struktury klanowe w istocie zastępują państwo. W tych warunkach więzy krwi i układy klienckie uniemożliwiają powstanie nowoczesnych partii politycznych oraz rozwiązywanie konfliktów na mocy prawa.

Różnice w spektrum fundamentalizmu

PEW Research Center w 2013 roku zrobiło szeroko zakrojone badania socjologiczne, z których wynikało, że w Afganistanie poparcie dla prawa koranicznego – szariatu – jest największe ze wszystkich krajów muzułmańskich i wynosiło wtedy 99 procent. Nie jest więc tak, że talibowie ze swoimi postulatami totalnej islamizacji życia politycznego są odosobnionymi ekstremistami. Bez poparcia prowincji i bez powszechnego przekonania o ich sile upadek armii i afgańskiego rządu nie nastąpiłby z godziny na godzinę.

W gruncie rzeczy pomysł zdemokratyzowania Afganistanu cieszył się szczerym poparciem jedynie zwesternizowanych tamtejszych elit, które, jak można zakładać, stanowią nikły procent społeczeństwa.  Społeczeństwo afgańskie wcale nie dzieli się na prozachodnich demokratów i fanatycznych talibów. Mamy tutaj raczej do czynienia z różnicami w spektrum fundamentalizmu – cel talibów, jakim jest wprowadzenie porządku islamskiego, spotykają się w Afganistanie ze zrozumieniem, a sprzeciw mogą budzić tylko krwawe metody, jakimi się posługują.

Zwycięstwo talibów było kwestią czasu

Od momentu podjęcia rokowań z talibami i zapowiedzi Waszyngtonu o opuszczeniu Afganistanu ci pierwsi zaczęli swoją ofensywę. W marcu informowaliśmy naszych czytelników o kolejnych sukcesach islamskich fanatyków i zdobywaniu przez nich kolejnych terenów. Analitycy, którzy dziś mówią o tym, że są zaskoczeni, po prostu się kompromitują. Otwarcie konfrontacyjna postawa wobec afgańskiej armii i amerykańskich wojsk do wielu miesięcy dobitnie świadczyła o tym, że talibowie nie kryją się z tym, iż nie mają zamiaru ani podporządkować się zapisom umów międzynarodowych, ani utrwalać pokoju. Ich działania od dłuższego czasu jednoznacznie świadczyły o tym, że chodzi im o przejęcie władzy i wprowadzenie szarickich porządków.

Naiwna wiara w zmianę

Talibowie próbują pokazać swoją ludzką twarz. Chcą przekonać opinię publiczną o tym, że nie są współczesnym wcieleniem zła. Pojednawcze tony są obliczone na uśpienie czujności zachodniej opinii publicznej. Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid oświadczył, że ich rząd będzie szanował kobiety oraz zapewni im ochronę przed dyskryminacją oraz możliwość pracy i nauki „w ramach prawa szariatu”.

Niektórzy słowa te wzięli za dobrą monetę. „Musimy być cierpliwi, trzymać nerwy na wodzy i dać przestrzeń do stworzenia rządu, pokazania swoich kompetencji. Może okazać się, że stali się oni bardziej rozsądni. (…) Może się okazać, że obecny Taliban jest inny niż ten, który ludzie pamiętają z lat 90” – powiedział szef brytyjskich sił zbrojnych Nick Carter. Nie wziął jednak pod uwagę najbardziej istotnej części tego oświadczenia, a mianowicie odwołania do prawa szariatu, które z zasady wyznacza kobiecie rolę upośledzoną. O równości czy poszanowaniu praw człowieka w tym wypadku nie może być mowy. Nawet jeśli talibowie zgodzą się na kształcenie dziewczynek, pojawi się pytanie o charakter tej edukacji.

Rząd afgański już w marcu na krótko uległ presji talibów i wprowadził zakaz śpiewania dla dziewczynek. Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie, by wprowadzić nie tylko dyskryminujące rozwiązania, ale także powołać do życia policję obyczajową. Doskonale o tym wiedzą mieszkanki Kabulu, które otwarcie mówią, że nie wierzą talibom, mającym krew na rękach.

„Kobiety mają ogromne obawy o swoje bezpieczeństwo, prawa i możliwości edukacji. Już docierają do nas informacje, że wiele dziewcząt zostało odesłanych z uniwersytetów, a dziewczynki w wieku 12 lat wydawane są za mąż” – powiedziała BBC laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Malala Yousafzai, nagrodzona w 2014 roku za działalność na rzecz praw kobiet w świecie muzułmańskim. Zresztą jest to nie pierwszy i nie jedyny głos kobiet ostrzegający przed naiwną wiarą w intencje islamskich radykałów.

Zapewnić azyl kobietom, chronić współpracowników

Klimat z 2015 roku, kiedy to kanclerz Niemiec otworzyła szeroko granice dla imigrantów, w Europie już się raczej nie powtórzy. Afgańczyków nie chcą przyjmować Francja czy Austria. Głos Berlina brzmi wyjątkowo chłodno. Angela Merkel skrytykowała prowokacje białoruskich służb przy granicy z Polską i Litwą. Otwarcia bram dla uciekinierów nie zapowiada oficjalnie żaden europejski rząd. Powody są racjonalne. Afganistan jest krajem dość ludnym (liczy ponad 37 milionów mieszkańców), więc otwarcie drzwi teraz może wywołać lawinę wielotysięcznej migracji.

Od kilku miesięcy wiadomo, że wzmożoną presję migracyjną chcą wykorzystać zarówno Putin, jak i Łukaszenka. Dla Moskwy czy Mińska Afgańczycy są kolejnym narzędziem osłabiania Unii Europejskiej. Nie chodzi wcale o względy humanitarne. Zarówno Rosja, jak i Białoruś zgodnie z prawem międzynarodowym mają obowiązek jako państwa bezpieczne zapewnić uciekinierom ochronę.

Nie znaczy to jednak, że Polska i Europa powinny odwrócić się do społeczeństwa afgańskiego plecami. Pomoc należy się co najmniej dwóm grupom – bezwzględnie chronić należy prześladowane kobiety oraz sprowadzić do kraju tych Afgańczyków, którzy współpracowali z zachodnimi armiami. Po doniesieniach o przechwyceniu przez talibów biometrycznych baz danych amerykańskiej armii ich życie wisi na włosku, a oni sami otwarcie mówią, że Zachód ich zdradził.

Jednocześnie Europa nie może sobie pozwolić ze względów społecznych, bezpieczeństwa czy finansowych na kolejną odsłonę polityki spod znaku Willkommenskultur. Dziś powinniśmy debatować na tym, jak chronić nasze granice i nie ulegać szantażom reżimu Putina.

〉 O trudnej sytuacji kobiet w Afganistanie informował Grzegorz Lindenberg w lipcu tego roku. 

Udostępnij na
Video signVideo signVideo signVideo sign
Piotr S. Ślusarczyk

Piotr S. Ślusarczyk

Doktorant UKSW, badacz islamu politycznego, doktor polonistyki UW; współprowadzący portal Euroislam.pl; dziennikarz telewizyjny i radiowy.

Inne artykuły autora:

Turcja podbija stawkę w sprawie imigracji

Niemcy chcą pomagać, ale już nie u siebie

Talibowie realizują ludobójczą politykę