Widmo islamskiej nielojalności

Nassera Abdo
| 6 komentarzy|
image_pdfimage_print

Raymond Ibrahim

Wrogość islamu w stosunku do niewiernych, regularnie okazywana w dżihadzie jest już powszechnie znana. Mniej znany, ale równie niepokojący jest dotyczący wszystkich  muzułmanów nakaz lojalności wobec innych muzułmanów i islamu.

Ta powinność zbyt często przekłada się na nielojalność wobec wszystkiego, co nie-muzułmańskie, włącznie z narodem amerykańskim i jego rządem. Nawiasem mówiąc, ta dychotomia lojalności wobec muzułmanów i nienawiści do niewiernych odpowiada islamskiemu podziałowi świata na terytorium wojny (zasługujące na wrogość) i terytorium islamu (zasługujące na lojalność). Opiera się też na muzułmańskiej doktrynie wala’ wa bara’ (co można przetłumaczyć jako „lojalność i wrogość”). Po raz pierwszy zetknąłem się z nią tłumacząc różne arabskie teksty do mojej książki The Al-Quaeda Reader. Najdłuższy i bez wątpienia najbardziej znaczący tekst, który przytoczyłem w tej książce (na stronach 63-115), zatytułowany „Lojalność i wrogość” skompilowany został  przez Aymena Zawahiriego, pierwszą po bin Ladenie osobę w szeregach al-Kaidy.

Napisałem „skompilował”, ponieważ większość to dosłowne cytaty z Koranu, wypowiedzi proroka Mahometa oraz islamskich prawników (oznacza to, że owa doktryna nie została stworzona przez jakąś „al-Kaidę”, tylko od samego początku przenika islamski światopogląd). Osoby zainteresowane zachęcam do przeczytania całości, jednak na potrzeby niniejszego artykułu wystarczy kilka kluczowych cytatów:

Werset 5:51 z Koranu ostrzega muzułmanów przeciwko „braniu Żydów i chrześcijan za przyjaciół i sojuszników” – „… kto z was bierze ich sobie za przyjaciół, jest na pewno jednym z nich”, czyli staje się niewierzącym, „niewiernym”, co jest najgorszą rzeczą w islamie. Według wiarygodnego muzułmańskiego egzegety al-Tabariego ten fragment Koranu oznacza, że muzułmanin, który „brata się z nimi [niemuzułmanami] i pozwala im na występowanie przeciwko wierzącym, sam staje się członkiem ich wiary i społeczności”.

Podobne twierdzenia znajdziemy w Koranie w wersetach 3:28, 4:89, 4:144, 5:54, 6:40, 9:23 i 58:22. Ostatni z wymienionych stwierdza wprost, że prawdziwi muzułmanie nie przyjaźnią się z niemuzułmanami, „nawet jeśli byliby to ich ojcowie, synowie, bracia lub krewni”. Natomiast według Mahometa: „muzułmanin jest dla muzułmanina bratem. Nie uciska go, nie upokarza, ani nie traktuje go jak gorszego od siebie… Wszystkie rzeczy muzułmanina są nietykalne dla jego brata w wierze:.. jego krew, bogactwo i honor”. Niewiernym prawo islamskie takiej nietykalności nie gwarantuje.

Problem polega na tym, że to nie są tylko słowa; amerykańscy muzułmanie kierują się nimi w swoim postępowaniu.

Weźmy najnowszy przypadek Nassera Abdo, żołnierza wojsk lądowych skierowanego do służby w 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej, który odmówił służby w Afganistanie: „Nie sądzę, żebym mógł zaangażować się w służbę w armii, która prowadzi wojnę z muzułmanami. Nie mógłbym spać w nocy jeśli w jakikolwiek sposób brałbym udział w zabijaniu muzułmanów … Nie mogę służyć w mojej jednostce w Afganistanie i brać udziału w wojnie, i jednocześnie być muzułmaninem”. Zapytany o powody złożenia prośby o zwolnienie z wojska Abdo cytuje islamskich uczonych i wersety z Koranu (bez wątpienia te, które cytowałem wyżej lub podobne). Jego lojalność wobec zagranicznych afgańskich muzułmanów jest tak wielka, że jeśli nie zostanie zwolniony z obowiązku służby, „będzie musiał pogodzić się z wyrokiem skazującym go na karę więzienia”.

Major Nidal Hasan z kolei, zamiast potulnie iść do więzienia wpadł w szał, zabijając w Fort Hood trzynastu Amerykanów. Utrzymując, że „muzułmanie nie powinni zabijać muzułmanów” był podobnie jak Abdo nieugięty, jeśli chodzi o odmowę służenia jako żołnierz w kraju muzułmańskim, określając to jako „najgorszy koszmar”. W sposób „całkowicie jednoznaczny określał siebie najpierw jako muzułmanina, a dopiero potem Amerykanina”, pokazując tym samym, komu jest winien lojalność. Przychodzą tu na myśl słowa Tabariego: muzułmanin, który „sprzymierza się z nimi (np. z Amerykanami) i umożliwia im występowanie przeciwko wiernym, sam staje się członkiem ich wiary i społeczności”, tzn. sam staje się niewiernym.

Mamy też oczywiście przypadek sierżanta Hasana Akbara, skazanego za zabicie dwóch amerykańskich żołnierzy i zranienie czternastu w zamachu w Kuwejcie. „Podłożył granat, ponieważ był zaniepokojony tym, że amerykańscy żołnierze będą zabijać muzułmanów w Iraku.” Przed atakiem zapisał w pamiętniku: „Może nie zabiłem żadnych muzułmanów, ale służenie w armii to właściwie to samo, co zabijanie. Być może będę musiał wkrótce dokonać wyboru, kogo zabijać”.

Muzułmańska lojalność nie ogranicza się tylko do obawy przed zabijaniem innych muzułmanów; jest to lojalność plemienna (czego można się było spodziewać, gdyż islam rozszerzył nakaz bycia lojalnym wobec arabskiej społeczności plemiennej na ummę, wszystkich muzułmanów; islam stał się zatem „plemieniem nadrzędnym” przekraczającym bariery rasowe i językowe). Tak więc Mahmoud Omar, który pomógł w skazaniu pięciu muzułmanów planujących zamach na amerykańskich żołnierzy w forcie Dix został wykluczony z muzułmańskiej społeczności. Dlaczego? Ponieważ „w pewien pokrętny sposób ich (terrorystów) czyny są zrozumiałe dla muzułmańskiej społeczności”. Omar dodaje, że „według muzułmanów wszyscy jesteśmy braćmi, a ja zdradziłem brata”, czyli niemal dosłownie cytuje nakaz Mahometa: „Muzułmanin jest dla muzułmanina bratem”.

Znany amerykański prawnik islamski twierdzi, że „praca dla FBI lub służb specjalnych USA jest zabroniona, ponieważ działają one na szkodę muzułmanów”. Inny uważa, że muzułmanie mogą służyć w  armii USA, pod warunkiem, że „nie jest ona w żaden sposób zaangażowana w walkę, wyrządzanie szkody, czy chociażby niepokojenie muzułmanów”. Podobnie autorytatywne Zrzeszenie Prawników Muzułmańskich w Ameryce (Assembly of Muslim Jurists of America) wydało fatwę głoszącą, że „nie wolno” amerykańskim muzułmanom wysyłać pomocy, nawet żywności, amerykańskim żołnierzom walczącym w krajach muzułmańskich.

Nassera Abdo

W tym momencie ktoś może słusznie zapytać: jeżeli muzułmański brak lojalności wobec niemuzułmanów jest tak powszechny, dlaczego większość przykładów dotyczy armii? To proste: islam interesuje się przede wszystkim rzeczywistymi działaniami, zaś armia jest jedną z tych rzadkich instytucji, które wymagają, żeby ludzie demonstrowali swoją lojalność poprzez faktyczne czyny. Takim czynem może być udanie się na linię frontu i, jeżeli zajdzie taka potrzeba, walka z wrogami Ameryki – nawet jeśli są to wyznawcy tej samej religii. Naturalne jest zatem, że muzułmańska lojalność lub jej brak ujawnia się głównie w trakcie działań związanych z armią, również w instrumentalnym wsparciu polegającym na dostarczaniu żywności czy innych formach pomocy. Jeśli chodzi o to ostatnie, Mahomet powiedział, że „ten (muzułmanin), który wyposaża inną osobę do ataku (na obóz nieprzyjaciela) na ścieżce Allacha (dżihadzie) osiąga ten sam status co sam atakujący (bojownik dżihadu)”. Tym samym muzułmanin finansowo wspierający wyposażenie niewiernego amerykańskiego żołnierza zyskuje status niewiernego.

We wszystkich przypadkach, które wymagają od muzułmanów okazywania lojalności, pomocna jest doktryna takkija zalecająca i usprawiedliwiająca oszukiwanie niemuzułmanów.  De facto jest ona niezbędna wszystkim muzułmańskim mniejszościom mieszkającym w Ameryce, które chcą przestrzegać doktryny lojalności i wrogości. Podstawowe uzasadnienie Koranu dla oszustwa jest powiązane z lojalnością: „Niech wierzący nie biorą sobie za przyjaciół niewiernych (niemuzułmanów), z pominięciem wiernych! A kto tak uczyni, ten nie ma nic wspólnego z Bogiem, chyba że obawiacie się z ich strony jakiegoś niebezpieczeństwa.” (Koran 3:28) Tabari tak wyjaśnia sens tego wersetu: “Tylko kiedy jesteś w ich (niemuzułmanów) mocy i bojąc się o własne bezpieczeństwo masz okazywać im przyjaźń słowami, ukrywając wrogość wobec nich. Ale nie dołączaj do nich zbytnio w ich praktykach niewierności, oraz nie pomagaj w żadnym działaniu skierowanym przeciwko muzułmanom”.

Innymi słowy, gdy to konieczne, muzułmanom wolno udawać przyjaźń i lojalność wobec nie-muzułmanów. Zacytujmy tu słowa Abu Dardy, pobożnego towarzysza Mahometa: „Uśmiechamy się do niektórych ludzi, chociaż nasze serca ich przeklinają”. Blisko 1400 lat po tym, jak padły te wiarołomne słowa, amerykański muzułmanin Tarik Shah, aresztowany pod zarzutem udziału w aktach terroru chwalił się: „Mógłbym żartować i uśmiechać się (do niewiernych), a zaraz potem podrzynać im gardła”.

Tak wygląda symbiotyczny związek między poszczególnymi doktrynami islamu: kiedy oszustwo już nie może przynieść korzyści, a życie bratnich muzułmanów, którym jest się winnym lojalność, jest zagrożone, muzułmanie muszą zagrać w otwarte karty, nie zważając na konsekwencje. Tak więc Akbar, Hasan i Abdo mogą wyglądać na całkowicie oddanych Ameryce obywateli, aż do momentu, gdy będą zmuszeni udowodnić swoją lojalność wobec muzułmanów. Jak pisze Zawahiri w swoim traktacie – muzułmanin może udawać i oszukiwać, o ile „nie podejmuje żadnej inicjatywy, która ich wspiera (niemuzułmanów), nie grzeszy lub nie umożliwia (im) zabijania lub walki z muzułmanami” (The Al Qaeda Reader, str. 75).

Konsekwencje tej doktryny są w oczywisty sposób problematyczne, zwłaszcza że znacznie mniej niż 1% amerykańskich muzułmanów kiedykolwiek będzie musiało zaciągnąć się do amerykańskiej armii i służyć w muzułmańskich krajach. Jak na razie jest to jedyny test, który wyraźnie pokazuje, czy ich lojalność leży po stronie bratnich muzułmaów, czy po stronie bratnich, ale niewiernych, obywateli. Co więcej, to czy przeciętny amerykański muzułmanin jest lojalny wobec innych muzułmanów, – również terrorystów z al-Kaidy, Hamasu i Hezbollahu – to jedno, natomiast pytanie, jak jest w przypadku muzułmanina, który sprawuje jakąś władzę w USA, to drugie. Ta uwaga odnosi się naturalnie do osoby prezydenta Baracka Husseina Obamy, który według 24% Amerykanów i wielu muzułmanów sam jest skrytym muzułmaninem. Wygląda przynajmniej na to, że został wychowany w wierze  muzułmańskiej.

Nie ma żadnego dowodu na to, że jest on muzułmaninem – podobnie jak na to, że jest chrześcijaninem, oprócz niedawnego poręczenia Jeremiaha Wrighta, faceta krzyczącego niegdyś: „Niech Bóg przeklnie Amerykę!”. Jednak wniosek jest prosty: jeżeli amerykański prezydent byłby skrytym muzułmaninem, to gdyby zaprzeczał, że tak jest, a nawet potajemnie pracował nad tym, żeby obalić rząd USA i wprowadzić rządy islamu – taka metoda działania nie tylko byłaby zgodna z islamską doktryną lojalności i oszustwa, ale miałaby wiele precedensów sięgających początków islamu. Podobna sytuacja miała miejsce w czasach Mahometa, który rozkazał Na’im bin Mas’udowi, konwertycie z antagonistycznego plemienia odmawiającego podporządkowania się islamowi, zatajenie swej nowej muzułmańskiej tożsamości. Zgodnie z zaleceniami, powrócił on do swych współplemieńców i schlebiał im w perfidny sposób, mówiąc „Wy jesteście moją krwią i rodziną, najdroższymi mi ludźmi” – tylko po to, aby zdradą skłonić ich do przyjęcia islamu. (rol)

Tłumaczenie: JK

Źródło: http://www.raymondibrahim.com/7957/muslim-disloyalty-america

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze