Społeczności islamskie sprzeciwiają się integracji

CqhrKd2WcAAlTp4
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Oto zapis wypowiedzi hiszpańskiego arabisty Serafina Fanjula w panelu dyskusyjnym na temat islamskiego terroryzmu, „integracji” i braku „umiarkowanych” muzułmanów.

Serafín Fanjul jest arabistą i krytykiem islamu. Występuje w roli komentatora w mediach i wykłada literaturę arabską na Uniwersytecie Autonomicznym w Madrycie.

Prowadzący program: Chwilę przed rozpoczęciem programu jeden z naszych korespondentów, Victor Guerrero, przytoczył dane, które dają do myślenia, i o które chciałbym Pana zapytać. Czterech spośród pięciu terrorystów, odpowiedzialnych za ostatni zamach terrorystyczny urodziło się we Francji. Jaki można wysnuć z tego wniosek?

Serafin Fanjul: Zadano mi to pytanie już wcześniej. Ktoś zapytał: „Co zrobiliśmy złego, przez co mogło do tego dojść?” Pytanie to często powtarza się w mediach i naprawdę uważam je za przesadne. Moglibyśmy zapytać równie dobrze: „Co zrobiliśmy właściwie?” Albo: „Co inni zrobili złego?”, czy też: „Czego inni nie zrobili?” Z tego, co wiem, we Francji dużo pieniędzy wydaje się na integrację, zwłaszcza na społeczności islamskie. W tym kraju jest jednak wielu imigrantów, przebywają tam od długiego czasu i wywodzą się z różnych środowisk. Są tam Włosi, Hiszpanie, Portugalczycy, Słowianie, mieszkańcy Ameryki Południowej… Żadna z tych społeczności nie reaguje w ten sposób.

W czym więc rzecz? Cóż, nie chcę wróżyć z fusów albo bawić się w jedynego interpretatora, ale jednym z wytłumaczeń jest to, że społeczności islamskie są wielce przeciwne integracji. Praktykują ściśle zamkniętą endogamię, przede wszystkim w przypadku kobiet, które automatycznie trafiają poza główny nurt społeczeństwa. Czy to błąd? Nie wiem. Tak czy inaczej, tego typu zachowanie generuje w dłuższej perspektywie określoną reakcję ze strony społeczeństwa. Do tego możemy dodać sytuację ekonomiczną i brak standardów kulturowych.

Owszem, wszystkie te czynniki mają znaczenie. Kiedy jednak przyjrzymy się terrorystom, zwłaszcza tym wywodzącym się z klasy średniej i wyższej, możemy zadać sobie pytanie: „Czy wszyscy oni są wyobcowani?” „Czy pochodzą z przedmieść Paryża?” Cóż, nie jest tak. Nie było tak w przypadku Bin Ladena, w przypadku zamachowców w Nowego Jorku ani w przypadku ostatnich zamachów we Francji. Organizatorzy stojący za tymi atakami również nie byli w tej sytuacji. Terrorysta z Londynu, który ucinał głowy więźniom ISIS, z pochodzenia był Kuwejtczykiem i miał, jak się wydaje, całkiem solidne wykształcenie. Otrzymywał zasiłki społeczne, studiował na uczelni, a jednak wolał poświęcić się czemuś innemu.

To prawda, i należy to podkreślić, że jeśli ktoś czuje się wyobcowany, istnieje możliwość, że wróci do swoich korzeni, pójdzie w ślad swoich rodziców i swej rdzennej społeczności. Dzieje się tak, ponieważ ludzie poszukają czegoś pewnego, pragną bezpieczeństwa w życiu, szukają czegoś, czego mogą się chwycić. I jeśli otoczenie w paryskich przedmieściach nie wystarcza, a bardzo prawdopodobne, że tak jest, łatwo wpaść w sieci rekruterów, którzy z początku nie są terrorystami, lecz, wybaczcie określenie, są po prostu „wkurwieni”, ponieważ wywodzą się z innych środowisk.

Chciałbym jednak przypomnieć, że w Ameryce Południowej od dziesięcioleci funkcjonowały straszliwe bojówki (guerrillas), a w Kolumbii do dziś jeszcze znajdziemy niektóre z nich. Jednak żadne z nich – nawet bardzo antyamerykańskie bojówki z Argentyny, Chile, Urugwaju, Peru czy Kolumbii – nie atakowały metra w Nowym Jorku i nigdy nie starały się zniszczyć World Trade Center. W czym więc rzecz? Otóż poczucie odrzucenia w ich przypadku nigdy nie poszło o krok dalej. W przypadku, o którym rozmawiamy, mamy do czynienia nie tylko z kwestiami osobistymi. Problem jest dużo głębszy i, choć szkoda, że musimy o tym mówić w ten sposób, mamy do czynienia ze zderzeniem cywilizacji. Zderzeniem ze środowiskiem, które nie chce zaakceptować otaczającej go sytuacji.

Jakie możemy znaleźć rozwiązanie? Oczywiście, spróbować integracji. Co jednak, jeśli oni nie chcą się integrować? Musimy zadać sobie to pytanie i podejść do niego w sposób racjonalny, na tyle obiektywnie, na ile to możliwe. Nie chodzi tu tylko o obwinianie ich za to, co robią, choć oczywiście głównym odpowiedzialnym za atak terrorystyczny jest sam zamachowiec oraz – nie trzeba chyba dodawać –  osoba, która wydaje mu rozkazy. Możemy jednak wziąć pod uwagę pewne ogólne, społeczne uwarunkowania, które można, a wręcz trzeba przeanalizować i starać się je załagodzić. Jednak wiara w to, że wszystko uda się załatwić dając pieniądze na meczety (jak ma to miejsce we Francji) i na organizacje, które nauczają nie wiadomo czego i nie wiadomo kogo, jest płonna.

Wiem, że poprzez różne instytucje pośredniczące hiszpańskie ministerstwo sprawiedliwości od dawna finansuje budowę meczetów w kraju. Nie uznaję tego za właściwe, ale nie postrzegam tego również jako czegoś złego. Dajemy mieszkania, wysyłamy dzieci do szkoły, co jeszcze możemy zrobić? Co możemy zrobić, jeśli rodzice nakazują jedenastoletniej dziewczynce nosić hidżab?  Jeśli chcą wydać ją za mąż, sprowadzają dużo starszego krewnego z Maroka i organizują ślub. Dziewczynkom surowo zabrania się nawiązywania znajomości, nawet zaprzyjaźniania się z chłopcami, którzy są dziećmi sąsiadów lub kolegami ze szkoły. (…)

Zdaję sobie sprawę, że jeśli podajemy przykłady z historii może wydawać się, że mówimy o czymś bardzo odległym. Wiem, że wydarzenia w Paryżu miały miejsce niedawno, i że jeśli przytoczę przykład Morysków z XVI w. wiele osób powie: „To zbyt odległe w czasie”. Być może wcale tak nie jest, jeśli uwzględnimy fakt, że na początku XVI w. w Hiszpanii, pomimo wielu poważnych prób, również był problem z integracją tej mniejszości.

Użył pan sformułowania „zderzenie cywilizacji”. Mówimy tu o salafickim fundamentalizmie, którego członkowie są okrutni przede wszystkim w stosunku do siebie nawzajem. Na ich własnym terytorium ofiarami pada ich dziedzictwo kulturowe, ludzie, ich dobytek. Określamy ich mianem ugrupowania terrorystycznego, ponieważ tym właśnie są.  To nie jest jednak esencja cywilizacji arabskiej. Uważam więc, że określenie „zderzenie cywilizacji” jest nieadekwatne.

– Oczywiście, książka Samuela Huntingtona, poza innymi negatywnymi aspektami, narzuciła to obowiązkowe pojęcie w debatach. Huntington przytacza jednak statystyki. Jedna z nich mówi o tym, że muzułmanie byli zaangażowani w 80% konfliktów etnicznych lub religijnych mających miejsce w ostatnich dwudziestu czy trzydziestu latach. To nie są zmyślone dane. Czy oznacza to, że chcą nam wcisnąć kuskus lub ukraść nam paellę? Nie w tym rzecz. Moim zdaniem rzuca to po prostu pewne światło na obraz świata i dlatego, w sposób uproszczony i redukcjonistyczny, mówię o „zderzeniu cywilizacji”.

Istnieje jedna cywilizacja ludzka, ale w jej obrębie funkcjonują różne jej odmiany, które przyjęły różne formy i między tymi formami dochodzi niekiedy do starcia.

W przypadku endogamii nie chodzi o dwa słowa („zderzenie cywilizacji”), ale o wolność kobiet do decydowania o sobie. I w tym przypadku, musicie przyznać, mamy do czynienia ze zderzeniem, ponieważ to, co jest im narzucane, stanowi atak na prawa człowieka.

Pójdźmy dalej. Wiele osób mówi, że my ich nie rozumiemy, że umiarkowani muzułmanie tego nie akceptują itd. Cóż zobaczymy, co odpowie umiarkowany muzułmanin zapytany o to, czy akceptuje apostazję. Odpowie „nie” i ze swojego punktu widzenia będzie miał rację. A zapytany, czy akceptuje małżeństwa mieszane? I tu odpowiedź będzie brzmiała: „nie”. Czy akceptuje propagowanie innych religii w niektórych miejscach, na przykład w Arabii Saudyjskiej? Też nie. I wiecie, co jeszcze odpowiedziałby taki muzułmanin? Powiedziałby: „Gdybym akceptował to wszystko, nie byłbym muzułmaninem”. I miałby rację – akceptując to nie byłby muzułmaninem.

I stąd bierze się konflikt wokół rozróżnienia na umiarkowanych i skrajnych muzułmanów. Muzułmanie – ci zwyczajni, którzy swoją drogą stanowią większość – śmieją się z tych wszystkich różnic i rozróżnień, którymi posługujemy się w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Śmieją się, ponieważ wiedzą, że to nasz wymysł, nie ich. Oni odróżniają muzułmanów od niemuzułmanów. Jeżeli nie akceptujesz tego, nie wypowiesz szahady – nie przyjmując tym samym Koranu – i nie trzymasz się ortodoksyjnej wersji w kluczowych punktach, o których wspomniałem (prozelityzm, apostazja i endogamia), wtedy nie jesteś muzułmaninem.

Bohun, na podst. http://gatesofvienna.net

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze