Polska napadła Syrię, niech płaci

Ewa Kulik-Bielińska.
| 20 komentarzy|
image_pdfimage_print
Ewa Kulik-Bielińska.
Ewa Kulik-Bielińska.

Jan Wójcik

Popis buty, hipokryzji i ignorancji lub manipulowania widzem. Tak na pewno nie podsumowałbym debaty w TVP1 „Polska dla imigrantów?”.

Spora część zaproszonych tam gości to specjaliści, którzy wypowiadali się rzeczowo, jedni niepokój obywateli zwiększając, inni uspokajając nastroje. Niestety za mało czasu było na głosy ekspertów, bo sporą część debaty zawłaszczyła dyrektor Fundacji Stefana Batorego Ewa Kulik-Bielińska.

Wystąpienie zaczęła od tego, czym różnej maści autorytety grają od miesięcy – czyli od moralności i solidarności, jaką my Polacy zobowiązani jesteśmy okazać. Ksiądz profesor Waldemar Cisło z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościoła w Potrzebie ukrócił tę górnolotność, przypominając postawę tych, co stroją się dzisiaj w piórka humanitaryzmu i moralności: gdy w 2003 roku chodziło o pomoc przez fundacje kościelne na miejscu w Syrii, o zbiórkę na urządzenie do dializ, atakowano wtedy państwo za wspieranie kościelnej inicjatywy.

Obowiązek na Polsce ciąży, zdaniem Fundacji Stefana Batorego, także z powodu naszego udziału w wojnie w Iraku. Obwiniać Polskę za to, co później wydarzyło się w Iraku to niezrozumienie całego procesu i uproszczenie najnowszej historii, ale obwinianie Polski o interwencję w Syrii – bo to też zarzut Kulik-Bielińskiej – to już ignorancja lub celowe kłamstwo.

Inną manipulacją było oskarżanie adwersarzy o chęć dzielenia Unii Europejskiej na Europę Zachodnią i Wschodnią. Ta druga to ta niesolidarna i biedna, niechętna do brania na siebie ciężaru wspólnych decyzji. Czy zdaniem dyrektor Fundacji Stefana Batorego właściwą solidarnością jest powtarzanie błędów państw Europy Zachodniej, czy raczej próba zbudowania sytuacji, która pozwoli im i nam wyjść obronną ręką z kryzysu?

Nie obyło się bez bagatelizowania problemu i obaw Polaków. „Czego się boimy? Skoro oni chcą tylko pobyć i przejść, i jeszcze Unia daje nam na to 10 tysięcy euro, to pozwólmy im pobyć i niech sobie pójdą”, wyraziła „tradycyjną” polską gościnność Ewa Kulik-Bielińska. Nagle, na potrzeby dyskusji, zniknął humanitaryzm. Po prostu rozdajmy unijną kasę, a potem niech sobie idą.

W dalszej części programu, przecząc sama sobie mówiła o ratowaniu polskiego rynku pracy w edukacji, znajdowaniu zatrudnienia dla nauczycieli w nauczaniu dzieci uchodźców języka polskiego. Po co im to, skoro zaraz sobie pójdą? Pominę tu – bo to także zostało wytknięte pani dyrektor – że miesza ona pojęcia potrzeb ekonomicznych Polski i świadomej polityki przyjmowania imigrantów ekonomicznych z kwestiami uchodźctwa.

Nie zabrakło czasu na dyrdymały i demonstrację moralnej wyższości. Mowa ciała, jaką można obejrzeć na wideo, mówiła wiele o stosunku dyskutantki do przeciwników. Czego się nie dowiedzieliśmy, a myślę, że interesowało to widzów? O tym można się przekonać, oglądając dyskusję.

Pytań jest wiele, oto niektóre z nich. Jeżeli przyjazd do Polski będzie dobrowolny, to przed jakim wyborem będzie stawiany uchodźca? Czy w ciemno będziemy ufać służbom innych państw, jeżeli mówi się, że do nas mają trafiać ludzie już zweryfikowani? Co z osobami, które nie udowodnią swojego prawa do azylu? Czy będą odsyłane i dokąd, skoro, jak podano, w Polsce nadal są uchodźcy z Czeczenii, pomimo że ich powód azylu już ustał? Jak uchodźcy zostaną zatrzymani na terytorium Polski? Siłą czy uposażeniem większym, niż mógłby śnić o nim przeciętny emeryt?

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze