Muzułmanie i ludzie Zachodu. Uwagi psychologa

eu-islam
| 12 komentarzy|
image_pdfimage_print

Nicolai Sennels

Tło

27 lutego 2008 roku, w zimną i wietrzną środę, wziąłem głęboki wdech, chwyciłem mikrofon i zrobiłem coś, co zmieniło moje życie.

Przed Biurem ds. Integracji i Świadczeń Społecznych podlegającym burmistrzowi Kopenhagi zebranych było kilku dziennikarzy, muzułmański muzyk ze znanej z MTV grupy „Outlandish”, tuziny imamów i rzeczników muzułmanów oraz kilkuset pracowników opieki społecznej muzułmańskiego i duńskiego pochodzenia.

Zacząłem mówić to, o czym wszyscy już wiedzieli, ale czego nikt nie chciał powiedzieć na głos: że ci, których określa się „zagranicznymi przestępcami”, religijnymi ekstremistami lub przyszłymi terrorystami, oraz ci, którzy przyczyniają się do powstawania wyjętych spod prawa równoległych społeczeństw (któremu to zagadnieniu poświęcona była konferencja „Różnorodność i bezpieczeństwo w mieście”) – że wszyscy ci ludzie są muzułmanami. Argumentowałem za tym, że powinniśmy przestać opowiadać o „przestępcach obcego pochodzenia” i zacząć używać bardziej precyzyjnego określenia „przestępcy muzułmańscy”. Jako psycholog mający doświadczenie z ponad setką muzułmańskich pacjentów, powiedziałem im, że politycy i pracownicy opieki społecznej muszą rozumieć kulturowe i religijne tło przestępców obcego pochodzenia.

Spotkałem się z silną krytyką ze wszystkich stron i całkowitym brakiem poparcia.

Tak jak większość żołnierzy pierwszej linii frontu ginie w pierwszym ataku, wielu z tych, którzy zaatakowali polityczną poprawność, musiało ponieść zawodowe i społeczne konsekwencje. Nie byłem wyjątkiem. Mój zwierzchnik dał mi jasno do zrozumienia: powinienem unikać stosowania stygmatyzujących określeń albo znaleźć sobie inną pracę. W rzeczywistości próbowałem wstrzymać to całe tak zwane stygmatyzowanie wszystkich niemuzułmańskich imigrantów poprzez skupienie się na jednej grupie, która jest źródłem wszystkich problemów. Ale z Urzędem Miasta nie wygrasz. Największe gazety i programy radiowe o zasięgu krajowym dowiedziały się o tej historii i mój zwierzchnik został mocno skrytykowany w mediach przez ekspertów od wolności słowa, oraz przez duńskich blogerów. Przez miesiąc nie było dnia, w którym moje nazwisko nie pojawiłoby się w co najmniej jednej gazecie, bojownicy o wolność słowa rozpoczęli kolejną rundę. Nie byłem już anonimowym psychologiem. Moje nazwisko stało się znane każdemu czytelnikowi gazet duńskich;  szczególnie zwróciły na mnie uwagę internetowe blogi krytykujące islam.

Zamiast siedzieć cicho, postanowiłem napisać książkę o moich doświadczeniach w pracy z muzułmanami, opartą na setkach sesji terapeutycznych. Cała ta wrzawa, która wybuchła po mojej wypowiedzi, pokazała konieczność złamania tabu, jakim otacza się muzułmańskich przestępców. Ponadto, bardzo potrzebna jest poważna dyskusja o związku pomiędzy kulturą muzułmanów a ich przestępczym, aspołecznym zachowaniem. Udało mi się wynegocjować układ, który zapewniał mi odprawę w wysokości czterech pensji. Jestem prawdopodobnie pierwszym psychologiem w Kopenhadze, któremu zaproponowano 20 tysięcy dolarów za dobrowolne opuszczenie stanowiska. Myślę, że chcieli się mnie jak najszybciej pozbyć. Znalazłem dobrze płatną pracę, jako psycholog wojskowy badający żołnierzy wracających z Afganistanu. Zacząłem też pisać książkę, w której opisuję psychologiczny profil kultury muzułmańskiej. Jej tytuł to: „Wśród muzułmańskich przestępców: Doświadczenia psychologa z Kopenhagi” („Among Criminal Muslims: A Psychologist’s Experiences from the Copenhagen Municipality” – wydawnictwo Free Press Society, 2009).

Po konsultacjach terapeutycznych ze stu pięćdziesięcioma młodymi muzułmanami oraz około setką duńskich więźniów (którzy byli w podobnym wieku i pochodzili z podobnych środowisk, co muzułmańscy więźniowie), spostrzegłem, że u muzułmanów doświadczenia związane z kulturą i religią odgrywały kluczową rolę w rozwoju psychologicznym i zachowaniach przestępczych. Określenie „przestępcy pochodzenia obcego” nie jest jedynie generalizującym i nieprecyzyjnym terminem. Jest ono również nie fair wobec niemuzułmańskich imigrantów i ogólnie wprowadza ludzi w błąd.

Dyskusja o psychologicznej charakterystyce kultury muzułmańskiej jest ważna. W Danii mieszkają  obcokrajowcy z całego świata i według badań duńskiego urzędu statystycznego (Danmarks Statistik), wszystkie niemuzułmańskie grupy imigrantów odznaczają się mniejszym wskaźnikiem przestępczości niż rdzenni Duńczycy. Nawet po korektach uwzględniających poziom wykształcenia i dobrobytu materialnego okazuje się, że wszystkie grupy muzułmanów grupy popełniają więcej przestępstw niż jakakolwiek inna grupa etniczna. W więzieniu dla młodocianych przestępców, w którym pracowałem, siedmiu więźniów na dziesięciu było muzułmanami.

Recenzje mojej książki ukazały się w wielu gazetach i czasopismach rozpoczynając duńską debatę na temat związku między tłem kulturowym a skłonnościami do przestępstw. Duńskie czasopismo dla zawodowych psychologów PsyNyt oceniło ją następująco:

…”Wśród muzułmańskich przestępców” to prowokująca, przynosząca wiele rewelacji książka; przekonująca i solidnie poparta wieloma konkretnymi przykładami.

Zawodowe czasopismo dla nauczycieli nastolatków napisało:

Refleksje Sennelsa i poddanie dyskusji naszych działań ukierunkowanych na młodocianych przestępców zasługują na rozpowszechnienie.

Największy krajowy dziennik  „Jyllands-Posten” który wydrukował karykatury z Mahometem, napisał:
Ta książka to oryginalna, pionierska praca, zwracająca uwagę na odpowiedzialność jednostki i wpływ religii na kształtowanie się tożsamości młodzieży.

Oto skrótowe omówienie niektórych z moich odkryć.

Gniew

Kultura muzułmańska ma zupełnie inny pogląd na uczucie gniewu, który jest pod wieloma względami przeciwny naszym zachodnim poglądom.

Wyrażanie gniewu i grożenie innym to w kulturze zachodniej prawdopodobnie najszybszy sposób, aby stracić twarz. W dyskusjach ci, którzy tracą panowanie nad sobą, automatycznie przegrywają. Myślę, że większość ludzi miała możliwość doznać poczucia wstydu i utraty statusu społecznego w następstwie wybuchu agresji w pracy lub w domu.

W kulturze muzułmańskiej agresywne zachowanie, zwłaszcza pogróżki, są powszechnie akceptowane, a nawet oczekiwane, jako sposób radzenia sobie z konfliktami i rozbieżnościami poglądów w społecznościach. Jeżeli muzułmanin nie odpowie groźbą na obrazę, jest on – nie „ona” (od muzułmańskich kobiet oczekuje się zazwyczaj skromności i nie okazywania siły) – postrzegany jako słaby, jako ktoś, na kim nie można polegać i kto utracił twarz.

W oczach większości ludzi Zachodu wygląda to niedojrzale i dziecinnie, kiedy ktoś próbuje używać pogróżek, aby pokazać, że coś im się nie podoba. Duńskie porzekadło, które brzmi: „Tylko małe psy szczekają. Duże nie muszą”, jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze jako wytyczna cywilizowanego zachowania społecznego. Dla nas agresywne zachowanie jest oczywistą oznaką słabości. Jest to sygnał, że nie panujemy nad sobą i nie radzimy sobie z sytuacją. Postrzegamy umiejętność ludzi do zachowania spokoju jako pewność siebie, pozwalającą im na prowadzenie konstruktywnego dialogu. Wiedza, zdrowy rozsądek i umiejętność formułowania istotnych argumentów, są odbierane jako oznaka siły.

Islamskie wyrażenie „święty gniew” jest zatem całkowicie sprzeczne z zachodnim rozumowaniem.  Zwrot ten to dla nas przykład oksymoronu. Pełna przemocy i gróźb reakcja muzułmanów na duńskie komiksy o Mahomecie, pokazujące ich proroka jako człowieka gotowego użyć przemocy do szerzenia swoich poglądów, wywołuje u człowieka Zachodu dosyć ironiczne komentarze. Agresywna reakcja muzułmanów na obrazek pokazujacy ich proroka jako agresywnego, całkowicie potwierdza prawdziwość obserwacji Kurta Westergaarda, wyrażonej w jego satyrycznych rysunkach.

Owa różnica kulturowa odgrywa niezwykle ważną rolę w kontaktach z muzułmańskimi reżimami i organizacjami. Nasz sposób radzenia sobie z rozbieżnością poglądów w polityce to dyplomatyczny dialog i nakłanianie muzułmańskich liderów do współczucia, kompromisu i do używania zdrowego rozsądku. To pokojowe podejście, unikanie ryzyka prawdziwej, otwartej walki, odbierane jest przez muzułmanów jako oznaka słabości i brak odwagi; takie zachowanie w kulturze muzułmańskiej jest jednoznaczne z zaproszeniem do bycia wykorzystywanym.

Poczucie umiejscowienia kontroli

Jest jeszcze inna znacząca różnica pomiędzy ludźmi Zachodu a muzułmanami; ich poczucie umiejscowienia kontroli. Jest to psychologiczny termin, opisujacy subiektywną tendencję ludzi do definiowania, co jest siłą sprawczą w ich życiu – czy w głównym stopniu wpływają na nie oni sami, czy też czynniki zewnętrzne. Z psychologicznego punktu widzenia jest oczywiste, że według ludzi Zachodu ich życie kształtowane jest głównie przez czynniki wewnętrzne – przez nich samych. Znajduje to odbicie w naszych poglądach, sposobach myślenia i radzenia sobie z emocjami, w relacjach z innymi ludźmi, motywacji, poczuciu nadmiaru i sposobie komunikowania się. Te wewnętrzne czynniki prowadzą nas przez życie i decydują czy czujemy sie dobrze i pewnie, czy nie. Każda zachodnia biblioteka ma na półkach „kilka metrów” różnego rodzaju poradników. W każdym kiosku znajdziemy dziesiątki magazynów dla kobiet i mężczyzn, pełnych porad, jak stworzyć szczęśliwsze, udane życie. W naszych książkach telefonicznych mamy całe kolumny adresów psychologów, trenerów i terapeutów. Wszystkie te rzeczy mają na celu pomaganie nam w tworzeniu życia, jakiego pragniemy. Niektórzy mogliby zwrócić uwagę, że całe to zagłębianie się w siebie, to zbyt wiele i że zwyczajne robienie tego, co pożyteczne dla nas i innych, tu i teraz, byłoby bardziej konstruktywne – ale cóż, taka jest nasza kultura.

Wszystkie te rzeczy nie istnieją w muzułmańskiej kulturze i w krajach muzułmańskich. Odrobina psychologii i psychiatrii wykładana na kilku zaledwie uniwersytetach w świecie muzułmańskim, została sprowadzona z Zachodu. Wykładana jest głównie przez nauczycieli, którzy studiowali na zachodnich uniwersytetach, nie pochodzi z rodzimej kultury islamskiej.

Muzułmanie mają coś innego – ściśle sformułowane, pochodzące z zewnątrz zasady, tradycje i prawa dotyczące zachowań ludzkich. Mają boga, który decyduje o tym, jak powinno przebiegać ich życie. „Inszallah” kończy każde zdanie omawiające plany na przyszłość: „Jeśli bóg tak zechce”. Mają wpływowych kaznodziejów, którzy co piątek ogłaszają dyrektywy dla społeczeństwa. Duchowni ci dyktują poglądy polityczne, mówią jak należy wychowywać dzieci, oraz jak i czy w ogóle integrować się z zachodnimi społeczeństwami.

Dlatego poczucie umiejscowienia kontroli danej osoby jest kluczowe dla jej zrozumienia wolności i odpowiedzialności. Mimo że nasze ukształtowane przez chrześcijaństwo społeczeństwa mogą w pewnych sytuacjach poświęcać zbyt wiele uwagi poczuciu winy, umacniają one jednak poczucie odpowiedzialności za swoje życie i możliwości jego zmiany.

W społeczeństwach ukształtowanych przez wpływy islamu i Koranu może być mniej poczucia winy, za to więcej przyzwolenia dla formułowania żądań wobec otoczenia, żeby przystosowało się do osobistych życzeń i zachcianek. Może to dotyczyć domagania się prawa do noszenia islamskich ubiorów i zaowocować większą liczbą żądań prowadzących do islamizacji naszych zachodnich społeczeństw. Jest też poważną przyczyną poczucia bycia ofiarą i prowadzi do niekończących się wymagań wobec otoczenia. Jak pokazuje przebieg terapii, ta kulturowa tendencja w bardzo konkretny sposób ujawnia się jako brak skrupułów. Standardowa odpowiedź muzułmanów używających przemocy brzmiała zawsze: „To jego wina, że go pobiłem. Sprowokował mnie”. Tego rodzaju wymówki pokazują, że ludzie doświadczają swoich własnych reakcji jako wywołanych czynnikami zewnętrznymi, a nie własnymi emocjami, motywacją i wolną wolą.

Chociaż nawet własne poczucie urazy można uspokoić poprzez przyjrzenie mu się, ten rodzaj autorefleksji nie występuje w takim samym stopniu wśród muzułmanów, jak wśród ludzi Zachodu. Żeby kogoś pobić, potrzeba drugiej osoby: tej, która bije. Żeby poczuć się urażonym, wystarczy jedna osoba. Bycie bitym i bycie urażonym są zatem stricte różnymi zdarzeniami społecznymi. Drugie zależy tylko od danej osoby, podczas gdy pierwsze jest spowodowane wyłącznie czynnikami zewnętrznymi. Niestety, fakt ten nie jest brany pod uwagę w kulturze muzułmańskiej, ani prawdopodobnie przez osoby domagające się praw zakazujących „mowy nienawiści”, rasizmu i zniesławiania.

Ta różnica w mentalności jest jasno ujęta w starym indyjskim powiedzeniu: „Możesz wygodnie chodzić po każdym podłożu po prostu zakładając buty, albo żądać, żeby cały świat pokryto miękką skórą”.
Jest to kwestia poczucia umiejscowienia kontroli.

Autorefleksja i konsekwencja

Zaobserwowałem wśród muzułmanów ową kulturową różnicę odnośnie poczucia umiejscowienia kontroli. Była ona źródłem porażki niezliczonych projektów społecznych i integracyjnych. Oprócz wielkiego wsparcia ze strony naszych systemów pomocy społecznej, nasze ministerstwa oferują młodocianym muzułmańskim przestępcom różnorodną gamę rozrywek i porad, licząc na to, że wdzięczność i zaufanie, które zazwyczaj pojawiają się jako reakcja na tego typu szczodrość, stworzą dobre relacje, szacunek i chęć współpracy. Jednak gdy program udziału w różnych imprezach i spotkań z cierpliwymi pracownikami społecznymi się kończy i pojawia się oczekiwanie dorosłego zachowania, „wzajemny szacunek” często wyparowuje.

Ludzie Zachodu mają poczucie, że to „nasze normy” decydują o rzeczywistych konsekwencjach dla jakichś osób. Lubimy myśleć, że jeżeli ktoś otrzyma kilka porad i kolejną szansę, w większości nauczy się czegoś w ten sposób i skorzysta z tej szansy, żeby się poprawić. Boimy się ustanawiać jasne granice, ponieważ nie lubimy, kiedy ludzie czują się ukarani, nawet gdy naszą motywacją jest przeszkodzenie im w niszczeniu własnego życia oraz życia innych.

Powinniśmy być na tyle elastyczni, żeby wykroczyć poza naszymi kulturowe ograniczenia. Chciałbym zacytować duńskiego filozofa Sørena Kierkegaarda, z jego książki „Albo-albo”:

„Jeżeli chcemy naprawdę komuś pomóc, powinniśmy na samym początku dowiedzieć się, w jakiej sytuacji on się znajduje. To jest sekret sztuki pomagania. Każdy, kto nie jest w stanie tego zrobić, wykazuje się arogancją.”

Politycy europejscy, australijscy i amerykańscy wydali miliardy euro i dolarów próbując uniknąć tego, co najwyraźniej nieuniknione – nieudanej integracji muzułmanów. Pieniądze wydawano na nieobowiązkowe oferty, z których nasi źle zintegrowani imigranci mogą skorzystać, jeśli chcą. Czasem próbują, ale bardzo rzadko to działa. Powinniśmy zrozumieć, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy wychowali się w kulturze o zewnętrznym poczuciu umiejscowienia kontroli. Autorefleksja i odpowiedzialność za samego siebie mają dla nich zdecydowanie mniejsze znaczenie niż dla nas.

Kiedy pracowałem w opiece społecznej i później, jako psycholog dla jednostek antyspołecznych, zdałem sobie sprawę, że jedyną sensowną drogą „w przód” jest przestrzeganie następującej trzystopniowej procedury:
1)    Zapewnić poradę i pomoc. Jeżeli to nie zadziała, to:
2)    Ustanowić ograniczenia. Jeżeli to nie zadziała, wówczas określić:
3)    Konsekwencje.

To, o czym mówię, może wydawać się bardziej polityczne, niż psychologiczne. Jednak to moje długoletnie  doświadczenie w prowadzeniu terapii dla muzułmanów doprowadziło mnie do wygłoszenia następującego oświadczenia: Nie możemy pozwolić na zniszczenie naszych miast przez zanarchizowane, nie przestrzegające prawa równoległe społeczeństwa, z włóczącymi się grupami przestępczych muzułmanów, obciążających nasz system opieki społecznej, oraz rosnącym, usprawiedliwionym strachem niemuzułmanów przed przemocą. Konsekwencje powinny być tak srogie, że każdy antyspołeczny muzułmanin wolałby raczej wrócić do muzułmańskiego kraju, gdzie rozumiałby własną kulturę i byłby przez nią rozumiany.

Błędem jest rozpoczynanie od dawania dużego zakresu wolności i odpowiednie zmniejszanie go w miarę jak antyspołeczna młodzież popełnia błędy. W trakcie tego procesu owym młodym ludziom bardzo często udaje się zniszczyć własne życie przy pomocy złych nawyków, złych przyjaciół i kryminalnej kartoteki w aktach policji. Moje własne doświadczenie oraz doświadczenie wielu kolegów po fachu mówi, że jedyną działającą metodą jest rozpoczynanie od „krótkiej smyczy”. W miarę jak trudni ludzie pokażą, że potrafią sobie radzić z coraz większym zakresem wolności, można dawać im więcej możliwości.

Ten sposób rozpoczynania od „krótkiej smyczy” jest właściwie zupełnie normalny na Zachodzie przy wychowywaniu dzieci. Zaczynamy od ścisłych oczekiwań odnośnie szkoły, odrabiania zadań domowych i należytego zachowania. Później, w miarę jak dzieci dorastają, otrzymują coraz więcej wolności od rodziców. Kiedy mają 21 lat uważa się, że nauczyły się już tyle, iż mogą poradzić sobie z życiem i mają swobodę wyboru edukacji, partnera, religii i stylu życia.

W kulturze muzułmańskiej jest inaczej – szczególnie w odniesieniu do chłopców. Mają oni mnóstwo wolności w dzieciństwie, z czasem pojawia się coraz więcej kulturowych i religijnych ograniczeń i oczekiwań, że będą wspierać struktury rodzinne. Do czasu, kiedy dzieci skończą 20 lat, rodzice prawdopodobnie znajdą im już przyszłą żonę lub męża. Inne wybory są równie ograniczone: na przykład oczekiwanie, że chłopak zdobędzie wykształcenie lub będzie pracował w małym, rodzinnym sklepie, że będzie dbał o reputację rodziny uczęszczając na piątkowe modły w pobliskim meczecie. „Piramida edukacji” jest na Zachodzie odwrócona – mniej wolności na początku, więcej odpowiedzialności wraz z wiekiem. W kulturze muzułmańskiej jest odwrotnie – niewiele oczekiwań co do cywilizowanego zachowania w dzieciństwie oraz, kiedy osoba staje się coraz bardziej kompetentna, coraz mniej wolności, bo tego wymaga wzgląd na rodzinę i religię.

Muzułmańska tożsamość

Spośród 150 muzułmanów, dla których prowadziłem terapię, tylko kilku czuło się Duńczykami. Większość uważała się za Somalijczyków, Turków, Marokańczyków, Pakistańczyków lub Irakijczyków mieszkających obecnie w Danii. Prawie żaden z nich nie czuł się częścią duńskiego społeczeństwa. Czuli się wyobcowani, w opozycji wobec Duńczyków i ich społeczeństwa. Nie czuli się tu jak w domu.

To był dla mnie prawdziwy szok. Wielu z moich muzułmańskich pacjentów było imigrantami drugiego lub nawet trzeciego pokolenia, jednak wciąż nie czuli się Duńczykami. Wydawało się nawet, że wielu z nich jest nawet bardziej religijnych i nienawistnych wobec niemuzułmanów, niż ich rodzice – pierwsza generacja imigrantów. Było dla mnie jasne, że postrzegali siebie jako zdecydowanie różnych, a nawet lepszych, niż niemuzułmanie.

Młodzi Duńczycy, którzy przejawiali zainteresowanie islamem, od razu cieszyli się większą uwagą i szacunkiem nawet wśród niepraktykujących muzułmanów. Tak samo traktowani byli co bardziej religijni muzułmanie. Władza skupiona była zawsze wokół bardziej pobożnych, fanatycznych i pełnych mocy. Najpopularniejsi wśród muzułmanów byli prawdziwi islamiści. Typowy portret takiego człowieka: mężczyzna ze starannie przystrzyżoną brodą, w eleganckich okularach, o aroganckim sposobie bycia, dobrze ubrany, o nienagannych manierach; na jego łóżku leży Koran – wydanie książkowe i w formie audiobooka. Przeważnie uczą się oni kilku teorii konspiracyjnych „dowodzących”, że Zachód – głównie USA oraz kilka milionów żydów pozostałych na tym świecie – jest przyczyną wszystkich problemów świata muzułmańskiego.

Nie prowadzę żadnych statystyk, ale moje doświadczenia odzwierciedlają jasno wyniki badań, przeprowadzonych w kilku krajach, dotyczących tożsamości muzułmanów w Europie. Sondaż przeprowadzony we Francji dla dziennika „Le Figaro” pokazał, że tylko 14% z około 5 milionów muzułmanów żyjących w tym kraju postrzega siebie jako „bardziej Francuzów niż muzułmanów”. Badania przeprowadzone przez niemieckie MSW pokazują, że tylko 12% muzułmanów żyjących w Niemczech czuje się bardziej Niemcami niż muzułmanami. Duński sondaż opublikowany przez promuzułmańską i prodemokratyczną organizację Demokratyczni Muzułmanie, której liderem jest członek parlamentu i muzułmanin

Naser Khader, pokazał, że tylko 14% muzułmanów mieszkających  w Danii postrzega siebie jako „demokratycznych i duńskich”. Nawiasem mówiąc, Naser Khader zrecenzował moją książkę:

Profesjonalna wiedza, którą posiada Nicolai Sennels – bez względu na to, do jakiej partii przynależy – jest wyjątkowa; dzięki jasnym, praktycznym przykładom przytaczanym w książce, czytelnik jest w stanie zrozumieć niektóre z problemów integracji. Książka ta powinna być obowiązkową pozycją dla wszystkich nauczycieli, pracowników społecznych i dla samorządów lokalnych.

Ponieważ Khader sam jest muzułmaninem i nawet wydał książkę o muzułmańskiej kulturze (Honor i wstyd), jest to prawdziwy komplement dla moich psychologicznych wywodów i płynących z nich wniosków.

Bycie muzułmaninem zecydowanie przewyższa jakąkolwiek przynależność narodową. Samuel P. Huntington, autor znanej książki pt. Zderzenie Cywilizacji, opisał to zjawisko stosując analogię do litery U. Moje obserwacje są bardzo bliskie obserwacjom Huntingtona. Dla muzułmanów na dwóch „wierzchołkach” litery U są „przynależność do Ummy” (globalnej społeczności muzułmanów) i „przynależność plemienna” (poczucie wspólnoty z innymi muzułmanami mieszkającymi na tym samym obszarze geograficznym). Na dole litery jest tożsamość narodowa. Dla ludzi Zachodu, ta litera stoi do góry nogami. Zobowiązanie wobec kraju, w którym żyjemy, jest dla nas zdecydowanie ważniejsze niż religia lub przynależność do grupy.

Jeżeli integracja polega tylko na poznaniu języka i znalezieniu sobie pracy, to nie jest ona taka trudna. Ale jeśli integracja wymaga także rozwoju mentalnych nawyków szanowania niemuzułmanów, jest ona dla wielu muzułmanów po prostu niemożliwa. Postrzegają oni siebie jako wyjątkowych, zawsze będą starać się trzymać razem, tworzyć własne muzułmańskie/islamskie, równoległe społeczeństwa, czuć się odseparowanymi i nie darzyć podobnym szacunkiem niemuzułmanów. Prawdziwa integracja nie musi koniecznie oznaczać zmiany wyznania. Jakkolwiek, dla muzułmanów zdecydowanie oznacza ona konwersję kulturową, przejście na inną kulturę. Oczywiście bardzo niewielu muzułmanów posiada odpowiedni zakres woli i swobody, a także silną osobowość niezbędną do przejścia przez tak psychologicznie wymagający proces.

Pojawia się więc pytanie: Czy rzeczywiście nastąpi satysfakcjonująca i dostatecznie głęboka integracja muzułmanów? Jeżeli myślisz, że tak, to na czym opierasz swoje założenie? Jeżeli nie, to jakich spodziewasz się konsekwencji?

Honor

Honor jest w kulturze muzułmańskiej jedną z głównych koncepcji . Wiele duńskich gazet doświadczyło zmasowanego ataku wściekłych muzułmanów po opublikowaniu duńskich karykatur Mahometa. Uświadomiono sobie, że muzułmanie bardzo łatwo się obrażają.

Jaki rodzaj honoru musi być chroniony przy pomocy gróźb, terroru i bojkotu? Czy to naprawdę honor? Być może tak, z punktu widzenia kultury opartej na księdze napisanej 1400 lat temu. Patrząc z punktu widzenia współczesnej zachodniej psychologii – na pewno nie. Z naszej perspektywy takie zachowanie jest raczej niehonorowe.

Ciągłe utrzymywanie określonej fasady, poczucie niepewności i reagowanie agresją w przypadku krytyki, to rezultat niskiego poczucia własnej wartości. Niestety kultura muzułmańska mówi przynależącym do niej mężczyznom, że krytyka powinna być traktowana w pełni osobiście, a reakcją na nią muszą być takie dziecinne zachowania.

Prawdziwa pewność siebie pozwala nam  pomyśleć lub powiedzieć: „OK, ty masz swoją opinię o mnie lub o mojej religii. Ja mam inną, ale ponieważ czuję się pewnie, nie pozwolę, żeby mój autowizerunek lub moje wartości zostały przez ciebie naruszone”. Znajomość własnych mocnych i słabych  stron, i akceptowanie ich, są podstawą silnego poczucia własnej wartości.

Każdy, kto spędziłby trochę czasu wśród społeczności muzułmańskiej, doświadczyłby tego bardzo wyraźnie. Zorientowałby się, że przez cały czas stara się, żeby nikogo nie obrazić i z każdym obchodzi się jak ze zgniłym jajkiem. Dowcip, ironia, a przede wszystkim autoironia, prawie tam nie istnieją. Tworzy to pełne powierzchowności środowisko społeczne, w którym na każdym kroku powstają niezdrowe hierarchie, ponieważ nikt na przykład nie ma odwagi wytknąć słabości dziecinnemu mężczyźnie, czy też wyśmiewać się z silnego. Znamy tę baśń Andersena o małym chłopcu, który powiedział, że król jest  nagi. „On nie ma na sobie ubrania!” – krzyknął chłopiec, wprawiając w zażenowanie dumnego króla, ubranego w nieistniejące magiczne ubranie, widoczne tylko dla „lepszych ludzi” (tak naprawdę król był nagi, ponieważ krawiec go oszukał). Tego typu historia nigdy nie mogłaby powstać w muzułmańskim kręgu kulturowym.

Wielu młodych muzułmanów zachowuje się agresywnie. Nie tylko z powodu muzułmańskiej akceptacji agresji, ale również dlatego, że muzułmańska mentalność w sprawach honoru czyni z nich kruchych, niepewnych siebie mężczyzn. Zamiast rozwijać humor i elastyczność w relacjach międzyludzkich, stają się sztywni i tworzą kruche, podatne na zranienie, narcystyczne osobowości.

Niestety, większość dziennikarzy i ludzi zajmujących się mediami używa słowa „honor” opisując przypadki przemocy, w których napastnik tłumaczy, że jego honor został urażony. Ponieważ koncepcja honoru jest w kulturze muzułmańskiejcałkowicie zintegrowana z prawami społecznymi, wygląda na to, że przemoc jest usprawiedliwiona, kiedy honor jest zagrożony. Rozciąga się to na przypadki bicia lub zabicia kobiety, która domaga się tak podstawowych praw ludzkich jak swobodny wybór partnera. Używając pojęcia honoru w taki sam sposób, w jaki używają go napastnicy, media opowiadają się za psychopatycznymi czy narcystycznymi uzasadnieniami złego traktowania innych ludzi. Tymczasem powinniśmy, opisując tego typu zdarzenia, przyjmować za punkt odniesienia naszą własną, zachodnią kulturę. Terminy takie jak „egzekucja rodzinna”, „dziecinna zazdrość”, „maniakalna potrzeba kontroli” czy „brak pewności siebie” byłyby znacznie bliższe naszemu kulturowemu zrozumieniu tego typu zachowań.

Konsekwencje nieudanej integracji?

“Islam i Zachód: Raport roczny na temat stanu porozumienia 2008” opublikowany w “The World Economic Forum”, przedstawia wyniki badania przeprowadzonego w 12 krajach niemuzułmańskich i 12 muzułmańskich. Ostatni punkt raportu dotyczy pytania: „Czy uważasz, że można uniknąć konfliktu siłowego pomiędzy światem muzułmańskim i zachodnim?”. Większość z 24 krajów sądzi, że konfliktu można uniknąć. Jednakże nie jest to to samo, co przekonanie, że do konfliktu rzeczywiście nie dojdzie. Przytłaczające jest to, że mieszkańcy 22 z 24 krajów biorących udział w badaniu przypuszczają, że „stosunki między światem muzułmańskim i zachodnim pogorszą się”.

Badanie to pokazuje jasno, że mimo powszechnej nadziei na pokojowe rozwiązanie napięć między islamem a Zachodem, panuje duży pesymizm w tym zakresie. Sytuacja nie zmierza ku pokojowym rozwiązaniom. Muszę przyznać, że moje własne wnioski pasują do wyników tego badania. Wierzę, że można uniknąć konfliktu siłowego, jednakże szanse osiągnięcia tego celu maleją z każdym miesiącem.

Wiele lat temu przekroczyliśmy „punkt, z którego nie na już odwrotu”. Wtedy można było uniknąć takiego konfliktu bez stosowania drastycznych środków. Drastycznymi środkami zaradczymi mogą być: wstrzymanie muzułmańskiej imigracji, wymóg zreformowania organizacji islamskich i ich przywódców na Zachodzie, „dokręcenie śrub” maszyny integracyjnej, uniezależnienie się od ropy z Bliskiego Wschodu, zachęcanie skrajnie przeludnionych i zubożałych krajów do posiadania mniejszej liczby dzieci, stworzenie organizacji alternatywnej dla ONZ, otwartej wyłącznie dla krajów demokratycznych, uniemożliwienie Unii Europejskiej wymuszania na krajach członkowskich przyjmowania większej liczby imigrantów i uchodźców muzułmańskich, a nawet być może odsyłanie muzułmanów, którzy dowiedli, że nie potrafią dostosować się do zachodniego świeckiego prawa, z powrotem do krajów ich pochodzenia.

Takie drastyczne środki są najprawdopodobniej konieczne. Jednakże nasi politycy zdecydowali się dać imigrantom najpierw „długą smycz”, a dopiero potem powoli i z dużym wahaniem skracać ją, gdy sytuacja staje się coraz gorsza. Przy takich politykach islamiści mogą się zrelaksować i podziwiać sobie całe to przedstawienie. Zniszczenie „zdemoralizowanego”, wolnego, nieislamskiego Zachodu wydarzy się samoczynnie.

Ponieważ muzułmański świat już tu jest – tysiące muzułmańskich gett w Europie, Australii i Ameryce Północnej – prawdopodobieństwo konfliktu siłowego w miastach całego zachodniego świata jest bardzo duże.

Żeby uniknąć takiej katastrofy, musimy o wiele lepiej zrozumieć kulturę muzułmańską. Musimy zrozumieć, że integracja mas muzułmanów z naszym zachodnim społeczeństwem nie jest możliwa. Musimy zrozumieć, że nasz unikający konfrontacji zachodni sposób rozwiązywania konfliktów czyni nas słabymi i podatnymi na agresję przywódców muzułmańskich. Musimy zrozumieć, że kultura muzułmańska jest znacznie silniejsza i bardziej zdeterminowana niż nasza obarczona poczuciem winy, tłumacząca się ze wszystkiego kultura Zachodu. Musimy zrozumieć, że muzułmanie czują się jak w domu tylko w kulturze muzułmańskiej i właśnie dlatego ich żądania religijne islamizacji Zachodu nigdy nie ucichną.

W momencie, w którym wpływowi duchowni islamscy określą obszary zamieszkiwane przez muzułmanów jako islamskie (tego typu deklaracje to islamska tradycja, wydarza się to na całym świecie – w Chinach, Tajlandii, byłej Jugosławii, Rosji, Afryce itd.) i nakażą swoim wyznawcom atakować wszystkich przedstawicieli nieislamskich władz wkraczających na te obszary, wybuchnie u nas wojna domowa. Żadne państwo nie może tolerować takich ataków na swoich przedstawicieli i będzie musiało zatrzymać rozwój wydarzeń. Takie zamknięte, rządzące się swoimi prawami obszary, już w tej chwili pełne są brutalnych kryminalistów, broni i islamskich ekstremistów. Prawdopodobnie nie poddadzą się oni przedstawicielom władz, ani nie złożą broni dobrowolnie. Tego typu islamskie deklaracje miały już miejsce na poziomie nieoficjalnym. Wszystkie kraje zachodnioeuropejskie mają takie zamknięte obszary, gdzie policjanci i przedstawiciele władz witani są groźbami i kamieniami; natomiast przedstawiciele islamskich władz, tacy jak imamowie czy domorosłe sądy szariackie swobodnie rządzą tymi obszarami i tworzą muzułmańskie getta.

Po usłyszeniu od muzułmanów tak wielu historii na temat ich kultury, religii, krajów rodzinnych, gett muzułmańskich, ich poglądów na temat niemuzułmanów, demokracji, kobiet i wolności, nie mam nadziei, że w tym konflikcie uda się uniknąć „krwi, potu i łez”. Minie wiele lat, zanim dotrzemy do punktu, kiedy będziemy mogli być pewni, że nasza kochająca wolność kultura wygra taki konflikt. W obecnej sytuacji zwycięstwo wcale nie jest takie pewne.

Mam nadzieję, że wielu odważnych ludzi stanie w obronie tego, w co wszyscy wierzymy i będzie świadomych, jak łatwo możemy to stracić.  Mogą pisać listy do swoich gazet, studiować Koran i statystyki przestępczości (tylko te dwa źródła wystarczą, żeby przekonać się, że imigracja muzułmańska to nie jest dobry pomysł). Mogą prezentować swoje poglądy w przekonujący sposób, gdy rozmowa zejdzie na temat islamu i imigracji muzułmańskiej podczas lunchu, w pracy czy na rodzinnej kolacji. Powszechny ruch, złożony z przeciętnych obywateli stających przeciwko niedojrzałej i psychicznie chorej kulturze islamu, jest drogą i celem. Ten cel jest najważniejszy.

Efektem konferencji “Różnorodność i bezpieczeństwo w mieście”, która odbyła się 27 lutego 2008, był tak zwany „Katalog pomysłów”. Zawierał on ponad 118 propozycji tego, co mogą zrobić media, policja, rząd, politycy i zwykli Duńczycy, żeby usprawnić integrację. Nie zawierał on właściwie żadnych pomysłów na to, co dla poprawy sytuacji mogliby uczynić sami obcokrajowcy.(rol)

Tłumaczenie: MM
Źródło: http://www.newenglishreview.org/custpage.cfm/frm/63122/sec_id/63122

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze