Ustępstwa „bronią” przeciwko islamizmowi

homegrown_terrorism
| 3 komentarzy|
image_pdfimage_print

Daniel Greenfield

Administracja Obamy ma nową strategię walki z islamskim terroryzmem. W tytule dokumentu, który opisuje ową strategię słowo „terroryzm” zastąpiono słowami „agresywny ekstremizm”. Słowo „dżihad” nie występuje tu w ogóle. Nawet określenie „muzułmanin” pojawia się tak rzadko jak to tylko możliwe.

Osiem stron tekstu zawiera w większości powtórzenia tej samej idei, że jedynym sposobem zwalczania islamskiego terroryzmu jest współpraca i wzmacnianie islamskich społeczności i organizacji. To jest nowy „rewolucyjny” pomysł, który zasługuje na ogłoszenie w New York Times, NPR i CNN. Jeśli ta strategia miałaby zostać streszczona jednym słowem, byłoby to słowo „Współpracujmy!”

Współpraca, ale z kim?

„Wzmacnianie lokalnych partnerów sposobem na zapobieganie agresywnemu ekstremizmowi w Stanach Zjednoczonych” brzmi niemal tak chwytliwie jak „katastrofy spowodowane przez człowieka” i pochodzi z tej samej szkoły myślenia – Uniwersytetu „Nieprzyjmowania-do-wiadomości”, którego mottem jest hasło, że najskuteczniejszą walką z islamskim terroryzmem jest niemówienie o nim. I „niemówienie o tym” jest najobszerniejszą częścią nowej strategii. W dokumencie pojawia się wielokrotnie ostrzeżenie, że łączenie islamu z terroryzmem prowadzi do terroryzmu. W czasie drugiej wojny światowej funkcjonowało powiedzenie „zbyt długi język przynosi korzyści naszym wrogom” (chodziło o wysyłania statków z zaopatrzeniem do Europy). Teraz obowiązuje hasło: „porzućmy stereotypy, wlatujmy samolotami w budynki”

Nowa strategia została opublikowana w odpowiedzi na przesłuchania senatora Kinga dotyczące radykalizacji, islamu ale zupełnie nie odnosi się do kwestii poruszonych podczas tych przesłuchań. Porównuje islamski terroryzm do gangów i pedofilii, traktując go jako uporczywy problem społeczny, a nie poważne zagrożenie. Jedynym proponowanym rozwiązaniem jest utrzymanie współpracy z muzułmańskimi organizacjami, po to by młodzież nie zażywała narkotyków, nie wstępowała do gangów oraz nie detonowała bomb.

Strategia „wspierania lokalnych partnerów” jest ewidentną obroną CAIR oraz innych muzułmańskich organizacji oskarżanych o radykalizm. Zamiast odpowiedzieć na wysuwane przeciwko nim zarzuty, autorzy strategii udają, że one nigdy nie zostały postawione i wzywają organa ścigania do kontynuowania partnerstwa z organizacjami muzułmańskimi. Ta ścieżka prowadzi lokalne i krajowe organa ścigania do współpracy z partnerami politycznymi i sponsorami organizacji terrorystycznych.

Wilk będzie pasterzem

Biały Dom nie mógł znaleźć nikogo lepszego do opracowania nowej strategii niż Qiuntana Wiktorowicza. Po 11 września Wiktorowicz był współautorem artykułu dla sponsorowanego przez Saudyjczyków „Middle East Policy Council Journal” w którym czyniono rozróżnienie między Al-Kaidą i innymi organizacjami, jak np. Hamas i Bractwo Muzułmańskie.

Wiktorowicz wprowadza także podział na salafitów stosujących i nie stosujących przemoc. „Dobrzy” salafici mają doktoraty nadane przez saudyjskie uniwersytety. „Źli” salafici są „małym radykalnym odłamem” i w większości są samoukami i ignorantami. Jeśli chcemy walczyć z islamskim terroryzmem, powinniśmy zatrudniać na stanowiskach wykładowców więcej „dobrych” salafitów z tytułem doktora nadanym przez saudyjskie uczelnie.

Wiktorowicz argumentuje, że “bardzo religijni muzułmanie” są “najbardziej odporni na radykalizację”, natomiast radykalizacji sprzyja brak wiedzy o podstawowych założeniach islamu. Jest miłośnikiem salafizmu i uważa, że w wielkiej Brytanii należy zwalczać islamski terror przy pomocy islamizmu.

W innym artykule, który pojawił się na łamach „Middle East Policy Council Journal” Wiktorowicz ostrzega przed „radykalizacją salafizmu i pojawieniem się legionu popleczników Bin Ladena”. Jest to brak konsekwencji w argumentacji. Z jednej strony Wiktorowicz i jego zwolennicy argumentują, że terroryści są mniejszością w mniejszości. Z drugiej strony, jeśli Stany Zjednoczone nie zmienią swojego postępowania, dowolnie duża liczba muzułmanów może się zradykalizować i zamienić w terrorystów.

Obrona salafizmu przez Wiktorowicza jako ruchu nie-ekstremistycznego i jego ostrzeżenia przed izolowaniem go świadczy o tym, że jest ona apologetą radykalnego nurtu, który kontroluje meczety w Stanach oraz został zidentyfikowany jako główna przyczyna ich radykalizacji. Główny nurt obrońców islamu próbuje oddzielić salafizm od tego co nazywają umiarkowanym islamem, ale Wiktorowicz broni salafizmu jako pokojowego.

Zamiary i cele zawarte w nowej strategii każą podejrzewać, że spisana została w Arabii Saudyjskiej.

New York Times cytuje ACLU oraz badania przeprowadzone przez Political Research Associates jako czynniki wpływające na konieczność przedstawienia ugrzecznionej wersji islamskiego terroryzmu organom ścigania. Jednak NYT nie wymienia Political Research Associates z nazwy, tylko nazywa ją „ugrupowaniem liberalnym”.
Political Research Associates jest radykalną lewicową organizacją twierdzącą, że chrześcijanie spiskują w celu przejęcia kontroli nad USA. Hipokryzja widoczna w powoływaniu się na badania stwierdzające, że przedstawiciele organów ścigania są narażeni na wpływ teorii spiskowych dotyczących przejęcia Stanów Zjednoczonych przez islam – przeprowadzone przez organizację, która oskarża chrześcijan o to samo – musi być oczywista nawet dla zazwyczaj głuchego New York Time’sa. Stąd unik i nie wymienianie Political Research Associates z nazwy.

Zarówno PRA jak Arabia Saudyjska nie chcą pozwolić na poważną dyskusje o islamskim terroryzmie. Zamiast tego chcą dyskutować o tym jak wyolbrzymiony i niebezpieczny jest to temat. Tylko skoro islamski terroryzm jest wyolbrzymiony to czemu jest niebezpieczny? A jeśli jest niebezpieczny, dlaczego nazywamy go wyolbrzymionym problemem?

„Wzmacnianie lokalnych partnerów po to aby zapobiegać agresywnemu ekstremizmowi w Stanach Zjednoczonych” zastępuje terroryzm eufemizmem. Słowami tak ogólnikowymi, że w zasadzie nic nie znaczącymi. Zmieńmy kilka słów i może to być dokument dotyczący dowolnego problemu społecznego.
Nawet Ed Husian, były członek Hizb-ut-Tahrir (Partia Wyzwolenia) obecnie zasiadający w Council on Foreign Relations (Radzie ds. Stosunków Zagranicznych) był krytyczny wobec nowej strategii za brak odniesienia się do islamskiej ideologii oraz do postępującej radykalizacji w więzieniach i gettach. To jest esencja nowej strategii.

Bezczynność i niewiedza

Nowa strategia to osiem stron bezczynności. Osiem stron milczenia. Osiem stron szumu medialnego. Nie jest to dokument, który ustala realne cele i działania. Jego jedynym założeniem jest zastąpienie poważnej i krytycznej pracy pustymi hasłami. Z agentami FBI i prokuratorami wizytującymi meczety, gdzie zdejmują buty, wymieniają uściski dłoni, po czym wracającą do bezczynności. Bo nie mają pojęcia, co tam naprawdę się wydarza.

Wywiad jest pierwszą linią obrony w przypadku zagrożenia. Poznanie wroga to pierwszy krok w kierunku obrony przed atakiem. Ale w jaki sposób bronić się przed zagrożeniem, skoro nawet nie wolno wymówić jego nazwy?

Orwellowska bezmyślność nowej strategii pozwala na zamaskowanie prawdy o terroryzmie. Wróg został zredukowany do problemu społecznego, terroryzm do agresywnego ekstremizmu, a wojna z terrorem do programów informujących muzułman o zagrożeniach związanych z ekstremizmem w Internecie. Europejska strategia, która wprowadziła działania antyterrorystyczne w ślepy zaułek została przeniesiona do USA.

Nowa strategia zaczyna się od Obamy zaczynającego starannie używać arabskiej transkrypcji imienia Usama i al-Qa’ida, a kończy na ostrzeżeniu, że „silne wierzenia religijne nie powinny nigdy być łączone z agresywnym ekstremizmem”. Oczywiście nie dotyczy to chrześcijan. (rol)

Tłumaczenie: Severus Snape
Źródło: AINA

*Śródtytuły pochodzą od redakcji

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze