Otwórzmy drzwi muzułmańskim dysydentom

Elliot Abrams
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

„Kiedy prezydenci mówią o islamie jako o religii pokoju – twierdzi doradca byłego prezydenta George’a W. Busha, Elliot Abrams – przeciętny Amerykanin uważa, że to bzdura.”

Elliot Abrams
Elliot Abrams

Prezydenci Bush i Obama obaj deklarowali publicznie, że islam jest religią pokoju, co dla wielu ludzi jest zgrzytem. Zdaniem Abramsa, amerykańscy przywódcy powinni raczej pytać: „Czy jest w islamie coś, co wywołało u niektórych muzułmanów zachowanie, które uważamy za okropne? Gdzie jest w islamie miejsce na debatę?”. Ostatnie pytanie wskazuje nam na coś, co może się okazać najważniejszą bronią w eskalującej bitwie Zachodu z ISIS.

Przywódcy zachodni i amerykańscy zapobiegawczo zatrzymali wszelką debatę o islamie deklarując, że jest on religią pokoju, a terroryzm nie ma nic wspólnego z islamem. W ten sposób rządy zachodnie zamknęły drzwi przed tymi muzułmanami, którzy mają czelność nie zgadzać się z resztą. To oni wskazują raczej na reformy, niż na radykalizm, jako rozwiązanie kłopotów islamu. W rezultacie to islamiści pociągają za sznurki – Od Iraku, po Syrię, Libię i Iran.

Podczas zimnej wojny wsparcie Amerykanów dla dysydentów sowieckich i wschodnioeuropejskich było decydującym czynnikiem w przełamaniu bloku radzieckiego. W latach 60. i 70., pomoc amerykańska pochodziła głównie od prywatnych grup i jednostek. Jednak prezydent Reagan rozumiał, że wspieranie dysydentów może być decydujące. Jeśli dysydenci dostaliby wsparcie moralne i materialne od Zachodu, pomogłoby to udowodnić, że dominacja sowiecka nie jest nieuchronna, a tak zwane siły historii są odwracalne. Tym samym wojna idei stała się kluczowym elementem doktryny Reagana.

Dzisiaj nikt nie słyszy o muzułmańskich dysydentach czy reformatorach. Z pewnością nie są oni zapraszani do Białego Domu. Ten przywilej zarezerwowany jest dla przywódców CAIR (Council of American-Islamic Relations), ISNA (Islamic Society of North America) i MAS (Muslim American Society).

Jeden człowiek do dziś pomaga dysydentom w nagłaśnianiu ich słów. Stephen Ulph rozpoczął swoją karierę od studiowania terroryzmu. Ten Brytyjczyk był załozycielem i redaktorem „Terrorism Security Monitor” oraz redaktorem i analitykiem „Islamic Affairs”, publikowanym przez Jane’s Information Group. Płynna znajomość różnych języków Bliskiego Wschodu sprawiła, że nawiązał kontakt z tamtejszymi dysydentami. Rozumiał ich wkład w walkę z terroryzmem. Wspieranie ich i zapoznawanie Zachodu z ich głosami stało się jego misją. Założył stronę www.almuslih.org, czyli Reformator, gdzie publikuje ich artykuły po angielsku i arabsku. Ulph zorganizował spotkanie małej grupy reformatorów w grudniu 2012 roku w Rzymie – miałam zaszczyt w nim uczestniczyć. Większość z nich znała nawzajem swoje prace, ale nigdy się wcześniej nie spotkali.

Głosy w ruchu reformatorów są różne. Jedni uważają siebie za pobożnych muzułmanów, którzy chcą, by ich religia nauczyła się żyć pośród innych. Inni opuścili wiarę, ale dalej są dumni ze swojego muzułmańsko-arabskiego dziedzictwa. Rozwiązania, jakie proponują, także są zróżnicowane. Najbardziej prominentnym uczestnikiem spotkania był Lafif Lakhdar, francusko-tunezyjski pisarz, który zmarł zaledwie kilka miesięcy później. Jego zdaniem terroryzm nie pojawił się z próżni, ale z edukacji gloryfikującej męczeństwo. „Musimy rozbroić argument męczennika” – mówił. Doktor Abd al-Khaliq Hussein, iracki intelektualista, sprzeciwiał się „analizie pierwotnej przyczyny”, która przenika amerykańską politykę antyterrorystyczną. Ostrzegał, że zabieganie o względy islamistów niweczy wszelkie wysiłki idące w stronę reform i może jednynie prowadzić do totalitaryzmu.

To te kobiety i ci mężczyźni mogą odpowiedzieć na pytania Eliota Abramsa: „Gdzie jest w islamie miejsce na debatę?”. 2 grudnia Stephen Ulph zbiera garstkę reformatorów Almuslih w Waszyngtonie na jednodniową dyskusję, której sposnorem jest między innymi Westminster Institute. Jej tytuł brzmi: „Postępowe głosy arabskie w sprawie reform islamu”. Może ktoś w Waszyngtonie zrozumie wagę amerykańskiego wsparcia dla głosów dysydenckich w świecie muzułmańskim i będzie chciał usłyszeć, co mają one do powiedzenia.

Veronica Franco, na podstawie: www.breitbart.com

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze