Sytuacja ekskrementalna

1
| 13 komentarzy|
image_pdfimage_print

Christian Kloster

Duńska gazeta „Ekstra Bladet” wysłała do Berlina dziennikarza, który miał się przyjrzeć sytuacji uchodźców w niemieckiej stolicy. Panuje tam chaos, a władze są pozywane przez uchodźców, domagających się pieniędzy.

Poniższa relacja opisuje wielkomiejską wersję wcześniejszego artykułu Gates of Vienna o bałaganie w Nickelsdorfie.

* * *

Do Berlina dojeżdża właśnie pociąg z około czterystu pięćdziesięcioma uchodźcami, taka sytuacja powtarza się codziennie. Każdego dnia do stolicy Niemiec dciera ich od trzystu do ośmiuset. Władze ledwo są w stanie nadążyć. Przybysze najpierw stają w kolejce przed urzędem dla obcokrajowców w dzielnicy Moabit.

1

To się źle skończy…

Tutaj, w środku Berlina ma się pojawić w tym roku około pięćdziesięciu tysięcy uchodźców i imigrantów. Dominuje frustracja, niepewność, a czasem wręcz chaos – kolejki się nie kończą, a nadchodzi zima.

Tygiel

Reporter „Ekstra Bladet” odwiedził tę okolicę w jeden z poranków i spotkał ubiegających się o azyl z Rosji, Bośni, Albanii, Nigerii, Syrii, Gambii, Afganistanu, Iraku, Serbii, Kosowa, Erytrei, Macedonii, Pakistanu i Czarnogóry. Jest to kolorowa zbieranina dorosłych oraz kilkorga dzieci. Sześćdziesiąt do siedemdziesięciu procent to według władz młodzi mężczyźni podróżujący w pojedynkę. Część z nich chce sprowadzić rodziny.
Setki osób chowają się przed zacinającym deszczem i temperaturą pięciu stopni pod kocami, śpiworami, parasolami i kapturami. Organizacja humanitarna Caritas podniosła alarm, że taka sytuacja nie może trwać dalej, kiedy pojawią się mrozy. „Nie możemy już odrzucić możliwości, że pojawią się ofiary śmiertelne” – ostrzegała kierowniczka Caritasu, Ulrike Kastka.

Zniecierpliwieni czekają na zewnątrz, podczas gdy urzędnicy rozdają kawałki papieru z numerami. Petenci tygodniami czekają w kolejce, aż ich numer wyświetli się na tablicy.

Strażnicy

Wreszcie nie wytrzymali; o 10.30 ochrona musiała zacząć przekonywać nerwowy tłum, żeby się uspokoił. Policja tym razem nie musiała interweniować, w przeciwieństwie do wielu wcześniejszych bijatyk w tłumie.
„Dostałem numer. To było dwadzieścia dwa dni temu. Od tamtego czasu jestem tutaj codziennie. Marznę i nie dostałem jeszcze żadnych pieniędzy!” – mówi dwudziestopięcioletni Yonatal Hailu z Erytrei. Noce może spędzać w niemieckim schronisku, za co jest wdzięczny. „Jestem zmęczony tym, że dostaję codziennie ten sam nudny chleb” – mówi młody mężczyzna paląc papierosa, który podobno wyżebrał.

Pracownik porządkowy z urzędu jest daleki od zadowolenia z sytuacji. „Sytuacja jest zupełnie poza kontrolą. Większość dnia pracy spędziłem na usuwaniu ludzkich odchodów z krzaków. Czemu oni nie używają toalet?”, pyta. Według niego dostępne są przenośne toalety, zamówione przez władze miejskie. Mimo to, coraz więcej lokalnych mieszkanców skarży się na brzydki zapach.

2

Dostają trzysta sześćdziesiąt euro miesięcznie

Dopiero kiedy numer Yonatala Hailu pojawi się na tablicy, jego przybycie do Niemiec zostanie zarejestrowane. Następnie zostanie rozpatrzony jego wniosek o przyznanie statusu uchodźcy. Wtedy też zacznie otrzymywać trzysta sześćdziesiąt euro miesięcznie. Niemieccy odbiorcy świadczeń społecznych otrzymują po czterysta euro.

Nie wszyscy imigranci chcą czekać. Tylko w jednym tygodniu pięćdziesięciu z nich podjęło działania prawne przeciwko urzędowi, domagając się pieniędzy, chociaż nie są jeszcze oficjalnie osobami ubiegającymi się o azyl.

Tysiąc petentów dziennie

Do tej pory władze były w stanie zarejestrować trzystu przybyszów dziennie, a to zdecydowanie nie wystarcza. Donoszą o tym różne organizacje – według nich potrzebne jest zgłaszanie podania o azyl tysiąca osób dziennie. Urzędy nie nadążają, więc ludzie czekają tygodniami lub miesiącami. Za kilka dni ma zostać otwarty w Berlinie nowa placówka, która ma przyjmować pięćset wniosków dziennie.

Sąsiadka: jestem wściekła

Pani Goerhke jest wściekła. „Śmierdząco wściekła” – jak sama to opisuje. Prowadzi mały salon fryzjerski przy Turmstrasse, kilkaset metrów od urzędu, gdzie setki – a czasami tysiące – uchodźców czekają codziennie na rejestrację. „W tej okolicy jest wiele problemów i zamieszek. Sikają tutaj na zewnątrz, przed moim salonem, więc w ciepłe dni strasznie śmierdzi. Ale najgorsze jest to, że nie czujemy się bezpieczni – czasami są rozruchy, bójki uliczne, kiedy różne grupy uchodźców zaczynają ze sobą walczyć. Straszne zamieszanie z policją i nie tylko! Więc szybko zamykam drzwi i czekam, aż wszystko się uspokoi.”

Muszą się barykadować

„To niewiarygodne, że doszło do tego, że prawie trzeba się barykadować”, mówi Goerhke i podkreśla, że jej zdaniem ludzie ze stref dotkniętych wojną powinni być w Niemczech mile widziani – o ile zachowują się spokojnie. Dodaje jednak: „Dlaczego są tutaj prawie wyłącznie silni, pełni energii, młodzi, zdrowi mężczyźni z iPhone’ami? I ciągle się tu pakują, bo chcą sobie naładować komórki. Nein – kanclerz Merkel musi coś z tym wszystkim zrobić. Jeżeli sobie nie radzi, to musi odejść. Nasze granice zostały przekroczone, i to dosłownie”.

Veronica Franco, na podstawie: www.gatesofvienna.net

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze