Polska będzie nauczać Arabów i pouczać Serbów

| 1 komentarz|
image_pdfimage_print

Arogancja i poczucie wielkości czasem się opłacają, także w polityce i w dyplomacji. Dość przypomnieć generała de Gaulle’a i jego genialny manewr, kiedy to głównie – dziś powiedzielibyśmy – dobrym PR-em przerobił kolaborantów w zwycięskie mocarstwo. Przerobił realnie – bo Francja szybko zyskała podmiotowość w Europie. Zwykła bezczelność też czasem pomaga, a przynajmniej uchodzi – gdy minister Ławrow rugał przez telefon swego brytyjskiego kolegę, za chamstwem stała niewątpliwa siła. Wyższość i przekonanie o swej wspaniałości budzą jednak politowanie, kiedy własną wielkość dostrzega się tam gdzie nie trzeba, a zarazem realny dorobek odsyła na śmietnik. Przykłady?

Przykład pierwszy: szczyt krajów Europy Środkowej. „Polska liderem regionu” – to dość spójny przekaz przychylnych rządowi mediów. Jeszcze dwa tygodnie temu minister spraw zagranicznych szydził – w kontekście wizyty Obamy i liderów państw środkowoeuropejskich – z zarzutów PiS o polskiej „niesuwerenności”. Tyle że nie o suwerenność tu chodzi, ale o racjonalność. Serbia musi pokazać, że przezwyciężyła „demony swojej przeszłości” – tak Radek Sikorski skomentował fakt, że zaproszenie prezydent Kosowa na piątkowy szczyt de facto wyklucza Belgrad ze spotkania (o niechętnych Rumunii i Słowacji nie wspominając). Przyznaliśmy zatem priorytet skorumpowanemu protektoratowi, którego formalna niepodległość sprzyja tendencjom odśrodkowym i separatyzmom (zwłaszcza albańskiemu) na Bałkanach – wbrew państwu, którego integracja z Europą jest kluczowa dla bezpieczeństwa całego regionu. Serbia, podobnie jak Chorwacja, faktycznie ma swoje „demony” (nieukarani zbrodniarze wojenni, także ludobójcy), ale akurat niepodległość Kosowa nie jest najlepszą metodą na ich egzorcyzm. Podobnie, jak ostentacyjne go faworyzowanie czyimś kosztem – choć ani stan tego „państwa” ani jego elit nie daje ku temu powodów.

Przykład drugi – będziemy nauczać Arabów (niestety po arabsku, zrozumieją), jak się robi transformację („kraje arabskie nie muszą odkrywać koła na nowo”, to znów minister Sikorski, choć łaskawie dodał, że inspirujące mogą być także nasze porażki). Nie wiem kto w MSZ będzie pisał o naszych „blaskach i cieniach”, ale np. jak obalać reżimy autorytarne Arabowie wiedzą doskonale. A o tym, jak wielki ruch społeczny wpędzić w apatię, jak przeprowadzić technokratyczne reformy bez konsultacji społecznych, wreszcie jak wyhodować populistyczną reakcję i potężną partię społecznego gniewu – może lepiej, żeby się nie dowiadywali? Szczególnie, że tam taka partia może się nazywać np. Bractwo Muzułmańskie…

Felieton Michała Sutowskiego sekretarza redakcji Krytyki Politycznej

więcej na wp.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze