Egipt walczy z okaleczaniem kobiet

W Egipcie od 2008 roku obowiązuje prawny zakaz okaleczania kobiecych narządów płciowych. Jak pokazują badania przeprowadzone przez UNICEF, 87% kobiet i dziewcząt między 15 a 49 rokiem życia poddano tzw. obrzezaniu, czyli całkowitym lub częściowym usunięciu zewnętrznych narządów płciowych (FGM).

Prokurator Generalny Egiptu Hamada El-Sawy postawił w stan oskarżenia emerytowanego lekarza i rodziców 12-letniej dziewczynki, która zmarła po zabiegu FGM. Działacze na rzecz praw dzieci liczą na to, że wszyscy oskarżeni trafią do więzienia.

Lekarz Abdel Fadeel Rashwan i rodzice Nady Hassan Abdel-Maqsoud trafili do aresztu w styczniu, kiedy dziewczynka zmarła w prywatnej klinice w Manfalout w południowym Egipcie. Falę oburzenia społecznego wywołało zwolnienie ich za kaucją. Randa Fakhr El Deen, dyrektor wykonawcza Unii Przeciwko Szkodliwym Praktykom wobec Kobiet i Dzieci (Union Against Harmful Practices on Women and Children) ma nadzieję, że zarówno lekarz, jak i rodzice dwunastolatki zostaną surowo ukarani. Aktywistka uważa, że wysoka kara odstraszy innych zwolenników okaleczania kobiet.

Praktyka ta jest nielegalna w Egipcie od 2008 roku, zaś od 2016 roku czyn ten został uznany za przestępstwo. Lekarzowi, który okalecza kobiece narządy, grozi kara do 7 lat więzienia, zaś ci, którzy ubiegają się o taką „operację” muszą liczyć się z karą do 3 lat pozbawienia wolności.

Aktywiści walczący z tą barbarzyńską praktyką podkreślają, że sprawcy mogą liczyć na wyrozumiałość sądów, a także na powszechne przyzwolenie społeczne. Światowi przywódcy zobowiązali się do wyeliminowania do 2030 roku problemu FGM, powodującego długotrwałe problemy ze zdrowiem fizycznym i psychicznym. Jednak w wielu miejscach ten zwyczaj się utrzymuje, a w Egipcie jest niemal powszechny.

Śledztwo przeprowadzone w sprawie śmierci dziewczynki ujawniło, że 70-letni lekarz przeprowadził „zabieg” na prośbę rodziców. Operacja trwała ok. 30 minut. Dziewczynka się po niej nie wybudziła. Klinika nie posiadała stosownych licencji, była źle wyposażona, zaś sala operacyjna nie spełniała standardów higienicznych.

Większość okaleczeń przeprowadzają lekarze i pielęgniarki w prywatnych klinikach, resztę zabiegów przeprowadza się w domu.

Prokurator generalny El-Sawy wezwał rodziców, by nie narażali córek na utratę zdrowia i życia, podążając za tą niehumanitarną praktyką. „Bądźcie świadomi, że czystość i cnotliwość waszych córek pojawi się poprzez dobre wychowanie, wspieranie ich oraz edukowanie” – powiedział.

PŚ, na podst. https://www.news18.com




Jak pomóc muzułmankom w ucieczce przed zabójstwem „honorowym”?

Phyllis Chesler

Jeśli ktoś ucieka przez zabójstwem „honorowym”, czego potrzeba, żeby ta ucieczka się udała? Jaka kobieta wychowana w kulturze plemiennego honoru-wstydu podejmie taką niebezpieczną i trudną podróż do wolności w stylu zachodnim?

Poniżana i bita kobieta, której od dzieciństwa prawie codziennie grożono śmiercią, której nie nauczono, że jest osobną jednostką i ma swoje ludzkie prawa, nie wierzy, że ma tożsamość inną niż rola córki, siostry, żony czy matki. Jak takiego rodzaju osoba mogłaby nagle zdecydować, że jej życie jest warte uratowania, a ona sama ma prawo zarówno do wolności jak i do szczęścia?

Przepisy chronią, ale za słabo

Poszukiwałam takich rzadkich bohaterek od 2004 roku, gdy zaczęłam badanie natury i występowania „honorowych” zabójstw i ucieczek przed nimi. Po raz pierwszy napisałam o zabójstwach „honorowych” i uciekinierkach przed nimi na Zachodzie w 2005 roku w The Death of Feminism. Tutaj znajdziecie dwie wstępne odpowiedzi.

Taka bohaterka potrzebuje bezpiecznego miejsca, „pokoju w gospodzie”, by tak rzec. Nieplemienna zachodnia kultura musi chcieć rozważyć jej wniosek o polityczny lub humanitarny azyl.

W 2007 roku Wielka Brytania uchwaliła mocny przepis Forced Marriage (Civil Protection) Act chroniący ludzi przed zmuszaniem do wstąpienia w związek małżeński bez swojej wolnej i pełnej zgody”. Jednak dotyczy on jedynie obywateli Wielkiej Brytanii”, powiedziała Mandy Sanghera, londyńska aktywistka. Przepis nie umożliwia przyznania azylu politycznego komuś, kto uciekł z Afganistanu, Turcji czy Pakistanu. Sanghera powiedziała mi, że niepełnoletnia dziewczyna „może otrzymać nakaz ochrony i mimo tego zostać przekazana rodzinie, z której pochodzi, gdzie dalej będzie zmuszana do niechcianego małżeństwa”.

Parlament Europejski włączył sprawy „płci” a także „tożsamości płciowej i orientacji seksualnej” jako ważną podstawę do przesiedlenia uchodźcy. Jednak nie włączono do tego słów „honor” i „zabójstwo honorowe”. PE określił także narzucone małżeństwo jako „pogwałcenie praw człowieka  i formę agresji opartej na płci”. Dania, Niemcy, Hiszpania, Belgia, Słowacja i Wielka Brytania uważają, że taka praktyka ma charakter kryminalny. Jednak te dyrektywy nie wydają się być prawnie wiążące, zatem zabieranie dziewcząt lub kobiet z ich domów i oskarżanie całych rodzin jest bardzo trudne do przeprowadzenia.

Bez ujednoliconej polityki wynik wniosków o azyl może być przypadkowy. Na przykład włoski sąd najwyższy zdecydował 22 stycznia, że „ludzie uciekający ze swojego kraju pochodzenia, w celu uniknięcia zabójstwa honorowego, powinni mieć międzynarodową ochronę”. Ten przypadek dotyczył Pakistańczyka, który miał odwagę być w związku z muzułmanką z wyższej klasy. Gdy to wyszło na jaw, ją albo zmuszono do „honorowego” samobójstwa, albo została zabita. Jej rodzina oskarżyła mężczyznę i uzyskała plemienną zgodę na „zrekompensowanie jej śmierci”. Wnioskodawca zdążył uciec przez zabójstwem. Włoski sąd przyznał mu azyl.

Niełatwa droga do azylu

Benjamin Ismail, paryski dziennikarz i orędownik wolności słowa, potwierdził trudności w przekonaniu władz, że komuś grozi poważne niebezpieczeństwo w przypadku zmuszenia go do powrotu do kraju pochodzenia. „Trudno jest zdobyć potwierdzające dokumenty lub naocznych świadków – tłumaczy. – Szczególnie w przypadkach narzucanych małżeństw i ofiar zamierzonych zabójstw honorowych.”

„We Francji największe szanse na sukces mają wnioski o azyl wspierane przez Amnesty International lub Human Rights Watch, albo przynajmniej przez lokalne organizacje pozarządowe zajmujące się prawami kobiet – powiedział Ismail. – Czasem pomocne mogą być także lokalne zachodnie ambasady, szczególnie gdy poszukujący azylu aplikują ze swojego kraju zamieszkania.”

Uciekinierki od „honorowych zabójstw”, którym się powiodło, były pod wpływem edukacji w zachodnim stylu, zachodnich książek i filmów, inspirujących nauczycieli i pomocnych sąsiadów.

Drugim warunkiem udanej ucieczki przez zabójstwem „honorowym” jest coś, czego nie można zmierzyć. W oparciu o relacje z pierwszej ręki, uzyskane w trakcie wywiadów, poprzez kwestionariusze, wspomnienia osób, które uciekły i z innych publicznych informacji pozyskiwanych przeze mnie od 2009 roku, muszę wyciągnąć wniosek, że przyczyna, dla której dziewczyna czy kobieta robi ten pierwszy psychologiczny krok, pozostaje tajemnicą. Ale gdy już zdecyduje się uciec, jest kilka zmiennych powiązanych z uciekającą osobą i wnioskiem o azyl na Zachodzie.

Uciekinierki, którym się powiodło, były pod wpływem edukacji w zachodnim stylu, zachodnich książek i filmów, inspirujących nauczycieli i pomocnych sąsiadów; w niektórych przypadkach, amerykańskich żołnierzy, izraelskiej policji i lekarzy, zachodnich chłopaków lub narzeczonych i niezachodnich mężów; chrześcijańskiej sieci religijnej (w przypadku konwertytów na chrześcijaństwo), w kilku przypadkach zachodniej psychoterapii, a w jednym przypadku silnej i kochającej babci.

Do walki potrzeba wewnętrznej siły

Jak wspomniałam, wszystkie badane przeze mnie osoby uzyskały wsparcie zachodnich rządów, które udzieliły im azylu, objęły programem ochrony lub zakwaterowały w świeckich feministycznych schroniskach finansowanych przez rząd. W jednym przypadku rząd Jordanii, dla jej własnego bezpieczeństwa uwięził na wiele lat osobę, która uniknęła zabójstwa „honorowego” a później wyraził zgodę na jej małżeństwo z o wiele starszym mężczyzną, który zgodził się dalej ją ukrywać.

Jedna kobieta, z którą rozmawiałam, jest byłą muzułmanką, która przeszła na chrześcijaństwo.  Urodziła się w USA, ale dorastała w trzech krajach Bliskiego Wschodu. Jej ojciec ciągle znęcał się nad jej matką zarówno fizycznie jak i seksualnie, znęcał się też nad dziećmi fizycznie i psychicznie. Gdy miała 17 lat i mieszkali w Ameryce Północnej, dziewczyna nie tylko była w stanie uciec, ale także uratować swoją matkę i rodzeństwo.

Zadzwoniła do Child Protective Services (służb ochrony dzieci) i uzyskała nakaz ochrony. Jej ojciec zlekceważył ten zakaz i śledził ich, dlatego rodzina musiała uciekać z domu. Mieszkali w schroniskach. Ojciec ciągle ich znajdował. Miał ochronę swojego meczetu i muzułmańskich taksówkarzy, którzy zawsze pomagali mu w poszukiwaniach.

Zapytałam, co dało jej siłę do ucieczki i uratowania reszty rodziny. „Kombinacja kilku czynników. Być może boskie przewodnictwo – odpowiedziała. – To, oraz moja babcia ze strony matki, katoliczka, która zaszczepiła we mnie, że to ja muszę uratować mamę, że ona nie może uratować mnie. Babcia była właścicielką kilku firm i rozwiodła się z dwoma znęcającymi się nad nią mężami. Wpłynęły na mnie także zachodnie filmy, szczególnie o tym, jak ktoś w beznadziejnym położeniu daje radę uciec i odnieść sukces.”

Wspomnienia o takich ucieczkach przed opartą na honorze agresją i zabójstwami „honorowymi” oraz pomyślnie rozpatrzone wnioski o polityczny azyl na Zachodzie, tworzą prawie nowy gatunek literacki. Dobrze znane są te relacje: Ayaan Hirsi Ali (Somalia, USA), Latifa Ali (Kurdystan, Australia), Sunny Angel (Indie, Wielka Brytania), Sarbjit Kaur Athwal (Indie, Wielka Brytania), Nonie Darwish (Egipt, USA), Yasmine Mohammed (Egipt, Kanada), Jasvinder Sanghera (Pakistan, Wielka Brytania), i Samina Younis (Pakistan, Wielka Brytania) a od innych, zbiorczych historii, włosy stają dęba, zaś szczegóły codziennego maltretowania takich osób w pewnym sensie są surrealistyczne. To one są naszymi najdzielniejszymi nauczycielami.

Pragnienie wolności

Od 2009 roku pod przysięgą zeznaję przed sądem w sprawach kobiet wnioskujących o azyl w Stanach Zjednoczonych, w oparciu o ich wiarygodny strach przed zabójstwem „honorowym”. Te kobiety uciekły przed narzuconym małżeństwem albo przed prześladującymi je rodzinami; przeszły z islamu na chrześcijaństwo, odważyły się wyjść za mąż z miłości lub nie chciały prowadzić zwyczajowego, plemiennego życia obejmującego noszenie zasłony i poddanie się FGM (żeńskiemu obrzezaniu). Wszystkim z tego powodu grożono.

Na przykład, muzułmanka z Południowo-Wschodniej Azji uciekła z narzuconego małżeństwa i przybyła do USA, żeby zrobić doktorat. Spotkała innego studenta ze swojego kraju, również muzułmanina, ale z innej sekty. Rodzice grozili, że ją zabiją (albo zlecą jej zabójstwo) za to, że wybrała „niewłaściwego” mężczyznę. Argumentowała, że nigdy nie będzie mogła bezpiecznie wrócić do domu. Jej wniosek o azyl jest rozpatrywany.

Inna muzułmanka potajemnie nawróciła się na chrześcijaństwo, Musiała natychmiast uciekać, gdy tylko jej rozległa, wielopokoleniowa rodzina i społeczność w Europie to odkryły. Powiedziała, że „chce wieść wolne życie, bez strachu o to, że rodzina ją znajdzie i zabije za apostazję”. Otrzymała azyl i ma tę wolność.

Zachód musi wiedzieć, jak pomagać

Na podstawie moich badań, wywiadów i pracy przy sprawach sądowych sugeruję zachodnim rządom wzięcie pod uwagę kilku kwestii.

Nie każda osoba starająca się o azyl może sobie znaleźć (i stać ją na to) wykwalifikowanego prawnika, który pomoże jej przygotować się do rozmowy w sprawie azylu. Taka kobieta może nie być w stanie przekazać ważnych szczegółów, może zacząć nagle płakać albo zamilknąć, odreagowywać swoje traumy, może czuć, że trzeba „kłamać”, żeby ukryć olbrzymie zakłopotanie. Nie sugeruję, żeby zachodni urzędnicy imigracyjni uczyli te osoby mówienia nieprawdy, ale powinni zdawać sobie sprawę, że taka rozmowa może wymagać pewnego przygotowania. Ktoś powinien pomóc kobiecie opowiedzieć jej historię w sposób spójny i zrozumiały.

Rozmowy z uciekinierkami przed zabójstwem „honorowym” powinny prowadzić kobiety, bo dla nich dużym problemem byłoby dyskutowanie na temat nadużyć seksualnych czy FGM z męskimi urzędnikami.

Nie każda kobieta będzie miała dokumenty dowodzące tego, jak była traktowana, jak dokonano zabójstwa „honorowego” siostry, za jakiego człowieka była zmuszona wyjść za mąż itd. Biorąc to pod uwagę, ekspert w sprawach kultur praktykujących zabójstwa „honorowe” mógłby doradzać urzędnikowi lub sędziemu dla upewnienia się, że obawy takiej aplikującej osoby są uzasadnione.

Organizacje terrorystyczne, z Boko Haram,  afgańskim i pakistańskim Talibanem, ISIS, Al-Kaidą włącznie, zdecydowanie sprzeciwiają się zachodniej edukacji, szczególnie kobiet. Obawiają się takich ucieczek. Mamy ten przywilej, że możemy zaoferować azyl tym właśnie uciekinierkom przed islamistycznymi, totalitarnymi tyraniami.

Tłumaczenie Grażyna Jackowska na podst.: www.investigativeproject.org

Śródtytuły – Euroislam.pl




Turcja: gwałciciel uniknie kary, jeśli poślubi ofiarę

Projekt ustawy zaproponowany przez islamistyczną partię AKP prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana pozwoliłby na uwolnienie z więzienia tysięcy sprawców „ustawowego” gwałtu na nieletniej, pod warunkiem, że poślubią swoje ofiary.

Ustawowy gwałt na nieletniej, to taki, w którym jedna osoba nie jest pełnoletnia, jednak nie została użyta jawna groźba lub przemoc.

Projekt ustawy jest głęboko niepokojący z kilku powodów, uważa Shireen Qudosi z Clarion Project. Po pierwsze, jest to uchylenie ustawy z 2004 roku, która nie tylko działała przeciwko gwałtom, ale także podwajała wyrok dla sprawców przemocy wobec dzieci.

Jak pisze Sara Tor w „The Independent”, ustawa może skutkować uwolnieniem z więzienia około 4000 mężczyzn skazanych za taki czyn. Tor podzieliła się wrażeniem, jakie zrobiła na niej historia z jej rodziny: “Zawsze byłam zbulwersowana faktem, że ciotka mojego ojca została zmuszona poślubić mężczyznę, który ją zgwałcił, gdy była nastolatką”.

Kultura nie usprawiedliwia wykorzystywania i bez względu na to, z jakiej kultury się pochodzi, każda dziewczyna ma to samo marzenie: dzień ślubu – pisze Qudosi. To marzenie zostaje skradzione, gdy zostaje zmuszona do poślubienia potwora. Tureckie prawo „poślub swojego gwałciciela” wpasowuje się w zacofane kultury honoru i wstydu, które obwiniają zgwałcone kobiety. Prawa, które zmuszają dziewczynę do poślubienia jej gwałciciela, koncentrują się na dwóch rzeczach:

1. Zapewnienie, że kobiety nadal będą postrzegane jako własność. Prawo „poślub swojego gwałciciela” jest zakorzenione w postrzeganiu zgwałconej kobiety jako „zużytego towaru”, wzmacniając przekonanie, że jej wartość opiera się na jej seksualności i jest czymś, co należy kontrolować lub regulować.

2. Zmuszanie dziewczyny do poślubienia mężczyzny, który ją zgwałcił, nie rozwiązuje problemu gwałtu i traumy ani nie pomaga w uzdrowieniu ofiary. Prawo to nie koncentruje się na zdrowiu psychicznym lub fizycznym dziewczyny ani na jej godności. Zamiast tego „honor” ofiary jest ograniczony do uniknięcia wstydu związanego z gwałtem (poprzez małżeństwo).

Takie prawo zasadniczo daje mężczyznom przyzwolenie na molestowanie, ponieważ wiedzą, że najgorszym, co może ich spotkać za gwałt na nieletniej, jest uzyskanie pełnego do niej dostępu i kontroli nad dziewczyną, którą wykorzystali.

Co więcej, prawa wzmacniające kultury honoru i wstydu służą również pośrednio uzasadnianiu przerażających „honorowych” zabójstw kobiet na całym świecie. Szczególnie, że zacofane kultury przekraczają granice wolnych społeczeństw poprzez imigrację i podróże.

DonT/JP, na podst. https://clarionproject.org

Film Clarion Project „The Honor Diaries”, na tematy poruszone w tekście, można obejrzeć tutaj: www.youtube.com




Turcja: Zabójstwa kobiet stają się epidemią

Uzay Bulut

25 listopada, w Międzynarodowym Dniu Eliminacji Przemocy przeciw Kobietom, na Placu Taksim w Stambule tysiące Turczynek protestowało przeciwko wzrastającej w całym kraju liczbie mordów popełnionych przez mężczyzn na członkach ich rodzin.

Niemal natychmiast po odczytaniu oświadczenia dla prasy uczestniczki demonstracji zostały zaatakowane przez policję, która użyła gazu łzawiącego i plastikowych kul. Morderstwa kobiet przez męskich krewnych, szczególnie przez mężów lub byłych mężów, stały się w Turcji groźnym trendem. Brutalne morderstwo trzydziestoośmioletniej Emine Bulut, zamordowanej 18 sierpnia przez jej byłego męża na oczach ich dziesięcioletniej córki jest jednym z tych przypadków, na które szczególnie warto zwrócić uwagę. Bulut została wielokrotnie uderzona nożem w szyję w kawiarni w Kirikkale, gdzie poszła, żeby spotkać się ze swoim byłym mężem, z którym była rozwiedziona od kilku lat. Zapis tego ataku na wideo rozszedł się szeroko w mediach społecznościowych, gdzie widać ją, jak krzyczy ”Nie chcę umierać!” i przerażający krzyk dziecka stojącego obok niej.

W reakcji na to morderstwo kobiety w całej Turcji wyszły na ulice, żeby je potępić i wezwały rząd, by zagwarantował ich ochronę. To okrutne morderstwo Emine Bulut było jednak tylko jednym z wielu zamachów  na życie kobiet w Turcji. Poniżej kilka przykładów tylko z jednego tygodnia sierpnia 2019, które pokazują powagę sytuacji:

Według organizacji obrony praw kobiet „We Will Stop Femicide” (Zatrzymamy kobietobójstwo), 652 kobiety zostały zamordowane przez mężczyzn na przestrzeni półtora roku poprzedzającego listopad 2018, z tego 36 w październiku 2018 r.

37 procent sprawców tych mordów nie zostało zidentyfikowanych, reszta to byli mężowie, partnerzy, byli partnerzy, bracia, ojcowie i inni męscy członkowie rodziny. Przyczyny 50% mordów nie zostały określone, ale 16% tych kobiet zamordowano, ponieważ chciały podejmować decyzje o swoim życiu, żądały rozwodu, odrzucały propozycję pogodzenia się, a nawet dlatego, że nie odpowiadały na telefony mężów. 13% tych kobiet zostało zabitych z „przyczyn ekonomicznych”.

Komitet kobiet Tureckiego Stowarzyszenia Obrony Praw Człowieka (HRA) opublikował 26 sierpnia oświadczenie pod tytułem „Przemoc wobec kobiet jest efektem polityki dyskryminacji”, w którym czytamy m. in.: „Ochrona kobiet przed męską przemocą może być wprowadzona tylko przez państwową politykę zmierzającą do równości płci. Jednym z powodów tego, że tak wiele kobiet jest ofiarami przemocy, jest niechęć, a nawet powstrzymywanie przez odpowiednie instytucje wprowadzenia w życie obowiązujących praw.

Postanowienia Konwencji ONZ o eliminacji wszelkich form przemocy wobec kobiet, którą Turcja ratyfikowała w 1985 roku, nie są wprowadzane w życie. Komitet ds. Eliminacji Dyskryminacji Wobec Kobiet w swoich Ogólnych Rekomendacjach, w art. 35 dotyczącym związanej z płcią przemocy wobec kobiet, w paragrafie 16 stwierdza: „Związana z płcią przemoc wobec kobiet może oznaczać między innymi tortury lub okrutne, nieludzkie traktowanie, poniżanie, w tym przypadki gwałtów, domową przemoc lub szkodliwe praktyki”.

Konwencja ze Stambułu została podpisana przez Turcję 11 maja 2011 i ratyfikowana 14 marca 2012. Jej celem jest ochrona kobiet przed wszelkimi formami przemocy oraz prewencja, ściganie i eliminacja takiej przemocy i domowej przemocy; działanie na rzecz eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet i promowanie równości płci, w tym wzmocnienia statusu kobiet; planowanie ram, polityki i konkretnych działań na rzecz ochrony i wsparcia dla wszystkich ofiar przemocy wobec kobiet; promowanie międzynarodowej kooperacji zmierzającej do eliminacji przemocy wobec kobiet i domowej przemocy; udzielanie wsparcia i pomocy organizacjom i siłom porządkowym, by współdziałały na rzecz eliminacji przemocy wobec kobiet.

Rzeczywistość pokazuje jednak, że te zalecenia nie są wprowadzane w życie, że te prawa nie są respektowane i że nie udało się doprowadzić do ich instytucjonalizacji.

Co więcej, władze zrobiły, co w ich mocy, żeby uniemożliwić skuteczne wprowadzenie w życie postanowień konstytucji i Prawa nr 6284, stanowiącego, że należy przeciwdziałać przemocy wobec kobiet.

Brak wymuszania prawa to tylko jeden z problemów; według HRA zarówno media, jak i główne instytucje religijne są współwinnymi: „Przemoc jest na porządku dziennym w różnych programach telewizyjnych. Na przestrzeni ośmiu miesięcy 16 000 skarg dotyczących pokazywania przemocy w telewizji skierowano do Najwyższej Rady Radia i Telewizji, jednak, jak poinformował zastępca przewodniczącego tej rady z ramienia Republikańskiej Partii Ludowej (CHP), İlhan Taşcı, ani jedna nie była przedmiotem dyskusji. Taşcı przedstawił przerażającą prawdę na temat przemocy wobec kobiet mówiąc: ’Przez dwa sezony programu pokazywanego na prorządowym kanale telewizyjnym nie było w nim niepołamanych kości, ani kobiety, która nie byłaby bita’”.

W oświadczeniu Diyanet [Tureckiego Zarządu ds. Religii] na temat przemocy wobec kobiet widzimy prawdziwy obraz mentalności, która jest źródłem tej przemocy. Przewodniczący Diyanet, Ali Erbaş, powiedział: „W naszej religii życie, godność i prawa kobiet są nienaruszalne i powierzone [mężczyznom]”. Przez stwierdzenie, że życie, godność i prawa kobiet są ”powierzone mężczyznom”, Erbaş w rzeczywistości powiedział, że kobiety nie mają praw ani zdolności dokonywania samodzielnych wyborów niezależnych od akceptacji i zgody mężczyzn. Tym samym, jak się wydaje, postrzega kobiety jako ”własność mężczyzn”, dając do zrozumienia, że to mężczyźni  są odpowiedzialni za realizację praw kobiet, włącznie z ich prawem do życia. Erbaş – podobnie jak wielu innych autokratów islamistycznego tureckiego państwa – nie jest w stanie zrozumieć, że prawa kobiet są fundamentalnymi, naturalnymi i niezbywalnymi prawami kobiet i że kobiety są w pełni do nich upoważnione.


HRA przedstawia
 zestaw żądań prowadzących do naprawy obecnej nieznośnej sytuacji. Wśród nich:

  • Zwiększenie liczby schronisk dla kobiet oraz tworzenie możliwości chronionych miejsc pracy.
  • Trzeba rozpocząć skuteczne dochodzenia w stosunku do osób stosujących przemoc wobec kobiet; trzeba porzucić politykę pobłażliwości. Łagodzenie wyroków, np. za dobre zachowanie i w oparciu o osobiste odczucia sędziów, powinno się skończyć.
  • Należy utworzyć instytucje nadzorujące równość płci i nie powinny być one zdominowane przez mężczyzn, lecz bazować głównie na kobietach.
  • Struktura sił porządkowych i wymiaru sprawiedliwości powinna być zrewidowana, koncentrując się na ochronie jednostki, a nie rodziny, pracownicy tych instytucji powinni otrzymać szkolenie w tym zakresie.
  • Bezzwłocznie należy zaprzestać publikowania w mediach materiałów, które w jakikolwiek sposób legitymizują przemoc wobec kobiet.

Mizoginistyczne wypowiedzi przedstawicieli władz rządowych pokazują opozycję rządu do równości płci; ludzie nadzorujący siły porządkowe i wymiar sprawiedliwości nie umiejący egzekwować lub odmawiający stosowania praw mających chronić kobiety; pełne przemocy programy telewizyjne uderzające w kobiety; oraz nauczanie religijne, które promuje przemoc wobec kobiet – to wszystko prowadzi do wzrostu liczby mordów i krzywd wyrządzanych kobietom w Turcji.

 

Uzay Bulut –Turecka dziennikarka, która ze względu na obawę przed aresztowaniem od kilku lat przebywa poza krajem.

 

Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski

Źródło tekstu polskiego: www.listyznaszegosadu.pl




Zerwana zasłona zniewolenia

Andrzej Koraszewski

Yasmine Mohammed urodziła się w Kanadzie. Jako sześciolatka była przywiązywana do łóżka i bita w stopy przez dochodzącego „ojczyma”, ponieważ niedokładnie nauczyła się modlitw (jej matka była tajną drugą żoną tego potwora). Kiedy miała trzynaście lat ten sam człowiek ją gwałcił, bił ją również za najmniejsze przewinienie.

Kiedy napisała swoje imię zmieniając pisownię na angielską, związał ją i powiesił głową w dół w garażu, bijąc pasem tak długo, aż zemdlała. Kiedy w szkole opowiedziała nauczycielowi o tym, czego doświadcza w domu, pokazując blizny i siniaki, sprawa została skierowana do policji, która przeprowadziła dochodzenie. Oskarżony wyparł się gwałcenia, a jego wersja została poparta przez obydwie żony i pozostałe dzieci, bicie uznane zostało za „dyscyplinowanie” zgodne z islamską religią i kulturą. Kanadyjski sędzia orzekł, że dziewczynka powinna wrócić do rodziny. Yasmine zniknęła ze szkoły, a nauczyciel, który skierował sprawę do policji, miał się dowiedzieć o jej dalszych losach dopiero po trzydziestu latach.

W opowieści Yasmine słowem, które powtarza się chyba najczęściej, jest cement. Psychika zalewana jest cementem, warstwa po warstwie. Cementem, który próbujesz kruszyć, ale wtedy pojawia się kolejna warstwa i kolejna, żeby ostatecznie zmusić do całkowitego poddania się. Wyrwanie się z tego betonowego bunkra religii wydaje się niemożliwe. Przemoc, fizyczna brutalna przemoc, wpycha w syndrom sztokholmski.

Kary cielesne wobec dzieci w różnych krajach islamskich stosuje się w 70-90 procent rodzin. Bije się do krwi, bezlitośnie, tak każe religia, tak każe tradycja. Bije się tłukąc głową dziecka o ścianę, bije się pięścią, kijem, czym popadnie. Bije się dzieci, bije się żony, bije się siostry. Kobieta jest ćwierćczłowiekiem. Zabronione jest wszystko. Zabroniona jest muzyka, zabronione jest rysowanie ludzkich postaci, zabronione jest uczenie się, ale przede wszystkim zabronione jest obcowanie z niewiernymi. Tak jest wszędzie, gdzie pojawia się szariat, wszędzie, gdzie górę bierze islamski radykalizm.

Yasmine opowiada o swoim życiu, o życiu dziecka wychowywanego przez samotną matkę, którą z trojgiem dzieci porzucił mąż, która jest w związku z żonatym mężczyzną, w związku zalegalizowanym przez imama, ale ukrywanym przed władzami, żeby nie stracić prawa do zasiłku i nie narażać się władzom. Religijny fanatyzm jest narzucany przez partnera matki. Islamska szkoła, w której jest niemal wyłącznie religia, islamski terror w domu. Powtarzane bez końca modlitwy są ważniejsze od wszystkiego. Masz je powtarzać po arabsku nie rozumiejąc słów; religia dyktuje, którą nogą wejść do ubikacji i którą nogą z niej wyjść. Niestosowne pytania są prowokacją do bezlitosnych kar. Myślenie jest zbrodnią. Jeśli chcesz przeżyć, musisz się poddać. Jeśli gdzieś wywalczysz odrobinę wolności, zaraz pojawi się kolejna warstwa cementu.

Autorka ogląda stare fotografie. Islam został spowity w czerń na przestrzeni ostatnich dzisiątków lat. Wcześniej był niezbyt poważnie traktowaną tradycją, teraz stał się jedyną, totalitarną tożsamością. Ten marsz do średniowiecza dokonał się z walną pomocą bardzo pobożnych chrześcijańskich mężów stanu w rodzaju prezydenta Cartera i zachodniej postępowej lewicy, szukającej sojuszników w skrajnej islamskiej prawicy.

https://thetalon.ca/the-far-right-grift-ex-muslim-edition/

Dziewczynka ma nadzieję, że matka będzie jej bronić, przez wszystkie lata czeka na odrobinę miłości; ulega nie tylko ze strachu, ma nadzieję, że poddanie się coś zmieni. Z islamskimi rówieśniczkami jest zaledwie cień solidarności. Słowa byłyby niebezpieczne, bo donos jest samym fundamentem kultury, więc czasem, kiedy nikt nie widzi, jest demonstracyjne przewracanie oczyma, ale okruchy życzliwości pojawiają się tylko ze strony niewiernych. Okruchy, bo jest nakaz nienawidzenia niewiernych, zakaz przyjaźni, zakaz kontaktów wykraczających poza niezbędne minimum. Między „nami” a „nimi” ma być mur. Dla dziewczynek symbolem tego muru jest hidżab. Hidżab od dziewiątego roku życia, bo dziewczynka pokazująca swoje włosy jest naga, jest jak prostytutka prowokująca mężczyzn. Jest dziwką.

Słowo hidżab będzie się w tej książce pojawiać równie często jak słowo cement. Yasmine zrzuci go dopiero po ucieczce od męża i po ucieczce od matki. Nie od razu, bo cement trzyma mocno. Ona sama jest już samotną matką z córką.

Wcześniej było totalne poddanie się. W wieku siedemnastu lat matka zabiera ją do Egiptu, gdzie ma zostać wydana za mąż. Odmawia, manewruje, udaje jej się wrócić do Kanady. O dalszej nauce nie ma jednak mowy. Musi wyjść za mąż, jej mężem zostaje ledwie dukający po angielsku terrorysta z Afganistanu. Ona o tym nie wie, zna tylko tyrana w domu, z którym ma córkę, jedyną istotę, którą naprawdę kocha i jedyną istotę, która jej tę miłość odwzajemnia. Kiedy mąż żąda obrzezania córki, ta groźba wyzwala w niej odwagę. Ta odwaga nie wystarcza na ucieczkę w obcy świat, na ucieczkę od islamu i jego wyznawców. Ucieka do matki, która żąda, żeby córka wróciła do męża. Na szczęście ten mąż znika, okazuje się, że wylądował w egipskim więzieniu. Matka nie jest wsparciem, jej tyrania jest jednak mniejsza, nie ma już fizycznych ataków, ale terror psychiczny jest nadal koszmarem.

Jest tu cały rozdział o matkach, które zalewają psychikę dziecka cementem, o matkach, które koncentrują swoją nienawiść na córkach, jakby się mściły na nich za swój podły los. Są centralnym filarem kultury poddaństwa, zniewolenia, to one swoją nienawiścią do córek podtrzymują ten gmach, to one pilnują, żeby kolejne pokolenie kobiet zmieniło się w strażniczki zniewolenia.

Yasmine zerwie hidżab, kiedy wyprowadzi się do innego mieszkania w tym samym bloku, w którym mieszka matka, kiedy weźmie pożyczkę i zacznie studia. To oznacza jednak życie na granicy nędzy, codzienne problemy z nakarmieniem dziecka. Dla matki to szansa na kolejną próbę złamania córki przez presję ekonomiczną. Nadal na uniwersytecie i w pracy paraduje w hidżabie, zrzuca go po drodze do swojego mieszkania. Jest przekonana, że jest jedyna, że nikt się na to nie odważa.

Po zamachu we wrześniu 2001, dziekan wydziału prosi ją do siebie i pyta, czy aby nie spotykają jej jakieś przykrości. Patrzy zdumiona jak na idiotę. Jej mąż jest jednym z terrorystów Al-Kaidy, siedzi w egipskim więzieniu. Jedyni ludzie, którzy otoczyli ją życzliwością, to niewierni, to ofiary tego terroryzmu, ofiary, które odmawiają teraz zrozumienia, kto i dlaczego ich atakuje. Ci ludzie zwariowali.

Kiedy wreszcie przenosi się do sutereny na drugim końcu miasta, może przeciąć więzy z matką i jej światem. Dziecko, studia i praca to katorga, ale i początek wyzwolenia, powolne rozwalanie betonowego bunkra religijnego zniewolenia. Yasmine odkrywa krytyczne materiały o innych religiach, zaczyna rozumieć konstrukcję tego bunkra. Wcześniej o siebie nie miała już sił walczyć, ale dla córki była gotowa na wszystko. Córka nie powtórzy jej losu.

Powoli i mozolnie buduje od nowa swoje życie, zaczyna również odkrywać, że była sama, ale takich kobiet jak ona były miliony. Patrzyła ze zdumieniem na bohaterstwo irańskich dziewczyn zrywających hidżaby, żeby ryzykując wolnością, narażając się na tortury, a nawet na śmierć, wykrzyczeć swoje pragnienie wolności. Widziała jak ten ruch ku wolności zaczynał wychodzić z cienia, w krajach islamskich i w islamskich rodzinach na Zachodzie.

Nie ma i nie może być demokracji bez feminizmu, bez równych praw kobiet, wszystkich kobiet. Z narastającym obrzydzeniem patrzy na udające feministki zachodnie liberałki, całym sercem popierające islamski patriarchat, islamski mizoginizm, traktowanie kobiet jak podludzi. Są takie postępowe, tak właśnie rozumieją lewicowość, tak rozumieją kontynuację tradycji walki o prawa kobiet, zakładają sobie czasem hidżaby w ramach solidarności ze zniewoleniem.

Teraz, kiedy Yasmine jest eksmuzułmanką, kiedy wyrwała się z niewoli, kiedy założyła normalną rodzinę i ma kochającego męża, kiedy jej córkom nie zagraża los kobiety w hidżabie, zdobywa się na opowiedzenie światu o swoim życiu i na zaangażowanie się w pomoc innym kobietom w uwalnianiu się z betonowego bunkra. Ma wsparcie męża i córek, ma wsparcie takich muzułmanów, jak Maajid Nawaz, Tarek Fatah, eksmuzułmanów, takich jak Ayaan Hirsi Ali, osób takich jak Sam Harris.

Z rodziny udaje jej się zachować kontakt z jednym wujem i z daleką kuzynką, która wyszła za mąż za Żyda, reszta jej dawnego świata odpłynęła w niebyt. Przyszedł czas nie tylko na publiczną opowieść o własnym życiu, ale i na pomoc innym kobietom, Zakłada stowarzyszenie byłych muzułmanów i stronę Free Hearts Free Minds. Dzięki internetowi muzułmańskie kobiety z całego świata szukają tu porad i poczucia wspólnoty.

Yasmine zyskała nie tylko podziw i uznanie, zyskała również nienawiść, nienawiść islamskich radykałów i równie silną nienawiść postępowych liberałek i liberałów. Zachodnie postępowe feministki idą w pierwszym szeregu bojowniczek o dalsze niewolenie kobiet. Yasmine tego nie rozumie, ale nie ma czasu na próby rozumienia tych ludzi. Z pewnością jednak czyta również „recenzje” swojej książki pisane przez ludzi takich, jak An Anonymous Atheist. Tchórzliwy, ale oczywiście niezwykle szlachetny i nieskończenie postępowy anonim pisze o książce Yasmine Mohammed z pianą na pysku.

Oczywiście jej książka to według niego prezent dla islamofobów całego świata, to skrajnie prawicowe oszustwo. Fakt, że w przeszłości była ofiarą, jej nie usprawiedliwia, bo to ona „usprawiedliwia zbrodnie przeciwko muzułmanom”. Krytyka religijnego patriarchalizmu, islamskiej mizoginii, terroru wobec dzieci i kobiet, to dla tego anonima skrajnie prawicowe działanie, to obrona Trumpa i napaść na piękną wiarę z chęci zysku. Yasmine Mohammed jest dla niego „samozwańczą feministką”.  Złym człowiekiem, który psuje jego piękny obraz samego siebie – szlachetnego lewicowego obrońcy postępu. Liberałki całkowicie się z nim zgadzają.

Książka Yasmine Mohammed nosi tytuł Unveiled: How Western Liberals Empower Radical Islam. Być może musimy wybrać między postępowością takich liberałów i liberałek, a kontynuacją tradycji emancypantek wiedzących, że nie ma i nie może być prawdziwej demokracji i rozwoju bez obrony praw kobiet, wszystkich, a nie tylko tych, które po wizycie u fryzjera i kosmetyczki wsiadają w piękny samochód i jadą na Marsz Kobiet, żeby solidaryzować się z piewcami zniewolenia innych kobiet.

Czy znajdzie się w Polsce wydawca tej książki? Nie wiem, dla mnie ta książka jest jedną z najważniejszych pozycji w walce o prawa kobiet, a jest to również walka o wiele więcej.

Źródło: http://www.listyznaszegosadu.pl




Afganka: „To islam stworzył moje piekło”

Na serwisie Quora użytkownicy zadają różne pytania i odpowiadają na nie. Przytaczamy odpowiedź anonimowej Afganki na pytanie: „Jak to jest być wychowywaną przez seksistowskich rodziców, którzy faworyzują synów kosztem córek? Jak seksistowscy rodzice traktują swoje córki na całym świecie?”.

„Urodziłam się i dorastałam w Afganistanie, pod rządami Talibów. Z pomocą cioci udało mi się wyemigrować do Anglii. Moja rodzina wciąż żyje w Afganistanie i szczerze wierzy w seksistowskie wartości. Powiedziano mi, że jeśli wrócę, zostanę uwięziona przez ojca lub przez Talibów. Istnieje nawet możliwość, że mnie zabiją. Gdy byłam dzieckiem, mówiono nam, że nasza społeczność jest najlepsza, że jesteśmy ulubieńcami Allaha i że Allah jest w naszym życiu najważniejszy. Był naszym boskim dyktatorem i nikt nie mógł go obalić.

Kobiety zawsze chodziły w pełni zakryte, z małą niebieską siatką na oczy. Tego typu strój nosi się od okresu dojrzewania, około jedenastego roku życia. Na te, które nie nosiły burki, czekały surowe kary, w tym biczowanie. Ze względu na bezpieczeństwo, chcąc uniknąć kary, wiele kobiet zaczęło ubierać się w ten sposób już w młodym wieku. Od kiedy zaczęłam chodzić w burce, nie mogłam już publicznie zabierać głosu. Już wcześniej zniechęcano mnie do mówienia poza domem. Pamiętam, że gdy miałam siedem lat i kazano mi zamiatać podłogę w domu, krzyknęłam: „Nie znoszę zamiatania, niech moi bracia to zrobią!” Sytuacja miała miejsce na rynku. Wszyscy zaczęli  patrzeć na mnie i na moich rodziców. Wielu mężczyzn powiedziało, że powinnam zostać tak wybatożona, żebym poznała swoje miejsce w szeregu. Uderzono mnie w plecy, a gdy wróciliśmy do domu, zbito mnie do krwi. Od tej pory rzadko kiedy odzywałam się poza domem.

I choć mieszkałam w Afganistanie do dziewiętnastego roku życia, nigdy nie wyszłam z domu sama. Było to możliwe tylko w obecności męskiego opiekuna. Nawet w jego towarzystwie rodzice rzadko kiedy puszczali mnie na zewnątrz, ponieważ z powodu nieposłuszeństwa w wykonywaniu poleceń braci zostałam uznana za „buntowniczkę”. W wieku od dwunastu do szesnastu lat byłam na spacerach prowadzona przez opiekuna na smyczy – żebym tylko nie zrobiła niczego, co rodzina uważała za haram (zakazane).

Obowiązujące prawo zakazywało mi chodzenia do szkoły. Czytałam więc książki moich braci i Koran. Wielokrotnie przyłapano mnie na tym i ukarano, ale nie zabiło to mojej pasji do zdobywania wiedzy. Moje siostry nie miały jednak takich instynktów i poddały się talibańskiemu reżimowi. Nie winię ich za to. Na plecach mam blizny i do dziś, gdy przejadę po nich ręką, czuję ból. Gdy pieką, żałuję swoich wyborów. Myślę sobie, że mogłam się poddać, oszczędzić sobie bólu i stać się uległą kobietą, do roli której się urodziłam.

Cieszę się jednak, że nie postąpiłam w ten sposób. Teraz mieszkam w Anglii z moją ciocią. Studiuję biochemię, zamierzam zajmować się medycyną i opracowywać leki na choroby i cierpienie. Cieszę się z rzeczy, które inni ludzie biorą za pewnik. Nawet coś tak prostego jak rozmowa, sprawia że jestem lata świetlne od mojego dawnego życia. Po przeprowadzce do Anglii starałam się zachować własną wiarę, jednak coś we mnie nie pozwalało na to. Przez niemal całe życie wątpiłam w istnienie Boga. Wydawało mi się to nielogiczne. Jak wszechkochający Bóg mógłby zmuszać moją rodzinę, przodków i potomków do życia w takim horrorze i braku sprawiedliwości? Ktoś mógłby  powiedzieć, że ci, którzy tak postępują, nie są prawdziwymi muzułmanami. Jednak wszystko, co robił mój ojciec, miało poparcie w Koranie. Wydaje mi się, że to islam stworzył moje piekło”.




Chciała kibicować, spotkała ją śmierć. Czy to coś zmieni?

Urzędnicy federacji piłkarskiej FIFA odwiedzą Iran po tym, jak młoda kobieta podpaliła się po aresztowaniu za kibicowanie meczowi piłki nożnej.

FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej) dała Republice Islamskiej czas do 31 sierpnia, aby umożliwić kobietom wstęp na stadiony piłkarskie. 25 sierpnia wiceminister sportu Jamshid Tahizade ogłosił, że kobiety będą mogły uczestniczyć w meczu eliminacyjnym Pucharu Świata z Kambodżą. Nie wiadomo jednak, czy jest to zmiana na stałe, czy jednorazowe ustępstwo.

Kobietom nie wolno wchodzić na stadiony, aby oglądać zawody sportowe mężczyzn od roku 1981, dwa lata po rewolucji islamskiej, która doprowadziła ajatollahów do władzy. W zeszłym roku zrobiono jeden wyjątek, gdy kobiety mogły oglądać na stadionie transmisje z Mistrzostw Świata.

Sahar Khodayari, młoda Iranka, która od tego czasu została nazwana „Niebieską Dziewczyną” (ze względu na kolory jej ulubionej drużyny, Esteghlal), została aresztowana za próbę wejścia na stadion piłkarski w przebraniu mężczyzny. Po tym jak spędziła trzy dni w więzieniu została zwolniona za kaucją, a termin rozprawy wyznaczono na sześć miesięcy później. Jednak gdy Khodayari pojawiła się na rozprawie, okazało się, że ​​została ona przełożona z powodu ważnych spraw rodzinnych sędziego.

Według relacji świadków, kiedy Sahar poszła odebrać telefon komórkowy, usłyszała, jak ktoś mówi, że jeśli zostanie skazana to dostanie wyrok od sześciu miesięcy do dwóch lat więzienia. Po otrzymaniu tej informacji podpaliła się przed budynkiem sądu, a później zmarła w szpitalu.

„Była córką Iranu” – napisał na Twitterze irański socjolog i poseł Parvaneh Salahshouri, dodając: „W kraju, w którym mężczyźni decydują za kobiety i pozbawiają ich najbardziej podstawowych praw, a kobiety podporządkowują się tej rażącej niesprawiedliwości ze strony mężczyzn. (…)  Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za uwięzienie i spalenie wszystkich Sahar w tym kraju”. Kilku graczy Esteghlal wyraziło w mediach społecznościowych smutek z powodu śmierci Khodayari i nazwało jej sytuację „haniebną”.

W zeszłym tygodniu media cytowały anonimowego urzędnika, mówiącego, że młoda kobieta została aresztowana za to, że nie była wystarczająco zasłonięta i starła się ze strażnikami.

Dyrektor Human Rights Watch, Minky Worden napisał na Twitterze, że Gianni Infantino, szef FIFA, nie wywarł wystarczającej presji na Iran, aby powstrzymać nadużycia. „Można było przewidzieć, że dekady protestów kobiet w sprawie zakazu wstępu na stadiony mogą zakończyć się katastrofą” – stwierdził Worden.

„Jesteśmy świadomi tej tragedii i głęboko jej żałujemy – oznajmił dział mediów FIFA. – FIFA przekazuje nasze kondolencje rodzinie i przyjaciołom Sahar oraz ponawia nasze wezwania do irańskich władz, aby zapewniły wolność i bezpieczeństwo kobietom zaangażowanym w tę prawną walkę o zniesienie zakazu kibicowania na stadionach dla kobiet w Iranie”.

JotPe, na podst. https://clarionproject.orghttps://www.rferl.org

 




Więzienie za zdjęcie hidżabu

Irański sąd skazał feministkę i działaczkę na rzecz praw człowieka Sabę Kord Afshari na 24 lata więzienia. W wymiar kary wchodzi 15 lat więzienia za to, że w ramach protestu nie poddała się obowiązkowi noszenia hidżabu.

19 sierpnia 2019 r. kobieta została oskarżona o „szerzenie zepsucia i prostytucji poprzez zdejmowanie hidżabu i poruszanie się w miejscach publicznych bez zasłony”. Ponadto sędziowie dopatrzyli się w jej zachowaniu „szerzenia wrogiej propagandy przeciwko państwu”. Teherański Sąd Rewolucyjny, który orzeka na podstawie prawa szariatu, poinformował adwokata Afshari 27 sierpnia, że wyrok został podwyższony, ponieważ wcześniej zdarzało się feministce protestować przeciwko dyskryminacji ze względu na płeć.

Afshari była poddawana rozmaitym naciskom. Śledczy dążyli do tego, żeby przyznała się do winy, składając oświadczenie w formie nagrania wideo. Kiedy odmówiła, reżim irański aresztował jej matkę, Raheleh Ahmadi. Ta szykana miała zmusić ją do złożenia fałszywych zeznań.

Pierwszy raz Saba Kord Afshari trafiła do aresztu 2 sierpnia 2018 roku, gdyż wzięła udział w proteście studenckim w Teheranie. Parokrotnie zmieniano miejsce jej pobytu. Przebywała w osławionym więzieniu Evin w stolicy Iranu. Natychmiast po aresztowaniu, jeszcze we wnętrzu policyjnej furgonetki, kobieta razem z innymi zatrzymanymi wysyłała wiadomości o swojej sytuacji, prosząc jednocześnie o pomoc. Oficjalnie została skazana za „zakłócanie porządku publicznego”. Została zwolniona w lutym 2019 roku na mocy amnestii. Decyzja ta skróciła jej pobyt za kratami o dwa miesiące.

Afshari razem z inną działaczką praw człowieka, Yasaman Aryani, określiły posunięcie władz jako „spektakl” obliczony na zmylenie światowej opinii publicznej. „Kiedy zobaczyłam, co dzieje się w więzieniach, doszłam do wniosku, że w Iranie prawa człowieka są tylko pustym słowem. W rzeczywistości w Iranie nie istnieją prawa człowieka, nie mówiąc o ich poszanowaniu w więzieniach” – powiedziała aktywistka.

Saba Kord Afshari została ponownie aresztowana na początku czerwca 2019 roku we własnym domu. Służby przeszukały mieszkanie, skonfiskowały rzeczy osobiste, w tym telefon komórkowy i komputer. Następnie kobietę kilkakrotnie przewożono z miejsca na miejsce. Przebywała w więzieniu Evin, mającym szczególnie złą reputację. Należy ono do Wywiadu Gwardii Rewolucyjnej, która wymusza korzystne dla władzy zeznania.

* * *

Komentarz:

Historia ta powinna stanowić swoiste memento dla wszystkich, którzy uważają, że hidżab to wolny wybór muzułmanek, który chroni je przed napastowaniem seksualnym. Po pierwsze, chusta w wielu wypadkach stanowi rodzaj manifestacji postaw nie tyle religijnych, ile politycznych. Nacisk na noszenie zasłon kładą wszystkie islamskie ugrupowania fundamentalistyczne. Zgodnie z ich ideologią oraz prawem koranicznym muzułmanka powinna trzymać się z dala od niemuzułmanów. Jej obowiązkiem jest bowiem rodzenie dzieci i wychowywanie ich zgodnie z islamem.

Muzułmańskie feministki zwracają uwagę na opresyjny charakter chusty, która „oznacza je” i izoluje od reszty społeczeństwa. Wszędzie tam, gdzie ruchy fundamentalistyczne rosły w siłę, muzułmanki musiały zakładać chusty. Żeby się o tym przekonać, wystarczy obejrzeć zdjęcia z Egiptu czy innych krajów Afryki Północnej z lat 70. i 80. Widok kobiety w hidżabie był wtedy o wiele rzadszy. Po drugie, retoryka uzasadniająca noszenie chusty w istocie stanowi usprawiedliwienie dla przemocy seksualnej. Zdejmujesz chustę, jesteś prostytutką; nie nosisz chusty, zachęcasz w ten sposób mężczyzn do seksu; nie chcesz nosić hidżabu, pozbawiasz się godności.

Po trzecie w końcu, sytuacja ta obnaża hipokryzję części zachodniej lewicy, która zdradza te muzułmanki, które w walce o własną godność i wolność osobistą trafiają do więzień. Mogę sobie tylko wyobrazić, co Saba Kord Afshari czuła, widząc przedstawicielki szwedzkich władz, które same siebie nazywają, „pierwszym feministycznym rządem”, jak  ubrane w hidżaby defilowały przed prezydentem Iranu.

Piotr Ślusarczyk

Źródło: https://iran-hrm.com

 




Rozwód – gehenna muzułmanek

Większość muzułmanów ubiegających się o islamski rozwód w Australii to kobiety. Jednak imamowie często odmawiają im udzielenia rozwodu. Przywódcy społeczności potępiają oficjalnie przemoc domową, jednak niektórzy nadal nauczają, że mężowie mogą kontrolować żony.

Reporterki ABC News opisały sytuację muzułmanek w artykule, który jest częścią cyklu na temat przemocy domowej wśród wyznawców największych religii. Przedstawiamy fragmenty.

Rozwód cywilny się nie liczy

Kiedy Noor (imię zmienione) po raz pierwszy odwiedziła Radę Imamów w Melbourne, żeby złożyć wniosek o rozwód islamski, wzięła ze sobą nagranie audio, jakie zrobiła potajemnie podczas jednego z brutalnych wybuchów swojego męża.

“To było jednej nocy, kiedy wrzeszczał na mnie przy dzieciach – powiedziała Noor, muzułmanka nosząca nikab przez całe wieloletnie małżeństwo. – Obrażał mnie słownie, trzaskał drzwiami, darł prześcieradła, poniżał mnie i moją rodzinę… nagrałam to, bo myślałam, że nikt mi nie uwierzy.”

Siedząc przed grupą pięciu mężczyzn – imamów cierpliwie wyliczała lata przemocy fizycznej, psychicznej i finansowej, jakie wycierpiała z rąk męża. Często ją krytykował albo krzyczał na nią przy dzieciach, jak powiedziała ABC News, z błahych powodów – na przykład, jeśli nie smakowało mu jedzenie, jakie przygotowała.

I pobił ją, kiedy skonfrontowała się z nim na temat rosnących restrykcji finansowych w ich gospodarstwie. Przez długi czas myślała, że jego przemoc to jej wina. „Wydawało to mi się rozsądne – mówiła – ponieważ myślałam, że zrobiłam coś złego i zasłużyłam na to”. Co więcej, wielokrotnie groził jej, że weźmie sobie drugą żonę, co raniło i dręczyło Noor, nie tylko dlatego, że już mieli trudności finansowe. „Wolno mi poślubić cztery kobiety – oznajmił jej – musisz zmienić swoją zachodnią mentalność.” A teraz odmawiał jej rozwodu religijnego.

Muzułmanie w Australii mogą wziąć rozwód cywilny, ale jeśli nie uzyskają również rozwodu religijnego, to przez prawo islamskie – oraz przez swoją społeczność – są uznawani nadal za małżeństwo.

Mąż może się rozwieść, kiedy chce

Podczas gdy mąż może rozwieść się z żoną w każdej chwili i nie podając przyczyny, imamowie często nie dają kobiecie rozwodu bez uzyskania zgody męża albo dowodu na to, że ma prawo ubiegać się o unieważnienie (co w zależności od szkoły prawnej może oznaczać niewierność, szkodę fizyczną, finansową albo emocjonalną lub dysfunkcje seksualne). Teoretycznie przemoc domowa zalicza się do tej kategorii: jeśli kobieta może udowodnić, że mąż się nad nią znęcał – na przykład, przez pokazanie zakazu sądowego lub zdjęć swoich obrażeń – imamowie Australii twierdzą, że rozwiążą małżeństwo i przekażą bez problemu stosowne dokumenty. Jednak w praktyce, zdaniem aktywistów i ofiar, wielu imamów odmawia kobietom udzielenia rozwodu. Oznacza to utrzymywanie ich w dysfunkcyjnych związkach latami.

Tak właśnie stało się z Noor. Po przekazaniu Radzie Imamów dowodów miała nadzieję, że przyjmą do wiadomości przemoc jej męża i szybko dadzą jej rozwód. Zamiast tego – mówiła – odrzucili nagranie i powiedzieli, żeby dała swojemu związkowi jeszcze jedną szansę. „Prawdę mówiąc, pomyślałam, że oni mnie nie słuchają. Chcieli, żebym wróciła do niego i spróbowała jeszcze raz ze względu na dzieci.” Kiedy zaczęła nalegać, że próbowała już tego i że podjęła decyzję, oznajmili, iż muszą usłyszeć „wersję” męża i będą w kontakcie. Rada odezwała się do Noor po pół roku. Musiała na nowo opowiedzieć swoją historię, ponieważ imamowie zapomnieli szczegółów jej sprawy.

Ostatecznie, po roku czekania, dzwonienia i modlenia się, kobieta – która przeprowadziła się do rodziców – wycofała wniosek o rozwód, pokonana i wyczerpana. „To mnie zabiło” – skomentowała. Na tym etapie nie była wcale zainteresowana rozpoczęciem nowego związku; po prostu chciała być wolna od mężczyzny, który przez wiele lat kontrolował każdy aspekt jej życia.

Łatwiej o rozwód w krajach muzułmańskich

W wielu krajach muzułmańskich, podejmowane przez kobiety kampanie, mające na celu reformę praw islamskich dotyczących małżeństwa i rozwodu stają się coraz silniejsze. W Indiach na przykład rząd ma wprowadzić nowe prawa zabraniające mężczyznom natychmiastowych rozwodów z żonami przez powiedzenie ‚talak’ – arabskiego słowa oznaczającego rozwód – trzykrotnie. (Indie już wprowadziły to prawo.  – red). Niektóre kraje – w tym Pakistan, Indonezja, Malezja i Maroko – zastrzegają prawo kobiet do rozwodu w standardowych kontraktach ślubnych.

Jednak w Australii, gdzie prawo islamskie, szariat, działa w cieniu oficjalnego systemu prawnego, a mężczyźni – imamowie stosują je dowolnie, prawo muzułmanek do opuszczenia małżeństwa nie zawsze jest stosowane. Co gorsza, zdaniem pracowników socjalnych i ofiar, wielu imamów ignoruje albo odrzuca problem dynamiki oraz powagi przemocy domowej. (Nie ma niestety dowodów na to, żeby muzułmanki doświadczały częściej przemocy domowej, ponieważ nigdy nie zebrano na ten temat w Australii wiarygodnych danych).

ABC News rozmawiało z kilkoma muzułmankami z Australii, które doświadczyły wielkich trudności z uzyskaniem rozwodu. Wielu z nich grożono, zostały zgwałcone albo pobite przez mężów po wszczęciu postępowania. Libańska muzułmanka mieszkająca w Melbourne powiedziała, że odeszła od męża dziewięć lat temu, ale kilkukrotnie Rada Imamów odmawiała jej udzielenia rozwodu. Tłumaczyli, że nie udało im się skontaktować z mężem dla uzyskania jego aprobaty.

Salma pracowała z australijskimi muzułmankami uciekającymi przed przemocą przez ponad dwadzieścia lat. Wypowiedziała się anonimowo z powodu obawy przed zemstą imamów – nie widziała nigdy kobiety, która dostałaby łatwo rozwód islamski „jeśli mąż nie chce się z nią rozwieść”. „Łatwiej jest dostać rozwód w niektórych krajach muzułmańskich, gdzie prawa kobiet są spisane w ustawach, niż w Australii” – komentuje Salma. Nie odbywa się to bez komplikacji i kobiety mogą mieć w związku z tym problemy, ale nie są już zależne od tego, jak dany imam w danym meczecie zinterpretuje szariat.

Zmuszanie kobiet do kontynuacji niechcianego małżeństwa jest formą znęcania się – uważa Salma – oraz pogwałceniem praw człowieka: “Dla kobiety brak absolutnego prawa opuszczenia małżeństwa jest definicją przemocy strukturalnej i musi się to zmienić”.

Australijscy imamowie twierdzą, że podjęli w ostatnich latach kroki, ułatwiające kobietom ten proces – na przykład przez udział w programach szkoleniowych dotyczących przemocy rodzinnej oraz zatrudnianie kobiet podczas procedury rozwodowej z powodu przemocy domowej.

“Nie zmuszamy żadnej kobiety do tego, żeby wróciła do męża albo była cierpliwa – nie tędy droga” – powiedział szejk Muhammad Nawas Saleem, sekretarz Rady Imamów stanu Victoria. Jest to jedna z kilku nieformalnych rad imamów w Australii, które zatwierdzają rozwody islamskie (są to rady sunnickie, którym podlega większość australijskich muzułmanów). Jednakże śledztwo ABC ujawniło, że tylko w ciągu ostatnich kilku tygodni kilku kobietom z nakazami sądowymi, chroniącymi je przed przemocą domową, Rada Imamów nakazała powrót do niebezpiecznych związków.

„Ale przecież on cię nie bije”

Jedna z ofiar przemocy fizycznej i emocjonalnej ze strony męża, doświadczanej przez ponad dziesięć lat, złożyła wniosek o rozwód w tym roku. Według pracownicy ds. przemocy rodzinnej, pomagającej kobiecie, imamowie powiedzieli jej, że rozwód nie zostanie sfinalizowany, dopóki nie przyjdzie najpierw przedyskutować warunków razem z mężem. Zdaniem rady to, że mąż otrzymał już od sądu zakaz maltretowania, nie miało znaczenia – zaproponowali, żeby siedzieli w dwóch rogach pokoju. „Byłam zszokowana – powiedziała urzędniczka, która prosiła o zachowanie anonimowości. – Nie ma w tym poszanowania prawa.”
Na kolejnym spotkaniu imamowie mieli powiedzieć kobiecie, żeby wróciła do męża i „spróbowała jeszcze raz” przez miesiąc. „Próbowali nakłonić ją, żeby do niego wróciła. Mówili: dla dobra dzieci wróć – komentowała urzędniczka – Ale to właśnie dla dobra dzieci ona go zostawiła.”

Częścią problemu jest to, że wielu imamów uparcie uznaje przemoc domową za zjawisko wyłącznie fizyczne. W zeszłym roku Maryam, matka trójki dzieci z Melbourne spotkała się z Radą dwukrotnie. Dwaj duchowni, którzy rozpatrywali jej wniosek rozwodowy zlekceważyli znęcanie się jej męża i nalegali, żeby do niego wróciła. Maryam odchodziła wcześniej od męża kilka razy w ciągu ostatnich lat i zdobyła wobec niego zakaz sądowy. Jej partner, który nadal nie zgadza się na rozwód, był według jej relacji, kontrolujący od początku małżeństwa. Nie mogła wydać ani grosza bez jego zgody, powstrzymywał ją przed podjęciem pracy i krytykował jej prace w domu. Sprawdzał też kilometry, jakie przejechała autem i oskarżył ją o kłamstwo na temat tego, gdzie była, jeśli licznik wskazywał więcej kilometrów, niż było to jego zdaniem stosowne.

„Powiedziałam [imamom], że jestem w tym związku maltretowana emocjonalnie, psychologicznie i finansowo. A oni na to: ‚Ale przecież on cię nie bije’. Ponieważ mnie nie bił, nie uznali tego za przemoc domową – relacjonowała Maryam. – Jestem naprawdę zła i rozczarowana, ponieważ oni powinni być przywódcami i wzorami do naśladowania, a zamiast tego pchają mnie w stronę pełnego przemocy związku i mówią mi, żebym po prostu z tym żyła.”

Kobiety nie są zdolne decydować o sobie?

Ofiary są zdania, że takie nastawienie do kobiet jako niezdolnych do podejmowania decyzji o swoim bezpieczeństwie i dobrostanie jest widoczne wśród najwyższych duchownych islamskich w Australii. Yasmin spotkała się z ówczesnym Wielkim Muftim Australii, Ibrahimem Abu Mohammedem w celu uzyskania rozwodu islamskiego. Zdaniem kobiety przemoc fizyczna, emocjonalna i werbalna ze strony męża stała się nie do zniesienia. Powiedziała muftiemu w jego biurze, że uciekła z domu małżeńskiego i była zdecydowana tam nie wracać. „Czasami był współczujący – mówiła Yasmin – ale powiedział, że dlatego, iż jestem kobietą, zachowuję się bardzo emocjonalnie i nie myślę przejrzyście. Poradził, żebym przemyślała to wszystko, zanim podejmę decyzję.”

 

Mufti Abu Mohammed w satyrycznym fotomontażu (źródło: http://nobullshit-islam.net/grand_mufti.html)

Ani razu podczas ich spotkań, jak twierdzi Yasmin, mufti nie skierował jej do skorzystania z pomocy dla ofiar przemocy domowej ani nie zasugerował, żeby poszła na policję. „Byłam przerażona – mówiła – że stanie się coś złego. Odejście to najbardziej niebezpieczny moment i nie wiedziałam, do czego mój eks jest zdolny. Mimo to sprawiono, że czułam się tak, jakbym podjęła złą decyzję, że nie umiałam utrzymać małżeństwa… że miałam zbyt powolny umysł.”

Po kilku tygodniach – i zgodnie z relacją Yasmin po dwóch kłótniach z muftim na temat jej praw i przywilejów islamskich – niechętnie udzielono jej rozwodu. Kontakty z nim oraz innymi imamami z zachodniego Sydney wywołały w niej lęk. „Jeśli była we mnie choć odrobina miłości do mojej religii, została mi ona zabrana z powodu tego, jak ci mężczyźni wykorzystali ją na swoją korzyść” – powiedziała.

Według prawników muftiego Ibrahima Abu Mohammeda „procedurą stosowaną przez Australian National Imams Council jest odsyłanie ofiar wskazujących na przemoc emocjonalną albo psychologiczną do psychologa, a ofiar przemocy domowej na policję”.

Autorki: Hayley Gleeson, Julia Baird

Oprac. Veronica Franco, na podstawie: www.abc.net.au




Muzułmanki i tragiczna iluzja wyboru

Ammar Anwer

Podstawową różnicą pomiędzy wyborem a przymusem jest to, że wybór oparty jest na wolnej woli, a przymus polega na wykorzystaniu siły, by coś na kimś wymusić.

Co się jednak dzieje, gdy nie używa się siły i środków represji, lecz wykorzystuje się ciągły strach i indoktrynację, którym osoba poddawana jest od samych narodzin i które towarzyszą jej do końca życia? Czy sposoby postępowania lub przyzwyczajenia, powstające w wyniku stosowania takich metod, można nazwać wyborem? Absolutnie nie. Ponieważ indoktrynacja i strach całkowicie zaciemniają nasz umysł, powstrzymując go przed krytycznym myśleniem – w rzeczy samej uznaje on za niewłaściwe samo korzystanie z wolności swobodnego wyrażania myśli.

Działania, które wynikają z takich warunków, nie są wyrazem wyboru czy wolności, lecz raczej przejawem pewnego przymusu, który pozornie nie wykorzystuje żadnej formy przemocy fizycznej, ale stosuje środki psychologiczne, by utrzymać swoją dominację.

W przeciwieństwie do ataków fizycznych, które mogą zostawić siniaki na ciele lub inne widoczne obrażenia, psychologiczna kontrola i nacisk nie pozostawiają widocznych śladów. Zabijają człowieka od wewnątrz i utrudniają ujawnienie, co się wydarzyło, ponieważ niszczą jego własną pewność w wyrażaniu swojej opinii. To sprawia, że czuje się samotny w świecie, gdzie nikt go nie słucha, a nawet jeśli, to nie ma nikogo, kto udzieliłby mu wsparcia. Oprócz własnej opowieści ma niewiele, by potwierdzić swą trudną sytuację. Dlatego jest to o wiele bardziej szkodliwe niż przemoc fizyczna.

Można argumentować, że wszyscy w ten lub inny sposób jesteśmy poddawani indoktrynacji, nawet jeśli twierdzimy inaczej. To dlatego, że jesteśmy wychowywani w społeczeństwach, które dyktują nam, jakie zachowania są normalne, a jakie nie, w zależności od kontekstów społecznych i kulturowych. Trzeba jednak zaznaczyć, że niektóre kultury są mniej indoktrynujące, bardziej otwarte na swobodny przepływ myśli i indywidualizm, niż inne.

Teraz postaramy się wyjaśnić powyższe stwierdzenia analizując życie kobiety o imieniu Maryam.

Podobnie jak miliony innych dziewcząt urodzonych w konserwatywnych muzułmańskich domach, Maryam nigdy nie była wolna. W momencie jej narodzin wszystko zostało ustalone. Wyznaczono jej status w społeczeństwie, zawód, przyszłość, a także małżonka. Nie była nawet w pełni świadoma, gdy te decyzje zostały podjęte. Kiedy dorastała, nauczyła się od własnej matki, że cokolwiek dla niej zdecydowano, to wyłącznie dla jej własnego dobra.

Podkreślam, że nauczyła się tego od matki, ponieważ scenariusz wyglądałby inaczej, gdyby to mężczyzna kazał jej przestrzegać zalecanego wzoru życia. Można sobie wyobrazić, dlaczego mężczyźni mogą chcieć zniewalać kobiety. Ale dość często błędnie się zakłada, że kobiety nie mogą uciskać lub przyczyniać się, świadomie lub nieświadomie, do ucisku innych kobiet. To błędne założenie, ponieważ gdyby tak nie było, kobiety byłyby wolne już dawno temu. Dlatego bunt i rebelia przeciwko kobiecemu zniewoleniu nie jest buntem przeciwko mężczyznom – w rzeczywistości nie jest to związane z płcią. Jest to bunt przeciwko mentalności i kulturze, które nękają lub są zdolne do dręczenia, zarówno mężczyzn jak i kobiet.

To własna matka powiedziała Maryam, że wszystkie decyzje zostały podjęte dla jej pożytku. Nie chciała zniewolić swojej córki. W jej oczach to nie był żaden ucisk. Można nazwać pewną postawę opresyjną tylko wtedy, gdy zdajesz sobie sprawę, że taką jest. Ale tak jak Maryam, jej matka w młodości została zmuszona przez swoją matkę, by w to wszystko uwierzyć. Ten cykl można prześledzić daleko w przeszłość. Jeśli Maryam nie będzie w stanie wyrwać się z tego błędnego koła, to pewnego dnia wymusi na swojej córce te same utrwalone wzorce. I tak to będzie trwać, w nieskończoność.

Dlatego Maryam nosi hidżab, unika męskiego towarzystwa, preferuje segregację, nauczyła się gotować (ponieważ nieważne, jak bardzo jest wykształcona, jej ostatecznym obowiązkiem zawsze pozostanie zapewnienie komfortu i wsparcia mężowi i dzieciom). Nie jest analfabetką. Była jedną z najlepszych uczennic w swoim liceum, dostała się do prestiżowego college’u i została przyjęta do jednego z najlepszych instytutów medycznych w kraju. Aż nadszedł czas zamążpójścia. Zaręczyła się podczas ostatnich lat nauki i wzięła ślub, gdy tylko została lekarzem. Uzyskanie tytułu lekarza wymaga wielkiej determinacji, jednak ku naszemu ubolewaniu, Maryam porzuciła praktykę lekarską zaraz po urodzeniu dziecka. Dlatego napisałem, że nie poziom jej wykształcenia nie jest ważny, bo według norm kulturowych jej naturalnym zawodem są prokreacja i dbałość o rodzinę.

Mimo to jest szczęśliwa. Kocha męża, a mąż kocha ją, czemu by nie? Nie ma w niej prawie wcale buntu. Gdy on ją prosi, żeby coś zrobiła, ona z szacunkiem to wykonuje. Dlaczego miałby być niezadowolony z kogoś, kto zgadza się z każdym jego słowem? Jednakże tak naprawdę to właśnie różnice zdań testują ludzi, a nie wierne posłuszeństwo.

CYTAT

Maryam jednak pozostaje zadowolona. Gdyby ją o to spytać, czy uzmysłowić jej, że została poddana tyranii, prawdopodobnie odpowie, że to próba narzucenia jej życiowej drogi. Lecz tak naprawdę jest odwrotnie, bo kierunek jej życia został wyznaczony dawno temu przez inne osoby, gdy nie była nawet w pełni świadoma. Wychowała się w rodzinie, gdzie to nastawienie wtłaczano jej w umysł prawie codziennie. Każdego dnia czuła potrzebę noszenia hidżabu, ponieważ powiedziano jej, że to jedyny sposób, żeby uniknąć napastowania. Przekonała samą siebie, tak jakby w ogóle to było konieczne, że ostatecznie to prawda, i że prawo naturalne nakazuje jej, żeby przygotowała swoje ciało do prokreacji. Chętnie przyjęła role, które patriarchat przypisuje mężczyznom i kobietom w społeczeństwie, gdzie mężczyźni są żywicielami rodziny a kobiety rodzą dzieci. Nie ma w niej wątpliwości odnośnie tego, czym ją napełniono. Przyjmuje wszystko lojalnie, nie okazując choćby lekkiego sceptycyzmu.

Uśmiecha się nieświadomie, zupełnie nie rozumiejąc własnej sytuacji.
Wybór? Na pewno nie.

* * *

Epilog:

Powyższy opis ma charakter czysto hipotetyczny. To próba poddania krytyce nie tylko konserwatywnych muzułmanów – islamistów, którzy regularnie forsują argument, że muzułmanki zakrywające swoje ciała burką czy hidżabem robią to z własnej woli – ale również wielu liberałów i feministek na Zachodzie, którzy naiwnie wierzą, że te praktyki są naprawdę samodzielnym wyborem kobiet. Jaki to wybór, gdy powtarza się im, że bez noszenia zasłon prawdopodobnie zostaną zgwałcone, a po śmierci będą smażyć się w piekle?

Starałem się pokazać – odwołując się do życia wyimaginowanej muzułmanki, (która akurat jest moją osobistą znajomą, jednak wolałem nie ujawniać jej prawdziwej tożsamości), o imieniu Maryam (a jest wiele takich Maryam w muzułmańskich domach) – że to nie o to chodzi. Muzułmanki rzadko dokonują wolnych wyborów, ponieważ ich kultura zabrania, zakazuje, a nawet traktuje jak przestępstwo wszelkie korzystanie z wolnej woli i okazywanie niezależności.

Nawet gdyby założyć na potrzeby argumentacji, że kobieta decyduje się nosić burkę lub inną zasłonę całkowicie z własnego wyboru, to również wtedy należy jej to odradzać. Nie mam złudzeń odnośnie poglądu, że należy szanować pewne zachowania tylko dlatego, że są podejmowane dobrowolnie. Tu nie chodzi o strój – chodzi o ideę, która się za nim kryje. O tezę, która jest bardzo wroga kobietom i wspiera oprawców, w tym sensie, że obwinia kobiety o to, jak wyglądają, a w konsekwencji wini je za to, że stają się ofiarami mężczyzn. Ten niedorzecznie naiwny pogląd jest problemem. Istnieje wiele rzeczy, które ludzie mogą robić z własnej woli, ale nie oznacza to, że można te rzeczy tolerować.

Wiele kobiet w muzułmańskich społeczeństwach zdaje się wierzyć, że to dla ich dobra islam stawia mężczyzn nad kobietami, społecznie i politycznie. Generalnie, wielu ludzi jest podatnych na koncepcje, które mają na celu ich zniewolenie. Syndrom sztokholmski sięga głęboko i pojawia się częściej, niż potrafimy sobie wyobrazić. Ofiary są niejednokrotnie cichymi i nieświadomymi wspólnikami własnej wiktymizacji i zniewolenia.

Dlatego też obowiązkiem wszystkich intelektualnie świadomych ludzi jest sprzeciwianie się takim normom, mimo że są one wysoko cenione właśnie przez te grupy, które zazwyczaj są przez te normy uciskane.

Krytyka mizoginicznych i patriarchalnych praktyk, do których niestety lgnie wiele muzułmańskich kobiet, nie jest równoznaczna z kontrolą. Wręcz przeciwnie, obowiązkiem każdej rozwiniętej intelektualnie osoby jest informowanie, edukowanie i uświadamianie innych ludzi odnośnie ich trudnego położenia. Nie można tego porównywać do „kontrolowania kobiet”, ponieważ nie nawołuję tu do odebrania im prawa do noszenia hidżabu czy burki. Popieram wymianę argumentów, ale nie zakazy, ponieważ te ostatnie tylko idealizują to, co próbuje się krytykować.

Artykuł napisany dla Euroislamu.
Tłumaczenie: Anna Żelazna.

——————————————

Ammar Anwer pochodzi z Pakistanu, ma 21 lat. Studiuje inżynierię w Polsce; interesuje się naukami społecznymi, historią i teologią. Publikował na stronach Quilliam Foundation i w anglojęzycznym „Daily Times” z Lahore. Jest ateistą, humanistą i liberałem, pochodzącym z bardzo konserwatywnej muzułmańskiej rodziny.
Opinie wyrażane przez autorów artykułów niekoniecznie są zbieżne z poglądami redakcji