Siłownia musi zapłacić muzułmance odszkodowanie

Muzułmanka pozwała studio fitnessu w niemieckim Oststeinbek za to, że zabroniono jej ćwiczyć w hidżabie. Po podpisaniu umowy, siłownia poinformowała ją na piśmie, że nie może trenować ubrana w chustę ze względów ubezpieczeniowych. Kobieta nie podporządkowała się tej decyzji. Po zasięgnięciu porady w centrum AMIRA (Stowarzyszenie Komunikacji Międzykulturowej i Edukacji w Hamburgu) postanowiła wnieść sprawę do sądu. Sąd Reinbek uznał, że firma złamała prawo i przyznał jej 1000 euro odszkodowania.

„Dużo siły czerpię z tego, że mam słuszność. Zniknęło poczucie bezsilności. Nie czuję się już ofiarą.” – powiedziała kobieta lokalnej rozgłośni NDR. Głos zabrała także Birte Weiss z poradni Amira. Uznała sprawę za ważną, ponieważ „doświadczenie niesprawiedliwości zostało oficjalnie uznane za niesprawiedliwość” i podkreśliła, że podobne zakazy na siłowni nie są odosobnionymi przypadkami. Studio fitnessu odmówiło komentarza w tej sprawie.

Źródło: https://www.ndr.de/nachrichten/hamburg/Kopftuchstreit-Fitnessstudio-muss-Entschaedigung-zahlen,kopftuchstreit102.html




Muzułmanie przeciwko hidżabowi

Przedstawiamy tylko nieliczną część artykułów liberalnych i reformatorsko nastawionych muzułmanów, którzy wypowiadają się przeciwko narzucaniu noszenia chusty muzułmankom.

Ich zdanie jest ważne, ponieważ pojawiają się głosy, że chusta to wolny wybór. Imamowie twierdzą, że zwracanie uwagi na hidżab to „robienie z kobiecego ciała pola bitwy w prawdziwych czy wyimaginowanych wojnach cywilizacyjnych”. Dla przedstawionych poniżej autorów muzułmańskich nie jest to spór wyimaginowany, nie jest to też spór między cywilizacjami, lecz wewnątrz cywilizacji. I jeśli jest to konflikt, to został rozpoczęty przez tych, którzy przymuszają kobiety do noszenia chusty. Pożytecznej lektury.

* * *

„Gdy irańskie, saudyjskie i inne muzułmańskie kobiety na całym świecie walczyły o wolność od hidżabu, który uważają za symbol polityczny, nie mający nic wspólnego z pobożnością, reakcja środowisk liberalnych na Zachodzie była zdumiewająca. Tutaj rosnąca liczba feministek, lewicowców i liberalnych mediów gloryfikowała hidżab jako jakiś egzotyczny symbol wyzwolenia kobiet, który należy hołubić.”

Tarek Fatah: Hidżab czyli ujarzmienie kobiet

„Jednak najłatwiejszym, najbardziej widocznym i odnoszącym największe sukcesy sposobem kontroli jest hidżab, islamska zasłona. Tak islamiści oznaczają swoje terytorium.”

Elham Manea: Hidżab służy islamistom do oznaczania terytorium

„Jestem muzułmanką. Nie noszę chusty na głowie. I wzywam tych, którzy chcą sprzymierzyć się z muzułmanami, aby zrobili to w taki sposób, który włączy do dyskusji te liczne muzułmanki, które zdecydują się nie zakrywać głowy (w tym 42% muzułmanek w USA) i który pozwoli na zdrową wewnętrzną debatę wśród muzułmanów na temat wielu kwestii, w tym skromności.”

Eman Quotah: Muzułmanki wcale nie muszą nosić hidżabu

„Chociaż większość ludzi zgodzi się, że kobieta ma prawo decydowania o swojej garderobie – i że hidżab jako część ubioru też powinien być jej wyborem – muzułmanki w USA są poddawane perwersyjnej inżynierii społecznej. W ciągu ostatnich kilku lat amerykańskie muzułmanki, które nie noszą hidżabu, narażają się na ryzyko ostracyzmu ze strony swojej społeczności (ponieważ ta społeczność jest reprezentowana przez islamistów i ich sojuszników)”.

Shireen Qudosi: Mam już po dziurki w nosie gadania o hidżabie

„Gdzie są feministki i lewicowe media głównego nurtu? Te kobiety potrzebują poparcia już teraz. Grożą im surowe kary. Jeśli chcecie zobaczyć prawdziwe feministki, to te kobiety są rzeczywistymi orędowniczkami praw kobiet: ryzykują życiem. Nie wypowiadają jedynie słodkich haseł w miłym, bezpiecznym otoczeniu”.

Maid Rafizadeh: Niedobrze mi się robi na widok hidżabu

Daje to nam smutny wgląd w sytuację – obsesja na punkcie hidżabów jest w rzeczy samej formą seksualnego uprzedmiotowienia. Przecież uprzedmiotowienie jest właśnie obniżeniem czyjegoś statusu do poziomu przedmiotu. Redukując muzułmanki do ich ciał i udając, że przyzwoitość jest ich głównym obowiązkiem religijnym, odzieramy je z osobowości i pozbawiamy człowieczeństwa.

Ro Waseem: Mam dość naszej obsesji na punkcie hidżabu

Lata badań nad hidżabem (nakryciem głowy) przekonały mnie, że warto rzucić wyzwanie. Wyzwanie to rzucam wszystkim (muzułmanom i niemuzułmanom), którzy chcą udowodnić, że Koran nakazuje kobietom zakrywanie włosów.

Ibrahim B. Sayed: Koran nie narzuca noszenia hidżabu




Kto chce zarabiać na hidżabie

Są firmy, które twierdzą, że handlując hidżabami umożliwiają udział muzułmankom w sporcie albo promują wielokulturowość i różnorodność.

Jednak zdaniem tych kobiet, które uwolniły się od przymusu hidżabu, jest to normalizacja podporządkowania muzułmanek wymogom patriarchalnej kultury, w której skromność kobiety jest sprawą honoru rodziny lub wręcz stabilności państwa.

W oczach tych kobiet zachodnie koncerny okazują bolesną obojętność, kiedy promują hidżab, za którego brak ich współtowarzyszki idą w krajach muzułmańskich do więzienia lub są prześladowane w rodzinie czy społeczności.

Pomimo nośnych sloganów tak naprawdę sprzedaż hidżabów jest dla handlowców kolejnym rynkiem i będą z pewnością dbać, żeby nie zabrakło im klientów.

Kto promuje hidżab

Nike hidżab pro kosztuje około 90 do 139 złotych i wygląda jak kominiarka. Jego ambasadorka Shazia Hossen narzekała, że wcześniej ćwiczenie w salach gimnastycznych, gdzie są mężczyźni, było niewygodne dla kobiet noszących klasyczny hidżab.

Decathlon podobnie bronił swojej decyzji o wprowadzeniu francuskiego hidżabu dla sportowczyń, ale ugiął się pod presją społeczną i wycofał go ze swoich francuskich sklepów. We Francji nie było zgody na promocję w sporcie wartości sprzecznych ze świeckim państwem. Hidżab pozostał w sprzedaży tylko w Maroku.

Marks and Spencer z kolei oferuje nie tylko hidżaby dla dorosłych kobiet, ale także dla dziewczynek. Pojawiły się one w dziale mundurków szkolnych, nawet dla dziewcząt od 9 lat. Liberalny muzułmanin Maajid Nawaz powiedział wtedy: „Marks & Spencer sprzyja średniowieczu, sprzedając dziecięce hidżaby w kategorii odzieży szkolnej.”

Także w przypadku Macy’s pojawiły się słowa krytyki i wezwania do bojkotu ze strony muzułmańskich przeciwniczek chusty. Zwolenniczki noszenia chusty zaczęły wtedy bronić firmy, nawołując do pisania do sieci handlowej i dziękowania jej za ten ruch.

Ewolucję przeszła Barbie, popularna lalka, która przez islamskich fundamentalistów była przedstawiana jako symbol zepsutego Zachodu – do chwili kiedy przywdziała chustę. Wtedy też zyskała ochronę rządów europejskich. Uwaga wygłoszona przez niemiecką publicystkę Birgit Kelle, że potrzebny jest „jeszcze koniecznie domek dla Barbie, aby zabawnie przedstawić, jak Ken może wybatożyć lub ukamienować Barbie za zrzucenie hidżabu”, została zablokowana przez Facebooka na mocy umowy z niemieckim rządem o „przeciwdziałaniu nienawiści w sieci”.

Firm promujących kobiety w chustach – kiedy na całym świecie padają one ofiarą opresji i coraz głośniej o tym mówią – jest więcej: Gap, Banana Republic, Gucci, Versace.

Cóż, jeżeli muzułmanki bez chust będą nadal tak głośne i bezwstydne, zawsze można je wymazać z katalogów, jak zrobiła to Ikea.

Jan Wójcik




#HijabDay czy #NoHijabDay?

Co roku 1 lutego muzułmanki organizują Światowy Dzień Hidżabu, który ma być asertywną manifestacją kobiet noszących chusty, a dla niemuzułmanek okazją do sprawdzenia, czym jest hidżab.

Dać wolny wybór czy zakazać?

W odpowiedzi liberalni muzułmanie zaproponowali własne inicjatywy. Asra Nomani i Yasmine Mohammed (autorka książki „Unveiled”) zaproponowały światowy dzień przeciwko hidżabowi #NoHijabDay albo #FreeFromHijabDay. Zarzucają autorkom Dnia Hidżabu, że wmawiają społeczeństwu, iż noszenie chusty jest sprawą wolności osobistej. Tymczasem ich zdaniem i według licznych świadectw jest to przymus.

Solidarność powinna więc dotyczyć tych uciśnionych kobiet, które hidżabu nie chcą. Tu ujawniły się jednak podziały w środowisku reformatorów i liberałów. Maajid Nawaz oraz Shireen Qudosi uważają, że hidżab jest jednak wyborem, do którego powinny mieć prawo dorosłe kobiety. Narzucanie im tego, czy mają chodzić w hidżabie, czy mają przymusowo go ściągać, jest ich zdaniem sprzeczne z liberalizmem.

Ta różnica zdań stanowi dylemat pomiędzy doświadczeniem, a racjonalnie uzasadnionymi ideami wolności osobistej. Tutaj nie incydentalne przypadki, a masowe doświadczenia stoją po stronie zwolenniczek protestowania przeciwko hidżabowi. Dlaczego? Ponieważ za sprzeciw wobec noszenia chusty, rządy i rodziny karzą kobiety.

Wystarczy wspomnieć o inicjatywie Masih Alinejad – kampanii medialnej „MyStealthyFreedom”, która zainspirowała setki tysięcy kobiet na świecie do protestów przeciwko noszeniu hidżabu. Także w Iranie. Tam zapłaciły za to karami więzienia, jak ostatnio Saba Kord-Afshari, która przeszła się po pociągu bez chusty na głowie. Sądząc po odzewie wobec tej akcji jest to masowy problem, tak powszechny, że można tu sobie darować wymienianie przykładów i liczb – każdy chętny z łatwością je znajdzie.

Warunkowania dziewczynek do noszenia chusty nie da się też porównać do uwarunkowania chłopców do chodzenia w spodniach, a nie w spódniczkach. To drugie to nie jest ani szeroki problem społeczny, ani nie ciążą na nim sankcje ziemskie i boskie.

Wolność wyboru?

Z drugiej strony mamy argument wolności osobistej. Czy można zakazać dorosłej kobiecie lub nawet tworzyć wrażenie (to ważne w kulturze bezpiecznych przestrzeni), że jej wybór hidżabu jest czymś złym? Liberałowie twierdzą, że nakaz i zakaz hidżabu to skrajności, a ludzie powinni być wolni w sprawie ubioru jaki chcą nosić. To z kolei wywołuje pytanie o wolność dokonywanych wyborów, jeżeli cała kultura wokół kobiety, najbliższa rodzina, sąsiedzi, państwo i sam Bóg kształtują przymus wyboru chusty.

Yasmine Mohammed publikuje na Twitterze memy, pokazujące, jak kobiety ubierały się w różnych krajach przed przybyciem islamu. Ma to świadczyć o kulturowym zawłaszczaniu społeczeństw przez islamską zasłonę. O tym też opowiadał wprost jeden z liderów Bractwa Muzułmańskiego Mohammed Badi w filmie „Wolność, równość, Bractwo Muzułmańskie”. Dla niego hidżab jest narzędziem islamizowania społeczeństwa.

Zmiana, jaka nastąpiła w ostatnich dekadach w regionie MENA, ale także w Indonezji, pokazuje jak bardzo skuteczne jest to narzędzie. O tym mówi w wywiadzie szwajcarska muzułmanka, ekspert stosunków międzynarodowych Elham Manea: „Hidżab służy islamistom do oznaczania terytorium”.

Tu zwolennikom „wolności wyboru” w sprawie hidżabu przychodzi w sukurs amerykańsko-somalijska kongreswoman Ilhan Omar. „Dla mnie hidżab oznacza moc, wyzwolenie, piękno i opór” – oznajmiła. Jak widać, chusta nie jest dla niej tylko wolnością i mocą, ale symbolem oporu. Przeciwko czemu? Można mieć nadzieję, że nie przeciwko zachodniej kulturze, która dała jej wolność, utrzymanie i pozwoliła nawet piastować najwyższe stanowiska w państwie. Z jednej strony można odbierać deklarację Omar jako wyraz liberalnej wolności wyboru, z drugiej – zbyt dużo łączy ją z islamistami, żeby nie mieć podejrzeń co do jej prawdziwych intencji.

Polityczny islam i polityczny hidżab

Profesor Bassam Tibi mówi o takich muzułmankach, że „zinternalizowały podporządkowanie„, którego doświadczają. Sam jako hafiz, czyli muzułmanin znający Koran na pamięć, podejmuje się udowodnienia, że chusta nie jest wymogiem religijnym. „Chuściany islam” przeciwstawia się jego wizji islamu europejskiego. Wtórują mu potomkowie imigrantów z krajów muzułmańskich, którzy twierdzą, że dopiero w Europie usłyszeli, iż chusta jest jakąś koniecznością. Są to na przykład doradca komisarza brukselskiej policji Saad Amrani, czy dziennikarka i była włoska parlamentarzystka Souad Sbai; obydwoje pochodzący z Maroka.

Można odnieść wrażenie, że problem jest bardziej praktyczny niż teoretyczny, niżby to wynikało z przedstawionej debaty. Nawet jeżeli uważamy chustę za narzędzie polityczne islamistów, to na bazie praw wolności osobistej trudno jest jej zakazać.

Mogą być jednak wprowadzane prawa w instytucjach publicznych, wymagające od urzędników reprezentowania bezstronności wyznaniowej. Poważne działania restrykcyjne prowadziłyby także do radykalizacji postaw, co w obecnych warunkach może być trudne do ogarnięcia. Prawdopodobnie też muzułmanki, które ogłaszają #NoHijabDay, chcą raczej zwrócić uwagę na prześladowania, niż wprowadzać restrykcyjne prawa na Zachodzie.

Mam obawę, że progresywna lewica, feministki i liberałowie nie będą analizować argumentów muzułmańskich reformatorów, lecz poprą bezkrytycznie Światowy Dzień Hidżabu.

Jednak na fundamencie samych liberalnych wartości można wpływ kultury hidżabu ograniczyć. Zostawiając wybór osobom dorosłym można zadbać o to, żeby dzieci nie były przez nich warunkowane do noszenia chust, podobnie jak zrobiła to Francja (i niebo nie zwaliło się Galom na głowy). Szwecja też już podejmuje pierwsze takie próby.

Można także uruchomić środki, które wesprą liberalnych muzułmanów w edukowaniu, promowaniu i działaniu na rzecz muzułmanek chcących chodzić z odkrytą głową. Zrównoważyłyby one promocję, jaką prowadziły firmy odzieżowe i sportowe (np. Nike), widzące tak naprawdę w hidżabie nie wolność, lecz zysk.

I nie chodzi tu już o narzucanie muzułmanom własnej kultury, ale o wsparcie osób jednak – jak pokazuje doświadczenie – prześladowanych. To nie jest zderzenie cywilizacji, to walka polityczna.

Niezależnie jednak od tego, co tutaj piszę, mam obawę, że progresywna lewica, feministki i liberałowie, przesiąknięci na Zachodzie polityką tożsamościową, nie będą analizować argumentów muzułmańskich reformatow, lecz poprą bezkrytycznie Światowy Dzień Hidżabu.

Jan Wójcik




Hidżab czyli ujrzamienie kobiet

Tarek Fatah

Być może nigdy nie słyszeliście o Sabie Kord-Afshari, ale dwudziestoletnia Iranka została skazana na 24 lata więzienia* za nieprzestrzeganie “prawa o hidżabie”. Zakazuje ono wszystkim kobietom w państwie przebywania z odkrytą głową w miejscach publicznych.

Jest to jedna z wielu odważnych muzułmanek irańskich, jakie sprzeciwiają się mułłom oraz ich kobiecym zwolenniczkom. Rozpoczęły one nowe zjawisko “białej środy”, kiedy dziewczęta i kobiety zdejmują swoje hidżaby i pokazują włosy w miejscach publicznych.

Ten szokujący wyrok przeszedłby bez echa, gdyby temat pozostawiono mainstreamowym mediom Kanady. Irvina Coltera nie da się jednak uciszyć. Razem z irańską feministką Masih Alinejad rozgłosili oni temat niesprawiedliwości wobec Saby Kord-Afshari. Były prokurator generalny Kanady i rycerz praw człowieka napisał w tweecie: “Potępiajcie brutalny i niesprawiedliwy wyrok na kobiecie o imieniu #SabaKordafshari, która w wieku dwudziestu lat została skazana na 24 lata więzienia. Jej ‚przestępstwo’? Wypowiadanie się na rzecz praw kobiet w #Iranie. Musimy wszyscy, gdziekolwiek jesteśmy, być solidarni z Sabą i więźniami białej środy”.

Gdy irańskie, saudyjskie i inne muzułmańskie kobiety na całym świecie walczyły o wolność od hidżabu, który uważają za symbol polityczny, nie mający nic wspólnego z pobożnością, reakcja środowisk liberalnych na Zachodzie była zdumiewająca. Tutaj rosnąca liczba feministek, lewicowców i liberalnych mediów gloryfikowała hidżab jako jakiś egzotyczny symbol wyzwolenia kobiet, który należy hołubić.

Hidżab jest symbolem politycznym, a nie oznaką pobożności.

W dniu skazania Saby Kord-Afshari na 24 lata za odwagę zrzucenia hidżabu, ten sam kawałek materiału został pozytywnie przedstawiony przez „Toronto Star” w artykule na stronach finansowych: „Jak ulokować inwestycje tam, gdzie jest twoje społeczne sumienie”. Pokazano tam uśmiechniętą kobietę w hidżabie, otoczoną słowami „etyka”, „uczciwość”, „szacunek”, „rzetelna”, „praca zespołowa” obracającymi się wokół niej, gdy klikała przycisk „Podstawowe wartości”.

Skłoniło mnie to do refleksji nad światem winy i fantazji, w którym żyją moi bardziej liberalni koledzy. Hidżab, jak Farzana Hassan i ja powtarzamy od lat na tych łamach, jest symbolem politycznym, a nie oznaką pobożności.

Najlepszym tego przykładem jest główna propagatorka hidżabu w USA, kongreswoman Ilhan Omar, z pochodzenia Somalijka, która powiedziała magazynowi „Vogue”, że noszenie hidżabu pozwala jej być „chodzącym billboardem”. „Dla mnie hidżab oznacza moc, wyzwolenie, piękno i opór”, dodała.

Podczas gdy islamiści i liberalni Kanadyjczycy płaszczą się przed hidżabem, Yasmine Mohammed,  była muzułmanka, napisała na Twitterze tak: „Dla mnie hidżab oznacza ujarzmienie kobiet, obwinianie ofiar i utrwalanie kultury gwałtu”.

Pogląd ostry, tym niemniej podzielany przez wiele muzułmańskich ofiar islamizmu.

Tarek Fatahdziennikarz, komentator i muzułmański reformator z Kanady, założyciel w 2001 r. Kanadyjskiego Kongresu Muzułmanów.

Oprac. PJ/VF, na podst. https://torontosun.com

* Artykuł z sierpnia 2019




Hidżab służy islamistom do oznaczania terytorium

Szwedzko-szwajcarska publicystka Helene Aecherli rozmawia z jemeńsko-szwajcarską politolożką i aktywistką praw człowieka Elham Maneą o zagrożeniach związanych z islamizmem nie stosującym przemocy, o zakazie noszenia zasłon, niepowodzeniach zachodnich feministek i o tym, jak Szwecja została zinfiltrowana przez ideologię islamistyczną. Przedstawiamy fragmenty wywiadu.*

Helene Aecherli: Pani Manea, zacytuję fragment z pani książki („Women and Shari’a Law”). Pisze pani, że zwracanie uwagi jedynie na ISIS, Al Kaidę czy Boko Haram jest jak robienie zdjęcia przez ucho igły, podczas gdy reszta obrazu jest bezpiecznie ignorowana. Jest to niejasne: inwestujemy miliardy w walkę z tymi terrorystycznymi ugrupowaniami, a pani mówi, że nawet nie są głównym problemem. Dlaczego?

Elham Manea: Ponieważ koncentrując się na terroryzmie przeoczamy szerokie spektrum radykalizacji, które może prowadzić do agresji. Agresja jest tutaj głównym produktem, ale nie głównym problemem. Wygodnie nam z ideą samotnego napastnika, który został zradykalizowany poprzez Internet i w ten sposób unikamy myślenia o kontekście ideologicznym, jaki stoi za procesem radykalizacji.

Ten kontekst ideologiczny jest wyznaczony przez nauki „nieagresywnego” islamizmu, jak to pani nazywa. Czym on dokładnie jest?

Mamy do czynienia z dwiema jego formami. Jedną jest fundamentalistyczna interpretacja islamu, na przykład salafizm czy odłam Deobandi w Południowej Azji. Druga forma to ideologia polityczna oparta na tej fundamentalistycznej interpretacji. Tutaj wchodzi w grę Bractwo Muzułmańskie, tureckie Milli Görus czy południowoazjatyckie Jamaat-e-Islami. Islamizm jest ultraprawicowym ruchem religijnym na wskroś ukształtowanym przez fundamentalistyczne argumenty religijne.

Elham Manea

Jaką częścią tego problemu jest islam jako taki?

Musimy być ostrożni: islam to religia i nie jest równoznaczny z islamizmem. Ale nie mogłabym powiedzieć, że religia nie jest częścią problemu. Ponieważ istnieje fundamentalistyczna interpretacja tej religii, która jest używana do uzasadniania i legalizowania pewnego poglądu i jednocześnie dążenia do ogólnoświatowej dominacji, z agresją włącznie. Islamizm ma na celu ustanowienie Państwa Islamskiego opartego jedynie na prawach boskich.

To w zasadzie to samo, do czego dążyło ISIS w swojej utopii „kalifatu”.

Oczywiście. Idea kalifatu nie została wymyślona przez ISIS, jest ona głęboko zakorzeniona w światopoglądzie islamistycznym. Jak silni są tak naprawdę islamiści? W krajach, w których wolno im brać udział w wyborach, jak w Egipcie, Tunezji, Turcji czy Malezji, osiągają do 50% głosów. Jednak przyglądając się temu bliżej, zobaczymy że prawdziwym sukcesem islamistów jest wprowadzenie ich idei do głównego nurtu. Ich koncepcja szariatu i ich postawa „ofiar” mocno zaistniały na Zachodzie. W trakcie moich badań nad muzułmańskimi społecznościami w Wielkiej Brytanii przekonałam się, jak islamiści systematycznie pracowali z młodzieżą, aż dochodzili do tego, że mogli pozbyć się wszystkich innych sposobów interpretacji religii. Podobny wzorzec widziałam również w Belgii.

[Islamiści] doprowadzają do tego, że te dzieciaki czytają tylko prace islamistycznych ideologów, nic innego. Tym sposobem zmieniają całe pokolenie. Według badań w brytyjskich społecznościach muzułmańskich, młodzież pochodzenia muzułmańskiego jest bardziej fundamentalistyczna, niż jej rodzice.

Mówi pani, że islamizm jako ideologia polityczna rozprzestrzenia się jak wirus – czy to w Południowej Azji, Południowej Afryce, krajach arabskich czy także w Europie. Czemu osiąga takie sukcesy?

Cóż, każdy wirus potrzebuje przyjaznego środowiska. Po pierwsze, islamiści mają międzynarodową siatkę i niewiarygodną ilość zasobów finansowych. Katar i Kuwejt są głównymi sponsorami, finansującymi Bractwo Muzułmańskie i działalność salafitów na całym świecie. Arabia Saudyjska jest wciąż ważnym graczem, ale w przeciwieństwie do Kataru, gdzie zarówno rząd jak i prywatni darczyńcy są włączeni w sponsorowanie działalności islamistów, w Arabii Saudyjskiej są to głównie darczyńcy prywatni. Poza tym, w krajach arabskich i islamskich, takich jak Malezja czy Indonezja, widzi się coś na kształt „małżeństwa” pomiędzy elitami politycznymi i islamistami.

Islamiści wiedzą jak grać w polityczną grę. A polityczne elity, bardzo zainteresowane swoim przetrwaniem, liczą na to, że islamiści zapewnią im legitymizację. W rewanżu elity polityczne otwierają dla nich media, meczety, madrasy, organizacje pracujące z dziećmi i, co najważniejsze, programy szkolne. To wszystko zapewnia im infrastrukturę do rozpowszechniania ich interpretacji islamu. Robią to systematycznie; jest się wciąganym w ich ideologię krok po kroku i nawet się tego nie zauważa. Działają jak sekta.

Pani też została zradykalizowana w wieku szesnastu lat w Sanie, stolicy Jemenu, pomimo doskonałych wyników w szkole i tego, że pochodziła pani z liberalnej rodziny i cieszyła się osobistą wolnością. Jak to się stało?

W tym czasie w jemeńskiej stolicy było wiele islamistycznych ugrupowań prowadzących misjonarską pracę w szkołach, również na uczelniach. Pewnego dnia charyzmatyczna młoda kobieta zaprosiła mnie do wzięcia udziału w ich spotkaniu, a ja poszłam i słuchałam. Zrobiłam to z ciekawości, a jednocześnie szukałam swojej tożsamości, chciałam gdzieś należeć. Ta grupa najpierw mnie przyjęła; ich przesłanie było piękne. Było o tym, jak Bóg mnie kocha i usunie moje grzechy, jeśli zostanę prawdziwą muzułmanką. Powiedziano mi, że dotąd praktykowałam błędną formę islamu, a oni pokażą mi poprawną drogę. Miałam żyć zgodnie z ustalonym zbiorem rytuałów: wstawałam w środku nocy żeby się modlić, wchodziłam do łazienki lewą nogą naprzód, czytałam broszury i krótkie historie o tym, co mam robić w życiu jako ponownie narodzona muzułmanka. Wszystko było kontrolowane. I wtedy zaczęłam nosić zasłonę twarzy. Do tamtego czasu nie byłam zakryta, ale dostosowałam się do ich wymagań.

Nigdy niczego pani nie kwestionowała?

Miałam swoje wątpliwości. Zaczęło się wtedy, gdy powiedziano mi, że w porządku jest zabijać niewiernych, muzułmanów i niemuzułmanów, ponieważ żyją w niewiedzy. I uwierała mnie też świadomość, że muzyka, filozofia, poezja i oglądanie telewizji są zabronione. Ale myślałam, że tego chce Bóg i przez krótki czas kochałam moje nowe życie. Miałam strukturę, grupa była dla mnie jak rodzina. To było jak wejście w trans. Wszystko wydarzyło się w ciągu sześciu miesięcy.

Od czego zaczęło się pani rozczarowanie?

Nastąpiło to, gdy liderzy grupy zaczęli używać Siry, historii życia proroka Mahometa, by przekazywać swoje polityczne przesłanie. Oprócz innych rzeczy głęboko przeszkadzało mi to, że podkreślali, jak towarzysze Mahometa gotowi byli wyrzec się rodziców, braci, sióstr i żon, nawet zabić ich na polu walki, dla swojej wiary. Było w tym także przesłanie dla mnie, o moim ojcu, bo wiedzieli, że ojciec bardzo się starał mnie przekonać, że są fundamentalistami.

Ludzie w Szwecji boją się poruszać tych problemów i kwestii islamistycznej kontroli z powodu mechanizmu, który prowadzi do oskarżeń o islamofobię

Następne czerwone światło zapaliło się podczas spotkania z pewną liderką. Powiedziała nam, że dostaniemy się do nieba, jeśli będziemy wykonywać nasze religijne obowiązki i jednocześnie będziemy posłuszne naszym mężom. Aby to zilustrować, także posłużyła się historią z Siry: otóż pewna kobieta chciała odwiedzić chorego ojca, ale jej mąż powiedział nie. Gdy jednak poszła, została przeklęta przez anioły. Słuchałam tego i zadawałam sobie pytanie: „O jakim Bogu ty mówisz? Kto tu jest potworem: kobieta chcąca odwiedzić chorego ojca, czy mąż, który nie chce do tego dopuścić? I co to za anioły, co przeklinają ją, a nie jego?” Coś we mnie pękło. Gdy opuściłam grupę tego dnia, wiedziałam, że nigdy nie wrócę. I zdjęłam zasłonę.

Jak bardzo pani własna wiara została ukształtowana przez te doświadczenia?

Ci ludzie uświadomili mi, jaka walka się toczy o serce i duszę islamu. Uświadomili mi proces wprowadzania do głównego nurtu religii islamizmu, który zradykalizował islam w wielu krajach z niszczycielskimi skutkami dla ich mieszkańców, przede wszystkim kobiet. Gdziekolwiek uaktywniają się islamiści, zaczynają od wzięcia za cel kobiet. Walczą o kontrolę nad ich ciałami, ich seksualnością i ich społecznymi zachowaniami.

To jednak nie jest wyłącznie domeną islamistów. Kontrola nad kobietami i ich ciałami jest fundamentem każdego społeczeństwa patriarchalnego.

To prawda. Ale w przypadku fundamentalizmu towarzyszy temu legitymizacja religijna. Uderzającym przykładem jest oparte na religii uzasadnianie FGM, kobiecego obrzezania. Na przykład Irlandzkie Bractwo Muzułmańskie (IMB) zaczęło argumentować, że obrzezanie kobiet ma podobny charakter, co męskie. Popierają to argumentami religijnymi fundamentalistycznych grup sunnickich, chociaż FGM jest zakazane na całym świecie i muzułmańscy teologowie głównego nurtu jasno wypowiadają się przeciwko wszystkim jego formom. Ostatnio także Islamische Zentralrat Schweiz (Centralna Rada Muzułmanów Szwajcarskich, IZRS) także użyła takiej argumentacji dla poparcia FGM, co IMB. Ta propaganda jest niebezpieczna, ponieważ religijna legitymizacja może wywierać presję na wierzących. Jednak najłatwiejszym, najbardziej widocznym i odnoszącym największe sukcesy sposobem kontroli jest hidżab, islamska zasłona. Tak islamiści oznaczają swoje terytorium.

Początek wprowadzania hidżabu do głównego nurtu przez egipskie Bractwo Muzułmańskie przypada na około 40 lat temu. Jak oni to zrobili?

Właściwie zastosowali bardzo sprytną strategię marketingową. Na początku lat siedemdziesiątych wysokiej rangi funkcjonariusz Bractwa Muzułmańskiego odwiedził szkołę medyczną Uniwersytetu Kairskiego i zobaczył, że niewiele kobiet nosi zasłony. Bractwo Muzułmańskie zawarło więc umowy z fabrykami tekstyliów, żeby produkowały bardzo tanie hidżaby. Potem rozprowadzali broszury o tym, co się przydarzy kobietom nie noszącym zasłony: skończą w piekle, ponieważ ich ciała są źródłem wszelkiego zła. Co ciekawe, Koran nie wspomina o żadnych zasadach ubierania się dla kobiet; jednak islamiści z sukcesem zasiali w kobietach lęk i poczucie religijnego obowiązku. Po pięciu latach jedna trzecia studentek nosiła już zasłony głowy.

Nikab, zasłona twarzy, wypłynął kilka lat późnej. Czy za nim też stoi podobna strategia marketingowa?

Można to tak ująć. Pod koniec lat siedemdziesiątych światem arabskim wstrząsnęły islamska rewolucja w Iranie, rosyjska inwazja na Afganistan i okupacja Wielkiego Meczetu w Mekce przez salafickiego kaznodzieję Juhaymana al-Otaybiego. Saudyjskie władze, zaniepokojone groźnymi wydarzeniami, zdecydowały się rozpowszechnić własną wersję islamu salafickiego, która jest silnie powiązana z ideologią Bractwa Muzułmańskiego.

Nazywa się Sahwa, przebudzenie religijne. Podkreśla ona status Arabii Saudyjskiej jako prawdziwego przedstawiciela islamu i była instrumentem wspierającym Afganistan oraz zwalczającym Chomeiniego, który nazwał Saudyjczyków „kolesiami Zachodu”. Zaczęto tam nosić nikab, jako symbol tego przebudzenia religijnego. Nikab był przedtem tradycyjnym nakryciem głowy Najdi, centralnego regionu Arabii Saudyjskiej, ale nigdy całego kraju. Teraz stał się narzędziem politycznym.

Ostatnio saudyjski następca tronu, książę Mohammed bin Salman, powiedział że nikab i abaja, długa czarna suknia, którą musiały nosić kobiety, już nie są obowiązkowe. Jak bardzo zmieni to symbolikę nikabu jako narzędzia politycznego?

Myślę, że najważniejszą wiadomością, jaką dostajemy od księcia bin Salmana jest jasne uznanie, że ten typ islamu, który Saudyjczycy eksportowali na cały świat, jest fundamentalistyczną i ekstremistyczną interpretacją religii. Te środki społecznej liberalizacji, ze zniesieniem zakazu prowadzenia pojazdów przez kobiety włącznie, były konieczne do ekonomicznego przetrwania królestwa, a teraz wszyscy mogą zobaczyć, że religijny porządek patriarchalny jest nie do utrzymania w sposób trwały.

Żeby zapewnić sukces tym zmianom, rząd odwrócił się jeszcze raz tyłem do upolitycznionej formy salafickiego, wahabistycznego islamu, będącego wyzwaniem dla wprowadzenia nowych, liberalnych rozwiązań. Wciąż jednak ta zmiana nie oznacza końca wsparcia, jakie Arabia Saudyjska globalnie udziela swoim salafickim, dżihadystycznym sprzymierzeńcom; wystarczy pomyśleć o salafickich milicjach, które królestwo wspiera w Syrii.

Mieliśmy jednak do czynienia z falą aresztowań saudyjskich aktywistek praw kobiet a bloger Raif Badawi i inni więźniowie sumienia wciąż są w więzieniach. To niemal cyniczne zaprzeczenie tych zapowiadanych reform społecznych. Jaki jest tu większy obraz?

Cóż, te reformy nie oznaczają, że królestwo zaniecha swojego przymierza z zaufanym, kwietystycznym i apolitycznym, tradycyjnym establishmentem wahabickim. De facto, ta część wahabickiego establishmentu znowu dostarczyła fatw potrzebnych dla utorowania drogi rządowym rozwiązaniom. Na przykład, we wrześniu 2017 roku, gdy rząd ogłosił zakończenie zakazu prowadzenia pojazdów, dokładnie ta sama Rada Najwyższych Uczonych (Council of Senior Scholars), która zawsze mówiła, że kobiety powinny mieć zakaz prowadzenia pojazdów, w cudowny sposób zmieniła zdanie i wydała edykt religijny popierający decyzję rządu.

Innymi słowy, zmiany w królestwie będą miały ograniczony zakres. Liberalizacja nie oznacza prawdziwych społecznych i religijnych reform pozwalających na swobodę wypowiedzi i religii, nie oznacza końca kontroli mężczyzn nad kobietami, ani znaczących reform politycznych prowadzących do dobrego zarządzania i odpowiedzialności.

Definiuje pani hidżab i nikab jako bieżący wyraz totalitarnego, fundamentalistycznego światopoglądu. Jednak to nie oznacza, że wszystkie kobiety noszące dzisiaj zasłonę mają taki światopogląd.

Tak. I właśnie z tego powodu dyskusja ma taki kompleksowy charakter. Jest wiele różnych powodów, dla których kobiety noszą chusty; znam kobiety w Egipcie, które noszą chustę, bo to pozwala im zaoszczędzić na fryzjerze. Są też takie, które myślą, że jest to część ich tożsamości religijnej. Inne noszą ją jako formę politycznego protestu. Ale większość kobiet i dziewcząt jest zmuszonych przez swój klan albo rodzinę do jej noszenia, a gdy decydują się ją zdjąć, często są szykanowane i prześladowane psychologicznie i fizycznie. Wiele z tych dziewcząt cierpi w milczeniu z tego powodu. Nacisk kolegów ze szkoły jest ogromny. Dziewczynom mówi się, że nie powinny brać przykładu z „niewiernych”, że te, które nie noszą hidżabu, nie są dobrymi muzułmankami.

W Szwajcarii dyskutuje się na temat zakazu chusty w przedszkolach i szkołach; Austria ostatnio wprowadziła taki zakaz. Co pani o tym myśli?

Popieram ten zakaz. Szkoły powinny być bezpiecznymi i neutralnymi strefami. Właściwie nawet byłabym za prawem zakazującym zasłony w szkołach aż do osiągnięcia przez dziewczęta pełnej dojrzałości prawnej.

Ale co, jeśli dziewczyna chce nosić chustę?

Nie ignoruję faktu, że są kobiety i dziewczęta mówiące, że noszą chustę z własnego wyboru. Szanuję to. Ale zapytałam kilka młodych dziewcząt: „Czy nosiłabyś zasłonę, gdyby ci powiedziano, że będziesz kochana i nie będziesz smażyła się w piekle z powodu nie noszenia chusty?”. Odpowiedź zawsze była: nie, nie nosiłabym. Zakaz chusty w szkołach dałby młodym kobietom czas i przestrzeń, których potrzebują, żeby zbudować swoją osobowość i zdobyć wiedzę wystarczającą do przeciwstawienia się presji zmuszającej je do zasłaniania się.

Niektórzy argumentują, że koncentrowanie się na islamskiej chuście jest jednostronne, że na przykład ortodoksyjne żydówki również zakrywają włosy. Jak pani na to odpowie?

Cóż, każdy fundamentalizm religijny ma na celu ograniczenia praw kobiet. Jednak, inaczej niż w ortodoksyjnym judaizmie i chrześcijańskich sektach, polityczny islam jest ideologią dążącą do globalnej władzy. I w ramach tego żądania globalnej dominacji kontrola nad kobietami jest jedną z głównych strategii. Musimy mieć to na uwadze.

Zachodnie feministki mają skłonność do obrony prawa kobiet do noszenia chusty, ale występują przeciwko tym kobietom, które nalegają na swoje prawo do jej zdjęcia lub do nie zasłaniania się wcale. To wydaje się paradoksalne. Jak pani to wyjaśni?

Zgaduję, że jest to kombinacja instynktu ochraniania i zredukowanej koncepcji ludzkości. One patrzą przez pryzmat wynikający z relatywizmu kulturowego i z niemożności postrzegania tych kobiet [muzułmanek] raczej jako jednostek niż członkiń pewnej grupy religijnej. Według tego poglądu ludzie najpierw postrzegaliby mnie jako muzułmankę, a później może jako naukowca albo aktywistkę na rzecz praw człowieka. Jako muzułmanka powinnam być religijna, modlić się i nosić zasłonę.

Ten pogląd jest właściwie podobny do tego, jak widziałaby mnie skrajna prawica: jako muzułmankę, czyli potencjalną terrorystkę. Ale skrajna prawica jest motywowana przez nienawiść i strach, a tymi feministkami kieruje chęć dawania ochrony.

Skąd się bierze to pragnienie zapewnienia ochrony?

Z silnego poczucia odpowiedzialności i sprawiedliwości w odniesieniu do mniejszości. Ci ludzie czują się winni i odpowiedzialni z powodu kolonialnej przeszłości Zachodu i jego polityki, którą postrzegają jako imperialistyczną. Określam to jako „brzemię białego człowieka”: to pragnienie odkupienia, motywujące ludzi, żeby byli szczególnie tolerancyjni wobec tych, których postrzegają jako wyeksploatowanych i pokrzywdzonych przez Zachód.

Jest to w zasadzie podejście szlachetne.

Oczywiście, ale tylko z początku. Jeśli się temu bliżej przyjrzymy, zdamy sobie sprawę, że jest to podejście naiwne, a przede wszystkim rasistowskie. Zamienia się tu całą grupę, w naszym przypadku „muzułmanów”, w ofiary, które muszą być chronione, a jednocześnie odmawia się im jakiejkolwiek osobistej odpowiedzialności. W tę pułapkę wpadają nie tylko feministki, ale również lewicowi intelektualiści, a także lewicowi i liberalni politycy. To czyni ich niezdolnymi do mówienia o problemach związanych z grupą „ochranianą”, ponieważ obawiają się stygmatyzacji osób do niej należących.

Podam przykład. Gdy algierski powieściopisarz Kamel Daoud zrobił znaczącą aluzję do pochodzenia kulturowego azylantów biorących udział w atakach na kobiety w Kolonii, 19 francuskich akademików próbowało go uciszyć. Mieli czelność nazwać go „islamofobem” co, jak to określił, pasowało do ich „zachodnich stolic i tarasów kafejek, gdzie rządzi wygoda i bezpieczeństwo”. Kluczową sprawą tutaj jest to, że czyniąc tak lewicowi intelektualiści właśnie pomagają ultraprawicowym ugrupowaniom, które nie boją się mówić o tych sprawach w społeczeństwie.

W swojej książce podnosi pani argument, że ich pragnienie dawania ochrony doprowadziło zarówno lewicowych polityków, jak i feministki do tego, że niechcący ryzykują przymierze z islamistami. Dlaczego?

Ponieważ myślą, że islamiści są autentycznymi głosami muzułmańskich społeczności. Islamiści dokładnie wiedzą, jak pielęgnować koncepcje tego, jakimi powinni być muzułmanie: pobożni, noszący hidżab, stygmatyzowani przez Zachód, demonizowani przez partie prawicowe. Dlatego lewicowcy mają tendencję do popierania wszystkiego, o co proszą islamiści – są to programy religijne w szkołach, klasy z segregacją płciową i miejsca na modlitwę w przestrzeni publicznej – nawet jeśli religia jest uważana na Zachodzie za sprawę prywatną. W ten sposób deklarują, że czynią zadość żądaniom wszystkich muzułmanów.

Widzieliśmy, co się przydarzyło szwedzkim socjaldemokratom i zielonym, którzy pracowali z islamistami ręka w rękę. A to są takie partie, które powinny być za rozdzieleniem państwa i religii, za wartościami humanistycznymi, za wolnością religii i prawami związanymi z płcią.

Jak pokazują pani badania, Szwecja została w znacznym stopniu zinfiltrowana przez Bractwo Muzułmańskie. Jakie okoliczności sprawiły, że to się wydarzyło?

Zawsze powtarzam: „Droga do piekła jest wybrukowana dobrymi intencjami”. Zaczęło się to w latach dziewięćdziesiątych, w czasie politycznego kryzysu partii socjaldemokratycznej. Socjaldemokraci utracili dużą liczbę członków z powodu skasowania automatycznego członkostwa w związkach zawodowych. Potrzebowali nowej grupy wyborców głosujących na nich, więc wzięli na cel imigrantów. Jednak zamiast przyciągnąć ich na podstawie ich statusu imigranckiego i obywateli ich krajów pochodzenia, skoncentrowali się na religii, bo postrzegali grupy religijne jako nowy proletariat. Grupie chrześcijan w ramach partii socjalistycznej powierzono misję rozpoczęcia dialogu z muzułmanami w Szwecji.

Mamy więc partię poszukującą nowych osób głosujących na nią i mamy islamistów, którzy są hałaśliwi i są najlepiej zorganizowaną grupą w kraju. To oni właściwie skontaktowali się z socjalistami i partią zielonych w celu nawiązania dialogu. A socjaliści z tego skorzystali.

Czemu Bractwo Muzułmańskie, jako ruch głęboko konserwatywny, nie wzięło na cel partii prawicowych?

Zakładam, że socjaldemokraci i zieloni byli bardziej otwarci na cudzoziemców. Właściwie, pewna osoba, która była członkiem tej grupy chrześcijan, ale nie była wśród tych, którzy zainicjowali ten dialog, powiedziała mi, że w tamtym czasie myśleli, iż kontaktują się z przedstawicielami muzułmańskiej świeckiej społeczności nie wyglądającymi na ekstremistów. Wierzyli, że to jest islam i tego pragną muzułmanie, więc popierali te żądania.

Ale co najważniejsze, wyszkolili członków Bractwa Muzułmańskiego w tym, jak zintegrować się z systemem politycznym. Podczas studiów nad tym zagadnieniem znalazłam artykuł po arabsku, który opowiadał o historii sukcesu Bractwa Muzułmańskiego w szwedzkich wyborach.

Zatem członkowie Bractwa Muzułmańskiego w Szwecji stali się socjaldemokratami? To brzmi jak kpina.

Tak. I zostali też członkami Partii Zielonych. Później ich żądania zostały zaakceptowane – segregacja według płci w szkolnych klasach, religijne programy nauczania i prywatne szkoły, zwane „friskola” – to w końcu doprowadziło do zamkniętych społeczności i miało dramatyczne konsekwencje. Członkini szwedzkiego parlamentu powiedziała mi, że próbowała zorganizować dyskusje na temat spraw kobiet w społecznościach muzułmańskich. Ale okazało się, że takie spotkania muszą być zorganizowane i kontrolowane przez przedstawicieli Bractwa Muzułmańskiego w tej okolicy; jeśli nie, to oni przyjdą i będą zakłócać spotkanie. Raz musiała nawet wzywać policję, żeby powstrzymać to zakłócanie.

I co się wtedy wydarzyło?

Moja rozmówczyni poszła do przywódców socjaldemokratów i powiedziała, „Mamy problem! Nie możemy na to pozwalać”. Islamiści natychmiast rozpoczęli przeciwko niej kampanię, zarzucając jej „islamofobię”. Otrzymywała groźby śmierci, musiała się ukrywać i w końcu musiała opuścić tę partię. Ale powiedziała, że najgorsze było milczenie tych członków partii socjalistycznej, którzy wiedzieli, że ona nie wymyśla tego, o czym mówi, ale bali się wypowiadać. Nawet teraz ludzie w Szwecji boją się poruszać te problemy i kwestię islamistycznej kontroli z powodu mechanizmu, który prowadzi do oskarżeń o islamofobię i z powodu ugodowości pewnej części politycznej elity.

Jednak Szwecja się przebudziła.

Do pewnego stopnia tak. Socjaldemokraci musieli pozbyć się członków z Bractwa Muzułmańskiego, którzy wykorzystali partię jako konia trojańskiego. Ale wciąż nie jest jasne jak sobie z tym radzić.

Co pani zdaniem powinni robić politycy, żeby uniknąć wpadnięcia w pułapkę podążania zgodnie z kierunkiem wytyczonym przez ugrupowania islamistyczne?

Musimy mieć odwagę potrzebną do uchwalenia niezbędnej polityki, odnoszącej się do „nieagresywnego” islamizmu. Politycy powinni pracować z obywatelami, a nie z grupami religijnymi. W społecznościach jest olbrzymie zróżnicowanie. Trzeba podłączyć się do tego źródła i skorzystać z niego.

Mówi pani, że społeczeństwa muszą radzić sobie z islamistycznym fundamentalizmem tak samo, jak z każdym innym. Aby to robić potrzebują jednak języka, który podchodzi do tej sprawy w inny sposób.

Tak. Potrzebny jest język niezależny od politycznych podziałów, który jest szczery, ale ma specjalistyczną funkcję, język który przestaje redukować ludzi do ich religijnej tożsamości, który nie obawia się mówienia o problemach. Po pierwsze, musimy upewnić się, że nie skończymy na dyskusji typu „my kontra muzułmanie”. Jeśli tak się robi, to nie tylko podnosi się poziom podejrzliwości wobec całej muzułmańskiej społeczności, ale wrzuca się ich do jednego worka i ignoruje ich zróżnicowanie.

De facto, etykietowanie kogoś też może go w pewien sposób zachęcać do poszukiwania religijnej tożsamości. Jest to groźne, bo ci, którzy teraz kontrolują religijny dyskurs, to są kaznodzieje religijni rozprzestrzeniający zradykalizowaną formę islamu.

Helene Aecherli

W wielu krajach, tak zwany zakaz burki jest priorytetem politycznym. Co pani o tym myśli?

Dla mnie zakaz burki jest politycznym symbolem. Francja wprowadziła taki zakaz. Czy to rozwiązało problemy na przedmieściach wielkich miast? Nie. Koncentrowanie się na burce odwraca uwagę od ideologii, która za nią stoi. Zatem wolałabym zobaczyć krajową regulację, mówiącą o tym, że widoczność twarzy istoty ludzkiej jest częścią procesu komunikacji w naszych społeczeństwach, że jest to humanistyczny, uniwersalny punkt widzenia, a nie tylko wyraz zachodnich wartości.

Na skali od zera do dziesięciu, jak wiele jest w pani optymizmu, gdy patrzy pani na świat?

Powiedzmy, na sześć. Nie poszukuję już inspiracji u zachodnich feministek. Nie mogą mi jej zaoferować. Tymi, które przewodzą, są kobiety w Iranie, Egipcie i Arabii Saudyjskiej. One są inspiracją. Znajdują się na pierwszej linii, przeciwstawiając się fundamentalizmowi w swoich społeczeństwach. Przeciwstawiają się najgorszemu rodzajowi kontroli, usankcjonowanej religijnie i mającej cały aparat państwowy nakierowany na złamanie im skrzydeł. Ale pomimo tego próbują latać.

Tłumaczenie Grażyna Jackowska, na podst.: https://www.helene-aecherli.ch/blog

* Opublikowany po raz pierwszy 3. sierpnia 2018.




Wolność od hidżabu jest prawem człowieka

Co sprawia, że ​​noszenie hidżabu jest tak kontrowersyjne? Dlaczego jest to kwestia praw człowieka i dlaczego ludzie Zachodu nie chcą się w tę sprawę angażować? Kim są odważne muzułmanki i byłe muzułmanki, które przewodzą walce z „kulturą skromności”?

Rodzaje muzułmańskich ubiorów

Muzułmański strój podkreślający kobiecą skromność noszony jest w krajach, w których główną religią jest islam, a także w tych, do których muzułmanie wyemigrowali. Koran wzywa kobiety do ubierania się skromnie, ale szczegóły są różnie interpretowane przez religijnych uczonych. Zasłona zwykle występuje w trzech głównych formach:

hidżab – chusta, która zakrywa głowę, włosy i szyję. Noszona jest we wszystkich kolorach.

nikab – zasłona twarzy pozostawiająca widoczne tylko oczy. Noszona z chustą na głowie, zwykle czarną, często towarzyszy jej luźna czarna odzież (zwana abaja), która zakrywa ciało od stóp do głowy.

burka – jednoczęściowy strój, który obejmuje całą twarz i ciało. Drobna siatka lub kratka zasłaniają okolice oczu.

Aktualne prawa i zwyczaje

Obecnie zasłanianie ciała przez kobiety jest wymagane przez prawo w Iranie i prowincji Aceh w Indonezji. Chociaż inne kraje nie skodyfikowały tych ograniczeń, często wymuszają je za pomocą ukrytych gróźb.

Iran

Przed rewolucją islamską w Iranie (kiedy do władzy doszedł ajatollah Chomeini) kobiety w większości ubierały się tak, jak im się podobało. Ale od 1979 roku wszystko się zmieniło i do 1983  hidżab stał się obowiązkowy dla wszystkich kobiet i dziewcząt w wieku powyżej dziewięciu lat. Obecnie kobiety nie chcące nosić zasłony są aresztowane i nękane przez „policję moralności”, a także ogół społeczeństwa.

Region Aceh w Indonezji

W prowincji Aceh w Indonezji wprowadzone jest prawo szariatu. Kobiety muszą nosić dżilbab, który jest rodzajem chusty lub hidżabu. W 2018 roku ogłoszono, że nawet niemuzułmańskie stewardessy muszą nosić hidżab po wylądowaniu w tej prowincji.

Arabia Saudyjska

Aż do zeszłego roku noszenie abai (luźnego stroju zakrywającego ciało na całej długości) było wymagane przez prawo w stosunku do wszystkich kobiet. Dzięki złagodzeniu niektórych ograniczeń (dotyczących na przykład jeżdżenia samochodem) kobiety są teraz po prostu zobowiązane do ubierania się „przyzwoicie i z szacunkiem”. Obecnie Saudyjki publicznie noszą abaje jaśniejszego koloru (zamiast czarnego), i otwarte abaje, które są noszone na spodniach lub długiej spódnicy.

Afganistan

W 1990 roku Talibowie narzucili burkę wszystkim kobietom. Od 2001 roku nie ma obowiązku prawnego noszenia burki, jednak niektóre kobiety nadal noszą ją ze względów bezpieczeństwa.

Sudan

Chociaż hidżab nie jest wyraźnie wymagany, w miejscach publicznych kobiety muszą ubierać się skromnie. Prawo nie określa tego, co uważa się za nieskromny strój, ale stwierdza: Ktokolwiek czyni w miejscu publicznym nieprzyzwoity akt lub czyn sprzeczny z moralnością publiczną, nosi nieprzyzwoity strój, sprzeczny z moralnością publiczną lub powodujący obrazę uczuć społecznych będzie karany chłostą, która nie może przekraczać czterdziestu batów, grzywną lub jednym i drugim.” Wiele kobiet zostało aresztowanych za noszenie spodni i nie noszenie hidżabu.

Jemen

Nie ma prawnych wymagań dotyczących ubioru, jednak abaja i nikab są strojami zwyczajowymi i często młode dziewczęta zmuszane są do ich noszenia. W niektórych regionach hidżab jest częścią mundurków szkolnych. Kobiety, które się nie zakrywają, ryzykują że zostaną ofiarą przemocy.

Strefa Gazy

Na przełomie lat 80. i 90. Hamas prowadził kampanię na rzecz obowiązkowego noszenia hidżabu, a także nalegał, by kobiety pozostały w domu i były oddzielone od mężczyzn. W tym czasie kobiety, które nie nosiły hidżabu, były nękane werbalnie i fizycznie, dlatego zaczęły go nosić, żeby uniknąć problemów na ulicach. W 2007 roku, kiedy Hamas doszedł do władzy, próbował wprowadzić prawo islamskie, ale został powstrzymany przed sądem. W 2011 roku Hamas zakazał stylizacji kobiecych włosów i nadal próbuje wymusić stosowanie prawa szariatu względem kobiecego sposobu ubierania się.

Kraje zachodnie

Mimo że nie jest to wymagane przez prawo, poszczególne rodziny żądają od swoich córek przestrzegania ścisłych zasad religijnych, takich jak noszenie hidżabu. Dziewczęta i kobiety, które tego odmawiają, narażone są na ryzyko odrzucenia przez rodzinę lub zabójstwa. Na przykład w 2007 roku ojciec i brat 16-letniej Aqsy Parvez zostali skazani za jej zamordowanie, gdy odmówiła noszenia hidżabu. Udusili ją w jej sypialni.

Wiele muzułmanek kobiet na Zachodzie nadal publicznie nosi hidżab – czy to z wyboru, czy z przymusu. W 2017 roku sondaż Pew informował, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych 43% muzułmanek nosi go ciągle lub przez większość czasu.

Niektóre kraje, szczególnie zachodnie, zmagają się z uchwalaniem przepisów ograniczających zakrywanie twarzy. Zakazy te mają na celu ochronę wartości świeckich i społecznych, zapewnienie kobietom wolności, mają na uwadze względy praktyczne i strach przed stwarzaniem warunków dla terroryzmu. Zasłony twarzy (również burki i nikaby) są przedmiotem sporów szczególnie w szkołach, bankach, szpitalach, budynkach użyteczności publicznej i w wojsku. Czasami większość muzułmanów mieszkających w tych krajach zgadza się z zakazami.

Narzucanie reguł co do ubioru z powodów religijnych (szczególnie kobietom) sięga tysięcy lat i było praktykowane przez różne religie. Na przykład chasydzcy Żydzi, mormoni, Amisze i rzymskokatolicy, wszyscy narzucali pewien rodzaj skromnego czy też religijnego stroju.

Kultura skromności z perspektywy feministycznej

Kultura skromności (pogląd, że dobra kobieta jest skromna i cnotliwa), szczególnie, gdy jest narzucana kobietom, postrzegana jest jako symbol ucisku, odnoszący się do władzy (lub jej braku) i podporządkowania. Podczas gdy dziewczęta są seksualizowane i obarczane odpowiedzialnością za kontrolowanie pożądania mężczyzn, mężczyźni są infantylizowani i nie ponoszą odpowiedzialności za swoją niezdolność do samokontroli. To nieskromność kobiet powoduje jakoby, że są nękane i gwałcone. To mizoginistyczny pogląd dotyczący nie tylko tego, że kobiety są źródłem zła i pokus, ale wskazujący również, że to one same muszą kontrolować prymitywne pragnienia mężczyzn i nie sprowadzać ich na manowce. (…)

Kobieta jako uwodzicielka i demoralizatorka to temat uniwersalny. Oto niektóre przykłady:

– Ewa w Starym Testamencie sprowadza Adama na złą drogę.

– W XVI i XVII wieku europejskie polowanie na czarownice skierowane było głównie na kobiety i dotknęło setki tysięcy z nich. Prześladowania czarownic opierały się na kilku przekonaniach: (a) według Biblii kobiety były złe i mogły zdeprawować dobrych mężczyzn, oraz (b) kobiety były nienasycone seksualnie, śmiertelni mężczyźni nie mogli ich zadowolić, więc były one podatne na uwiedzenie przez diabła.

– Dzisiaj, jeśli kobieta zajdzie w ciążę, to ona ponosi odpowiedzialność za swoje grzechy. Można to zaobserwować w ciągłym zmniejszaniu prawa do aborcji. Jeśli kobieta jest wystarczająco zła, by ulec żądzy, musi żyć z jej konsekwencjami.

– Kobiety będące ofiarami gwałtów często muszą  wytłumaczyć sposób w jaki były ubrane, aby wykazać, że ich strój nie oznaczał przyzwolenia na gwałt.

– Chłopcy są chłopcami i nie muszą przestrzegać tych samych standardów samodyscypliny co kobiety.

Wspólnym punktem tych poglądów jest to, że kobiety muszą kontrolować siebie, a nie demoralizować mężczyzn – zbawienie mężczyzn polega na odzyskaniu władzy, którą sprawowały nad nimi kobiety, a gdy kobiety wykroczą poza swoje role, zasługują na to, co otrzymują.

Kontrowersje wśród zachodnich feministek

Jednak pewne kobiety określają hidżab jako wyzwalający. Niektóre feministki, w próbie sympatyzowania z tymi kobietami, które decydują się na noszenie hidżabu i spotykają się z dyskryminacją – celebrują go i noszą na znak solidarności, ale nie wspominają nic o tych, które nie mają wyboru. Podczas gdy 180 krajów świętuje obecnie Światowy Dzień Hidżabu, uczestnicy często nie wspominają o milionach kobiet, które postrzegają go jako przejaw ucisku. To głównie polityczna prawica zwraca uwagę na tę niewygodną prawdę. Krytycy, tacy jak Maajid Nawaz, wskazują, że rozpowszechnia to wśród opinii publicznej „mylną interpretację”, że hidżab jest zawsze dobrowolny.

Dlaczego zatem więcej feministek nie broni tych kobiet? Wśród zachodnich feministek istnieje tendencja, być może oparta na dobrych intencjach, do niedostrzegania faktu wykorzystywania kobiet przez niebiałych mężczyzn lub mężczyzn należących do jakichś mniejszości (a zwłaszcza muzułmanów). Nawet zachodni ateiści, którzy nie mają problemu z krytyką dogmatów chrześcijańskich, często milczą, jeśli chodzi o krytykę dogmatów muzułmańskich. Panuje wśród nich przekonanie, że wtrącanie się w te kwestie byłoby równoznaczne z nietolerancją kulturową, a inni uważają to za „miękką bigoterię wielokulturowości”.

Aktywistki walczące w imieniu kobiet na całym świecie, takie jak Ayaan Hirsi Ali, urodzona w Somalii muzułmanka, która stała się ateistką, autorka książki „Niewierna” często odrzucane są przez zachodnie feministki. Jedna z liderek Marszu Kobiet w USA (Women’s March), Linda Sarsour, napisała w 2011 roku o Ali i innej kobiecie, że „proszą się o wychłostanie tyłków. Żałuję, że nie mogę wyciąć im wagin – nie zasługują na to, by być kobietami”. Ali twierdzi, że mamy tu do czynienia z podwójnymi standardami – zachodnie kobiety nigdy nie zaakceptują takiego ucisku, na jaki same skazują kobiety w krajach muzułmańskich.

Niedawno wiele obrończyń praw kobiet poczuło się urażonych założeniem hidżabu przez premier Nowej Zelandii, Jacindę Arder, w odpowiedzi na masakrę w meczecie w Christchurch w marcu 2019 roku. Wiele osób pochwaliło ten ruch, rozumiejąc go jako akt wsparcia, ale kobiety walczące z przymusowym noszeniem hidżabu odczytały go jako obrazę.

Nawet grupy obrońców praw człowieka wydają się stosować różne standardy, gdy krytykuje się cokolwiek związanego z islamem. The Southern Poverty Law Center opublikowało listę grup i osób posługujących się mową nienawiści. Wymienili oni Ayaan Hirsi Ali jako „antymuzułmańską ekstremistkę” i usunęli ją z listy dopiero w odpowiedzi na pozew Maajida Nawaza, umiarkowanego muzułmanina (który zachęca do reformy islamu ), znajdującego się również na ich liście.

Idea powszechnych praw człowieka powinna być ważniejsza, niż niechęć do popełnienia jakiejś nietolerancji kulturowej. Prawa podstawowe, w tym prawo do wolności wyznania oraz wolności głoszenia religii lub swoich przekonań, są określone przez ONZ i dotyczą wszystkich.

Działania wspierające wolność muzułmanek

Zachodnie feministki nie muszą same inicjować ruchu, by pomagać kobietom sprzeciwiającym się przymusowemu noszeniu hidżabu, wystarczy, że będą wspierać muzułmanki i ex-muzułmanki, które już zainicjowały zmiany. Po prostu powinny wysłuchać tych, które wypowiadają się w tej sprawie.

Obecnie w Iranie ma miejsce potężna walka obywatelska. W 2014 roku Masih Alinejad, dziennikarka mieszkająca teraz na emigracji w Nowym Jorku, rozpoczęła globalną kampanię medialną „MyStealthyFreedom” – założyła stronę na Facebooku, która zachęca zwykłe kobiety z Iranu do opublikowania swojego zdjęcia bez chusty. W 2017 roku zapoczątkowała ruch dla irańskich kobiet o nazwie „White Wednesdays” („Białe Środy”), który zachęcał je do zdejmowania hidżabu w środy. Jednak kobiety poszły o krok dalej i teraz każdego dnia jest „Biała Środa”. Bardzo przejmujący jest widok ich publicznej konfrontacji z mężczyznami, innymi zawoalowanymi kobietami i policją, gdy stoją w obliczu prześladowań i uwięzienia.

Wspomnienia Masih Alinejad, „The Wind in My Hair”, to kronika jej życiowej podróży od małej wioski w Iranie do pracy jako dziennikarka i twórczyni kampanii, które rozpoczęły  ogólnokrajowy ruch irańskich kobiet. W debacie CNN stwierdziła: Jeśli troszczysz się o prawa człowieka i prawa kobiet, to nie możesz używać hidżabu, który jest najbardziej widocznym symbolem ucisku na Bliskim Wschodzie, i powiedzieć, że jest to znak oporu [jak ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych].” Ponadto Alinejad krytykuje kobiety – dyplomatki, które odwiedzają Iran i noszą hidżab. Jak na ironię, Iran zasiada w Komitecie Praw Kobiet ONZ.

Kolejny irański ruch, „The Girls of Revolution Street”, rozpoczął się po tym, jak w 2017 roku Vida Mohaved zdjęła hidżab i stanęła na podeście na ulicy w Teheranie. Przywiązała swój biały hidżab do patyka i machała nim jak flagą. Miesiąc później kobiety skopiowały akcję Vidy i w podobny sposób publicznie ściągnęły hidżaby. Aresztowano dziesiątki kobiet, a niektóre opuściły kraj. Zdjęcie stojącej wyzywająco Vidy szybko rozeszło się po internecie i stało się symbolem tego ruchu.

Nawet same muzułmanki zwalczają praktykę zasłaniania ciała. Marokańska feministka i uczona islamu, Fatima Mernissi, autorka „The Veil and the Male Elite” twierdzi, że oryginalne teksty muzułmańskie zostały zmanipulowane przez męskich teologów w celu podtrzymania systemu patriarchalnego. Jej praca wskazuje na manipulacje islamem, mające na celu przedstawienie kobiet jako ciche, pasywne i posłuszne.

Kobiety na czele zmian

W odpowiedzi na Światowy Dzień Hidżabu Yasmine Mohammed (kanadyjska działaczka na rzecz praw człowieka) rozpoczęła w 2018 roku kampanię #NoHijabDay, by oddać cześć kobietom, które sprzeciwiły się cenzurze społecznej i państwu, aby móc zdjąć hidżab.

Baner na budynku Narodowej Rady Prawników w Paryżu, domagający się uwolnienia Nasrin Sotoudeh. (Foto: https://www.change.org)

Nasrin Sotoudeh jest wybitną irańską prawniczką zajmującą się prawami człowieka i reprezentowała w Iranie kobiety, które publicznie zdjęły hidżab. W 2010 roku po raz pierwszy została aresztowana i oskarżona o „szerzenie propagandy i spiskowanie w celu szkodzenia bezpieczeństwu państwa ”. Uwolniono ją po trzech latach więzienia, ale została aresztowana ponownie w czerwcu 2018 roku i w grudniu tego roku sądzono ją zaocznie w Teheranie (odmówiła stawienia się w sądzie, ponieważ nie mogła wybrać własnego adwokata). Według artykułu w „Washington Post” jej przestępstwem była obrona „kobiet ściganych za pokojowe protesty wobec obowiązkowego irańskiego prawa dotyczącego noszenia hidżabu, polegające na publicznym zdejmowaniu nakrycia głowy”. W marcu tego roku poinformowano ją o wyroku – 38 lat więzienia i 148 batów. Nasrin Sotoudeh została uhonorowana w Parlamencie Europejskim nagrodą im. Sacharowa na rzecz wolności przekonań. Wśród organizacji, które zajęły się jej sprawą, są Amnesty International i Human Rights Watch.

Maryam Namazie opuściła Iran w 1980 roku (po rewolucji) i ostatecznie osiadła w Wielkiej Brytanii. Maryam jest znana na całym świecie ze swojej szeroko zakrojonej pracy na rzecz uchodźców i praw człowieka. W 2014 roku wraz z kilkoma innymi kobietami obchodziła Międzynarodowy Dzień Kobiet, organizując nagi protest w Luwrze w Paryżu. Był to wyraz poparcia dla praw kobiet na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Stworzyła także kalendarz z nagimi zdjęciami „Nude Photo Revolutionary Calendar” na lata 2012-2013, na cześć egipskiej aktywistki Alii Elmahdy, znanej również jako „naga blogerka”.

Co można zrobić

Dla tych feministek, które sprzeciwiają się narzucaniu hidżabu, może być frustrujące i obraźliwe widzieć jak świat zachodni akceptuje go w geście poparcia. Jak to ujęła Yasmine Mohammed: Jeśli naprawdę chcesz wspierać postęp, wspieraj kobiety walczące o #FreeFromHijab. Zasługują na swoją wolność, tak jak ty. Twój znak firmowy na stroju narzucającym skromność, który uciska miliony kobiet, nie jest postępem”. To kwestia feministyczna i dotycząca praw człowieka, i dlatego nadszedł czas, by ludzie Zachodu, mając swobodę zajęcia stanowiska bez obawy przed prześladowaniami, stanęli w obronie naszych sióstr i wspierali je w walce o równość i wolność.

Sadie Fuchs

Tłumaczenie: Anna Żelazna na podst.: https://exmuslims.org




Nie będzie miss, bo nie założyła hidżabu

Miss stanu Michigan, Kathy Zhu, została pozbawiona tytułu najpiękniejszej z powodu niepoprawnie politycznych poglądów.

Dyrektor konkursu Miss World America Laurie DeJack podjęła decyzję o odebraniu dwudziestolatce tytułu miss, wyłączenia jej z dalszych etapów konkursu piękności, a także wymazania zdjęć dziewczyny z wszelkich materiałów promocyjnych po tym, jak Zhu zarzucono rasizm i islamofobię.

Nagonka na uniwersytecie

W 2018 roku miss Michigan skomentowała akcję przymierzania hidżabu na kampusie Uniwerstetu Centralnej Florydy w następujący sposób: „Mówicie mi więc, że hidżab to modny dodatek, a nie przedmiot związany z religią? A może po prostu próbujecie przyzwyczaić kobiety do bycia prześladowanymi przez islam?”. Muzułmańscy studenci po tym wpisie rozpoczęli kampanię zmierzającą do usunięcia Zhu z uczelni. Ostatecznie nie została wyrzucona z college’u, ale zorganizowana nagonka doprowadziła do utraty tytułu i ostatecznie sprowokowała ją do zmiany uczelni.

Utrata tytułu miss

Przyczyną tych zarzutów była odmowa nałożenia hidżabu oraz niepoprawne wpisy na twitterze, które relacjonował dziennikarz „Newsweeka” David Brennan. „Zwrócono uwagę Miss World America na to, że jej konta w mediach społecznościowych zawierają obraźliwe, pozbawione wrażliwości i nieodpowiednie treści, a także naruszają zasady i warunki konkursu MWA, w szczególności wymóg bycia dobrym człowiekiem” – napisały władze tej instytucji. „Czy wiecie, co jest „niewrażliwością”?  To  fakt, że kobiety na Bliskim Wschodzie są skazywane na karę kamienowania za odmowę wykonania polecenia męża, nakazującego noszenie hidżabu” – napisała Zhu w e-mailu do organizatorów MWA. Jednocześnie stwierdziła, że gdyby ktoś próbował ją zmusić do założenia katolickiego różańca, a ja odmówiłabym, nikt nawet w tej sprawie „nie mrugnąłby okiem”.

Komentarz

Sprawa ta może wydawać się błaha. Fundacja Miss World America ma prawo dbać o własny wizerunek. Ma prawo także nadawać i odbierać tytuły, komu chce. Jednak w tym przypadku, w podnoszonej przez Zhu kwestii nakazywania kobietom w niektórych krajach muzułmańskich noszenia hidżabu lub innych religijnych nakryć głowy, miss ma rację. W przypadku chust nie jest tak, jakby sobie tego życzyły liberalne media, które często przedstawiają hidżab albo jako zeświecczony element kobiecej garderoby, albo jako wolny wybór muzułmanek. Tymczasem hidżab ma wyraźne znaczenie polityczne – wyraża akceptację dla szariatu oraz symbolizuje podrzędną wobec mężczyzny rolę kobiety w islamskich społeczeństwach. Mało tego, hidżab chociażby w Iranie z mocy prawa mają obowiązek nosić wszystkie kobiety, nie tylko muzułmanki, które tego chcą. Jeśli istnieje choć jeden kraj, który karze kobiety za zdjęcie hidzabu, czyli uzurpuje sobie prawo do decydowania o kobiecym ciele, zarówno uniwersytety, jak i kobiece fundacje powinny stanąć po stronie prześladowanych kobiet, a nie powtarzać frazesy o „islamofobii”.




Nikab nie ma związku z religią

Shireen Qudosi

W debacie na temat hidżabu przez ostatnie lata nic nie ustalono. Teraz zmierzamy w stronę debaty na temat nikabu. Zdjęcie zrobione podczas muzułmańskiego święta Eid w Filadelfii wywołało nowe pytania w temacie strojów religijnych.

Czy prawo do noszenia nikabu jest częścią wolności wyznania? Krótka odpowiedź brzmi: nie.

Nikab jest restrykcyjnym strojem zaprojektowanym do zasłonięcia całej twarzy. Podobnie jak w przypadku hidżabu (osłony głowy) i burki (zasłony całego ciała) takie wymaganie nie znajduje uzasadnienia w Koranie.

W wersie 24:31 znajdziemy tylko zalecenie, żeby kobiety ubierały się skromnie.

Ale nawet ten werset tylko podaje sugerowany styl ubioru, a nie określa go precyzyjnie. Hidżab, ani żadna inna forma ubioru, którą muzułmanie XXI wieku określają jako strój islamski, nie wynikają bezpośrednio z Koranu.

Oczywiście kobiety mogą nosić co im się podoba. Ale nie nazywajmy tego religią.

Muzułmanie i niemuzułmanie, miłośnicy islamu i jego krytycy, mogą ogólnie zgodzić się co do tego, że Koran oferuje bardzo szczegółowe instrukcje dotyczące życia cywilnego i armii. Gdyby Koran miał przedstawić szczegółowe instrukcje dotyczącego tego, jak kobiety powinny się zakrywać, mówiłby to wyraźnie, podobnie jak w przypadku innych obszarów życia. Warte podkreślenia jest również to, że w Koranie nie jest określona kara za porzucenie skromności lub zbyt wyzywający strój. Ubiór jest wyborem kobiety.

Kiedy powtarzamy słodkie i niejasne stwierdzenia koraniczne, takie jak „w religii nie ma przymusu”, podążamy tylko za tą filozofią. Jeśli chcemy wygrać wojnę z agresywnym i fundamentalistycznym islamem, jest bardzo ważne, żebyśmy zrozumieli, jak zwalczać nadużywanie wymogów religii.

Nikab, podobnie jak przymusowe małżeństwa, poślubianie nieletnich, okaleczanie żeńskich narządów płciowych i cała długa lista innych opresyjnych praktyk, jest tradycją kulturową, która przeniknęła do praktyk religijnych. A więc, czy prawo noszenia nikabu jest częścią wolności wyznania? Nie.

Islam nie ma sztandaru, flagi, symbolu, hierarchii liderów, nie ma też munduru. Oczywiście kobiety mogą nosić co im się podoba. Ale nie nazywajmy tego religią.

Oprac. Severus Snape na podstawie https://clarionproject.org

O autorce: http://muslimreformers.com

 




Pierwszy zakaz chust dla dziewczynek w Szwecji

Rada miejska w Staffanstorp, mieście na południu Szwecji niedaleko Malmö, jako pierwsza w Szwecji przegłosowała zakaz noszenia chust w szkołach przez dziewczynki młodsze niż 13-letnie. W Staffanstorp rządzi koalicja Partii Umiarkowanej i antyimigracyjnych Szwedzkich Demokratów. Uchwała została zaatakowana przez opozycyjnych socjaldemokratów („problem dziewczynek noszących chusty nie istnieje”) i przez Narodową Agencję ds. Edukacji („narusza wolność religijną”).

Burmistrz Staffanstorp uzasadnił nowy przepis następująco: „Chusta jest symbolem niedostępności kobiet, jest seksualizacją kobiet i bezsensowne jest używanie jej przez dziewczynki. Nie mam nic przeciwko dorosłym kobietom noszącym chusty, ale to są małe dziewczynki, dzieci”. (g)

Źródło: thelocal.se