Proimigracyjna propaganda Niemiec i terroryzm we Francji. Przegląd wydarzeń 31.08-06.09

We Francji i Niemczech zagrożenie terroryzmem islamskim dalej jest poważne, lecz mimo to niemieckie elity odtrąbiły sukces integracji. Ten optymizm został podparty zmanipulowanymi danymi. We wschodniej części Morza Śródziemnego, w kolebce naszej cywilizacji, narasta konflikt, który może przerodzić się w wojnę.

Wiadomości

Mahomet wrócił na okładkę „Charlie Hebdo”, a to z okazji rozpoczynającego się procesu zamachowców, którzy zabili w 2015 roku dziennikarzy magazynu. Redakcja informuje, że się nie podda. Więcej…

Zagrożenie terrorystyczne we Francji jest „niezwykle wysokie” poinformował minister spraw wewnętrznych Francji przy okazji procesu wyżej wspomnianych zamachowców. Więcej…

Niemcy wykryły kolejny spisek terrorystyczny w tym roku – planowany zamach bombowy w restauracji. Więcej…

Niemiecki sąd pracy uchylił zakaz noszenia chust przez nauczycielki w szkole. Prawo do manifestowania swojej tożsamości religijnej postawił ponad neutralnością światopoglądową państwa. Więcej…

Turcja grozi Grecji wojną; spór między tymi krajami eskaluje, a obecność państw trzecich sugeruje, że nie chodzi tylko o kwestie dostępu do gazu. Więcej…

Narastająca nielegalna imigracja do Wielkiej Brytanii powoduje, że brytyjskie służby imigracyjne są przeciążone napływem osób szukających azylu. Więcej…

Media społecznościowe są trybuną dla kaznodziejów nienawiści. Wielkie firmy technologiczne oskarżane są o przymykanie oka na ich działalność w sieci. Więcej…

Opinie i analizy

Sukcesy integracji fali imigracyjnej z 2015 roku opisywały niemieckie, brytyjskie, a w ślad za nimi polskie media. Przedstawiane dane zmanipulowano, by popierały tezę. Gdzie nastąpiła manipulacja, pokazuje socjolog, dr Grzegorz Lindenberg. Więcej…

Polityczny islam przenika do systemów dążąc do zdobycia władzy i spycha na margines inne religie, a także sam islam, twierdzi reformatorka Raheel Raza. Więcej…

Przygotował JW




Bombowa rodzina z Manchesteru

Brat zamachowca, który wysadził się przed Manchester Arena w roku 2017, został uznany za winnego 22 morderstw i dwóch przypadków usiłowania zabójstwa oraz udziału w spisku w zamachu bombowym.

Hashemowi Abediemu, lat 22, grozi teraz dożywocie, po tym jak po zaledwie kilku godzinach rozprawy został uznany winnym wszystkich zarzucanych mu czynów. Jego o trzy lata starszy brat Salman wysadził się 22 maja 2017 roku przed koncertem Ariany Grande w Manchester Arena zabijając wraz z sobą 22 osoby, raniąc setki, w tym prawie sto osób z ranami, które zostaną na całe życie. W tym czasie Hashem Abedi przebywał w oddalonej o tysiące kilometrów Libii.

Przygotowania i inspiracja

W czasie rozprawy prokuratura przedstawiła jednak dowody, że Hashem zachęcał brata, pomógł mu skonstruować bombę i dostarczył szrapnele oraz niezbędne chemikalia. W dniu zamachu wykonał czterominutową rozmowę telefoniczną, w której podtrzymywał motywację brata do samobójczego ataku.

Bracia planowali detonację pięć miesięcy przed atakiem. W tym celu wykorzystali nieświadomych kolegów do zakupów potrzebnych chemikaliów w internecie. Przykładowo, kupując kwas siarkowy informowali kolegów, że jest potrzebny do akumulatorów w Libii. Dzięki temu skonstruowali bombę w oparciu o nadtlenek acetonu, który jest atrakcyjny dla terrorystów.  Łatwo jest bowiem o składniki oraz był on niewykrywalny, gdyż dotychczas większość skanerów wykrywała materiały wybuchowe skonstruowane w oparciu o azot.

Abdalraouf Abdallah (zdj. policja Manchester)
Abdalraouf Abdallah (zdj. policja Manchester)

Przez tych kilka miesięcy, dla zmylenia tropów bracia użyli 11 telefonów, niektóre tylko po dwie godziny, i zmieniali często samochody, chociaż żaden z nich nie miał prawa jazdy. Kontaktowali się też z innymi terrorystami. Jednym z nich był Abdalraouf Abdallah, terrorysta przykuty do wózka z powodu ran odniesionych w Libii, odbywający wtedy karę więzienia. Pomimo tych ograniczeń Abdallah, uznawany przez służby za niebezpiecznego rekrutera radykalizującego muzułmanów, mógł kontaktować się z braćmi Abedi poprzez nielegalnie posiadany w celi telefon komórkowy.

Po skonstruowaniu bomby wydawało się, że Abedi porzucili operację, dołączając do rodziców w Libii w kwietniu 2017 roku. Salman wrócił jednak w maju i dokonał zamachu.

Rodzina terrorystów na zasiłku

W czasie procesu wyjaśniono, że rodzina Abedich była mocno wspierana przez brytyjskie państwo. W ciągu siedmiu lat otrzymali 200 tysięcy funtów wsparcia; część z tych pieniędzy sfinansowała atak terrorystyczny. Matka braci otrzymywała wsparcie na dom, na szóstkę dzieci i męża, ulgi podatkowe na kwotę około 2 200 funtów miesięcznie, aż do zamachu w 2017 roku.

Otrzymywali zasiłki nawet wtedy, kiedy rodzice wraz z młodszymi dziećmi wyprowadzili się w październiku 2016 roku do Libii. Bracia Abedi wykorzystali konto swojej matki do zrobienia potrzebnych do zamachu zakupów.

Młody Hashem Abedi z bronią (zdj. pochodzi z Facebooka ojca)
Młody Hashem Abedi z bronią (Foto: Facebook ojca zamachowców)

Rodzice zamachowców uciekli w latach 90 z Libii przed opresją ze strony Kadafiego i otrzymali bezpieczne schronienie w Wielkiej Brytanii. Ramadan Abedi, ojciec, był politycznym radykałem stowarzyszonym z Libijską Islamską Grupą Walki, uznaną za organizację terrorystyczną i traktowaną jako odłam Al-Kaidy.

Do Libii wrócili po raz pierwszy w 2011 roku, po wybuchu tamże wojny domowej. Ojciec zabrał synów ze szkoły i zawiózł do kraju. Tam zostali wystawieni na kontakt z bronią i przemocą, dostarczając pomocy rebeliantom walczącym z reżimem.

Haras Rafiq z Quilliam Foundation uważa, że to był punkt zwrotny. „W domu mogli słyszeć wiele historii – mówi Rafiq – ale kiedy udali się do Libii i zobaczyli przemoc na własne oczy, to było coś, co dało im coś trwałego, coś co mogli zobaczyć, coś czego mogli potencjalnie stać się częścią”.

Powrót, przestępczość, narkotyki i przemiana

Rodzina wróciła ponownie na jakiś czas do Wielkiej Brytanii w 2013 roku. Najstarszy z braci ożenił się i mieszkał w innym mieście. Tymczasem Hashem i Salman weszli w środowisko kultury gangsterskiej, zaczęli też brać narkotyki. Zmieniło to się po roku 2015, po pielgrzymce do Arabii Saudyjskiej. Stali się bardziej religijni, ale przejawiało się to głównie w poparciu dla radykalizmu spod znaku Państwa Islamskiego. Narkotyki i alkohol ciągle towarzyszyły im w życiu.

W międzyczasie Hashem wyjechał do Niemiec gdzie pracował w biznesie nieruchomości u Mohammeda Benhammediego, objętego kiedyś sankcjami przez ONZ za finansowanie Libijskiej Islamskiej Grupy Walki. Tej samej, którą wspierał ojciec Hashema. W styczniu 2017 roku Hashem wrócił do Wielkiej Brytanii i wtedy bracia zaczęli na poważnie planować zamach. (j)

źródła: BBC, BBC, Manchester Evening News, Manchester Evening News

 




Terroryści wśród migrantów – prawda czy mit?

Jan Wójcik

Amerykański think tank Center for Immigration Studies oszacował skalę wykorzystania fali imigracyjnej przez terrorystów. Mieliśmy rację ostrzegając przed tym polski rząd i społeczeństwo w roku 2015, wbrew atakom politycznie poprawnych mediów.

W roku 2015 zwracaliśmy uwagę na problem wykorzystania kryzysu imigracyjnego przez organizacje terrorystyczne. Wysyłaliśmy opracowania do polityków i mediów, a po braku reakcji przygotowaliśmy kampanię plakatową. Oskarżono nas wtedy nawet o podżeganie do nienawiści. Dzisiaj fakty, niestety, potwierdziły nasze obawy. Przynajmniej 104 islamistycznych terrorystów, według Center for Immigration Studies, wykorzystało nieregularną imigrację w latach 2014-18. 

Według danych tej organizacji 28 z nich udało się skutecznie przeprowadzić 16 zamachów terrorystycznych, w których zginęło 170 ofiar, a rannych zostało 878 osób. Na szczęście 37 zostało aresztowanych lub zabitych w trakcie planowania ataków, a 39 aresztowanych za związki z organizacjami terrorystycznymi. Spośród tych zidentyfikowanych aż 75 było powiązanych z ISIS, a 13 z Dżabat al-Nusra. Co ważne, większość z nich ubiegała się o międzynarodową ochronę w państwach europejskich.

Ataków było więcej

Badanie CIS nie obejmuje wszystkich ataków, jakie miały miejsce w ostatnich latach. Wykluczony z analizy został na przykład Anis Amri, sprawca zamachu na berliński jarmark bożonarodzeniowy w 2016 roku, w którym zginął polski kierowca ciężarówki. Amri dostał się na włoską Lampedusę jako „uchodźca”, ale w roku 2011, czyli poza okresem badania (2014-18).

Wśród sprawców zamachów wymieniany jest między innymi Mohammad Daleel, Syryjczyk starający się o azyl, który w 2015 roku popełnił zamach samobójczy raniąc 15 osób. Daleel związany był z ISIS, a w jego pokoju w ośrodku dla uchodźców znaleziono materiały o przygotowaniu ładunków wybuchowych. Z kolei Abderrahman Mechkah, marokański „uchodźca” zasztyletował dwie kobiety i ranił sześć innych w Turku, w Finlandii w 2017 roku.

Chociaż terroryści stanowili ułamek całkowitej nieregularnej migracji, to jednak wywołali istotne skutki polityczne.

Sprawne działanie służb europejskich państw pozwoliło uniknąć większej liczby ataków. I tak Ayoub el-Khazzani planował w 2015 zmasakrować pasażerów pociągów z Amsterdamu do Paryża. Przez lata mieszkał w Europie, dołączył do syryjskiego dżihadu i wrócił wraz z falą imigracyjną do Europy. Aladjie Touray z Gambii planował w 2018 roku wjechać samochodem w przechodniów w Neapolu, a przybył wraz z 800 imigrantami na łodzi rok wcześniej. Tadżyk Mukhamadsaid Saidov, chociaż nie planował ataków, został aresztowany, bo należał do wewnętrznego kręgu dowódców ISIS, odpowiedzialnego za terroryzm i egzekucje.

Informacja o zagrożeniu nazwana hejtem

Większość spośród 65 terrorystów zaangażowanych w przeprowadzenie, skuteczne bądź nie, akcji terrorystycznych w Europie zostało specjalnie wytrenowanych i umieszczonych wśród uchodźców. Najsłynniejsi z nich to członkowie komórki belgijsko – francuskiej, sprawcy zamachów w Paryżu w listopadzie 2015 roku, w sześciu miejscach, gdzie zabito 130 osób i raniono około 500, oraz zamachów samobójczych w Brukseli, w których zginęły 32 osoby, a raniono ponad 300.

Za takie plakaty byliśmy oskarżani o „podżeganie do nienawiści na tle wyznaniowym”

To właśnie na podstawie doniesień włoskiego wywiadu w roku 2015 przestrzegaliśmy rząd Platformy Obywatelskiej przed takim procederem i za to Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania, Małgorzata Fuszara, skierowała wobec naszej organizacji Stowarzyszenie Europa Przyszłości wniosek do Prokuratora Generalnego o zbadanie czy nie podżegamy do nienawiści. Były jednak również  wyrazy poparcia dla naszych prognoz.

Chociaż terroryści stanowili ułamek całkowitej nieregularnej migracji, to jednak wywołali też skutki polityczne, takie jak zmiana w układzie sił w państwach europejskich, wzrost znaczenia ugrupowań populistycznych, zwiększenie wydatków na służby bezpieczeństwa, ograniczenie ruchu w strefie Schengen, czy wpływ na Brexit.

Zmiany w polityce

W wyniku masowej migracji i zamachów terrorystycznych na znaczeniu w Europie zyskały partie skrajnie antyimigranckie i antyislamskie, takie jak Liga Północna we Włoszech, AfD w Niemczech, Szwedzcy Demokraci w Szwecji, czy Prawdziwi Finowie. Nawet w Danii centro-lewicowej partii socjaldemokratycznej udało się utrzymywać popularność przez zaostrzanie antyimigracyjnej retoryki.

Słabość ochrony granic zewnętrznych poskutkowała ponownym wzmocnieniem granic wewnętrznych. Ograniczono ruch w strefie Schengen. Belgia wprowadziła kontrole na granicy z Francją, Niemcy z Austrią, Dania z Niemcami i Szwecją, Austria z Węgrami i Słowenią.

Raport CIS bada, jakie są implikacje europejskich problemów dla Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza, że USA same odkrywają problemy ze swoim systemem imigracyjnym. W styczniu FBI aresztowało Alego Yousifa Ahmeda Al-Nouriego, który był liderem komórki Al-Kaidy w Faludży w Iraku. Mimo tego otrzymał w Ameryce status uchodźcy. W Stanach Zjednoczonych jednak senatorowie domagają się wyjaśnień, jak dopuszczono do tego, że terrorysta został uchodźcą, a potem amerykańskim obywatelem.

W Europie stawianie takich pytań grozi zaliczeniem do grona populistów, jeżeli nie „islamofobów”.

Nadal trzeba przestrzegać

Z perspektywy czasu należy sobie postawić pytanie, czy w 2015 roku bardziej było zasadne napisanie na plakacie: „Państwo Islamskie ukrywa terrorystów wśród imigrantów”, czy twierdzenie, jak Małgorzata Fuszara, że „mamy tu do czynienia z negatywnym obrazem wyznawców islamu, w celu podsycania nienawiści na tle etnicznym i wyznaniowym”?

Możliwe, że są osoby, które tak jak Kazimiera Szczuka uważają, że martwić się należy dopiero, gdy się okaże, że większość jest terrorystami, czy Szymon Hołownia, którzy nalega na chrześcijańską otwartość wobec muzułmańskich imigrantów bez względu na konsekwencje.

Nasz portal z pewnością do tej grupy nie należy i dalej zamierzamy przestrzegać przed niebezpieczeństwem kolejnych migracji, które mogą być gorsze w długofalowych skutkach.

Jan Wójcik




Premier Danii nie rozumie, skąd w kraju terroryści

Tak wynika ze słów duńskiej premier po przeprowadzonej przez policję i służby bezpieczeństwa akcji aresztowań w całej Danii. Czy socjaldemokratka Mette Fredriksen celowo odwraca wzrok? Czy naprawdę nie ma pojęcia o islamie i dżihadzie, nawet we własnym kraju?

Akcja przeprowadzona 11 grudnia w Danii jest bezprecedensowa: policyjne służby bezpieczeństwa sprawdziły 20 adresów w różnych miejscowościach na Zelandii, Jutlandii i Fionii. Aresztowano ponad 20 osób, a dzisiaj sześciu z nich (czterem mężczyznom i dwóm kobietom) postawiono zarzut działalności terrorystycznej (obecnie media piszą już o zarzutach wobec 9 osób, przyp. tłum.)

Zakłada się, że aresztowani przygotowywali motywowany islamistycznie, duży, skoordynowany atak terrorystyczny z użyciem materiałów wybuchowych i broni palnej. Innych szczegółów policja i służby bezpieczeństwa na razie nie chcą zdradzać.

Dania, podobnie jak reszta Europy Zachodniej, na własnej skórze doświadcza konsekwencji bezmyślnej, prowadzonej od wielu lat polityki imigracyjnej. Niemal każdy, komu udało się dostać do tego kraju, miał duże szanse na uzyskanie prawa pobytu, a potem obywatelstwa. Teraz prowadzona wcześniej polityka otwartych drzwi zaczyna wydawać owoce.

Żaden z krajów europejskich nie prześwietlał przybyszów pod względem ideologicznym przed przyznaniem im obywatelstwa. W Danii, podobnie jak w Norwegii, żeby zacytować norweskie policyjne służby bezpieczeństwa (PST), „w całym kraju znajdziemy zwolenników Państwa Islamskiego”.

Dania, podobnie jak reszta Europy Zachodniej, na własnej skórze doświadcza konsekwencji bezmyślnej, prowadzonej od wielu lat polityki imigracyjnej.

A czego innego należało się spodziewać? To przecież prosta arytmetyka. W każdej populacji muzułmanów znajdzie się pewna ilość osób popierających zbrojny dżihad przeciwko niewiernym. Już w 2007 stwierdzono to na podstawie przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii badania: 13 procent młodych respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem „Podziwiam takie organizacje jak Al-Kaida, gotowe do zbrojnej walki z Zachodem” (13% osób w wieku 16-24 lat, czyli 7% całej populacji brytyjskiej – przyp. red.). Siedem procent badanych nie miało sprecyzowanego zdania na ten temat.

Przeprowadzone w Danii w 2009 roku badanie pokazało, że siedem procent respondentów uznało terror za „uprawnioną formę rozprzestrzeniania ideologii albo wyrażania protestu”. (dokładnie 6% powiedziało, że zgadza się lub zgadza całkowicie – przyp. red.) Aż 36 procent uważało, że USA same sprowokowały zamachy z 11 września 2001 roku, a 20 procent stwierdziło, że „Dania zasługuje na to, żeby paść ofiarą ataku terrorystycznego”. 7 procent “zupełnie zgadzało się” z tym stwierdzeniem, 13 procent “zgadzało się”, a 10 procent odpowiedziało “nie wiem”.

Premier Mette Frederiksen wygląda na zaszokowaną tym, że niektórzy „nie życzą nam dobrze”. Według mnie, to jej wypowiedź we wczorajszych wieczornych wiadomościach była szokująca. „Mówię to z gniewem i oburzeniem: do Danii przyjechali ludzie, którzy nie życzą nam dobrze. To zupełnie niezrozumiałe, dlaczego oni tutaj są, ale niestety jest ich pewna liczba” – powiedziała.

Przecież dobrze wiemy, dlaczego tutaj są: powodem jest hojne państwo opiekuńcze. To, że pieniądze pochodzą od „niewiernych”, nie jest dla dżihadystów i terrorystów trudne do przełknięcia. Zasiłki socjalne są dla nich formą daniny nałożonej na „niewiernych”. Dowodów na to, że niektórzy z nich dodatkowo gotowi są do terroru żeby zwalczać „niewiernych”, dostarcza cała 1400-letnia historia islamu.

Czy zapomnieliśmy na przykład podboje w Hiszpanii albo Osmanów pod murami Wiednia w 1683 roku? To leży w naturze islamu, w jego świętych tekstach i w postaci Mahometa jako wzoru do naśladowania, żeby zwalczać otoczenie, aż islam całkowicie zapanuje. Więc dlaczegóż by nie prowadzić ekspansji od wewnątrz nieislamskiego państwa, jakim jest Dania?

Zakładam, że pani Fredriksen dobrze to rozumie, ale rozmyślnie zaciemnia obraz. Bo gdyby przyznała, że wie, jak sytuacja rzeczywiście wygląda, musiałaby przeprosić naród duński w imieniu swojej partii socjaldemokratycznej za to, że od wczesnych lat 80. i przez całe lata 90. prowadziła politykę maksymalnie ułatwiającą osiedlanie się w kraju żołnierzy Allacha.

Fredriksen przypomina tu premiera Szwecji Stefana Löfvena, mówiącego, że „tego wszystkiego nie dało się przewidzieć”, kiedy poproszono go o komentarz w sprawie eskalacji przestępczości, w którą często zamieszana jest młodzież o niezachodnich korzeniach imigranckich.

Dania doświadczyła już szeregu zamachów terrorystycznych; oto niektóre z nich: Już w 1985 roku pewien Palestyńczyk przeprowadził zamach bombowy w Kopenhadze, bilans: jeden zabity, 26 rannych (Zamach został przeprowadzony przez członka OWP,  organizacji nie będącej częścią ruchu dżihadystycznego – przyp. red.). Kawiarnia „Krudttønden” i 2015, gdzie głównym celem był rysownik Lars Vilks. Próba zamordowania dziennikarza i historyka Larsa Hedegaarda w 2013 roku. W 2012 roku czterech mężczyzn zostało skazanych na karę więzienia za planowanie zamachu na gazetę “Jyllands-Posten”. W 2010 pewien Somalijczyk próbował zamordować siekierą rysownika Kurta Westergaarda w jego własnym domu. W 2019 roku wydalono obywatela Syrii za planowanie masowego ataku w Kopenhadze przy użyciu bomb domowej roboty i noży. Dopiero co, czyli 6 grudnia, skazano trzech mężczyzn za „wspieranie działalności Państwa Islamskiego poprzez dostarczanie tej organizacji m.in. dronów, zdalnie sterowanych modeli samolotów i kamer”. Jeden ze skazanych ma po odsiedzeniu wyroku opuścić Danię, w której mieszkał od 31 lat.

Można by wymienić wiele takich przykładów. Czy pani Fredriksen nie jest na bieżąco informowana? Czy nie wie też, że Francja miała w 2015 roku 11 400 tzw. osób zradykalizowanych na policyjnych listach? W ciągu półtora roku ich liczba wzrosła o 60 procent, do 18 550 (na listach), pisał dziennik “Le Figaro„. W 2010 roku belgijskie władze miały zarejestrowanych 1.875 dżihadystów. W 2017 roku ich liczba wyniosła 18 884! (Baza ta dotyczy szerokiego spektrum, od ludzi planujących ataki, po takich, na których komputerach znaleziono literaturę ISIS – przyp. red.)

W tym samym roku 2017 Niemcy przekroczyły liczbę 10 000 osób, które potencjalnie mogą przeprowadzić islamistycznie motywowany zamach terrorystyczny. W Wielkiej Brytanii „armia dżihadu” liczyła sobie wtedy aż 23 000 potencjalnych członków.

Władze Danii nie ogłosiły liczby zradykalizowanych osób zarejestrowanych na specjalnych listach, władze Norwegii też milczą na ten temat. Ale Szwedzi mówią o 2000 osób, które według nich należą do potencjalnie aktywnych terrorystów. Liczba potencjalnych „religijnych wojowników” w Europie Zachodniej rośnie z roku na rok.

W tak dramatycznej sytuacji, jakiej doświadczyli teraz Duńczycy, od premiera oczekiwałoby się postawy godnej męża stanu. Sprawująca od niedawna swój urząd pani Fredriksen nie zdała tego egzaminu.

Tłumaczenie Rolka, na podst. https://www.rights.no

Hege Storhaug

Norweska pisarka i publicystka, działaczka praw człowieka. Autorka głośnej ksiązki „Islam. Jedenasta plaga”.

Opinie autorów publikacji niekoniecznie są zgodne ze stanowiskiem redakcji Euroislamu.




Talibowie – najgroźniejsi terroryści na świecie

Według Global Terrorism Index, publikacji think tanku Institute for Economics and Peace (IEP), w Afganistanie odnotowano w 2018 roku największy wzrost liczby ofiar terroryzmu (6103 zabitych).

Afgańscy talibowie zajęli miejsce Państwa Islamskiego jako najgroźniejsza zbrojna organizacja terrorystyczna na świecie.

„Sytuacja w tym kraju jest wyjątkowa, ponieważ talibowie i lokalny odłam Państwa Islamskiego działają tylko tam” – powiedział Serge Stroobants, dyrektor IEP na Europę, Bliski Wschód i Afrykę Północną. Dodał, że liczba ofiar talibów wzrosła o 70%, a  ugrupowanie to jest sprawcą 38 % ofiar śmiertelnych w skali światowej.

Natomiast Irak, po raz pierwszy od 2003 roku, nie jest już państwem, na którym terroryzm odcisnął największe piętno. Straty poniesione przez ISIS w Iraku i Syrii spowodowały zmianę taktyki jego działania i zmusiły do przeniesienia działalności do innych miejsc.

„Przyglądając się aktywności Państwa Islamskiego w Afganistanie można się przekonać, że prowadzana jest rekrutacja na szczeblu lokalnym, a także ma miejsce redystrybucja pewnych zasobów z Bliskiego Wschodu do Afganistanu” – powiedział Stroobants.

W skali światowej tymczasem nastąpił spadek liczby ofiar śmiertelnych ISIS o prawie 70 procent. W Europie Zachodniej w roku 2018 nikt nie poniósł śmierci z ręki tej organizacji. Założyciel i dyrektor generalny IEP Steve Killelea zaleca jednak Europie zachowanie czujności. “Sytuacja pozostaje niestabilna, ponieważ w dużej części Syrii wciąż trwają walki, a mniejsze grupy sympatyzujące z filozofią ISIS są nadal aktywne. To oznacza, że furtka dla kolejnych islamistycznych ataków w Europie pozostaje otwarta” – powiedział.

Steve Killelea (Foto: commons.wikimedia.org)

Chociaż liczba ofiar terroryzmu spadła o połowę w ciągu ostatnich czterech lat, to wzrosła liczba krajów, w których prowadzona jest działalność terrorystyczna.

W ostatnich czterech latach odnotowano również gwałtowny wzrost terroryzmu skrajnie prawicowego. Jak powiedział Stroobants, wzrost liczby ofiar działalności terrorystycznej takich ugrupowań wyniósł 320%. „Chociaż liczba ataków przeprowadzonych przez te organizacje jest minimalna w porównaniu do terroryzmu o podłożu islamistycznym, dla Zachodu bardzo ważne jest przeznaczenie odpowiednich środków na walkę z nim.”

Oprac. Wistaria, na podst.: http://www.rfi.fr




ABW zatrzymała grupę szykującą ataki na muzułmanów

Dwie osoby, które planowały działania z wykorzystaniem broni palnej i materiałów wybuchowych, zostały zatrzymane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, informuje rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Podejrzani zostali zatrzymani w toku śledztwa prowadzonego przeciwko grupie ekstremistycznej, której celem było zastraszanie muzułmanów przebywających w Polsce. Okazało się, że planowali też ataki zbrojne, wzorując się, jak podaje ABW, na zamachowcach: Andersie Breiviku odpowiedzialnym za zamach w Norwegii w 2011 roku oraz Brentonie Tarancie – sprawcy tegorocznego zamachu w Nowej Zelandii.

W akcji przeprowadzonej na terenie województw mazowieckiego, podkarpackiego i zachodniopomorskiego zabezpieczono środki chemicznie niezbędne do produkcji dużej ilości materiałów wybuchowych, broń palną, amunicję i elementy służące do przerabiania broni. W trakcie przeszukań znaleziono także osiem fiolek chemicznych z silnie toksycznymi chemikaliami. Funkcjonariusze znaleźli też narkotyki oraz narzędzia do szyfrowanej komunikacji pomiędzy członkami grupy.

Zatrzymanym postawiono wiele zarzutów, między innymi przygotowania do przestępstwa przeciwko dużej grupie osób, nawoływania do zabójstwa wobec grup etnicznych i religijnych, czy posiadania narkotyków.

Śledztwo było związane ze śledztwem przeciwko Brunonowi K., który w 2015 roku został uznany winnym przygotowania zamachów na Sejm RP.(j)




Zabarykadował się w muzeum i grozi, że „zamieni je w piekło”

Na południu Francji trwa akcja antyterrorystów, po tym jak co najmniej jeden mężczyzna zabarykadował się w muzeum archeologicznym w Saint-Raphael.

Kilkadziesiąt kilometrów od Cannes – jak podaje francuska policja na ścianach muzeum pojawiły się napisy z groźbami w języku arabskim. „To muzeum zamieni się w piekło” oznajmiają napisy na murach. AFP pisze, że słowa te widać z zewnątrz budynku.

Według źródeł w policji jedna lub dwie osoby prawdopodobnie włamały się do muzeum w nocy z wtorku na środę i zabarykadowały się w nim. Nie chcą się poddać ani rozmawiać z siłami bezpieczeństwa. Nie wiadomo też, czy są uzbrojone i czy wzięli zakładników.

Służby zostały wezwane ok. godziny 7.30. Na miejsce zdarzenia skierowano też funkcjonariuszy specjalnej jednostki policji RAID. (j)

źródło: Evening Standard, The National




Mułła Krekar skazany na 12 lat więzienia

Najmuddin Faraj Ahmad, lepiej znany jako mułła Krekar, został oskarżony razem z pięcioma innymi osobami o planowanie zamachów terrorystycznych w Europie i na Bliskim Wschodzie.

W poniedziałek 15 lipca został skazany na 12 lat więzienia (czyli na dwa lata więcej niż wnioskował prokurator) przez sąd w Bolzano we Włoszech.

W tym samym dniu Krekar został na wniosek włoskich organów ścigania zatrzymany przez norweskie policyjne służby bezpieczeństrwa (PST). W czasie aresztowania Krekar krzyczał: ”Tylko islam! Islam do was przyjdzie!”, a w środę, na posiedzeniu aresztowym w sądzie w Oslo uściślił swoje przesłanie: ”Islam nie jest taki jak inne religie. Mamy też program polityczny. Naszą konstytucją jest prawo szariatu. Islam przyjdzie do Norwegii, czy to się wam podoba, czy nie”.

W poniedziałkowej, kończącej proces rozprawie, prokurator Pasquale Profiti szczegółowo opisywał działania terrorystycznego i powiązanego z Państwem Islamskim ugrupowania Rawti Shax, na czele którego stoi Krekar. Według włoskich organów ścigania Krekar kierował 16 innymi osobami – irakijskimi Kurdami oraz Albańczykami z Kosowa. Dane wywiadowcze, m.in. nagrania podsłuchów, zostały zebrane przez norweską policję. W tym samym dniu aresztowany również został w Wielkiej Brytanii 36-letni zięć mułły Krekara; również on skazany został za działalność w organizacji Rawti Shax.

Mułła Krekar, który przyjechał do Norwegii w 1991 roku jako uchodźca, odmawiał stawiania się w sądzie we Włoszech na rozprawach, prawdopodobnie obawiając się, że nie będzie mógł wrócić do Norwegii, gdzie ma zapewnionego darmowego adwokata, tłumaczy i utrzymanie na koszt norweskiego podatnika.

Chociaż uznany został przez PST (policyjną służbę bezpieczeństwa) za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i mimo podejmowanych licznych prób wydalenia go z Norwegii do ojczystego Iraku, dotychczas żadnemu ministrowi sprawiedliwości to się nie udało. Głównym powodem jest fakt, że w Iraku grozi mu kara śmierci, między innymi za kierowanie organizacją Ansar al-Islam, odpowiedzielną za przeprowadzenie wielu masakr i zamachów terrorystycznych, a prawo norweskie nie zezwala na ekstradycje do krajów, w których osobie wydalonej grożą tortury lub śmierć.

Rolka, na podst.

www.vg.no
www.nrk.no

 




Ideolodzy i bojówkarze dżihadyzmu – Mokhtar Belmokhtar

Mokhtar Belmokhtar znany też jako Jednooki Szejk, Mr. Marlboro czy Nieuchwytny. Algierczyk, a ściślej Tuareg, od lat siał postrach w regionie zachodniego Sahelu. Jego śmierć obwieszczano kilka razy, aż ujawniał się ponownie za sprawą kolejnego zamachu. Aktualnie trwa cisza, choć dochodzą sygnały o przetrwaniu bojówkarza.

Niesławę przyniosło Belmokhtarowi wiele akcji, w tym jedna z największych, 16 stycznia 2013 roku, podjęta przez jego organizację w miejscowości Ajn Amnas na algierskiej Saharze, w pobliżu granicy z Libią, setki kilometrów piasków od większych osiedli. O 5:50 rano w tamtejszej instalacji wydobycia gazu ziemnego zawyły syreny. Na obszerny, wielohektarowy teren wtargnęło kilkudziesięciu dżihadystów, terroryzując bronią maszynową oraz ładunkami wybuchowymi ponad ośmiusetosobową obsługę. Algierczyków w zasadzie puszczano wolno; zamachowcy skupili się na cudzoziemcach. Polowania trwały trzy dni. Ostatecznie zginęło 39 zakładników. Po stronie atakującej wojsko zabiło 29 ludzi, a trzech pochwyciło żywych. W opublikowanym później oświadczeniu Mokhtar Belmokhtar stwierdził: „Stoimy za tą błogosławioną i odważną operacją w Algierii. Zrobiliśmy to dla Al-Kaidy.”

Po ataku w Ajn Amnas
Po ataku w Ajn Amnas

Belmokhtar urodził się 1 czerwca 1972 roku w Ghardaja w środkowej Algierii. Z pochodzenia jest Tuaregiem. Jak wielu z tamtego pokolenia, szlify bojowe zbierał w Afganistanie podczas walk z sowieckim najeźdźcą. W wywiadzie opublikowanym w internecie w roku 2005 za punkt zwrotny uznał zamordowanie w 1989 r. w Pakistanie dżihadystycznego ideologa Abdullaha Azzama. Dwa lata później, jako 19-latek znalazł się w obozach szkoleniowych Al-Kaidy w Khalden i Dżalalabadzie w Afganistanie, gdzie jak twierdził, miał możliwość poznania znanych postaci, takich jak Abu Katada, al-Makdisi czy al-Masri. Doświadczenia miał także zbierać na prawdziwym froncie, od Kardizu, przez Dżalalabad po Kabul, co z pewnością przydało mu się w późniejszych walkach z algierskim oraz innymi afrykańskimi rządami.

W roku 1992, kiedy to po Sowietach zostało już tylko wspomnienie, tysiące dżihadystów powracało do swoich krajów – z wojskowym doświadczeniem oraz islamistyczną wiarą w nakaz przemeblowania świata według szariackiego porządku nakazanego przez Allaha za pośrednictwem Mahometa.

Wśród nich był i Belmokhtar. Na początku 1993 r., kiedy dotarł do Algierii, trwała tam wojna domowa. Wybuchła wskutek unieważnienia przez algierską armię wyniku wyborów, w których zwyciężył Islamski Front Ocalenia (FIS). Belmokhtar natychmiast w swojej rodzinnej Ghardaji założył dżihadystyczną komórkę i nazwał ją Szahada Katibat, czyli Batalion Męczenników. W późniejszym czasie, kiedy rozszerzył swój zakres działania na region Sahary, włączony został do Islamskiej Grupy Zbrojnej (GIA).

GIA swoją brutalnością przerosła nawet ówczesnego Belmokhtara. W wyniku działań organizacji dowodzonej przez Dżamala Zitouniego oraz Antara Zouabriego ginęła ludność cywilna, z czym on nie mógł się pogodzić. Odszedł i w 1998 r. razem z Hassanem Hattabem sformowali Salaficką Grupę Kaznodziejstwa i Walki (GSPC). Belmokhtarowi przypadło dowództwo nad południową częścią kraju i wtedy rozpoczęła się zasadnicza część jego „zawodowej” aktywności. Stał się dla północy zaopatrzeniowcem broni oraz wszelkich innych chodliwych towarów zza Sahary. Nie ustawał przy tym w zbrojnych atakach na rządowe siły czy prywatne firmy, stając się nieformalnym władcą zachodniej Sahary i Sahelu. To jego działania doprowadziły do podjęcia w 1999 r. decyzji o zmianie trasy corocznego rajdu Paryż – Dakar.

Transsaharyjskie szlaki przemytu towarów zyskały na znaczeniu z uwagi na wzmocnienie europejskich granic celnych oraz technologiczny rozwój, dzięki któremu przemierzanie setek i tysięcy pustynnych kilometrów stało się łatwiejsze. Urządzenia nawigacyjne, telefony satelitarne, samochody z napędem na cztery koła, wyparły powolne wielbłądy. Na szlakach biegnących przez Mauretanię, Mali i Niger każdy tysiąc kilometrów stawał się osiągalny w jeden dzień. Zbędne stały się nawet utwardzone drogi, część tras przebiega bowiem korytami okresowych rzek. Z miasta takiego, jak mauretański Az-Zuwajrat przy granicy z Saharą Zachodnią, transportuje się papierosy do północnego Mali, skąd w mniejszych porcjach szmuglowane są do Algierii oraz Europy. Pomimo takich dystansów oraz udziału pośredników, ich cena na końcowym odcinku i tak jest niższa od tych w legalnym obrocie. Dzięki temu towarowi Belmokhtar zyskał popularność jako Mr. Marlboro.

 

Region Sahelu
Region Sahelu

Ale papierosy to tylko jeden z artykułów. Z transsaharyjskich szlaków korzystają nawet południowoamerykańskie kartele. Narkotyki płyną do Afryki, a stamtąd transportowane są do wybrzeży Morza Śródziemnego i dalej do Europy. Jest to niezwykle dochodowy interes, gdzie kierowca przemytnik za przejazd z Mali do Algierii dostaje 3 tys. euro, co na tym jałowym obszarze jest bardzo znaczącą kwotą. Od kilku lat wozi się także tamtędy emigrantów z całej północnej Afryki, również do Maroka, Tunezji oraz Libii, skąd przebijają się do Europy. Rozmiary i wartości wszystkich tych interesów trudne są do oszacowania, a w zyskach z nich, bezpośrednio lub pośrednio, brał udział Belmokhtar oraz islamskie organizacje terrorystyczne.

Dla pozyskiwania funduszy Belmokhtar wyspecjalizował się także w porwaniach dla okupu. Do największych należało uprowadzenie 32 europejskich turystów w 2003 r. I chociaż Belmokhtar grał w akcji rolę drugoplanową, to w tej i następnych występował jako negocjator, uzyskując miliony euro za uwolnienie zakładników. Przynajmniej w jednym z przypadków udało mu się także dokonać wymiany na uwięzionych w Mali dżihadystów. Dowodzi to i skuteczności, i silnej pozycji Belmokhtara w jego organizacjach.

Sukcesy zawdzięczał silnym powiązaniom z saharyjskimi społecznościami, które przypieczętował ożenkami z czterema kobietam – Arabkami i Tuareskami. Równolegle członkowie GSPC jeszcze bardziej wzmacniali swoje powiązania, prezentując się lokalnym społecznościom jako uczciwi i pobożni handlowcy. Kupowali zaufanie i przyjaźń płacąc często za żywność podwójną cenę, oferując lekarzy oraz niedostępne leki, czy dostarczając telefony komórkowe i ich wyposażenie. Żenili się także niejednokrotnie z córkami uboższych rodzin, podnosząc tym samym ich status. Działali więc w zgodzie z islamską dobroczynnością.

Odkąd w 1993 roku Belmokhtar powrócił z Afganistanu, stał się kluczowym łącznikiem pomiędzy Al-Kaidą, a algierskimi grupami dżihadystycznymi. W jednym z oświadczeń twierdził, że to on zapoczątkował całą komunikację. Ta teza może być nie do końca prawdziwa, bowiem znane są pojedyncze przypadki wsparcia Al-Kaidy dla innych północnoafrykańskich grup sprzed powrotu Belmokhtara.

Faktem jednak jest, że z biegiem lat jego rola jako reprezentanta organizacji bin Ladena w Maghrebie rosła. Gdy Al-Kaida wysyłała emisariusza do tej części Afryki, to zawsze do Belmokhtara. I tak na przyklad odnotowano przybycie tam w 2002 r. niejakiego Abu Mohameda al-Yemeniego z misją rozpoznania możliwości rozwojowych GSPC. Zakończyło się ono porażką, bowiem został szybko zlikwidowany przez oddziały algierskie. Posłano kolejnych emisariuszy i choć dalsze relacje nie są zbyt dokładnie zbadane, to ostatecznie zaowocowały głębszą współpracą. W latach 2002 – 2003, zapewne z uwagi na większą swobodę działania, GSPC przeniosło swoje główne siły do północnego Mali. Decyzja ta szybko okazała się kluczowa dla integracji dżihadystycznych sił na Saharze i w Sahelu. W 2006 r. organizacja otrzymała błogosławieństwo Al-Kaidy, a rok później przyjęła jej sztandar oraz nową nazwę – Al-Kaida w Islamskim Maghrebie (AQIM).

Z czasem dobroczynność wobec miejscowych powiększyła się o promocję agresywnej wersji islamu, co stało się szczególnie widoczne po uzyskaniu terytorialnej kontroli organizacji w północnym Mali w 2012 r. Dla ideologicznego wsparcia zaangażowali lokalnych religijnych nauczycieli, zwanych marabutami. Przekształcili tym samym tradycyjną strukturę tych społeczności. Marabuci, dotąd mając jedynie symboliczne znaczenie, odtąd uzyskali władzę dzięki materialnemu wsparciu w postaci samochodów, pieniędzy, broni, a nawet ochroniarzy.

Właściwym liderem AQIM był Abdelmalek Droukdel. Belmokhtar należał do elity dowódczej, rywalizując z innym bojówkarzem o imieniu Abou Zeid. Kiedy w 2012 r. Droukdel wybrał na emira Sahelu tego drugiego, Belmokhtar w bliżej nieokreślonych okolicznościach dokonał wewnętrznego rozłamu i z nieznaną liczbą członków organizacji założył nową, o nazwie „Zamaskowany Batalion” (Katibat al-Mulathamin). Nieco później, na początku 2013 r. ta właśnie grupa dokonała napaści na instalację gazową Ajn Amnas.

Równolegle Belmokhtar i jego batalion działali na ogromnym obszarze wykraczającym poza Algierię. Uczestniczyli w wojnie domowej w Mali w latach 2012 – 2013, gdzie połączyli się z „Ruchem na rzecz Jedności i Dżihadu w Afryce Zachodniej” (MUJAO), tworząc później jedną organizację o nazwie „Al-Murabitun” (Strażnicy) nawiązującej do XI-wiecznych islamskich wojowników szerzących islam na Saharze. Jego wpływy, zamachy, porwania, ogarnęły również takie kraje, jak Mauretanię, Niger, Czad, Libię oraz Nigerię, gdzie prawdopodobnie nawiązano jakieś relacje z Boko Haram.

Oświadczenia o zabiciu Belmokhtara w ciągu kilku lat ogłaszano trzy razy. Jakiś czas później okazywało się to nieprawdą. Ostatnie wydano w styczniu 2015 r., kiedy w amerykańskim nalocie na domniemane miejsce jego pobytu zrzucono kilka pięćsetfuntowych bomb. Nie można w żaden sposób potwierdzić jego śmierci, za to pojawiają się ostatnio pewne doniesienia, że żyje. Trudno więc zdecydować, czy pisać o nim w czasie przeszłym, czy teraźniejszym. Z pewnością za to islamistyczne organizacje Sahary i Sahelu nadal funkcjonują, a jednym z owoców ich działalności jest napływ afrykańskich imigrantów do Europy. Warto więc wiedzieć, że pomagając w tym procederze wspiera się finanse terrorystów z północnej Afryki, takich jak Mokhtar Belmokhtar.

 

Sławosz Grześkowiak – historyk, filolog angielski oraz absolwent Studium Literacko-Artystycznego UJ. Interesuje się islamem oraz terroryzmem islamskim.




Po ataku w Utrechcie Holandia coraz mniej bezpieczna

Robin Simcox

Kiedy w Utrechcie 37-letni Turek, Gokmen Tanis, otworzył ogień w tramwaju zabijając trzy osoby i raniąc kolejnych pięć, holenderskie władze przyznały, że atak może mieć podłoże terrorystyczne.

Jeśli ta informacja się potwierdzi, będzie to najgorszy atak terrorystyczny islamistów w Holandii. Może się to wydawać zaskakujące, ponieważ Holandia była w centrum debaty na temat islamu i bezpieczeństwa europejskiego. Jest to związane z działalnością takich polityków, jak Pim Fortuyn i Geert Wilders, którzy głośno potępiali islam. Trzeba pamiętać, że Holandia była miejscem jednego z najbardziej znanych ataków islamistów po 11 września. W listopadzie 2004 r. pochodzący z Maroka Mohammed Bouyeri zabił reżysera Theo van Gogha za zrobienie filmu krytycznego wobec islamu. Do morderstwa doszło na ulicy w Amsterdamie. Bouyeri obiecał również śmierć współpracownicy Van Gogha, Ayaan Hirsi Ali.

Jednak Holandia nie doświadczyła jeszcze tak katastrofalnych ataków terrorystycznych, jak te, które wstrząsnęły Londynem, Madrytem czy Paryżem. Holenderskie władze wskazują na ścisłą współpracę między organami ścigania i agencjami wywiadowczymi, ale przyznają również, że nie posiadają tajnej formuły zapewniającej bezpieczeństwo. Częściowo temat sprowadza się do szczęścia – szczęścia, które może się skończyć wcześniej niż później. Pomimo klęski ISIS w Iraku i Syrii pojawiły się przesłanki, że organizacja ta stanowi coraz większe zagrożenie dla Holandii. Krajowy koordynator ds. bezpieczeństwa i walki z terroryzmem (NCTV) określił sytuację bezpieczeństwa kraju jako „niepewną”.

Co więcej, w ubiegłym roku było co najmniej pięć planowanych ataków terrorystycznych wymierzonych w Holandię. Tyle samo dotyczyło Wielkiej Brytanii, natomiast dla Belgii i Niemiec były to niższe liczby, a te kraje są częstym celem ataków terrorystycznych. Jeden z tych spisków został wcielony w życie, gdy w sierpniu 2018 r. 19-letni afgański azylant mieszkający w Niemczech wyjechał do Holandii i dźgnął dwie osoby na dworcu kolejowym w Amsterdamie. Napastnik powiedział, że działał w odwecie za obrazę swojej wiary, cytując komentarze Wildersa.

Jeśli chodzi o ataki terrorystyczne, incydent ten był raczej nieznaczący i nieskomplikowany. Jednak inne planowane ataki były znacznie gorsze. We wrześniu 2018 r. udaremniono spisek zainspirowany przez komórkę ISIS z Arnhem. Terroryści próbowali zdobyć karabiny szturmowe AK-47, granaty i inne materiały, aby skonstruować bomby przystosowane do umieszczenia w pojazdach.

Z siedmiu aresztowanych trzech próbowało wcześniej udać się do Iraku lub Syrii, aby dołączyć do ISIS. Koordynator ds. bezpieczeństwa i walki z terroryzmem doszedł do wniosku, że większość podejrzanych była „częścią rdzenia holenderskiego ruchu dżihadystycznego”, który, jak ocenia, składa się z ponad 500 osób oraz „kilku tysięcy sympatyków”. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy znaczący atak terrorystyczny inspirowany przez ISIS miał na celowniku Niderlandy. W czasie masakry w Paryżu w listopadzie 2015 r. (klub Bataclan) inna komórka miała synchronicznie zaatakować lotnisko Schiphol w Amsterdamie.

Plan zakładał zaangażowanie Osamy Krayema, Szweda, który przebywa w więzieniu w Belgii i wcześniej stanął przed francuskim sądem za udział w zamachach samobójczych w Brukseli w marcu 2016 roku. Krayem wstąpił do ISIS w Syrii i wrócił do Europy we wrześniu 2015 r., gdzie nawiązał kontakt z Salahem Abdeslamem (który zapewnił wsparcie logistyczne komórce paryskiej). Krayem i jego wspólnik udali się z Brukseli do Amsterdamu 13 listopada, w dzień ataków paryskich, używając fałszywych nazwisk i z biletami w jedną stronę.

Jednak pomimo rezerwacji pokoju w hotelu Krayem wrócił do Brukseli z nieznanych powodów tego samego dnia. Po zamachach bombowych w Brukseli belgijska policja skonfiskowała laptopa, na którym znaleziono informacje o pięciu innych celach. Trzy z nich to miejsca, w które ISIS uderzyło już w Paryżu. Pozostałe dwa odnosiły się do „metra” (najwyraźniej chodziło o metro paryskie) i lotniska Schiphol w Amsterdamie. Następnie, latem ubiegłego roku, trzy osoby z Holandii zostały aresztowane pod zarzutem, że dostarczyły broń palną użytą do zabicia wielu niewinnych osób podczas ataków paryskich. Ich DNA odkryto na pistoletach, a potem w jednej z kryjówek ISIS znaleziono torbę sportową.

Przyszłość Holandii nie wydaje się bezpieczna. Około 300 osób opuściło kraj, aby walczyć w szeregach ISIS w Syrii. Około 50 zginęło w walce, ale ponad setka wciąż tam jest. Niektórym udało się wrócić do Holandii, gdzie służby bezpieczeństwa będą prawdopodobnie monitorować ich ruchy lub, jeśli dostępne dowody pozwalają, wytoczą im proces i wyślą do więzienia.

Obawiając się zagrożeń, jakie stwarzają takie osoby, w 2017 r. Holandia uchwaliła nowe prawo umożliwiające rządowi cofnięcie obywatelstwa osobom o podwójnym obywatelstwie, jeśli dołączyły do zagranicznej organizacji terrorystycznej. Wcześniej było to nie do pomyślenia w kraju w dużej mierze liberalnym. Inne przepisy zwiększyły także możliwości kontroli ze strony rządu i możliwości przechowywania i udostępniania danych, które agencje wywiadowcze uznają za istotne. Tymczasem Holandia aktywnie tworzy programy zapobiegania radykalizacji w miastach takich, jak Rotterdam, Amsterdam, Utrecht i Haga.

Pomimo podjętych środków zagrożenie dla Holandii prawdopodobnie nie minie, ponieważ wciąż istnieją różne czynniki, które doprowadziły jednostki do radykalizmu. Islamiści nadal rekrutują w oparciu o swoją brutalną interpretację wiary, próbują popchnąć narrację w kierunku wojny Zachodu z islamem i ukarać Holandię za jej liberalną politykę w kwestiach takich, jak prawa mniejszości seksualnych. Ponadto, w wyniku zniszczenia kalifatu ISIS, holenderscy urzędnicy wyrazili obawy, że ci zwolennicy ISIS, którym nie udało się tam dotrzeć, mogą teraz rozpocząć ataki w swoim kraju.

Rzeczywiście, jak zauważył norweski uczony Thomas Hegghammer, upadek dżihadystów mógłby nawet zamienić się w „kalifatyczną nostalgię”, gdzie w nadchodzących latach „siedemnastolatkowie będą wspominać na ISIS i będą chcieli walczyć z ludźmi, którzy je zniszczyli”.

Jaki konkretny bodziec skłonił Tanisa do działania, obecnie nie wiadomo. Taki jest też ostateczny polityczny efekt ataku. Ale zaledwie kilka dni po tym zamachu partia, która miała twarde stanowisko w sprawie imigracji, odniosła niespodziewane zwycięstwo w wyborach prowincjonalnych w Utrechcie. To pokazuje, co może nastąpić dalej. Gdy ISIS dąży do odwrotu na Zachód po swoich porażkach militarnych – a dyskurs polityczny nieuchronnie koncentruje się na roli islamu w Europie – to, co dzieje się w Holandii, może stać się ostrzeżeniem dla całej Europy.

Tłum. GB na podstawie https://foreignpolicy.com

Robin Simcox jest badaczem w Heritage Foundation, specjalistą od terroryzmu i bezpieczeństwa. Heritage Foundation w Waszyngtonie to jeden z najbardziej wpływowych konserwatywnych think tanków na świecie.