Ideolodzy i bojówkarze dżihadyzmu – Dżuhajman Ibn Muhammad al-Utajbi

Pierwszy dzień nowego muzułmańskiego 1400 roku, czyli 20 listopada 1979, zapowiadał się zupełnie spokojnie i pomyślnie, tak jak nakazywała islamska tradycja, zgodnie z którą pierwszych dziesięć dni miesiąca Muharram uznaje się za szczęśliwe. Na dwie godziny przed świtem, imam Świętego Meczetu w Mekce, Mohammed Ibn Subeil szykował się do modlitwy. Sezon pielgrzymkowy Hadżdż właśnie się zakończył.

Spośród miliona wiernych w kompleksie Kaaby pozostało jeszcze około 50 tysięcy. Budzili się ze snu rozłożeni na modlitewnych dywanach prawie tysiąca pomieszczeń świątyni. Wśród mnóstwa towarzyszących im tobołów znajdowały się także trumny, których widok nikogo nie dziwił. Zwyczajem bowiem było wprowadzanie zmarłych na teren meczetu w nadziei uzyskania dla nich błogosławieństwa od imama. W tym dniu jednak w trumnach nie leżały zwłoki. Była w nich broń

O godzinie 5:18 z głośników rozmieszczonych na szczytach siedmiu minaretów rozległo się tradycyjne wezwanie do modlitwy „La ilaha ila Allah”, czyli nie ma boga prócz Allaha. Na ten znak każdy z pielgrzymów zgiął nogi i uklęknął. Imam Ibn Subeil chwycił mikrofon i spokojnym głosem wypowiedział do wszystkich słowa błogosławieństwa. Pod ich koniec wierni pochylili głowę w kierunku stojącej przed nimi Kaaby i czołem uderzyli o marmurową podłogę oddając hołd Allahowi.

W momencie, gdy imam kończył modlitwę życzeniem pokoju, rozległy się strzały. Terkot karabinów maszynowych rozniósł się po całym meczecie. Zdumiony tłum dostrzegł uzbrojonego człowieka, żwawo idącego w stronę Kaaby. Był nim 43-letni Dżuhajman Ibn Muhammad al-Utajbi. Szedł w otoczeniu trzech uzbrojonych bojówkarzy. Imam zdążył zwrócić uwagę, że idzie on obok małej trumienki. Ta rzeczywiście zawierała zwłoki, małego dziecka. Duchowny miał je za chwilę pobłogosławić. Poczuł jednak niepokój. Strzały okazały się tylko preludium do następującego po nim horroru. Dżuhajman zbliżył się do imama, bezceremonialnie odepchnął go na bok i przejął jego mikrofon. Kiedy ten próbował się bronić, jeden z intruzów wyciągnął w jego stronę zakrzywiony sztylet i z wrzaskiem zagroził jego użyciem.

Tysiące wiernych ubrało swoje buty i ruszyło w kierunku bram świątyni. Niestety, wszystkie 51 były zamknięte łańcuchami. Wielu wystraszonych muzułmanów zaczęło motononnie wyśpiewywać „Allahu Akbar” – Allah jest wielki.  Nieoczekiwanie do chóru tłumu dołączyli napastnicy, aż wychwalanie Allaha rozniosło się po całej świątyni i zamieniło się w ogłuszający ryk.

Kiedy śpiew ucichł, Dżuhajman wykrzyknął do mikrofonu serię wojskowych komend. Będący pod jego komendą terroryści zajęli odpowiednie stanowiska, w tym wysokie na 89 metrów minarety, i co więcej, zmusili wielu z pielgrzymów do udzielania im pomocy.

„Jeśli tylko ujrzycie rządowego żołnierza, który chce wznieść przeciw wam rękę, zastrzelcie go bez litości, ponieważ on będzie chciał was zabić! – pustynnym akcentem wykrzyknął Dżuhajman. – Nie obawiajcie się!”.

Zebranym wiernym jednak nie zamierzał robić krzywdy. Kazano im się uspokoić i ogłoszono im przesłanie zamachowców.

Nikczemne, jak mówił, sposoby działania Domu Saudów są widomym znakiem nadchodzącego końca świata oraz ostatecznego tryumfu islamu nad niewierzącymi. Książę Fawwaz, brat króla oraz gubernator Mekki, został potępiony za rozpustę. Zepsucie ściągane za pośrednictwem telewizji, skażenie umysłów za sprawą ludzi Zachodu oraz zatrudnianie kobiet skalało czystość islamu w samej kołysce jedynie prawdziwej wiary. Za świadectwo zepsucia Sajjid uznał także plagę piłki nożnej, która za sprawą rządu odwracała od islamu uwagę wierzących. Królewscy władcy, pionki niewiernych, są niewarci szacunku prawdziwych wiernych. Przysięga baya złożona królowi nie jest już dłużej ważna, ponieważ rodzina królewska w sposób oczywisty odeszła od praw islamu.

Na szczęście, jak ciągnął dalej, pomoc jest w zasięgu ręki. Cytując szczegółowo odpowiednie hadisy oświadczył, że wraz z nastaniem nowego stulecia (1400, muzułmańskiego roku) Mahdi, czyli mesjasz, właśnie ocali świat islamu. Po ukazaniu się boskich znaków, takich jak imiona Mohammed Abdullah (identyczne jak Prorok Mahomet) oraz czerwone znamię na policzku. W tym momencie Sajjid, dla lepszego efektu wykonał pauzę, po czym dramatycznym głosem oświadczył: „Ten dobry człowiek jest tutaj, z nami. I on przyniesie sprawiedliwość na Ziemi po tym jak została ona wypełniona nieprawością. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, niech podejdzie tu i sprawdzi. Wszyscy jesteśmy jego braćmi!”.

W tej chwili na środku Wielkiego Meczetu, w wolnej przestrzeni wydzielonej przez bojówkarzy pojawił się na scenie wyczekiwany „Mahdi”. Młody, około 25-letni Mohammed Abdullah z karabinem maszynowym w ręku dołączył do Dżuhajmana według ceremoniału zgodnego z wcześniejszymi przepowiedniami – w cieniu Kaaby, pomiędzy grobami Izmaela i Hagar oraz głazem z odciskiem stopy Abrahama.

„W imię Allaha najłaskawszego i najmiłościwszego, oto wyczekiwany Mahdi!” – krzyknął Dżuhajman. – „Oddajcie hołd bratu Mohammedowi Abdullahowi al-Kurajsziemu!”.

Władze nieprędko zorientowały się w powadze sytuacji. Około ósmej rano pojedynczy jeep policyjny podjechał z zewnątrz pod jedną z bram. Przybył tam nie by rozwiązać problem, lecz raczej rozpoznać naturę kryzysu. O jego powadze policjanci dowiedzieli się natychmiast. Strzelcy rozlokowani na minaretach bez uprzedzenia puścili w ich kierunku salwę z karabinów. Ranny, krwawiący kierowca wypadł z auta.

Rozpoczęła się krwawa, trwająca ponad dwa tygodnie zdecydowanie mordercza bitwa, w której wszelkie siły zbrojne Arabii Saudyjskiej próbowały odzyskać najświętsze miejsce islamu. Władza nigdy do tej pory nie spotkała się z tego typu przeciwnikiem. Zagrażali jej socjaliści, nacjonaliści arabscy, ale nie religijni oponenci, tym bardziej, że sami reprezentowali fundamentalistyczną wersję islamu, wahhabizm. Wieści o przybyciu Mahdiego rozprzestrzeniły się po kraju wraz z posłańcami Dżuhajmana, a nawet jeszcze dalej, do władców innych państw islamskich, co w konsekwencji doprowadziło do poważnych perturbacji w całym muzułmańskim świecie.

Kwestia odzyskania Mekki to nie tylko akcja militarna, do podjęcia której i tak Arabia Saudyjska nie była przygotowana. Najważniejsze było rozstrzygnięcie teologiczne na temat działań zbrojnych w świątyni. Zanim więc najświetniejsi ulemowie państwa uradzili odpowiednią fatwę, już wśród żołnierzy saudyjskich oraz samych mieszkańców rodził się ferment, z obawy czy aby domniemany Mahdi nie jest tym prawdziwym, zesłanym przez Allaha.

Rada ulemów zdawała sobie z tego sprawę. Zdecydowano więc, że fatwę należy błyskawicznie stworzyć, ale musi być poprzedzona natychmiastową przemianą trybu życia władców saudyjskich. Odtąd powinni trzymać się ścisłych, religijnych reguł. Należało usunąć kobiety z telewizji, rozwiązłe filmy, oraz zrezygnować z alkoholu. Zapoczątkowany za czasów króla Fajsala liberalizm społeczny miał zostać zastopowany. Miliardy petrodolarów miały być przeznaczane na „dobre” cele, takie jak propagowanie w świecie wahhabickiej wersji islamu. Ostatecznie komponowanie fatwy zakończyło się po trzech dniach intensywnych prac trzydziestu ulemów.

Tymczasem w Wielkim Meczecie napastnicy umacniali swoje pozycje. Dżuhajman i jego ludzie jako sztab dowodzenia obrali sobie trudno dostępne podziemia świątyni. Świetnie zaopatrzeni w prowiant i wodę oraz towarzystwo namiestnika Allaha na Ziemi, zdolni byli trwać tam przez wiele tygodni.

Wszystkie trzy formacje wojskowe Arabii Saudyjskiej zaangażowano w próbę odzyskania meczetu. Zaproponowano użycie buldożerów. Miałyby one staranować bramy i umożliwić wojsku wejście do wnętrza. Szybko jednak okazało się, że skomplikowana sieć podziemnych korytarzy pod świątynią, o których istnieniu niekoniecznie ogółowi było wiadome, komplikowała szanse na zwycięstwo. Wdarcie się więc na główny dziedziniec wcale nie rozwiązałoby sprawy. Inną z propozycji było użycie jednostki powietrznodesantowej. Stwierdzono jednak, że wszyscy komandosi z pewnością byliby zestrzeleni, zanim osiągnęliby grunt. Napastnicy byli do takiego wariantu świetnie przygotowani i dali temu dowód zestrzeliwując jeden z samolotów, a inny, lecący na wysokości 1200 metrów musnęli pociskami. Atak musiał więc nastąpić z ziemi.

Żołnierze saudyjscy próbują wedrzeć się do podziemi Kaaby, 1979 (wikipedia)

Dom Saudów pragnął szybkiej akcji, jednak nigdy się do podobnych przedsięwzięć nie przygotowywał. Co więcej łączna liczebność żołnierzy na miejscu wynosiła kilkuset ludzi, co dawało niewielką przewagę nad fanatykami Dżuhajmana. W rezultacie doszło do kilku prób oswobodzenia meczetu, jednak bez rezultatu.

Fatwa dała przyzwolenie do działania. Do tej pory obawiano się uszkodzeń budowli, teraz jednak zdano sobie sprawę, że to nieuniknione. Zwrócono jedynie uwagę, by oszczędzać samą Kaabę. Do walki można było teraz rzucić całą, zakupioną w Europie i Ameryce broń. Planowana bitwa nie była już odtąd policyjną akcją, ale otwartym, wojskowym starciem.

Do akcji wkroczyły transportery opancerzone. Obstawiły wejścia do świątyni. Wokół niej przez kilka godzin wojskowy jeep z zamontowanym głośnikiem na dachu krążył i wzywał Dżuhajmana oraz jego ludzi do poddania się. Po bezskutecznym nawoływaniu przystąpiono do akcji. Dokonała się masakra, przy czym ludzi Dżuhajmana dotknęła ona w najmniejszym stopniu. Na nic jednak zdała się doskonała broń, wobec braku odpowiedniego wyszkolenia oraz organizacji saudyjskich żołnierzy. Po kolejnych kilku dniach okupacji Mekki, władze w Rijadzie musiały zwrócić się o pomoc do niewiernych. Wybrali Francję, która miała jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą na świecie, jednostkę komandosów, Grupę Interwencyjną Żandarmerii Narodowej (GIGN). Wśród nich był, warto wspomnieć, Ignacy Wodecki, syn polskiego górnika. Wszyscy, aby móc pomagać Saudom, musieli przyjąć islam.

Za pomocą wszelkiej broni, w tym gazu łzawiącego, granatów, kabli elektrycznych wpuszczonych w zalane korytarze, tępiono lub brano do niewoli zamachowców. Opór trwał do ostatnich minut. Zginęło wielu, w tym jeszcze kilka dni wcześniej sam rzekomo niezniszczalny Mahdi. Nikt nie poddał się dobrowolnie. Po osiemnastu godzinach bitwy w podziemiach zapanowała cisza. Był 4 grudnia. Saudyjska Agencja Prasowa wydała następujący komunikat: „Z pomocą Allaha, eliminacja wszystkich członków zepsutej bandy renegatów z podziemi Wielkiego Meczetu została zakończona dzisiaj o 1:30 nad ranem”. Raptem zdano sobie jednak sprawę, że dwa z pomieszczeń nadal pozostają zamknięte. Z nastaniem zmierzchu drzwi do nich wysadzono za pomocą ładunków wybuchowych. Wewnątrz znaleziono kilkunastu skulonych przy ścianach bojówkarzy. Mieli twarze pokryte sadzą. Ich poszarpane ubrania zbrudzone były krwią i wymiocinami. Niektórzy trzęśli się w sposób niekontrolowany. Jeden jednak wyróżniał się nieugiętym i zaciętym spojrzeniem.

„Kim jesteś?” – spytano go.

„Dżuhajman” – odpowiedział łagodnie.

„Jak mogłeś to wszystko zrobić?”.

„Taka była wola Allaha” – wymamrotał, bez cienia emocji.

Sławosz Grześkowiak – historyk, filolog angielski oraz absolwent Studium Literacko-Artystycznego UJ. Interesuje się islamem oraz terroryzmem islamskim.

Film: https://www.youtube.com/watch?v=HItn3u02RwU




Arabia Saudyjska: „Świadoma, dorosła kobieta może mieszkać sama”

Sąd w Arabii Saudyjskiej orzekł na korzyść kobiety ściganej za wyjazd do stolicy królestwa Rijadu i zamieszkanie tam bez zgody ojca. Czy kraj ten zmienia swoje podejście do kobiet?

Adwokat Abdulrahman al-Lahim po ogłoszeniu wyniku napisał, że „dzisiaj wydano historyczne orzeczenie, które potwierdza, że niezależność zdrowej na umyśle, dorosłej kobiety w oddzielnym domu nie jest przestępstwem wartym kary”. Wyraził nadzieję, że zapobiegnie to kolejnym tragicznym historiom kobiet, z których Arabia Saudyjska jest znana. Sąd uznał, że „kobieta jest świadomą dorosłą osobą, która ma prawo decydować, gdzie chce mieszkać”.

Zdaniem adwokata to istotna zmiana w systemie prawnym królestwa. „Pokazuje pojawienie się nowej generacji sędziów, którzy egzystują i żyją nieoderwani od rzeczywistości Królestwa Arabii Saudyjskiej, w zgodzie z wizją księcia następcy tronu Mohammada bin Salmana”. To wyrok zgodny ze światowymi prawami człowieka, podkreśla al-Lahim.

Oskarżona, Meriam al-Eteebe, powiedziała, że broniła swojej wolności poruszania się „zagwarantowanej w saudyjskiej konstytucji, która twierdzi, że każdy obywatel ma prawo poruszania się i osiedlania”.

Decyzja co do podróżowania kobiet, nawet za granicę, bez towarzystwa męskiego opiekuna weszła w życie w 2019 roku. Wtedy wciąż jeszcze mówiono o tym, że wyprowadzenie się z domu bez takiego pozwolenia od mężczyzny nie będzie możliwe. W roku 2017 Arabia Saudyjska wyłączyła elektroniczny system powiadamiania opiekunów SMS-ami o wyjeździe kobiet za granicę.

O szansach na realizację projektu Mohammada bin Salmana „Vision 2030”, pisał pod koniec roku 2017 Grzegorz Lindenberg, twierdząc, że ograniczenie wahhabizmu byłoby w istocie największym dziełem władcy królestwa. (jw)

Źródło: Al Arabiya




Indonezja na drodze do arabskiego fundamentalizmu

„Arabisasi” czyli „arabizacja” to w Indonezji określenie oznaczające rosnący wpływ politycznego islamu, burek i hidżabów, częstsze stosowanie przepisów o bluźnierstwie, rozwój nowych meczetów i szkół religijnych oraz prześladowania mniejszości.

Indonezja uważana była za przykład „tolerancyjnego islamu” i oficjalnie jest krajem sześciu religii, a ideologią państwową jest Pancasila („Pięć zasad”) a nie islam, lecz pod wpływem Arabii Saudyjskiej staje się coraz bardziej religijnie konserwatywna.

To kraj o największej liczbie muzułmańskiej ludności na świecie – mieszka tam ponad 220 milionów muzułmanów; stanowią około 87% ludności. Przez 150 lat, do roku 1949, Indonezja była kolonią holenderską, po uzyskaniu niepodległości miała silną partię komunistyczną, a od 1965 roku przez kolejne trzydzieści lat była dyktaturą świecką – wszystko to sprawiło, że islam był tam raczej sprawą prywatną i  musiał współistnieć z innymi religiami i ideologiami.

Przemiany w duchu wahhabizmu

Dla Arabii Saudyjskiej Indonezja jest jednym z głównych obszarów jej wieloletniego projektu przekształcania islamu na świecie na bardziej fundamentalistyczny, zbliżony do panującego w Arabii wahhabizmu. Saudyjczycy zaczęli wspierać indonezyjskie organizacje muzułmańskie od roku 1967, a na szerszą skalę od 1972/73, gdy po pierwszym „szoku naftowym” zaczęli mieć znacznie więcej pieniędzy.

Pierwszą organizacją, która rozwinęła się dzięki saudyjskim pieniądzom, była DDII, Dakwah Islamiyah Indonesia (Indonezjska Islamska Rada Nawracania), założona przez duchownego i byłego premiera Mohammada Natsira. Przez dziesięciolecia organizacja prowadziła szkoły, kształciła duchownych, prowadziła działalność charytatywną wśród ubogich muzułmanów, zmieniając powoli oblicze indonezyjskiego islamu.

Z czasem jednak zaangażowanie Arabii Saudyjskiej przybierało bezpośrednie formy. W ambasadzie w Dżakarcie jest specjalny „attache religijny”, a głównym ośrodkiem rozprzestrzeniania wahhabizmu jest dzisiaj uczelnia w skrócie nazywana Lipia, co jest indonezyjskim skrótem od nazwy Islamski i Arabski College Indonezji.

Zajęcia prowadzone są tam wyłącznie po arabsku, mężczyźni i kobiety uczą się osobno, a jednym z głównych przedmiotów jest studiowanie pisma twórcy fundamentalistycznej wersji islamu, Muhammada Ibn Abd al-Wahhabiego, Nauka jest darmowa, studenci dostają stypendia, a najlepsi mogą kontynuować studia w Arabii Saudyjskiej.

Rizieq Syihab

Jednym z absolwentów Lipii jest duchowny Rizieq Shihab, założyciel islamistycznej organizacji Front Obrony Islamu (FPI), która w 2016 zorganizowała trzy wielkie wiece w stolicy kraju, na których domagała się postawienia przed sądem za bluźnierstwo burmistrza Dżakarty, walczącego o powtórny wybór, grożąc rewolucją w kraju i zabiciem winnego, jeśli jej żądania nie będą spełnione. Udało się – burmistrz, chińskiego pochodzenia chrześcijanin, przegrał wybory, a następnie został skazany na dwa lata za bluźnierstwo (odczytał na wiecu fragment z Koranu).

Islamizm wkracza we wszystkie obszary życia

Nauka jest darmowa nie tylko na prowadzonej przez Saudyjczyków uczelni, lecz także w tysiącach szkół religijnych, często z internatem, do których biedniejsi posyłają swoje dzieci, ale w których uczą się też osoby dorosłe. Jedną z takich szkół jest al-Mukmin na Jawie, założona przez Arabię Saudyjską w 1972; to tam właśnie kształcili się zamachowcy, którzy zorganizowali zamach na Bali w 2002 roku, kiedy zginęło ponad 200 osób.

Saudyjskie pieniądze to nie tylko fundusze rządowe, lecz również środki fundacji religijnych i biznesmenów. Arabia troszczy się nie tylko o dusze, ale i o ciała indonezyjskich muzułmanów. Finansowane są nie tylko działania edukacyjne i religijne lecz także charytatywne, na przykład odbudowa wyspy Aceh po tsunami w 2004 roku.

Saudyjczycy zasilają zarówno grupy politycznego islamu, zbliżone często do Bractwa Muzułmańskiego (z którym Arabia Saudyjska u siebie walczy), jak i salafickie, które dążą do odtworzenia historycznego islamu w życiu ludzi, nie starając się o przejęcie władzy. Rijad wspiera nie tylko studiowanie islamu, ale również naukę arabskiego, który jest konieczny do czytania i recytowania Koranu.

Coraz więcej religii w polityce

Efekty tych działań to radykalizacja Indonezyjczyków (prawie 700 osób walczyło w szeregach ISIS, a odłamy tej organizacji przeprowadzają zamachy również w Indonezji), ataki na wyznawców innych odłamów islamu (szyitów, Ahmadija) i chrześcijan, oraz wzrastająca rola religii w indonezyjskiej polityce.

Prezydent Joko Widodo, tu z indonezyjskimi olimpijczykami (Wikipedia)

Na drugim z wieców organizowanych przez Front Obrony Islamu pojawił się prezydent kraju i modlił się wraz z fanatykami, chociaż wzywali do zabicia burmistrza stolicy. W ostatnich wyborach prezydenckich obaj kandydaci podkreślali swoje muzułmańskie zalety; zwyciężył powtórnie Joko Widodo, który jako kandydata na wiceprezydenta miał Marufa Amina, byłego głównego duchownego Indonezji.

Finansowanie saudyjskie – którego dokładnych sum nie znamy – szczyt miało prawdopodobnie kilka lat temu. Jednak w coraz większym stopniu te same działania finansowane są obecnie przez indonezyjskie fundacje i biznes. W miarę, jak rośnie konserwatyzm społeczeństwa, coraz więcej środków można zbierać na miejscu. Pieniądze saudyjskie nie są już tak konieczne, żeby Indonezja stawała się coraz mniej tolerancyjna.

Grzegorz Lindenberg

Na podst. „The Guardian”

Więcej o saudyjskich wpływach w Indonezji i o indonezyjskim islamie:

https://euroislam.pl/w-indonezji-rosnie-w-sile-saudyjski-salafizm

https://euroislam.pl/sa-muzulmanie-ktorzy-nie-chca-nienawisci-w-kazaniach

https://euroislam.pl/trzeba-przyznac-ze-istnieje-problem-z-islamem




Co robi Katar na amerykańskich uczelniach

Ryan Mauro, Alex VanNess

Rząd katarski od lat wspiera Al-Kaidę, Hamas i reżim w Iranie. Jednocześnie co roku wydaje w USA miliony dolarów na lobbystów, think tanki, media i kampusy uniwersyteckie. 

Amerykańskie prawo wymaga ujawniania informacji dotyczących darowizn z zagranicy, a także udziałów i wpływów ze strony instytucji zagranicznych. Departament Edukacji USA poinformował, że od 2012 r. Katar przekazał uniwersytetom w Stanach Zjednoczonych w postaci gotówki oraz kontraktów niemal 1,5 miliarda dolarów (dokładnie 1 478 676 069 dolarów).

Uniwersytety otrzymywały pieniądze i kontrakty za pośrednictwem licznych jednostek będących własnością katarskiego rządu lub ściśle powiązanych z katarską rodziną królewską. Wśród nich znalazły się przedsiębiorstwa takie, jak: RasGas Company Limited, Qatar Petroleum i Qatar National Research Fund (QNRF) będące członkiem Qatar Foundation.

Qatar Petroleum to państwowa korporacja założona w 1974 r. Odpowiada za wszystkie aspekty przemysłu naftowego i gazowego w Katarze. RasGas Company Limited produkowało ciekły gaz ziemny (LNG), a w styczniu 2018 r. połączyło się z QatarGas – obecnie największym producentem LNG na świecie. Funkcję CEO w QatarGas pełni szejk Khalid Bin Khalifa Al Thani, a Saad Sherida Al-Kaabi, obecny minister ds. energii, jest prezesem jej zarządu.

QNRF i jej spółka macierzysta, Qatar Foundation, to dwaj najwięksi katarscy sponsorzy amerykańskich uniwersytetów. QF działa z ramienia katarskiego rządu i pokrywa koszty utrzymania kampusów uniwersyteckich sześciu amerykański uniwersytetów: Texas A&M (TAMU), Virginia Commonwealth, Cornell, Carnegie Mellon, Northwestern i Georgetown. Wydatki sięgają czterystu pięciu milionów dolarów.

Qatar Foundation złożyła wniosek o nieujawnianie szczegółów umowy z TAMU, największym beneficjentem katarskiego wsparcia. W ostatnim czasie organizacje takie, jak Judicial Watch i Zachor Legal Institute ogłosiły, że rozpoczęły śledztwo w sprawie katarskich wpływów na uniwersytetach.

Zaangażowanie QF w promowanie islamskiego ekstremizmu można prześledzić na przykładzie założonego w 2008 r.  Al-Qaradawi Research Center. Ośrodek powstał z inicjatywy prezesa fundacji oraz emira Kataru. Patronem ośrodka jest Jusuf Al-Karadawi, duchowy przywódca Bractwa Muzułmańskiego, którego prace wykorzystywane są w tej instytucji jako podstawa nauk islamskich. Celem ośrodka jest promowanie ideologii Al-Karadawiego. Kaznodzieja ten zarządza również siecią organizacji charytatywnych, które Departament Skarbu USA objął sankcjami w związku z finansowaniem Hamasu – organizacji terrorystycznej, otwarcie przez Al-Karadawiego popieranej.

Rząd Kataru promuje również islamskie nauki Muhammada al-Wahhabiego, założyciela nurtu określanego mianem wahhabizmu. W 2011 r. szejk Hamad bin Khalifa al-Thani, ówczesny emir Kataru, publicznie ogłosił, że „nie będzie szczędził wysiłków”, żeby promować poglądy wahhabistyczne. Powiedział też, że jego kraj został zbudowany na naukach Wahhabiego i że rząd będzie rozprzestrzeniał je na całym świecie.

Meczet Qatar Foundation jest sceną dla wielu radykalnych kaznodziejów, m.in. dla Omara Abdelkafiego, który okazywał radość z powodu ataku terrorystycznego na redakcję „Charlie Hebdo” we Francji, opisując go jako „kontynuację filmu komediowego z 11 września”. Inni, tacy jak Al-Moghamsy, otwarcie chwalą Osamę bin Ladena, a niektórzy, pokroju szejka Tariqa al-Hawwy ubolewają, że Hitlerowi nie udało się wybić wszystkich Żydów.

Qatar Foundation jest również powiązana z International Institute of Islamic Thought (Międzynarodowy Instytut Myśli Islamskiej), czołową filią Bractwa Muzułmańskiego w USA, związaną z Hamasem i palestyńskim Islamskim Dżihadem.

Władze w Doha utrzymują, że są sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie ich kraj zapewnia finansowe i ideologiczne wsparcie dla organizacji terrorystycznych oraz próbuje wpływać na opinię publiczną w Stanach za pośrednictwem elitarnych instytucji.

Autorzy są analitykami Clarion Project

Oprac. Bohun, na podst. https://clarionproject.org (tamże tabele, pokazujące szczegóły finansowania uczelni amerykańskich przez Katar)

 




Saudyjki wzięły udział w święcie państwowym, rząd w ogniu krytyki

Saudyjski rząd został zaatakowany w mediach społecznościowych za pozwolenie kobietom na udział w święciem państwowym na stadionie Króla Fahda.

Festiwal z okazji 87-ej rocznicy utworzenie Arabii Saudyjskiej uświetniły fajerwerki, pokazy świetlne i koncert na stadionie w niedzielny wieczór, ale świąteczny nastrój zepsuła obecność kobiet. Co prawda ich obecność ograniczała się do specjalnych sektorów dla rodzin, ale to nie zadowoliło bardziej konserwatywnie nastawionych obywateli.

„Patriotyzm nie oznacza grzechu Oczywiście to co się wydarzyło nie zadowoliło ani Boga ani jego proroka. Patriotyzm to nie tańce, mieszanie się płci, utrata skromności i granie muzyki. Co za dziwne czasy”, tweetował zaniepokojony Saudyjczyk. Wzywano też do powrotu policji religijnej Haia, której zakazano aresztowania obywateli po roku 2016, w ramach ograniczenia władzy kleru. Hashtag „ludzie domagają się powrotu Haia” był użyty prawie 200 tysięcy razy.

Byli jednak tacy, którzy cieszyli się atmosferą na stadionie, która przypominała podobne uroczystości za granicą. (j)

źródło: BBC




Saudyjczycy promują islamski ekstremizm w Wielkiej Brytanii

Związek między islamistycznymi organizacjami zachwalającymi przemoc i zagranicznymi funduszami jest „jasny i narastający”, uważa konserwatywne Henry Jackson Society.

W swoim nowym raporcie zatytułowanym „Zagraniczne finansowanie islamistycznego ekstremizmu w Wielkiej Brytanii” think tank domaga się publicznego dochodzenia w tej sprawie. Oskarża kraje Zatoki Perskiej i Iran, ale przede wszystkim Arabię Saudyjską, która wydała miliony na eksport wahhabizmu, konserwatywnej gałęzi islamu, na Zachód.

Do metod hodowania islamskiego ekstremizmu w Wielkiej Brytanii raport zalicza fundowanie meczetów i islamskich instytucji edukacyjnych, które stawały się miejscami występów ekstremistycznych kaznodziejów. Do tego dochodzi dystrybucja nienawistnej literatury islamskiej, szkolenie religijnych liderów brytyjskich w Arabii Saudyjskiej, używanie saudyjskich podręczników w islamskich szkołach na terenie Wielkiej Brytanii.

Autorzy raportu powołują się między innymi na śledztwo dziennikarskie BBC, które w 2010 roku ujawniło, że 5000 dzieci w Wielkiej Brytanii uczy się według saudyjskiego programu nauczania.

Raport odnosi się także do przykładów rozwiązań europejskich przeciwdziałających finansowanej z zagranicy radykalizacji, jak austriacka ustawa z 2015 roku, zakazująca finansowania meczetów i imamów z zagranicy.

Tymczasem oczekiwany jest raport rządowy na temat finansowania ekstremizmu przez Arabię Saudyjską, jednak Theresa May zastanawia się, jaką część raportu może upublicznić. Lewicowy „Guardian” uważa, że raport zawiera wrażliwe dane i dlatego jego ujawnienie się odwleka.

Czy Polska jest wolna od takich wpływów? Wymieniane w raporcie organizacje i nazwiska brzmią znajomo. World Assembly of Muslim Youth, uznawana za główne narzędzie radykalizacji, finansowała w Polsce książki islamskich fundamentalistów. Abdur Raheem Green, który do Polski wysyłał misjonarzy z Mission Dawah, jest przedstawiany jako przykład muzułmanina zradykalizowanego na saudyjskich książkach, takich jak podstawowy „podręcznik” wahhabizmu „Kitab al Tauhid” Mohammeda ibn Abd al-Wahhaba.

Jan Wójcik

źródło: Henry Jackson Society, Independent

 




Noam Chomsky: Arabia Saudyjska „centrum radykalnego islamskiego ekstremizmu”

Arabia Saudyjska, bliski sojusznik USA na Bliskim Wschodzie jest odpowiedzialna za „wahhabizację sunnickiego islamu” uważa lingwista, filozof i lewicowy działacz polityczny Noam Chomsky.

Chomsky w wywiadzie dla „Democracy Now”, że Arabia „jest źródłem nie tylko finansowania ekstremistycznego radykalnego islamu i rozwoju dżihadyzmu, ale także doktrynalnie, meczety, klerycy itd. szkoły, znane jako madrasy, gdzie uczy się tylko Koranu, rozprzestrzeniają się na ogromnych sunnickich obszarach za saudyjskim wpływem”.

Królestwo Saudów można przyrównać, zdaniem lewicowego filozofa, do działań Państwa Islamskiego, tylko że w Arabii Saudyjskiej łamanie praw człowieka, ma charakter regularny i trwający od długiego czasu.

Chomsky, krytykuje także Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Francję za wspieranie Arabii Saudyjskiej, której „gospodarka opiera się na traceniu zasobów” tj. ropy naftowej, która jest przyczyną milczenia zachodnich państw wobec działań królestwa. (j)

źródło: Democracy Now




Początek islamskiej rewolucji w Szwajcarii

Centralna Rada Muzułmanów w Szwajcarii (IZRS) nakręciła propagandowe wideo wzywające do rewolucji. Najpierw wywołało reakcję policji, a teraz oburza obywateli, w tym nastawionych reformatorsko muzułmanów.

„Był czas, kiedy nasze nadzieje były tylko nasionami miotanymi przez wiatr. Słabi. Wystawieni na pogardę, ból i męki. By przeżyć, zagrożeni wyginięciem, opuściliśmy nasze domy. Teraz staliśmy się nie tylko drzewem, ale całym lasem. Mocni, niezłomni. To początek islamskiej rewolucji, która zmieni świat”.

Te słowa padają w alpejskiej scenerii, gdzie młody mężczyzna unosi do góry flagę kalifatu, na której wypisana jest szahada: „Nie ma Boga poza Allahem, a Mahomet jest jego prorokiem”. Kiedy muzułmanin upada, nie mogąc udźwignąć swojej misji niesienia proporca Mahometa, pojawiają się dziesiątki innych. I chociaż w tekście przebijają się słowa „pokojowy wysiłek”, „tolerancja”, to obraz zamaskowanych mężczyzn bliższy jest propagandzie Państwa Islamskiego.

Kadr z filmu propagandowego IZRS
Kadr z filmu propagandowego IZRS

Wideo nawiązuje też do problemów, jakie muzułmanie napotykają w Szwajcarii w zderzeniu z demokracją i kulturą europejską. „Możecie zakazać naszych minaretów, naszych chust, naszych zasłon, a nawet naszych zgromadzeń. Możecie nazwać naszą religię pełną przemocy, zacofaną, nie należącą do Szwajcarii”, oświadczają muzułmanie w wideo. „Musicie jednak wiedzieć, że tu jesteśmy, jesteśmy częścią rzeczywistości”.

Podobieństwo do materiałów propagandowych Państwa Islamskiego nie tu jest przypadkowe. Saida Keller-Messahli z Forum Postępowego Islamu chciałaby wiedzieć, czy reżyser wideo i odpowiedzialny za produkcję multimedialną w IZRS, Naim Cherni, sporadycznie nie przebywał w obozach treningowych terrorystów w Syrii.

Rada broni się przed zarzutami. Przede wszystkim, na filmie nie ma broni, a użyta w nim flaga jest biała, czyli, zdaniem muzułmanów, to flaga rozejmu. Jednak krytycy, zgodni co do znaczenia czarnej flagi jako flagi dżihadu, wskazują, że biała oznacza z kolei państwo islamskie, kalifat i jest oznaką dominacji. Została na przykład użyta przez talibów po zdobyciu przez nich władzy w Afganistanie.

Tłumaczenia IZRS nie rozwiewają wątpliwości. Szwajcarskie służby specjalne uważają Radę za organizację związaną z radykalnym, wahhabickim islamem. Muzułmanie związani z Forum Postępowego Islamu, alarmują, że ekstremiści szerzą swoją totalitarną ideologię w coraz większym stopniu.

„Spodziewajcie się nas wszędzie i o każdej porze!” – kończy się film.

JW. na podst. Die Welt
obserwuj autora na Twitterze @jasziek




Islamizm niejedno ma imię…

Co mają ze sobą wspólnego salaficki kaznodzieja i bojówkarz z Hamasu ? Co łączy Tariqa Ramadana z kalifem Mosulu? Badaczka Anne-Clémentine Larroque na łamach „Le Figaro” objaśniała zawiłości związane z islamistycznymi ruchami.

Figarovox: Pod szyldem „islamiści” umieszcza się wiele grup, które nie maja ze sobą nic wspólnego – Hamas, Bractwo Muzułmańskie, dżihadystów z ISIS. Czym jest islamizm?

Anne-Clémentine Larroque : W tej kwestii mieszanie pojęć jest powszechnym zjawiskiem. Tematyka jest bardzo skomplikowana, a my mamy tendencję do jej upraszczania. Przede wszystkim należy odróżnić islam, islamizm oraz islamizm radykalny lub oparty na przemocy; terminy bardzo często mylone z debacie publicznej.

Islam odnosi się do największej na świecie pod względem liczby wyznawców religii monoteistycznej, która pojawiła się po judaizmie i chrześcijaństwie. W ramach islamu wyróżniamy stanowiących większość sunnitów i szyicką mniejszość.

Islamizm jest terminem zachodnim i odnosi się do „przebudzenia islamu” w momencie rozwoju nowoczesności na Zachodzie. To wywodząca się z religii ideologia polityczno-społeczna, powstała w XIX wieku w reakcji na nowoczesność, z którą islam zetknął się w trakcie kolonizacji. Zwykle przeciwstawia się islamizm postępowi, podczas gdy ideologia ta u źródeł nie była przeciwna nowoczesności. Wręcz przeciwnie, reformiści Muhammad Abduh i Jamal Afghani, ojcowie XIX-wiecznego islamistycznego reformizmu, postulowali ponownie ustanowienie islamu w społeczeństwach muzułmańskich w zgodzie z modernistycznymi wartościami. Ostatecznie, islamizm wpisuje się na listę wielkich ideologii (socjalizm, liberalizm, marksizm) XIX w.

Z drugiej strony, islamizm radykalny lub oparty na przemocy stanowi jedną z form islamizmu (który może być częścią ruchów z założenia pokojowych, odrzucających przemoc). Salaficcy kaznodzieje z brodami, których widuje się w niektórych dzielnicach, dalecy są od promowania zbrojnego dżihadu. Pod pewnym względem można ich porównać do przedstawicieli zakonów żebraczych w chrześcijaństwie, ponieważ ich powołanie jest czysto misyjne.

Istnieją trzy rodzaje islamizmu: islamizm misyjny, islamizm polityczny i islamizm oparty na przemoc zwany również dżihadyzmem.

Zgodnie z tym podziałem, Bractwo Muzułmańskie reprezentuje islamizm reformistyczny, mający swój projekt polityczny. Niektóre z jego gałęzi mogły ewoluować w stronę przemocy, ale nie jest to cel, jaki stawia sobie ta organizacja. Na bazie Bractwa wyrósł Hamas, składający się z partii politycznej i ramienia zbrojnego. ISIS z kolei stanowi przykład dżihadyzmu.

Co łączy te różne formy islamizmu ?
– Punktem wspólnym wszystkich islamistów jest chęć realizacji projektu państwa islamskiego, tzn. struktury państwowej, w której władze prowadzą politykę zgodnie z islamem, w ramach której szariat, prawo islamskie, pozostaje głównym źródłem praw i narzucane jest wszystkim mieszkańcom. Niemniej jednak sposoby osiągnięcia tego postulatu i jego cele zmieniają się w czasie i w zależności od regionu.

Czym jest salafizm?

– Salafiyya symbolizuje nową ideologię islamistyczną broniącą „powrotu islamu” lub „przebudzenia islamu”, w opozycji do zachodniej nowoczesności. Salafizm postuluje powrót do przesłania pobożnych przodków (salaf znaczy „przodek”). Wraz z narodzinami politycznego islamu, również i salafizm przybrał różne oblicza. Kierując się tą samą logiką, co w przypadku islamizmu, możemy wyróżnić trzy różne formy salafizmu:
– salafizm misyjny: edukacja, działalność charytatywna itp.;
– salafizm polityczny: reformizm prowadzący do utworzenia Państwa islamskiego poprzez działania „polityczne”. Przykład: Bractwo Muzułmańskie;
– salafizm dżihadystyczny – nie ograniczający się do przesłania, nie stroniący od akcji przemocy i terroru w obrębie państwa muzułmańskiego (przykład Hamasu) lub poza jego granicami (Al-Kaida).

Hassan al-Banna
Hassan al-Banna

Jakie są korzenie dżihadyzmu ? Czy jest to zjawisko współczesne, współistniejące z islamem jako religią?

– Nie, nie można powiedzieć, aby dżihadyzm współistniał z religią. O ile o dżihadzie rzeczywiście mówi się w islamie w sposób dosłowny (mały i duży dżihad w Koranie), o tyle „dżihadyzm” (ideologia traktująca dżihad jako motor napędowy działań i jako cel sam w sobie) jest ruchem współczesnym, wywodzącym swe korzenie z tez dwóch wielkich ideologów:
– myśli Saida Qutba (1906-1966), działacza Bractwa Muzułmańskiego, aktywnie zwalczającego państwo Nassera w Egipcie, który uznawany był za „niewierzącego”, ponieważ nie przestrzegał prawa koranicznego. Qutb w latach 60 zapowiadał powrót do politycznego islamu, w którym dżihad ogrywał kluczową rolę.
– myśli Maulana Maududiego (1903-1979), pakistańskiego teologa fundamentalisty, który w tym samym czasie opracował ideę i postulował stworzenie pakistańskiego państwa islamskiego. Jego poglądy wykorzystali Talibowie. Zachęcał on do światowego dżihadu.
Wdrażanie dżihadu w świecie muzułmańskim można podzielić na trzy następujące po sobie fale:
– w latach 70. i 80., w ramach wojny w Afganistanie z Sowietami ;
– dżihad lat 90., w walce z reżimem wojskowym w Algierii, Egipcie i Bośni;
– od końca lat 90., nowy dżihad w walce z Zachodem, stanowiący podstawę istnienia ruchu Al-Kaida.
Moglibyśmy dodać jeszcze czwartą „falę”, do której zaliczylibyśmy Boko Haram w Nigerii, ISIS w Iraku, Front Al-Nusra w Syrii, czy Asz-Szabab w Somalii. We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z pojawianiem się dżihadu zakorzenionego na danym terytorium, który najpierw wpisuje się w lokalne wydarzenia, by przyjąć następnie zglobalizowaną, światową perspektywę.

Wyróżnia pani islamizm misyjny, islamizm polityczny i dżihadyzm. W który z nich wpisuje się Hamas?

– Hamas, „Ruch oporu islamskiego”, stanowi przedłużenie działalności Bractwa Muzułmańskiego w Palestynie, gdzie jego obecność zanotowano już w latach 30. W latach 40 powstało ramię zbrojne ruchu, którego celem była walka z Brytyjczykami i z projektem utworzenia Państwa Izrael, uznawanego za państwo syjonistyczne.
Hamas jaki znamy dzisiaj powstał w 1987 r., w czasie pierwszej intifady. Głównym jego celem jest więc zniszczenie Izraela i syjonizmu, przy jednoczesnej islamizacji Palestyny. Pierwsze ataki miały miejsce w latach 90. W 2006 r., Hamas stał się pierwszą siłą polityczną w kraju, zdobywając 56 procent głosów w wyborach i wyprzedzając Fatah. Możemy więc powiedzieć, że Hamas jest grupą politycznego islamu (założoną przez Bractwo Muzułmańskie), która wykorzystuje środki dżihadystycznego ruchu oporu.

Wiosna arabska uświęciła Bractwo Muzułmańskie jako siłę polityczną mogącą zjednoczyć Arabów, na wzór wcześniejszego panarabskiego nacjonalizmu. Jaką ideologię niesie ze sobą Bractwo?

– Bractwo Muzułmańskie jest ruchem islamizmu reformistycznego, założonym przez Hassana Al-Bannę w 1928 r., w Egipcie, niedługo po upadku Imperium Osmańskiego. Bractwo postuluje oddolne zdobycie władzy politycznej, wpisując się jednocześnie w trzy formy islamizmu, które wcześniej już opisałam: misyjnego, politycznego i opartego na przemocy. Cele ruchu pozostają jednak w swej naturze polityczne. Z ruchu wyłoniło się wiele gałęzi radykalnych i wykorzystujących przemoc, które nie stanowią jednak głównej osi jego działania. Bractwo stanowi część ruchu reformistycznych salafitów. Ich cel – ustanowienie państwa islamskiego i wprowadzenie szariatu – jest przede wszystkim polityczny. Rozwój ruchu zależy od jego stosunków z panującą władzą.
W latach 1960-1980, Nasser i Sadat dokonywali represji wobec Bractwa, co zmusiło jego przedstawicieli do emigracji na Półwysep Arabski, a zwłaszcza do Arabii Saudyjskiej, gdzie weszli w sojusz z wahhabitami. Jest to więc szczególny okres „wahhabizmu-salafizmu”.
Od tego czasu Bractwo Muzułmańskie zyskało wymiar międzynarodowy i rozproszyło się po wielu krajach, w tym na Zachodzie, zwłaszcza dzięki muzułmańskim intelektualistom – reformatorom pokroju Tariqa Ramadana – wnuka założyciela Bractwa – mimo iż ten zaprzecza przynależności do ruchu.

Bardzo długo uważało się, że arabskim dyktaturom uda się zapanować nad islamistami. W rzeczywistości jednak, za sprawą walki z dyktaturami radykalny islam uległ wzmocnieniu. W jakim miejscu jest teraz polityczny islamizm, cztery lata po Arabskiej Wiośnie?

– Rzeczywiście, bardzo długo uważało się, że arabskim dyktaturom uda się kontrolować islamistów. W rzeczywistości nacjonalizm Nassera, a następnie autorytarne rządy Mubaraka w Egipcie, reżim dynastii Assadów w Syrii i „plutokracja” Bena Aliego w Tunezji umocniły islamistów. Po roku 2000 niektórzy dyktatorzy, tacy jak Hosni Mubarak w Egipcie, próbowali złagodzić swe rządy i wprowadzić nieco otwartości. To jednak nie wystarczyło, ponieważ społeczne i gospodarcze żądania ludu zaczęły narastać, a islamiści opowiedzieli się po stronie protestujących.
Rewolucja w państwach arabskich przyczyniła się do zjawiska « brateryzacji » świata arabskiego. Bractwo nie potrafiło jednak utrzymać władzy. Islamizm wygrał społecznie, oddolnie – przejawy islamizacji w państwach arabskich widoczne były już od dziesięciu lat. Jednocześnie islamiści przegrali politycznie, tracąc władzę z braku doświadczenia, wizji politycznej i pomysłu na gospodarkę. Tu należy jednak przytoczyć dwa wyjątki: Tunezję, gdzie Partia Odrodzenia Ghannouchiego potrafiła dostosować się do politycznej transformacji kraju i Turcję Erdogana – państwo laickie, zarysowujące dziś kontury tego, co nazwać by można „postislamizmem” – w którym do rewolucji nie doszło, choć islamizm rozwija się tam od 2002 r.

————————————-
*Anne-Clémentine Larroque jest profesorem historii i stosunków międzynarodowych w paryskim instytucie ISTH. Na antenie radia France Inter prowadzi audycję poświęconą wydarzeniom ze świata i historii islamu.

Bohun, na podst. http://www.lefigaro.fr/vox/monde/2014/08/08/31002-20140808ARTFIG00116-hamas-freres-musulmans-djihadistes-les-differents-visages-de-l-islamisme.php




Blisko centrum Warszawy powstaje meczet z minaretem. Za pieniądze z Arabii Saudyjskiej

Na warszawskiej Ochocie powstanie nowoczesny meczet z 18-metrowym minaretem. Będzie to miejsce religijne i kulturalne. Koszty budowy pokryje tajemniczy sponsor z Arabii Saudyjskiej. Inwestorem jest Liga Muzułmańska, licząca zaledwie 180 członków.

Meczet w Warszawie

W sąsiedztwie centrum handlowego Blue City rosną nowe mury. Powstaje tu trzykondygnacyjny budynek Ośrodka Kultury Muzułmańskiej. Znajdą się w nim sala modlitwy, biblioteka z salą multimedialną, galeria sztuki. Gotowa jest już część podziemna i wylane ściany parteru. – Zaplanowaliśmy także kawiarnię, restaurację i sklepik – mówi Samir Ismail, przewodniczący Ligi Muzułmańskiej w RP portalowi Gazeta.pl.

Liga powstała w 2001 r. z inicjatywy polskich muzułmanów. Skupia jednak głównie przyjezdnych z krajów arabskich, a nie polskich Tatarów i przybyszów z Azji Środkowej.

(…)

W Warszawie istnieje już meczet w Wilanowie należący do Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej, która prowadzi również Centrum Kultury Islamskiej. – Z nowym meczetem nie mamy nic wspólnego. Buduje go zupełnie inna organizacja – zaznacza tutejszy imam Nezar Charif. Gmina jest członkiem istniejącego od 1925 r. Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP.

Przewodniczący związku – mufti Polski Tomasz Miśkiewicz – o inwestycji Ligi Muzułmańskiej wypowiada się z rezerwą: – Sami chcemy zbudować w Warszawie meczet, i to również na Ochocie. Już przed wojną mieliśmy tu działkę pod tę inwestycję. Był gotowy projekt, ale do budowy nie doszło, bo zabrakło funduszy. – Miasto Warszawa i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odmówiły nam zwrotu naszej własności, więc się odwołujemy. Mamy 5 tys. członków, ale to licząca około 180 osób Liga Muzułmańska dostała szybko zgodę na budowę meczetu – żali się Miśkiewicz.

Według Samira Ismaila w całej Polsce mieszka ok. 40 tys. muzułmanów, a w Warszawie ok. 13 tys.

Więcej na: fronda.pl