Robert Spencer: Składanie broni przed bezimiennym wrogiem

Robert Spencer
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

W dziewięć lat po tym, jak George W. Bush udał się do meczetu i ogłosił islam religią pokoju, coraz więcej muzułmanów na całym świecie ma wyjątkowo nie-pokojowe nastawienie, a rząd Stanów Zjednoczonych, bardziej niż kiedykolwiek, stara się temu zaprzeczać, ignorować, albo jakoś się z tym faktem poukładać.

Robert Spencer
Robert Spencer

Po dziewięciu latach zmagań z „wrogiem, którego nie wolno nazywać po imieniu”, rząd Obamy zdaje się robić wszystko, by uzmysłowić islamskim dżihadystom, że jeśli zagrożą nam przemocą, zrobimy wszystko, czego chcą.

Idąc w ślad za „taktyką Nevilla Chamberlaina”, zarówno prezydent Obama, jak i generał David Petraeus wyrazili życzenie, aby pochodzący z Florydy pastor – Terry Jones, zaniechał swych planów dotyczących palenia Koranu w dniu 11 września.

Obama stwierdził, że „numer, który Jones chce wykręcić, może w dużym stopniu zagrozić naszym młodym mundurowym obojga płci. To przecież doskonała okazja do naborów do al Kaidy i może się skończyć wybuchami przemocy w takich miejscach, jak Pakistan czy Afganistan”.

Obama rzecz jasna, podobnie jak ja, uważa palenie Koranu, czy jakichkolwiek książek za niesmaczne. Ale to właśnie z tego powodu powinien stanąć w obronie Terry Jones`a, zamiast sugerować mu, by ustąpił tylko dlatego, że na drugim końcu świata ktoś może przez to zostać ranny, mimo iż z paleniem Koranu nie ma nic wspólnego.

I jak na zawołanie, owa możliwość stała się rzeczywistością, kiedy to w piątkowych zamieszkach przeciwko paleniu Koranu na Florydzie, rannych zostało 11 osób, które nigdy nie spotkały Terry Jones`a.

Kto odpowiada za te rany? Terry Jones? Raczej nie – i to pomimo najlepszych wysiłków Baraka Obamy, generała Petraeusa i wielu innych, którzy chcą uczynić Jones`a odpowiedzialnym za wszelką możliwą przemoc – będącą reakcją na palenie Koranu – w świecie muzułmańskim.

Obama, Petraeus i cała reszta zapomnieli jednak, lub chcą byśmy zapomnieli, że sami ponosimy odpowiedzialność za nasze reakcje na prowokacyjne zachowania innych. Jeśli mnie w jakiś sposób obrażasz, nie ma żadnego przymusu, bym cię zabił, zranił lub wystąpił z petycją do ONZ o ustanowienie praw, które cię ostatecznie uciszą. Mogę cię przecież zignorować lub wyśmiać, mogę okazać wyrozumiałość tudzież obrazić cię, albo zareagować jeszcze inaczej.

Obama i Petraeus powinni raczej powiedzieć: „Tak, oczywiście nie popieramy palenia Koranu, jednak w Ameryce wierzymy, że wolność słowa jest podstawowym bastionem przeciwko tyranii, cechującym prawdziwie wolne społeczeństwo. Oznacza więc, że nie reagujemy przemocą na to, co nam się nie podoba”.

Innymi słowy, takie postawienie sprawy mogłoby służyć za lekcję, mającą na celu ukazanie, dlaczego wolne społeczeństwa są lepsze od społeczeństw podlegających prawu szariatu. Na to, jednak, brak im odwagi i w rezultacie umacniają powszechne przekonanie, że agresywne zastraszanie jest skuteczne: wiedzą, iż w odpowiedzi na zachowanie pastora jakiś idiota zrani lub zabije kogoś w Afganistanie czy gdziekolwiek indziej, więc chcą, aby Terry Jones ustąpił.

Zamiast tego powinni raczej powiedzieć Afgańczykom, by się trochę rozluźnili, wzięli głęboki oddech i uświadomili sobie, że nawet jeśli ktoś pali Koran na Florydzie, nie krzywdzi to ani ich samych, ani Koranu, Allaha czy Mohameda, zaś reagowanie irracjonalną przemocą na kogoś, kto nie ma z tym paleniem związku (lub nawet jeśli ma), jest czystym barbarzyństwem.

Cały świat jest tak zajęty krytykowaniem Terry Jones`a, że zapomniano o wolności słowa i o tym, jak ważne jest tą wartość bronić, nawet jeśli – albo zwłaszcza – wyrażane treści budzą odrazę. Jedno jest pewne: jeśli nadal będziemy się tak zachowywać, pewnego dnia stracimy to, czego dziś nie potrafimy docenić lub zrozumieć.

I nie jest dziełem przypadku, że szariat, w obronie którego zabijali i ginęli terroryści z 11/9, narzuca poważne ograniczenia na wolność słowa.

W dziewięć lat po tym, jak islamscy dżihadyści zamienili World Trade Center w dymiące zgliszcza, minął już strach nazywania wroga po imieniu. Dzisiaj, na dobrą sprawę, składamy przed nim broń. (ziu)

Tłum. Bart
http://www.jihadwatch.org

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze