Pieski „mahometki” walczą o wolność wypowiedzi

Piesek Larsa Vilksa przed meczetem w Malmö
| 14 komentarzy|
image_pdfimage_print

Pieski „mahometki” ze sklejki, sławetne dzieło szwedzkiego artysty Larsa Vilksa, ruszyły w tournée po Europie. Oto relacja Chrisa Knowlesa z International Civil Rights Alliance (ICLA) dla “Dispatch International”.

Piesek Larsa Vilksa przed meczetem w Malmö
Piesek Larsa Vilksa przed meczetem w Malmö

Planowane są ekspozycje w 60 europejskich miastach. Celem akcji jest oczywiście promocja swobody wypowiedzi. Podobnie jak w przypadku wielu poprzednich akcji, sztuka pozwala tu naświetlić określony problem. Lars Vilks jest autorem serii rysunków z pieskami „mahometkami” („Modoggies”),  które są jego odpowiedzią na klimat cenzury kwitnący w ostatnimi laty w Europie. Za wyrażenie swoich opinii został oszkalowany, grożono mu śmiercią i pozbawiono środków utrzymania.

Rysunki nie ruszyły w trasę. Zamiast nich po europejskich miastach podróżują makiety ze sklejki wykonane przez Free Speech Europe,  szwedzkie apolityczne stowarzyszenie wspierające ludzi, którzy z powodu swych politycznych czy artystycznych wypowiedzi znaleźli się „na cenzurowanym”.

Trasa ma przypomnieć ludziom, że przedstawiciele zachodniej kultury mają prawo żyć w swoich krajach w zgodzie z zachodnimi wartościami. Niestety zawsze znajdą się ludzie, którzy uznają akcję za celową prowokację. Nie nazwą natomiast prowokacją gróźb, z pomocą których próbowano ocenzurować Vilksa. Grożenie śmiercią i przemocą nie należą do zestawu zachodnich ideałów i jedynym sposobem walki z tymi, którzy w ten sposób postępują, jest nieuleganie ich groźbom. Trasa ta jest takim właśnie głosem sprzeciwu, wyrazem odwagi w obliczu przemocy.

Pieski nie mają na celu obrażania muzułmanów ani islamu, chcą jednak pokazać pewną istotną kwestię. Mahomet być może jest istotny dla muzułmanów, jednak dla ludzi Zachodu istotna jest swoboda wypowiedzi. Ograniczanie wolności wypowiedzi jest działaniem politycznym, a jeśli ma miejsce w imieniu religii oznacza to, że religia staje się jak najbardziej uzasadnionym tematem politycznej debaty, satyry i krytyki.

Bez debaty politycznej nie ma też demokracji. Cenzura i autocenzura to śliska ścieżka do zaniku demokratycznych struktur. Zrozumieć to muszą wszyscy uczestnicy życia społecznego, jeśli społeczeństwo to ma być godnym miejscem do życia. Psia trasa ma na celu pogłębić zrozumienie tego tematu oraz zacieśnić więzy społeczne. A to dlatego, że dotychczas debata była bardzo jednostronna. Jeśli jedna ze stron musi iść cały czas na ustępstwa, trudno spodziewać się harmonii społecznej w przyszłości. Pieski są próbą przywrócenia utraconej równowagi w dyskusji.

Do akcji przyłączyło się wielu wolontariuszy zainteresowanych kwestiami swobody wypowiedzi, których nazywać zaczęto społecznością anty-dżihadystów. Podczas „duńskiego kryzysu karykaturowego” (karykatury Mahometa w dzienniku „Jyllands-Posten” – red.) miłośników wolności zaszokowała postawa władz i mediów w kwestii najbardziej podstawowych swobód obywatelskich. Rząd i media nie tylko nie wsparły swobody wypowiedzi, ale wręcz zaczęły demonizować jej obrońców. Było to oczywiście jeszcze przed pojawieniem się piesków.

Gdyby rząd i media stanęły w obronie swobody wypowiedzi, ludzie dziś nie obawialiby się tak bardzo islamu. Ruch antydżihadystyczny być może nigdy by nie powstał, a słowo „islamofobia” – demonizujące zwolenników wolności – nigdy nie musiałoby zostać wymyślone. Światła dziennego nie ujrzałyby zapewne też pieski mahometki.

To ludzie próbujący ograniczyć swobodę wypowiedzi na Zachodzie są przestępcami i powodem do obaw. Ich cenzorskie intencje wydają się być jasne – wprowadzić islamskie tabu, które obowiązywałoby nas wszystkich. Jest to przykład sytuacji, w której jedna grupa religijna narzuca swoje wartości tym, którzy wcale nie chcą się do nich stosować.

Według islamu przedstawianie ich proroka jest bluźnierstwem. Dlatego dziś ludzie nie mogą swobodnie mówić, pisać czy rysować. Swoboda wypowiedzi straciła związek z rzeczywistością. Jest to kolejny powód, dla którego szczekanie sklejkowych piesków odbija się tak szerokim echem.

Politycy udają, że nie ma zasadniczej rozbieżności między islamem a swobodą wypowiedzi. Pomylili jednak zachodnią otwartość na kompromis z rozwiązaniem problemu. Zapomnieli, że nie można w nieskończoność iść na kompromisy. Być może jedynym rozwiązaniem jest swoboda wypowiedzi na Zachodzie, a zakaz rysunków i przedstawień proroka w krajach islamskich. W ten sposób na spacer wyprowadzić sklejkowego pieska będzie można tylko na Zachodzie. W ten sposób okazać można sobie wzajemny szacunek.

Mahometki wędrowne są bardzo przyjazne, nie chcą nikogo obrażać – chcą jednak pokazać pewien problem. Ruszyły w trasę, żeby ludzie przestali czuć się zagrożeni. Jeśli islam stanie się bardziej tolerancyjny, pieski nie będą już do niczego potrzebne.

Wystawa prac Lars Vilksa, miejmy nadzieję, w końcu również dojdzie do skutku w Monachium, Wiedniu i Londynie.

Tłumaczenie Gekon
Źródło: www.gatesofvienna.net

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze